Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sezam

Jak zwykle w drodze do naszych apartamentów mieliśmy towarzystwo. Trudno ten fakt polubić, ale można się przyzwyczaić. Na łóżku znalazłem nieprzemakalny, czarny kombinezon, z odblaskowymi wstawkami w kolorze pomarańczowym, gumowe buty, oraz biały kask. Po założeniu przygotowanego stroju wyglądałem jak ostatnia oferma. Pomocnik brukarza wstydziłby się pokazać w czymś takim w ciągu dnia. Ale cóż miałem robić... Zwiedzanie Sezamu „warte było mszy”.
Gdy, po jakimś czasie do drzwi zapukał jeden z „nadzorców niewolników” wyszedłem na korytarz. Ujrzałem Suliko przebraną w taki sam, jak mój kombinezon, ale wyglądała w nim równie oszałamiająco, jak w sukni, którą miała na sobie rankiem. Mogłaby wyjść w nim na wybieg w Galleria Vittorio Emanuele i spotkałaby się z ogromnym aplauzem, nie tylko ze strony płci zwanej brzydką. Strażnik zaprosił nas do elektrycznego, przypominającego wózek golfowy samochodziku i ruszyliśmy w drogę. Tym razem odległość była dosyć znaczna i dopiero po kilkunastu minutach dostrzegliśmy, że pozbawiony już kamiennych okładzin korytarz, po którym poruszał się pojazd zaczął się rozszerzać, a blask dobiegający z oddali nie przypominał zimnego światła jarzeniówek. Równocześnie, z każdym jardem, słyszalny przez cały okres naszego pobytu w jaskini warkot nasilał się. Po kolejnych minutach znaleźliśmy się w ogromnej jaskini, a właściwie na rozległej dolinie, czy może na dnie krateru o kształcie prawie kolistym. Te naturalną harmonię nieco psuła wpuklająca się do niej betonowa ściana. Słoneczny blask oświetlał stojące po dwóch jego krańcach wieże wiertnicze. Spojrzałem w stronę błękitnego nieba.
– Patrz Suliko, my heart!
W powietrzu ponad naszymi głowami kochała się jakaś parka.
Suliko spojrzała ku górze i roześmiała się serdecznie.
– Ale im fajnie.
– Kiedy już się stąd wydostaniemy zabiorę cię na wycieczkę w to samo miejsce i również się zabawimy.
Spojrzała na mnie chłodno.
– Nie łudź się drogi chłopcze. Zazdroszczę im wolności, nie seksu. A jeślibym nawet miała ochotę na coś więcej, niż spacer, to na pewno nie z tobą.
Po chwili – widocznie czymś spłoszeni kochankowie pośpiesznie zebrali swoją porozrzucaną garderobę i uciekli gdzieś w bok, znikając z naszego pola widzenia. W kilkanaście sekund później przez zwolnione miejsce przemknął terenowy samochód, a za nim dwa quady. Zaiste, niezwykły to był widok, ale dopiero widząc „szybujące” w przestworzach pojazdy terenowe, uświadomiłem sobie, że nie oglądam filmu z Harrym Potterem. Poruszały się one po podobnym do tego, które blokowało wjazd do jaskini, lecz o nieporównywalnie większej mocy – polu siłowym.
Rozglądaliśmy się jeszcze przez chwilę, gdy z tunelu niemal bezszelestnie wyjechał wielki czarny Bentley, z którego wysiadł Nobody w towarzystwie niewysokiego azjaty.
– Witam ponownie. Pozwólcie sobie przedstawić człowieka niespotykanie cierpliwego i nieprawdopodobnie pracowitego. Oto moja „prawa ręka” – magister Ciongciu Luciong.
Uścisnęliśmy dłonie magistra, który zaraz oddalił się w stronę wież wiertniczych.
– Jak się wam – zatoczył dłonią krąg – podoba Plac Czterdziestu Rozbójników?.
– To? – Suliko powtórzyła jego gest. – A co się tu może podobać? No może to – wskazała ręką w stronę niewidzialnego sklepienia, na którym jeszcze widać było pędzące zakosami pojazdy.
– Niezłe, prawda? A czasami widoki bywają jeszcze bardziej interesujące...
