Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przez-dla-dzięki Tobie {chyba też konkursowy}


To nie ja płacze,
Tylko moje serce.
Spływają po mej dłoni szczere czerwone łzy,
Które nawet nie są łzami smutku i niezadowolenia.
Odzwierciedlają mnie i moje uczucia…

Ja w tym czasie zagłębiam się w mych myślach,
Które podążają dalej niż horyzont,
Tam zataczają koło by powrócić i wprowadzić mnie z powrotem w rzeczywistość.
Budzę się wtedy ze snu i widzę, że Ciebie nadal przy mnie nie ma.
Ale nie płacze, bo i Tobie mnie brakuje…

  • Odpowiedzi 307
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

(miłość nie zawsze jest szczęśliwa i odwzajemniona-w wierszach też nie musi być)


Przepraszam...

Najbardziej przepraszam Cię za to, że nie mogę cię kochać.
Ty pokładasz we mnie wszystkie nadzieje,
Widzisz coś, czego nie ma.
Widzisz miłość, która nie istnieje i…
Istnieć nie będzie.
Bo ja nie potrafię obdarzyć nią Ciebie.
Nie Ciebie.

To nie ze względu na jakiekolwiek braki.
Nie.
Czy wiesz, że mógłbyś być nawet moim ideałem?
Masz wszystko, co powinieneś mieć.
Nawet i więcej posiadasz.
Ale ja nie ideału szukam, bo sama nim nie jestem.
I to raczej mi brakuje czegoś- miłości, którą chciałabym
Cię obdarzyć.

Jednak ja kocham innego,
Takie to są zaplątane ścieżki miłości.
Nie wiem czy z wzajemnością, i nie wiem czy to też ma sens.
Może i cierpię, może i czasem żałuję.
Ale kocham i chcę, aby tak pozostało,
Na wypadek gdyby świat odmienił swoje role.
Przepraszam więc.

Opublikowano

Spadające gwiazdy (konkursowy)

W sierpniową noc leżymy na molo
granat nieba tak blisko
wystarczy wyciągnąć rękę
księżyc po cichu spuścił się po linie
drepcze po sennych alejkach
setki gwiazd spadają na ziemie
dziś tutaj jest niebo

Opublikowano

błąd miłości (konkursowy)

Słowami można wyrazić tak wiele
więc stawiam kilka kresek i żądam
by wszystko rozwiązało się samo

czuje jak trucizna powoli rozchodzi się po całym ciele
zaprzątnęła moje myśli
namówiła usta moje by milczały
ani jeden mięsień na twarzy nie skurczył się, nie drgnął nawet
zabroniła cieszyć się z tego co przynosiło radość
płynie w moich żyłach i
przy każdym otwarciu przedsionków
wlewa się nieubłaganie do serca
powoli osłabia ciało, ale nie pozawala
na wstrzymanie potoku myśli
które razem z trucizną dostały się
do każdego mojego zakątka ciała i duszy

Ułożę się w łóżku
i uchylę drzwi
żebym mogła powędrować w snach
tam
gdzie teraz zabrakłoby mi odwagi
a to wszystko tylko dlatego
że popełniłam jeden błąd
b ł ą d m i ł o ś c i

Opublikowano

tancerz (konkursowy)

spotkałam silne ramię wśród szelestu sukien
śmiechem bawił się ten bal
spomiędzy barwnych piór okrzyków
musnął dłonią moje ciało
zatrzymał chwilę w której się odnaleźliśmy
jakby od dawna wiedząc o sobie
zajrzał w moje oczy
w dusze moją
otulił swoim zapachem
odszedł

Opublikowano

Dlaczego Cię kocham??

Dla Twoich słów??

Dla Twojego głosu??

Dla Twoich oczu??

Dla Twojego dotyku??

Dla Twojego uśmiechu??

Dla siebie??

Dla świata??

Dla nas??

Dla chęci życia??

...niewiem...

Ale dziękuję, że jesteś

kiedy Cię potrzebuję.

