Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy już zginą marzenia
i tylko echem się staną,
poszukam w ogrodzie cienia,
posłucham ptaków nad ranem.
Położę się gdzieś na trawie,
na niebie policzę chmury,
nie będę myśleć już prawie
o czasie przeszłym, ponurym.

Sprawy codzienne i proste
zastąpią mi świat daleki.
Te ciernie, co w sercu ostre,
wypłuczę dziś nurtem rzeki.
I wejdę do wody śmiało,
bez lęku, nawet z uśmiechem.
Bo dziś się już dokonało.
A jutro niech będzie echem.

Lecz leżąc tu tak na trawie
i patrząc w błękit daleki,
choć blisko jestem już prawie,
to nie chcę wejść do tej rzeki.
A smutek w końcu przeminie,
zagubi się pośród myśli,
w mgle niepamięci rozpłynie,
jak gdyby się tylko przyśnił.

Opublikowano

Napisz dlaczego zła sylabizacja, rozumiem, że liczyłeś te sylaby. Gdzie znalazłeś bład?
Wiersz nie jest pisany pod rym i nie wiem skąd taki wniosek.
Pisząc komentarz dobrze jest uzasadnić jakiś zarzut, w przeciwnym wypadku nic nie znaczy.
Chyba, że na tym forum nie ma zwyczaju zastanawiania się nad wierszami nowych osób.
Można im pisać komentarze bez czytania tekstu. Wiesz chociaż o czym jest?
Nie musi się podobać, ale wtedy można napisać np. wolę inne wiersze a nie wysyłać na warsztaty.
Co to jest Z. To pewnie jakieś portalowe określenie i nie znam go. Bardzo proszę o wyjaśnienie.

Opublikowano

proszę wybaczyć, ale jest to komentarz, który zamieściłam pod Pani komentarzem do mojego wiersza, więc może się w pełni nie odnosić do Pani powyższego kometarza.

[quote] ???
Szanowna Pani.
przydałoby się trochę samokrytyki.
Pani utwór nie jest dziełem sztuki.
tekst, który skomentowałam jest prosty i nie wymagający zbyt dużo myślenia, co Pani sugeruje.
przeliczyłam sylaby - faktycznie, zgadza się. wcześniej tego nie robiłam, przeczytałam na głos, coś nie grało z zestrojami akentowymi, ale Pani odpowiedź na mój komentarz sprawiła, że przeczytałam utwór raz jeszcze. wcześniej nie grała mi druga strofa. wydawało mi się, że właśnie padła sylabizacja, po kolejnym przeczytaniu zwracam honor i potwierdzam, że liczba sylab się zgadza. rytmika została zachowana. jednak nadal twierdzę, że treść jest błaha, prosta, wtórna. pragnę też zaznaczyć, że poezja rymowana (sylabiki, sylabotoniki nawet toniki) jest najbardziej wymagająca dla autora - bo wymaga najwięcej inwencji, pomysłu. nietrudno jest napisać utwór taki jak powyższy. zastosowała Pani chwyty, które są aż nadto widoczne w poezji rymowanej (i nie tylko). proponuję zapoznać się z twórczością messalina nagietki. zrozumie Pani o co mi chodzi.
proszę, nie znając mnie, nie zaliczać do osób, które swoje frustracje i problemy wyładowują nękając biedne duszyczki zamieszczające na tym portalu.



pozdrawiam serdecznie, p.
Opublikowano

"Co to jest Z. To pewnie jakieś portalowe określenie i nie znam go. Bardzo proszę o wyjaśnienie."

Joasiu jest to dział dla wprawnych poetów, czyli osób dobrze władających piórem, obok - dział P dla początkujących i poniżej - W jako warsztat, dla osób, które chcą pomocy bardziej wprawionych.
pozdrawiam i radzę przemyśleć