– Tak, przed chwilą widzieliśmy pański ulubiony peep show – wtrąciłem się do rozmowy. – Używa pan lornetki, czy tylko z oddalenia?
– Panie redaktorze! Co się pan tak na mnie uwziął? Usiłuje mnie pan sprowokować? Proszę się nie łudzić – na wszelkiego rodzaju zaczepki jestem uodporniony.
– Przepraszam, ale musi pan zrozumieć moje rozdrażnienie – usiłowałem nieco rozładować napięcie, bo był wszak panem naszego życia i śmierci – skoro jestem tu zamknięty wbrew swojej woli. To nie nastraja pozytywnie do pana i do tego wszystkiego, co się tutaj dzieje.
– W porządku, nie ma o czym mówić. To, co państwo widzicie jest naturalną doliną, przykrytą przeze mnie polem siłowym. Tam dalej stoją dwie wieże wiertnicze, które aktualnie pozwoliły mi osiągnąć głębokość ponad czterech mil. To betonowe wybrzuszenie po waszej lewej ręce, to zapora. Za nią znajduje się zbiornik wody, która zostanie spuszczona do jednego z otworów. Tam dalej stoją generatory prądotwórcze, które będzie napędzać para wodna wydostająca się z głębi ziemi. Teraz pozwólcie państwo na przejażdżkę.
Wsiedliśmy we troje do elektrycznego samochodziku. Tym razem kierowcą był Nobody we własnej osobie. Objechaliśmy cały „plac”, po czym Nobody zatrzymał pojazd nieopodal zapory. Po stalowych schodach weszliśmy razem na wysokość kilkunastu jardów, by ujrzeć lustro wody – w części odsłonięte, a dalej znikające w jaskini.
– Może to i nie jest szczególne efektowne, ale zapewniam państwa, że będzie bardzo efektywne – powiedział, kiedy wróciliśmy do samochodziku.
– Wierzymy panu na słowo – powiedziała moja towarzyszka – ale chętnie znalazłabym się teraz we własnym mieszkaniu.
– Obiecuję, że za kilka, lub kilkanaście dni wróci pani do domu, a tymczasem mam dla pani niespodziankę. – Nobody sięgnął do bagażnika i wyciągnął torbę z jej sprzętem. – Może pani fotografować i filmować do woli.
– Dobre i to! – ucieszyła się Suliko. Przynajmniej nie wyrzucą mnie z pracy za wzięcie niezaplanowanego urlopu.
Obejrzała sprzęt i natychmiast rozpoczęła fotografowanie, a następnie nakręciła krótki film.
– Pokażę państwu jeszcze jedno miejsce. Podjedziemy kawałek.
Ponownie wsiedliśmy do pojazdu i Nobody wjechał w nieznany nam dotąd korytarz. Po chwili zatrzymaliśmy się przed stalowymi drzwiami z wizjerem z grubego szkła. Przyłożył opuszkę palca do płytki skanera, ale natychmiast cofnął go.
– Przepraszam, ale nie możemy wejść, bo właśnie trwa tankowanie. Możecie jednak zajrzeć przez to okienko. Jako pierwsza w judasz popatrzyła Suliko i natychmiast wykonała serię zdjęć. Kiedy odsunęła się od drzwi ja również zajrzałem do środka.
Tak, Nobody nie kłamał.
Ujrzałem stojący na podeście startowym prom kosmiczny, oraz dwie potężne rakiety nośne. Z dosuniętej do rakiety stalowej konstrukcji odchodziły grube węże i łączyły się rakietami.
Na koniec Nobody odwiózł nas do naszych apartamentów.
– Kazałem wstawić do waszych pokoi komputery, ale niestety nie mogłem dopuścić, byście korzystali z internetu. Możecie natomiast do woli buszować w sieci wewnętrznej. A mogę wam zagwarantować, że jej zasoby są całkiem interesujące.
Po krótkim wahaniu Suliko weszła do mojego apartamentu. Zbliżyła się do mnie i wyszeptała:
– Jak sądzisz, skąd Nobody wiedział, że mam na imię Suliko?
– Przecież nie wiedział. Myślał, że jesteś Sumiko.
– Fakt. Tym bardziej zaskakujące.
– Nie rozumiem.
