Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dlaczego nad "i" znajduje się kropka ?


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dawno temu "i" było bez kropki, żyło sobie dostatnie i szczęśliwie w alfabecie
każdy lubił "i" ponieważ to samogłoska i dobrze się je wamawia, szczuplutkie "i" zawsze
zawsze subtelnie i gładko wciskało się pomiędzy inne litery tworząc, spójną sybalę. Wszyscy stwierdzali "i" to ładny znak, chyba najbardziej z nas idalny, najbardziej wymowny, kiedyś "i"
wymawiało się bez kropki, brzmiało tak czysto...linia znaku, po prostu literalna.

Trwało to dotąd aż zjawił się zły grafoman, człowiek ten pochodził z mrocznej krainy beztaleńcia, cenił on tylko siebie. Kiedyś o paranku, gdy jak zwykle tworzył swój okrutny twór, swoim krzymym piórem. Zachciało mu się dłubać w nosie, zanurzył pozór głęboko. Potem zaczął tworzyć zieloną metafizyczną kulkę, kłębek chaosu i niedopowiedzeń. Gniótł długo kulkę, gdy w końcu zdał sobie sprawę że jest on zlepkiem blędów. Ogarnęło go przerażenie. Wytarł babora, o test swoich wiersz...przypadkowo przykleił on się do tego pięknego "i". Tak zostało. Czarny grafoman miał wiele dzieci a ich dzieci miały, też dzieci grafomańskie. Literatura piszę się przez "i", poezja przez "o", ale to już inna bajka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




no chyba raczej filozali niż filozofowali

ktoś musiał chyba postawić pierwszy kropkę nad "i" zastanawiam się kto to mógł być...jesteśmy po to by stawiać pytania liczyłem na waszą wyobraźnie "i" to doskonały punkt do rozważań. ktoś by mógł teraz stwierdzić...panie a po co ty tak wiercisz te kropkę w tym "i" jedna mała nad już wystarczy, i tylko to się liczy i nic więcej i naprawdę muszę to stwierdzić i z przekonaniem.

wszytko to iloraz i coś jeszcze...tylko nie wiem co
jestem w kropce
Opublikowano

postawić kropkę nad "i" czasem zbyt trudno...
najgorzej jakby ten ktoś wpadl na pomysł kropki ale z jakiegos powodu
nie chcial jej postawic i wtedy kicha.. trzeba czekac..?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...