Opublikowano

Do papeer_doll
Zastanawiam się skąd ta agresja. Mój komentarz nie był agresywny i starałam się aby był szczery. Samokrytyki mi nie brak, o to proszę się nie martwić. To przecież Pan napisał komentarz z zarzutami niczym nie popartymi i w dodatku niesprawiedliwy, dlatego mogłam przypuszczać, że bez zastanowienia.
Rozczaruję Pana. Wiersze Nagietka znam lepiej niż się Panu wydaje i jest on jednym z moich ulubionych autorów. Sugeruje Pan , że powinnam go naśladować ??? Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem Jeśli bym miała naśladować kogokolwiek, to nie widzę sensu takiego pisania. Pan naśladuje kogoś ? Nic Pan nie napisał o wierszu. Czy znowu nie zastanowił się pan nad jego treścią? Chwyty poetyckie - a cóż to takiego i gdzie je Pan dostrzegł. To nie jest wiersz o niczym i chwytów żadnych w nim nie ma. Jest pisany prostym językiem, a powinien Pan wiedzieć, że w ten sposób, zwłaszcza w wierszach z rymami, jest trudno coś pisać, mimo pozoru prostoty. Chwyty poetyckie chyba polegają właśnie na tym, aby naginać treść do rymów, albo stosować poetyckie zwroty, które nic nie znaczą. Ja jestem w stanie wytłumaczyć się z każdego wersu, w przeciwieństwie do Pana i treści Pana komentarza. Powtarzam, wiersz nie musi się podobać. Gusta mamy różne na szczęście i to w rozumieniu poezji wydaje mi się bardzo istotne. Dlatego jeśli się kogoś zacznie mierzyć swoją miarą trzeba się najpierw zastanowić czy jest odpowiednia.
Pozdrawiam i mimo wszystko dziękuję za komentarz

Do BeenieM
Dziękuję za wyjaśnienie.

Opublikowano

echhh.
proszę wziąć moje komentarze za niebyłe. nie mam zamiaru tłumaczyć się z każdej wypowiedzi.
proszę przeczytać je jeszcze raz i wyciągnąć wnioski. nie jestem też panem - najwidoczniej to nie ja czytam niedokładnie. w każdym moim komentarzu zawarta jest uwaga do tekstu Pani. proszę tylko się zagłębić. nie wiem też skąd pomysł z agresją :/

najwidoczniej nie tylko ja czegoś tu nie rozumiem.

pozdrawiam serdecznie, p.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Te nieprzyjemności, jak rozumiem, są spowodowane tym, że umieściłam wiersz na tym forum, a nie warsztatowym, czy dla początkujących ??
Ciekawy sposób oceny.
Na forum warsztatowym zamieszczę oczywiście pokornie wiersz następny :)
Za opinię dziękuję.
Opublikowano

po pierwsze: naprawdę brak Ci samokrytyki.
po drugie: jest to ogólnie przyjęte, że debiutanci DEBIUTUJĄ na forum dla początkujących.
po trzecie: opłaca sie słuchać tych, co mają co najmniej trzy cyfrowe komentarze.

Z to sacrum;)
W jest dla Twojego (jak i każdego) dobra
najlepiej pisz po prostu do P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jednego nie rozumiem. Jeśli to forum to sacrum, może powinna być jakaś blokada dla osób, które się dopiero zalogowały. Może powinien być jakiś inny sposób umieszczania tu wierszy, nie poprzez zwykłe wklejenie, a poprzez wybór przez administrację, czy samych uczestników. Przeczytałam regulamin, ale nie pamiętam aby było tam coś o tym napisane.
Co znaczy słowo debiutant - debiutant na tym forum, czy debiutant w ogóle? Jeśli na tym forum to też powinno być o tym w regulaminie. Oczywiście popełniłam gafę , przepraszam, ale nie celowo przecież.
Po to zamieszcza się wiersze na forum, aby usłyszeć o nich opinię i swój także zamieściłam w tym celu. Ale jeśli oznaką braku samokrytyki jest to, że bronię się przed niesłusznym zarzutem, to takiej opinii też nie rozumiem.
Poza tym cały czas wszyscy atakują mnie. Opinie o wierszu były dwie - jedna niesłuszna i do pomyłki się komentatorka przyznała, druga dotycząca mojego talentu. Gratuluję przenikliwości.
Pani Regino zapewniam , że nigdy nikomu nie napisałam komentarza "od papy"
Pozdrawiam serdecznie i dziekuję za miłe przyjęcie.
Opublikowano

nie podoba mi się, ja juz gdzies wspominałem zeby jeden dział na poezję zrobić, bo tu wprawinie władających piórem to zbytnio nie widać, brak słów poprostu, jakie niektórzy ludzie mają mniemanie o sobie

Opublikowano

no z tym talentem to nie przesadzajmy. nie wydaje mi się, żebyśmy mogli to akurat oceniać.
może być problem z oczytaniem czy z pomysłem, ale nie z talentem, bo to można powiedzieć tylko patrząc w lustro.

no.

to zdrowia, p.