Dziękuję, że żyjesz obok,

Dziękuję za Twoje rozmarzone spojrzenie,

Dziękuję za uśmiech, który rozjaśnia moje serce,

Dziękuję za wszystkie słowa,

Dziękuję za wszystkie gesty,

Dziękuję za Ciebie...

Opublikowano

Kocica (konkursowa)

nie chciałam ale miaułam
takie szczęście - zwie się zamęście
na dwie obrączki,
po jednej do każdej rączki

kochajmy się! - tak jak wszyscy
z kwitkiem od organisty
i zaświadczeniem z lecznicy,
że kiedyś byliśmy dzicy...

Opublikowano

egzamin dojrzałości

Mimo Twojej rzekomej starości,
Mimo mojej złości,
Mimo zmarszczek na szyi,
Mimo oczu naszych
różnokolorowych

Bez szans na przyszłość
Bez wspólnego kąta
Bez słowa "miłość"
Bez logiki, racjonalności, akceptacji,
samodzielności...

Ze spacerami w Parku Kościuszki,
Z objęciami na ławce,
Z Grzesiem na tylnym siedzeniu w samochodzie,
Z tęsknotą w takie jak ten
dni

Chcę być przy tobie,
Przynosić Ci róże,
Naprawiać niewykwalifikowanymi rękoma
cieknący kran

Ludzkich potrzeb i smutków
piramidę burzyć i ustawiać

A kiedy się zestarzejesz i umrzesz
zostawiając mnie samego
Chcę Ci przynosić bukiet wspomnień
i ryczeć jak bóbr.

Opublikowano

efekt kropli


obudziłeś mnie szeptem
wyrywając ze snu
o kamiennej cembrowinie
zniszczonej przez trzęsienie

pokazałeś wodę wijącą się
pod dotykiem kamieni,
na którą mozaiką gwiazd
opadał rozświetlony mostek

dziś zasypiam w bogactwie
słomianych strzech
słuchając śpiewu studni,
nawet jeśli jest ona
gdzieś daleko

Opublikowano
erotyk chama


ech piękna była tego roku Zocha moja
co będę po próżnicy trzeszczał długo gębą
wrzecionem dla mnie nieposłusznym gładko wiodła
a ja w ręcznych robotach nigdym nie był tęgi

alboż kiedy mnie gęsi uczyła zarzynać
ostrzem aż krzepkość dosięgnie twardej materii
póki krew z wszystkich mięśni będzie odpływać
gdzieś w te grzywy zielone w trawice pomiędzy

a jak w pole mnie wiodła w krągłości kapusty
w rozłogi rabarbarów gnałem ja w te pędy
w kędziory marchwiowe w zagony dyń kopiastych
rumiane owoce truskaw nabrzmiałe grzędy

i ganiałem za chałupą wartkim zakusem
gdy w niebiesiech miesiąc wisi żar bije światłem
w tan na przełaj byleby ścieżki dotknąć gładkiej
co na skraju łanu wyprężonego skrzy się

napatrzeć żem się nie mógł w te miedze niedzielne
w bławaty chabrowe oczu niebieskich pełne
każdym warkocz z osobna wąchał i włos mierzwił
każdegom wzgórza dotknął co ścierniem się jeży

złote snopy w kopice ładził plótł powrósła
pod gumnom zabierał gdy zimna jesień przyszła
znów ciężkim cepem młócił i rzucał po toku
a Zocha moja piękna była tego roku
Opublikowano

Zwyczajnie

Czy można kochać tak po prostu,
chłepcząc wraz z zupą łyk uczucia,
miłość w kanapce z serem poczuć,
z kawy porannej smakiem w ustach?

W zapach koszuli wpleść upojny,
nocą pisany dreszcz uniesień,
tylko uśmiechem szczerym olśnić,
co jest balsamem duszy smętnej?

Można, tak sądzę, nawet trzeba
bliskość w codziennym dniu odnaleźć,
szczęścia drobinie się zaprzedać,
magii serdecznych, czułych głaśnięć.