– Zastanów się. Przeanalizowałam dokładnie nasze rozmowy od momentu wjazdu do jaskini, aż do dzisiejszego śniadania Nie było ich znowu tak wiele – pomyślałem. I ani razu nie nazwałeś mnie po imieniu. No to skąd, do jasnej cholery mógł je znać?! Sukinsyn podsłuchuje!
– Faktycznie, to jest możliwe. Może nawet nas podgląda, jak doktor Mabuse?
– Kto?
– Doktor Mabuse. Bohater filmu takiego niemieckiego reżysera – Lang chyba, czy jakoś tak. Film nosił tytuł „Tysiąc oczu doktora Mabuse”. I ten facet podglądał mieszkańców domu, czy hotelu. To chyba było jeszcze sprzed epoki kamer telewizyjnych. Tak. Lang. Fritz Lang.
– I jeszcze jedno. Skąd wziął tę kieckę dla mnie? Widziałeś tu jakąś kobietę? To też jest jakieś dziwne.
– Może miał kochankę i kiedy poznał ciebie pozbył się jej, wrzucając do jednego z odwiertów... A może ma nawet cały harem? Możliwe jest również, że sam lubi przebierać się w damskie łaszki – odpowiedziałem pół-żartem, pół-serio. Albo też była to sukienka tego Chińczyka? – Zmierzyłem ją spojrzeniem od stóp do głów. – Sylwetką nawet cię przypomina. No może nie w tym miejscu – przyłożyłem dłonie do piersi. Swoich, niestety. Może ten magister jest nie tylko prawą ręką, ale również lewą… No, wiesz co mam na myśli.
– No to, co teraz mamy robić?
– Czy ja wiem? Może kąp się w koszuli nocnej...
– Jesteś prostak i świntuch. Przecież tu nie chodzi tylko o to, czy zobaczy mnie nago. Niech sobie patrzy. Ale nikt chyba nie lubi być cały czas podglądany i podsłuchiwany.
– Nobody może cię oglądać nago... A gdybym tak ja spróbował?
– Dostałbyś w gębę.
– Ja też cię lubię. Dobranoc. I nie trzaskaj drzwiami.
Trzasnęła.
Wyszła do siebie, a ja dokładnie obejrzałem pokój w poszukiwaniu pluskiew. Nie znalazłem niczego podejrzanego, ale w łazience czułem się nieswojo.
Kolację każde z nas zjadło w swoim pokoju.
W nocy śniło mi się, że biegam nago po boisku, a dziesiątki tysięcy kibiców obserwuje mnie przez lornetki i nieustannie fotografuje.
Następnego ranka ponownie spożyliśmy śniadanie z doktorem, a potem wróciliśmy do siebie, lecz tym razem nie towarzyszył nam żaden z jego strażników. Wyszedłem ponownie na korytarz, rozglądając się w obie strony. Pusto. Udałem się w kierunku przeciwnym do znanej nam już części jaskini. Po chwili skończyła się wykładzina i zacząłem poruszać się po naturalnym spągu, zaś ściany i sklepienie lśniły od wilgoci. Od korytarza odchodziły inne, szersze i węższe odgałęzienia. Z jednego z nich poczułem wyraźny, choć niezbyt silny powiew. Postanowiłem zbadać dokładnie całą jaskinię, mając nadzieję, że uda mi się znaleźć jakąś drogę ucieczki. Wróciłem do apartamentu i przebrałem się w kombinezon, wziąłem również kask, sprawdzając stan akumulatora zasilającego przymocowaną doń latarkę. Powróciłem do korytarza, z którego poczułem powiew. Początkowo ciemności rozświetlały nikłe lampki, potem musiałem włączyć latarkę. W pewnym momencie zatrzymała mnie gruba, stalowa krata. Za nią dojrzałem obracające się niezbyt szybko łopaty ogromne wentylatora. Skoro jest wentylator nawiewający powietrze do jaskini, to oczywiście ten korytarz ma łączność ze światem zewnętrznym. Gdyby się udało w jakiś sposób pokonać kratę, to z wentylatorem będzie znacznie łatwiej. Wróciłem do naszego korytarza, by przebadać kolejne jego odnogi. Wszystkie kończyły się ślepo, bądź zwężały się do rozmiarów uniemożliwiających przejście.