Opublikowano

Z czy D - czy tu gniot czy tam, ja tam żadnej różnicy działowej, chociaż akurat tutaj sobie trzeba robic jaja - własnie przez to, że ktos sobie wklei wierszyczek i uważa to za dzieło. Co gorsze - wisi to jako "poezja współczesna"...
A zresztą gdyby tak człowiek musiał każdemu tłumaczyc - co źle i co niedobrze, to by chyba zwariował w końcu. Samo słowo "debiut" już zobowiązuje - debiutuje się raczej z przemyślanym utworem (bo o ogólnym oczytaniu, czytaniu czy przeczytaniu nie wspomnę)
I chwała ogrowi za to, że to nie jest przedszkole, tylko forum poetyckie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Peper_doll
Proszę przeczytać.(?) :)))) Jeśli chodzi o mój (hehe) talent, to się rozwija mam nadzieję. Jeśli chodzi o samoocenę to różnie z nią bywa, ale raczej nie jest uzależniona od osób, o których wiem niewiele. Co wcale nie znaczy, że nie liczę się ze zdaniem czytelników (wręcz przeciwnie), ale tylko jeśli mówią o czymś co dotyczy tekstu, a nie stosunków panujących na forum.
Pozdrawiam
Ps.
Oczywiście nie dotyczyło to Pani komentarza, każdy może się pomylić , ważne aby się przyznał do błędu i za to dziękuję, choć jak zrozumiałam wiersz się nie podobał :))

M.Krzywak
Nic się nie uważa i za dzieło też nie.
Wklejam wiesz i czekam na opinię. Nie podoba się. Nie musi. Przeżyję jestem dużą dziewczynką. Tłumaczyć (?) jak do tej pory nikt nie miał nawet takiego zamiaru . Natomiast większość wpisów to opinia o mnie. Pańska także.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jednego nie rozumiem. Jeśli to forum to sacrum, może powinna być jakaś blokada dla osób, które się dopiero zalogowały. Może powinien być jakiś inny sposób umieszczania tu wierszy, nie poprzez zwykłe wklejenie, a poprzez wybór przez administrację, czy samych uczestników. Przeczytałam regulamin, ale nie pamiętam aby było tam coś o tym napisane.
Co znaczy słowo debiutant - debiutant na tym forum, czy debiutant w ogóle? Jeśli na tym forum to też powinno być o tym w regulaminie. Oczywiście popełniłam gafę , przepraszam, ale nie celowo przecież.
Po to zamieszcza się wiersze na forum, aby usłyszeć o nich opinię i swój także zamieściłam w tym celu. Ale jeśli oznaką braku samokrytyki jest to, że bronię się przed niesłusznym zarzutem, to takiej opinii też nie rozumiem.
Poza tym cały czas wszyscy atakują mnie. Opinie o wierszu były dwie - jedna niesłuszna i do pomyłki się komentatorka przyznała, druga dotycząca mojego talentu. Gratuluję przenikliwości.
Pani Regino zapewniam , że nigdy nikomu nie napisałam komentarza "od papy"
Pozdrawiam serdecznie i dziekuję za miłe przyjęcie.

nie wyczułaś malutkiej ironii przy "sacrum"?
z tego, co zauważyłam, większości stałych bywalców nie przeszkadza sposób umieszczania wierszy ani dość długi czas na wklejenie kolejnego utwou.
zdarza się, że to właśnie admin przenosi wiersze do Z.
nikt Cię nie atakuje, tylko wyjaśnia niektóre rzeczy.
KAŻDY MA PRAWO do wydania swojej SUBIEKTYWNEJ opinii.
brak Ci samokrytyki jeśli stwierdzasz, że zarzuty są niesłuszne - dla osoby, która je wydała są słuszne jak najbardziej.
Opublikowano

Olesia Apropos napisała:
"brak Ci samokrytyki jeśli stwierdzasz, że zarzuty są niesłuszne - dla osoby, która je wydała są słuszne jak najbardziej."

Słowo "niesłuszne" dotyczyło pierwszego komentarza, jeśli przeczytasz dalszą dyskusję to zrozumiesz o co chodziło.
Zarzutu braku samokrytyki nie rozumiem. Nigdzie nie napisałam, że wiersz jest doskonały, albo, że nikt nie ma prawa wyrazić swojego zdania na jego temat. Mylisz chyba brak samokrytyki z prawem do obrony. Uważasz, że autor nie ma takiego prawa ?? Tego jeszcze bardziej nie rozumiem. Zwłaszcza, że nikt o wierszu nie próbował dyskutować, dyskusja dotyczy mojej osoby i sacrum jakiemu to forum podlega, a które złamałam podobno.
Może błędem było zamieszczenie wiersza na tym forum, ale o tym też już pisałam.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...