Opublikowano

Skrzydlatoustny
Gdy w cichą noc ciepło przerywa sen
i słodka woń wypełnia moje piersi
wtedy wiem że jesteś przy mnie Ty
Mój ceramiczny świat pęka pod miękkością
najczulszego spojrzenia,
rozsypuje się wraz z krzykiem
Ty ty ty ty to wszystko co Twoje Tobą, Tobie i Ty ty ty ty
Moje oczy zasłonięte woalem Twoich rzęs
moje usta rozchylone dla Twoich słów
moje ciało otwarte dla Ciebie, Tobie, ty ty ty...
echem odbija się tęsknota wykrusza światło z powietrza
opada na skórę naznaczoną Twoim zapachem
i znów bez opamiętania w gorączce parząc Cię będę powtarzać
jak litanię...Ty ty ty...

Opublikowano

Już Pana nie chcę oglądać
Patrzeć na Pana już nie mogę
Lecz widzę że swa niechecią Pana nie zmogę
Nie cierpię Twoich oczu i tego jak na mnie spogladasz
Bo oczy (tak Twe oczy!) jak przeklęte gwiazdy masz
I te usta które mnie uwiodły
Kwiaty przy nich więdną z zazdrości- jakże i one mnie uwiodly.
Nie dotykaj mnie! Namietnością parzysz mnie aksamitną,
lecz ślady Twoje urocze nigdy z mojego ciała nie znikną
Z ust Twoich sączą się słowa słodyczą zjadliwą ( nie będę ich słuchać, o nie!)
lecz karm mnie nimi z czułością troskliwą
I lica Pana tez już nie są w cenie
lecz tylko one ukoją moje rozżalenie
I chód Pana i postawa nijaka jest i banalna
jak na wiosne trawa...
pozwól mi jednak leżeć u Twego boku...
a będę miła dla Pana aż jeden dzień w roku!
Nie zasługuje Pan na nic prócz mojej litości,
czy nie widzisz że potrzebuję Twojej cudnej Milosci?
Teraz juz Pan chyba rozumie...że życ bez Ciebie Kochany nie umiem!

Opublikowano

Moje oczy wpatrzone w Ciebie nie mrugają dziecinnie
Nigdy te moje oczy nie myślały że zobaczą tyle piękna
w sieci ciał utkanych z pajeczych nici
skupione zapamietują okruszek szcześcia który bedzie już ich
na zawsze...
świat umilkł i tez patrzy...na Nas- na ostatni prawdziwy cud na świecie

Opublikowano

Grabiona (konkurs)


Wpół otwarte miałaś usta
Gdy napęczniał dramat na Twym rannym zboczu Odziany
jedynie szeptem Człowieka przywołanego srebrnym
od chłodu zawodzeniem Stał się

niewzruszony ciężarem
Tragarz Miłości

Dojrzałem Pod płaszczem miałaś
szczerbate tablice zwoje które Tobą zapisano
w matrixie tamtych dni Tragarz Miłości

wzruszony ogromem
Tragarz ran

Przyniosę Ci kwiaty i uplotę z nich sandały
byś mogła utonąć we mnie Gdy wstaniesz
doniosę Ci jeszcze diadem przezroczysty
odebrany nocy abyś nie zginęła

Grabiona miłością

--------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------

Delikatnie ( konkurs)


opowiedziałbym Ci historie
mojego życia Kobieto z wyżyn
zupełnie niepodobna innym
choć wiele ich otrzymałem

nie jesteś wielka stylem pop-madonny
ani wdziękiem Marylin
nigdy nie będziesz apetyczna jak
Campbell ani czarna ani czerwona

nie będzie nikt rozkrawał Twoich
argumentów spojrzeń Twoich
nikt nie zapamięta

nie opowiem Ci mojej historii
łódź rozpłynie się niezauważona
jak zatopione wspomnienie
w toni szarości odciśnięte dłonie

Opublikowano

Boski jak diabli


Przytulić się do ciebie było by rarytasem
Niczym boska uczta dla świętych
Prawdziwy smak pokarmu bogów
W bajecznych chmurach koloru ptaków
W ramionach twoich poczuć smak świętego wina
Upojeni swoimi ustami wznosić się w przestworzach pocałunku
W nieskończoność przeżywająć
Prawdziwy dar bliskości boskiego toastu


dla czarnego rycerza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...