Przez kilka kolejnych dni, bez przeszkód kontynuowałem eksplorację jaskini, spotykając się z Suliko tylko w czasie śniadań. Nobody z życzliwym uśmiechem komentował niekiedy moje speleologiczne zapędy. Domyślał się zapewne, że nie kierują mną jedynie względy poznawcze, ale widocznie był na tyle pewny swego, że nie stawiał żadnych przeszkód, a wręcz pozwolił mi korzystać z elektrycznego wózka w celu szybszego pokonywania większych odległości. Sugerował mi również, bym narysował szczegółową mapę jaskini. Nie musiał. Mapę sporządzać zacząłem już drugiego dnia naszego tutaj pobytu. Któregoś dnia dotarłem do głównego placu, by jeszcze raz zbadać podziemny rezerwuar wody i zastanowić się nad możliwością wydostania się drogą wodną. Niestety nie miałem do dyspozycji akwalungu, stwierdziłem więc, że tędy nie uda nam się wymknąć. Chyba, że… Chyba, że w jakiś sposób udałoby mi się obniżyć poziom lustra wody. Ale jak to zrobić? Wysadzić tamę? Mógłby ktoś zginąć, a poza tym, z niezrozumiałych powodów Nobody nie zaproponował mi dostawy dynamitu. Medytując nad tym problemem spojrzałem ku górze i wówczas zrozumiałem, co miał na myśli Nobody, mówiąc o ciekawych widokach, jakie można na kopule oglądać. Pojawiła się tam mianowicie rodzina pum – matka z dwojgiem kociaków. Był to naprawdę niezwykły widok, gdy od dołu mogłem obserwować baraszkujące młode.
Szóstego dnia dotarłem do „Ulicy Sezamkowej”. Kiedy zatrzymałem się przed niewidzialną kurtyną pola siłowego dostrzegłem tuż obok dwie kamery telewizyjne.
Popędziłem do mocno zdziwionej Suliko, która oderwała się od klawiatury komputera.
– Słuchaj! Nobody to nie Mabuse. Nie podgląda nas, ani nie podsłuchuje. Po prostu przy polu siłowym są kamery z mikrofonami. Musiałem cię tam jednak nazwać po imieniu i stąd to całe zamieszanie i nieuzasadnione podejrzenia.
– No to spadł mi kamień z serca. No i przepraszam cię za swoje zachowanie. Wiem, że jesteś porządnym gościem i dobrym kumplem i naprawdę cię lubię, ale może po prostu boję się jakiegokolwiek zaangażowania uczuciowego i dlatego bywam niemiła.
Objęła mnie i lekko cmoknęła w policzek.
– Nie gniewasz się?
– Oczywiście, że nie. Ale fajnie, że jakoś się to wyjaśniło. I słuchaj! Szukam sposobu, by wyrwać się z rąk tego nawiedzonego faceta i mam już kilka pomysłów, ale szukam jeszcze innych rozwiązań.
– A jak myślisz – nad czym ja spędzam czas? Robię to samo, co ty, tyle że czynię to za pomocą komputera. Próbuję mianowicie złamać systemy zabezpieczenia tych wszystkich pól siłowych
– Reprezentujemy odmienna filozofię, co do sposobu rozwiązania tego samego zagadnienia – zaśmiałem się – brutalna siła, przeciw łagodnej perswazji. Nie, nie przeciw. Należy połączyć te dwa elementy i może wtedy nam się uda powiedzieć „adieu doktorku”.
Resztę dnia spędziliśmy razem. Wspólnie też zjedliśmy kolację. Późnym wieczorem wyszedłem do siebie, choć odnosiłem wrażenie, że Suliko wcale nie chce się mnie pozbyć. Ja również nie miałem na to ochoty, ale postanowiłem nie wywierać presji.
Przez następne dwa dni w dalszym ciągu badałem jaskinię, Suliko zaś spędzała czas przy komputerze. Trzeciego wieczoru nie wróciłem do siebie…
Rano obudziła mnie cisza. Zacząłem nasłuchiwać zaniepokojony. Nic. Dotknąłem ramienia Suliko.
– Obudź się!
– Co się stało?
– Słuchaj!
– Nic nie słyszę.
– No właśnie.
– Co, „no właśnie”?
– Nie słychać odgłosów wiercenia.
– Rzeczywiście. Co to może oznaczać?
– Nie wiem. Chyba koniec wiercenia…

