Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Zgłoś

  • Niestety, Twoja zawartość zawiera warunki, na które nie zezwalamy. Edytuj zawartość, aby usunąć wyróżnione poniżej słowa.
    Opcjonalnie możesz dodać wiadomość do zgłoszenia.

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @APM ... a gdyby gdyby to Coś nawet jak go nie ma zaprosić podarować uśmiech    ujawniłoby się  czeka na znak ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Nata_Kruk A moim zdaniem ten wiersz to studium zasypiania i wybudzenia

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Opisujesz stany, zdarzenia bardzo dobrze mi znane. Dzień nie zawsze chce się domknąć w jednym mrugnięciu powiek i czasami trzeba faktycznie wstać, żeby wszystko sobie uporządkować, a refleksje w takiej chwili, kiedy wszyscy już śpią pojawiają się z automatu. Bardzo dobra puenta. Pozdrawiam serdecznie. 
    • Samochód jadąc z dużą prędkością wpadł w poślizg, przekoziołkował zatrzymując się na drzewie. Po paru minutach przyjechało pogotowie i szybko przewiozło poszkodowanych do szpitala. - Kim jesteś? - A kto mówi? Nie widzę, jest ciemno. - To ja zadaję pytania. - Ale…? Czy jestem na tamtym świecie? - Można tak powiedzieć. - Jestem arcybiskupem, nazywam się Mędraszewski. - A jakie były twoje marzenia? - Żeby być papieżem, ale się nie udało. Zresztą miałem małe szanse. - Czego nienawidziłeś? - Wielu rzeczy, mleka, kaszy gryczanej a ostatnio tęczowej zarazy! - A komuny? - Z nią nie było tak źle. Oni o nas trochę dbali… no może nie o wszystkich, ale przymykali oko na nasze… - Zboczenia? - Teraz, gdy jest tyle zboczeń to się czepiają, a przecież wiele zawodów ma jakieś ulgi. Mogą iść na wcześniejszą emeryturę. A my? Przecież tych zboczeńców wcale nie jest tak dużo, a te wredne dzieciaki same się tulą i siadają na kolana. Powołań coraz mniej, zapewne wielu by chciało, ale… - Ale? - Boją się, teraz nie ma zmiłuj dla zboczeńców w sutannach. - No cóż, tutaj od zawsze się uważa, że to trzeba leczyć. - No niby tak… - A czytałeś Biblię? - Bardzo pobieżnie, tak do egzaminów, zakuj, zdaj, zapomnij. - No i w tym problem. - Wiem, wiem, ale przecież nikt tego nie czyta. - Co byś chciałbyś robić po śmierci? - Hm…? Może… ingerować w życie? - W jaki sposób? - No, żeby było na nasze, niszczyłbym to całe gender, odebrałbym Nobla Tokarczuk. Wyciąłbym wszystkie drzewa na świecie, wystrzelał wszystkie dzikie zwierzęta i uczyniłbym sobie ziemię poddaną. Z kapłanów zrobiłbym najbogatszą kastę. - Ciekawe? A przecież Chrystus żył skromnie, jeździł co najwyżej na osiołku, ze wszystkimi się dzielił… - On był Bogiem, po co mu bogactwa, władza i poklask, on nie miał potrzeb, wątpię by w ogóle w coś wierzył. - Ale tutaj rozlicza się ludzi, a oni powinni być wierzący, mieć pozytywne potrzeby i realizować je w swoim życiu. - Wiem. - Więc co zrobiłeś dobrego? - No… pomogłem takiej jednej małolacie. - W jaki sposób? - Chciała popełnić samobójstwo, przekonałem, żeby tego nie robiła. - O! To naprawdę chwalebne, powiedz coś więcej? - Pewien ksiądz ją wykorzystywał seksualnie. Wkładał ręce w majtki i nie tylko ręce. Była bardzo tym zdołowana i popadała w coraz większą depresję. Sytuacja była bardzo delikatna, więc powiedziałem jej, że nie ma czym się przejmować. To taka energoterapia, która pogłębia jedność z mocą bożą. I udało się, dziewczyna uwierzyła i ozdrowiała. - A ja już miałem nadzieję, że jednak masz w sobie małą cząstkę dobra. - Święty Piotrze ukaż mi się, rozmawianie z samym głosem jest takie… - Nie jestem Świętym Piotrem. - A kim? - Głosem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Coo!!! – krzyknął ze wściekłością. - Co się tak unosisz? - Nienawidzę!!! Obudził się przerażony. - O Boże to był tylko sen. – Odetchnął z ulgą arcybiskup. Spróbował się podnieść. – Au! – Zabolało go w krzyżu, a i głowa była jakaś taka ciężka. Leżał w łóżku, wokół panowała ciemność. Próbował sobie coś przypomnieć… - Tak… poślizg, wypadek, drzewo. – Pamięć zaczęła wracać. – Jestem zapewne w szpitalu i żyję, żyję! – Ciesząc się szukał po omacku, włącznika światła. - Jest! – powiedział z zadowoleniem. Zrobiło się jasno, delikatnie podciągnął się na łóżku. - Ma się farta – pomyślał z satysfakcją. Potem zauważył czerwone serduszko na ścianie, z informacją: „Łóżka wielofunkcyjne, zafundowane przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy”. - Co!!! – krzyknął na cały głos, potem coś go zakłuło w okolicy serca, zajęczał i osunął się na poduszkę.
    • Człowiek i wiersz... a ostatni wers, mają... własną wymowę i własne milczenie.. bardzo to celne. Hej zimowe.
    • @tie-break... aura domu, jakiegokolwiek, przeniesiona w gwiazdy, lub odwrotnie.. ;) może sugerować normalność tego miejsca, gdzie są rozmowy, przytulenie oraz chwile na łzy, bez wstydu, a ze wsparciem. Bardzo ładnie to opisałaś, poza tym.. dom powinien być złotem, że w ogóle jest, wystarczy zadbać o jego oddechy. Tylko tyle i AŻ tyle. Miłego wieczoru.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...