Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

pan X w młodości przez krótki czas był masonem
szybko jednak znudziły go ezoteryczne rytuały i złote kielnie

rozpoczął naukę w najwyższej szkole tego i owego
- zostal cenionym w świecie tegoiowegoistą
jego błyskotliwą karierę naukową przerwała
zupełnie nieoczekiwana zamiana w karalucha
(pan X zawsze uwielbiał Kafkę)

dziewięcioletniego okresu karaluszego
pan X nie wspomina zbyt miło
właśnie wtedy postanowił zostać poetą

gdy odczłowieczał
długo nie mógł przyzwyczaić się
do braku chitynowego pancerza

ale to nie była ostatnia przemiana w młodości pana X

pewnego dnia pan X z pomazańca losu
zmienił się w popaprańca

ten dzień uważa się za symboliczny koniec młodości pana X

Opublikowano

Bardzo ee... osobliwy wiersz, powiedziałabym. Podoba mi się, chociaż wiersza w tym wierszu mało. Raczej jakaś opowiastka, coś takiego. Ale bynajmniej mi to nie przeszkadza, nie :) Bardzo mi przypadł do gustu ten utwór. Szczególnie podoba mi się fragment:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i


Bardzo sympatyczny wiersz :) Chyba lubię ten typ :)

Pozdrawiam,
Aileen Atrien.
Opublikowano

Hmm, no wszyscy tutaj wychwalają pomysł, a przecież taki pan X już był nieraz. Everymany, jedermanny, Józefy K. (pheh no w końcu "pan X zawsze uwielbiał Kafkę").

Zresztą nawet na tym forum, o ile dobrze pamiętam, podobna postać pojawiła się w całej serii utworów Michała Zawadowskiego o panu Iksińskim (nb. pan iks - pan iksiński).

Do mnie nie trafia. Wydaje się jakiś taki uproszczony, spłycony.

Pozdrawiam.

Opublikowano

no właśnie już mi ktoś to zarzucał.

Jest późno, a mi się nie chce sprawdzać, ale z tego, co mi zostało wiedzy z liceum, wydaje mi się, że to Kafka żył przed Schulzem (jakieś 20 lat, ale zawsze). Wiem, że w "Przemianie" była przemiana bohatera w robala.
Prawdę powiedziawszy, mimo starań i mimo tego, że czytałem Sklepy cynaomonowe i nawet mi się podobały - wstyd przyznać - nie potrafię sobie przypomnieć czy ojciec (bo zapewne on) zmieniał się w karalucha, czy w coś innego (chyba w ptaka się zmieniał...). Obiecuję swoją wiedzę w tej materii uzupełnić; tak czy inaczej na mój rozum Kafka i tak był pierwszy.

PS: Bartoszu, może dlatego ci się zdaje, że w omawia się "Proces" i "Sklepy...", a "Przemiany" juz nie?

PS: Bartoszu, zerknąłem na twój wiersz "Poeta"; jako odpowiedź polecam moje opowiadanie "Śmierć poety" ;)

Opublikowano

rzadko to pisze (czesciej mowie) ale tu mi sie AŻ narzuca - no fajne, fajne, te zwroty akcji, te hop-siup przemiany, bunty, podskoki, jak w Soku z zuka wręcz !
zabawne to nawet, widziałabym autora na jakim piedestale jak z powazna mina wyglasza owe resume

zapis mi sie podoba, ta 'ruchliosć" robacza tresci również, za to puetna taka ten tego. ...eee jak holywoddzki "the end", bohater sobie w łeb strzelił a przedtem udal, ze sfiksował :P
hyhy, nie noo- fane naprawdę :)))

"postanowił zostać poetą

gdy odczłowieczał
długo nie mógł przyzwyczaić się
do braku chitynowego pancerza"

to sugeruje, że poetą być to niehumanistyczne jakies 8-]

Opublikowano

Do monsieur Sceptic'a: fakt, późno. Ale wykrzesam z siebie coś jeszcze:)
Otóż rzeczywiście: "Przemiany" nie czytałem (ale słyszałem, że robal tam był)
i to się napewno zgadza:) Ale niech pan sprawdzi, czy to był karaluch - to jednak,
co by nie mówić - dość ważne:) Natomiast w "Sklepach..." Ojciec na 100% był
przez jakiś czas karaluchem (zwanym tamże "karakonem" - może to się panu
skojarzy?).
Podjęcie ewentualnych odpowiednich kroków zostawiam oczywista panu;)
Pzdr!