Przy śniadaniu towarzyszył nam również magister Ciongciu Luciong. Obaj nasi gospodarze okazywali niezwykłe podniecenie. Pod koniec śniadania, Nobody wyjął z wypełnionego lodem kubełka butelkę Dom Perignon.
– Szanowni państwo, dzisiaj mamy wielki dzień. Koniec z wierceniem. Teraz przystąpimy do zasadniczej części naszej operacji. Uczcijmy to lampką szampana.

Opublikowano

zastanawiam się co napisać - z jednej strony zapowiada się ciekawie, ta podróż po świecie techniki, marzeniach ekscentryka, ale - no właśnie - mam wrażenie, że nie wykorzystałeś wszystkich możliwości (a gdyby nieco rozwlec? opisy, dialogi itp.)

rozumiem, że wydarzenia mają następować stopniowo, Nobody nie będzie odkrywał wszystkich kart - jestem bardzo ciekaw, jak to zakończysz; te tajemnice, krótkie dialogi, czekam na cd. pozdr.

Opublikowano

podoba się kontynuacja "doktorka N."
ciekawam co też wyciągniesz z jego rękawa :)
jest kilka fragmentów, które przy czytaniu lekko uwierają np. "pomijając wpuklającą sie do niej sciany ..." ale nie jestem odpowiednią osobą by wnosić poprawki,
czyta się dobrze, czekam na więcej

Opublikowano

Oderwałem sie od Parku Jurajskiego.
Kiedy wstawiłem tę część poszedłem się kąpać i wówczas uświadomiłem sobie kilka braków. Muszę to nieco rozbudować, dodać kilka szczegółów i usunąć parę niezbyt udanych sformułowań.
Jeśli idzie o wpuklająca sie część ściany - przerabiałem to kilka razy i na razie nie mam pomysłu, jak to ująć. Dzięki za komenty. Pozdrawiam.

Opublikowano

Posiedziałem jeszcze trochę nad tym tekstem i naniosłem kilka poprawek. Uzupełniłem go ponadto, tak by zamknąć ostatecznie ten fragment i przejść do edycji kolejnego.
mam jeszce do was pytanie: Jak sądzicie, czy wprowadzony niejako poza tekstem drugiego odcinka magister Ciongciu Luciong powinien znaleźć swoje miejsce w tej historii?

Opublikowano

No, nie mów, że Monte Christo stanie się Mabuse? Uwielbiam Langa, ale za wzór stawiałbym jednak
Dr Caligariego z filmu Roberta Wiene. Niezwysłe przeżycie estetyczne jak na początek lat 20-tych.
A tak w ogóle cieszę się, że już sobie jaj nie robisz... A zgrabne parodyjki to ja lubię.

Tak na marginesie. Ten tekst jest bardzo filmowy, starofilmowy, gdy bohaterowie przybywają do tajemniczego miejsca. Ostatnio już w kinie tego nie ma.

Opublikowano

Ujrzałem Suliko przybraną - słowo "przybraną" jakoś mi tutaj nie leży, ubraną, odzianą może?
Nie było ich tak znowu wiele- wiem, dialog, ale naturalniej byłoby: nie było ich znowu tak wiele.
Sylwetką jest nawet do cię przypomina.- zamotałeś coś...

tyle wyłapałem, teraz tekst rzeczywiście wygląda lepiej. tak 3mać. pozdr.

Opublikowano

Dzięki Jay za szczegółową analizę.
Na pewno zdarzyło ci się kiedyś rozmontować (po to by naprawić, lub w celach czysto "badawczych") jakieś urządzenie, by, po ponownym jego zmontowaniu stwierdzić, że została jakś srubka, sprężynka, lub inny element. Tak było i z tymi, wyłapanymi przez ciebie błędami. Rozkręcałem te zdania i skręcałem ponowniea w końcu okazało się, że pozostały jekieś śrubki.

Opublikowano

Jestem pod wrażeniem. Niezmiennie dobry kawał sensacji.

Co do usterek:
podnoszona już "wpuklająca się" ściana - chyba nie ma takiego określenia wklęsłości (?), bo jeśli jest to przeciwieństwo wypukłości, to wklęsłość
zbędny angielski - przecież oni cały czas mówią po angielsku (wydaje mi się)
"W pewnym momencie zatrzymała mnie gruba, stalowa krata, za nią zaś, obracający się niezbyt szybko ogromny wentylator" - to znaczy, że bohater przeszedł za kratę skoro "za nią" zatrzymał go wentylator (?), dalej dowiadujemy się jednak, że krata jest nie do przebycia.

