Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

szumi, szumi jesień
na rozstajnych drogach
jakby miała się wyszumieć
do samego boga
kędy wiatr z postronka
zrywa się wśród żagli
jakby kto go wódką poił
lub nadali diabli.

drzewa – szarpidruty
z liści wylizane
kreślą kręgi po niebiesiu
jakby też zalane,
słońce w żółtej hostii
wyszło pod horyzont,
jeszcze świeci, wpół zgaszone,
wpół słodkawe wino.

rzeki prąd zerwały,
nabrzmiały w korytach
nikt nie pyta o przyczynę
tylko z mostów zmyka
w pól nawietrznych banię,
w lasów jeżodrzewie,
szumi, szumi dookoła
szumi jesień rzewnie ...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


I całkiem niepotrzebnie! No, ale dobrze, niech będzie, że zacznę. Wiersz mi się nie podoba, a to z racji tego, że tu, gdzie teraz jestem, jest piekielnie zimno, za oknem jest szaro i ponuro, i ogólnie rzecz biorąc nie potrzeba mi więcej jesieni, zwłaszcza tak świetnie zobrazowanej, jak Twoja ;) Poczytam go sobie w domu przy herbacie z cytryną i wiem, że wtedy mi się spodoba, i to bardzo. Przede wszystkim dlatego, że jest śpiewny, pełen ciekawych metafor, ma świetne (znaczy się nie częstochowskie) rymy i oryginalną stylizację. Jest nostalgiczny, ale nie sentymentalny. Dla mnie właściwie, po długich poszukiwaniach, jest jedna rzecz, do której mogę się przyczepić: "hostia słońca" - trochę zbyt oczywiste i patetyczne jak na taki swojski, przypominający ludową przyśpiewkę wiersz. I to by było na tyle.
Pozdrawiam, j.
PS: Szczególnie chciałabym zaakcentować dobre rymy, które są prawdziwym rarytasem w tym serwisie.
Opublikowano

dzięki za wypowiedź joaxii - też zastanawiałem się nad tą "hostią" właściwie to nie ma sensu z resztą a to że śpiewny to właśnie został stworzony do spiewania - gram na czymś tam i czasem takie wiersze snują mi się w głowie - może kiedyś kiedy powstanie tu dział "poezji śpiewanej" usłyszysz go - jeszcze raz dzięki - trzymaj się na tym mrozie i szybko wracaj do domu
pozdr. W_A_R
ps. ja też mam dość tej jesieni dlatego musiałem z siebie zrzucić kawałek oddechu - wiesz chyba o co mi chodzi

Opublikowano

Ależ ta Pana jesień się rozszumiała... i to na rozstajnych drogach :)
Bardzo mi się spodobał. Ale nie rozumiem "...w pól nawietrznych banię.."


Pozdrawiam Kasia
-chyba, że ta bania to bania... do przygotowania kolejnej jesiennej nalewki...

Hmmm to by było niepokojące, bo już wtedy nie wiem o czym jest ten wiersz... taak. :))))))

Opublikowano

Na tym portalu drugi wiersz o jesieni, który da się przeczytać :-))
Faktycznie bardzo melodyjny, szkoda że tak późno, łatwiej byłoby znieść depresję jesienną, gdyby tak na początku tej pory roku wiersz byłby do przeczytania ;-))
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma @piąteprzezdziesiąte @Waldemar_Talar_Talar dziękuję Wam serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @piąteprzezdziesiąte dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • I poszły bratki z zapasem zapachu zabrały wytrwałość nie dla nich lato ten co wysłał je z korytka trumienki do gruntu zdziwiony po deszczu trupimi skrzydłami osuszył 
    • Nie zabiegam, nie zbiegam, nie podbiegam… odbiegam. To fakt niepodważalny. Bo ja… wszystko mam.   Życie, to satyryczna opowiastka o człowieku, który od zawsze wszystko ma. Mimo to jest w ciągłym szukaniu, wymyślaniu, głodzie, chłodzie, pragnieniu, zawiści, zawziętości… nuuudzie. Nudzie. Nudzi się, więc kombinuje, co by tu w swoim bytowaniu ulepszyć, przyspieszyć, podnieść, zobaczyć… zooobaczyć. Patrzy na piramidy, winorośl, narkomanów, kolorowe pigmenty na skórze, patrzy w mikroskop, patrzy gdzie nie widać nic, ale on przecież patrzy to wie, że coś tam jest. Zwiedza… zwieeedza miasta, kościoły, pomniki, jeziora, góry, lasy, ławki i puby. Wierci się. Co by tu chcieć ?!… o co by tu zawalczyć?!…. zawaaalczyć! Lata na drugi koniec ziemi, bo tam coś ktoś kiedyś zasadził, zrobił, powiedział… do sklepu po wodę gazowaną, do zoo pooglądać lwy, małpy i słonie… zażerając się popkornem. Ma wolną wolę, własną… istnienia, tworzenia, brania… grabienia… i liście na podwórku. Nie zabiegam o to by oddychać przez słomkę, albo nadymać policzki jak rybo-jeż. Bo pierwszą i najważniejszą zasadą, wręcz tajemnicą istnienia tu właśnie, jest nieskrępowany oddech, a nie szklana rurka (w wersji premium do słomki) wsadzona w szklany pojemnik, by sączyć powietrze ostrożnie i dochodzić do omdlenia/niedotlenienia. Odbiegam więc, kiedy szala wagi się przechyla w jakikolwiek sposób. Biorę miecz i ucinam, bo nie warto tracić wszystkiego, lepiej stracić pasożyta. I znów można oddychać głęboko… głębiej, z lekkim uśmiechem idąc krok za krokiem po wielkiej bibliotece, dotykać okładek,  przesuwać palcami po zagłębieniach, zachwycać się misternymi złoceniami, sprawdzać prawdziwość kapitałek... odbiegając od czyiś wyobrażeń, brakiem zabiegania.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...