Opublikowano

"Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka.
Leżał na grzbiecie twardym jak pancerz, a kiedy uniósł nieco głowę, widział swój sklepiony, brązowy, podzielony sztywnymi łukami brzuch, na którym ledwo mogła utrzymać się całkiem już ześlizgująca się kołdra. Liczne, w porównaniu z dawnymi rozmiarami, żałośnie cienkie nogi migały mu bezradnie przed oczami."
Kafka "Przemiana" (1912)

Słowo "Karaluch" wprawdzie nie pada, ale opis pozwala chyba na skojarzenia z karaluchem. Poza tym - czemu pan X po przeczytaniu tego fragmentu nie miałby się zmienić właśnie w karalucha?

Sklepy Cynamonowe zostały wydane w 1933. Tym sposobem Kafka objął palmę pierwszeństwa w kwestii zamiany w robala :)

Opublikowano

Zdaje się iż będę wyjątkiem, temat obrzydliie ciekawy, natomiast całość jako utwór nie bardzo przypadł mi do gustu. Nie chcę tu zawierać krytyki, bo daleki jestem od tego, natomiast odczucia karzą pisać mi powyższe.
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @tetu fajny wiersz i grafika.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Marek.zak1    Niezłe! Właśnie skończyłam "Rok zmian" M. Gorzka  i tam był taki Albert, co miał 15 dmuchanych lalek, ale nie pompował ich helem , tylko  robił z nimi inne rzeczy. :))  Albert był psychopatą, mam nadzieję, że Krzysztof to tylko taki niegroźny dziwak. :)
    • Wszystko zaczęło się od progu łazienki, Gdy w mojej wannie, pośród ciepłej piany, Ujrzałem Ciebie — nagą i senną, Zjawę radosną, choć bezimienną. Zbladłem, lecz serce wyrwało się z klatki, Bo sny me dotąd bywały tak rzadkie. Wyszłaś z tej wody, lśniąc kroplami, Z anielskimi na plecach skrzydłami.   Ja, łajdak wierny męskiej naturze, Zrzuciłem ciuchy w miłosnej wichurze. Chciałem Cię porwać, dotknąć Twej magii, Lecz nagle w Tobie zdarzyło się więcej.   Druga para skrzydeł wzbiła się w górę — Anioł Śmierci? Czy sny mam ponure? Lecz Ty podeszłaś, skrzydła mi dałaś, Wspólnym lotem oknem zawładnęłaś.   Skok w nieznane, w błękitu przestrzenie, Pod nami zniknęło twarde podziemie. To był lot w niebie, miłość uskrzydlona, Ty oszołomiona, ja w Twoich ramionach. Muskając obłoki, wilgotne jak szept snu, Skrzydła cięły powietrzne potoki. W amoku rozkoszy, w tej boskiej zabawie, Rwąc pióra, tonęliśmy w ekstazie. Pióro po piórze — aż nastała pustka, Zamilkły jęki, zadrżały ustka. Gdy ostatni puch uniósł się w górę, Runęliśmy z hukiem przez czarną chmurę. Lecz zamiast na trawę, wpadliśmy z mozołem Wprost w czarną smołę, pod piekła kościołem. W tym kretowisku, brudni i lepcy, Wypełźliśmy z kadzi, choć strach nas krzepił. Na twardym kamieniu, ze smakiem goryczy, Gdy mrok nas ogarnął i diabeł zaryczał, Ty szepnęłaś czule: „Mój miły, mój złoty, Mam jeszcze na małe harce ochotę”.   I gdy tak staliśmy w piekielnym pyle, Ciesząc się każdą tą grzeszną chwilą, Nagle głos żony przeciął te mroki: „Wstawaj, pij wodę z ogórków, na kaca!”.   Otwieram oczy — świat wiruje wściekle, A było tak bosko, choć skończyło w piekle. Zamiast anielic — żona z miednicą, Zamiast skrzydeł — kołdra pod potylicą. Próżno na plecach szukać mi puchu, Został tylko kwas i burczenie w brzuchu. Wczoraj skrzydła, lot i niebo w pakiecie, Dziś — negocjacje z podłogą w toalecie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...