Pozdrawiam Serdecznie

Opublikowano

Rzeczywiście słowa "wpuklająca" nie znalazłem w słowniku. Jednakowoż słowo to egzystuje w języku polskim. Pozwolę sobie zacytować fragment z Encyklopedii Onet:
[quote]Blastocel, jama blastuli, pierwotna jama ciała, protoceloma, jama ciała powstała w procesie gastrulacji przez wpuklenie się do wnętrza jednej części blastuli


jeśli masz na myśli "my heart" - to jest to nawiązanie do skróconej wersji jej nazwiska w tłumaczeniu na angielski, czyli swego rodzaju gra słów
Uwagi dotyczące kraty i wentylatora słuszne - zaraz nanoszę poprawki.
Dziękuję i pozdrawiam.
Opublikowano

Poszukałem trochę w Sieci i rzeczywiście jest trochę tego wpuklenia,
a skoro słowo jest używane, to znaczy że jest (trzeba zaktualizować słowniki ;))
Jeszcze jedna usterka:
Przed końcową kwestią Nobody brak entera i myślnika

Chylę czoła i Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE
      Bułat Okudżawa

      Styx, AD 1965

      Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz!
      Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle
      Ach, Arbat, mój Arbat
                                           Tyś mój przeznaczenia szlak
      Ty i radość co dnia i nieszczęście me

      Przechodzący tu biegną tak od lat
      Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg
      Ach, Arbat, mój Arbat,
      Tyś mą religią jest
      Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł

      .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak,
      Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt
      Ach, Arbat, mój Arbat
                                                      Tyś ojczyzna ma
      Nigdy nie,
      Po sam kres...
      Nie przemierzę cię..

      1959
      Ostatnie tango na Newskim

      Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już,
      Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu
      Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg,
      Ostatni,
      Chociaż pierwszy z brzegu.
      – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg;
      Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy
      Trolejbus ostatni,
      Chociaż z brzegu pierwszy

      Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż
      I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż,
      I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc
      Przeżyli kraksę,
      Tragiczny zbieg szos

      Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź
      I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń
      Dla tych, którzy w ten czarny dzień
      Przeżyli kraksę,
      Katastrofę strof.

      Twoich pasażerów rozpoznaję w mig -
      Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak.
      Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat,
      Nie po drodze by było mi nie współczuć im.
      I gdyby nie byli tu od miliona lat,
      To czuć ich ból tak łatwo bym mógł

      Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły
      I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film...

      O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal,
      W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza
      O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja -
      Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy
      – a we mnie zawsze ty.
      |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy...

      | Виноградную косточку в теплую землю зарою, |
      Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę,
      | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, |
      i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.|
      | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... |
      i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) |
      | | |
      | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, |
      Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy |
      | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен,
      | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic|
      | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... |
      Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) |
      | | |
      | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, |
      W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, |
      | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, |
      A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz|
      | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) |
      | | |
      | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, |
      | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: |
      Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: |
      | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... |
      Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... )

      Песенка о Павке Морозове
      (Dosłowne tłumaczenie)

      За что ж вы Ваньку-то Морозова?
      No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia?
      Ведь он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама его морочила,
      Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła,
      а он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама по проволоке ходила,
      Ona sama za cienki drut go wodziła
      махала белым рукавом,
      Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu.
      а то, что Ваньку погубила,
      I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło
      так это было уж потом.
      A potem drut zmiękł mu aż miło
      А он, кулак к щеке прижавши,
      A on, zacisnąwszy przy policzku pięść,
      на ту на проволоку глядел,
      Wciąż ciągnął swego życia cienki drut
      и все глядел, и все вздыхал он,
      i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła,
      и все сидел и все бледнел.
      i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł

      А в цирке музыка гремела,
      A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała,
      гремел литавр, труба звала,
      Grzmiał bęben, trąbka wzywała do..
      а в цирке публика шалела,
      A publiczność jak drut się wystroiła,
      кричала: «Браво!» и ума...
      Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od!

      А он пошел в ресторан «Савой»,
      A on poszedł do kasyna „Royale”,
      где пьют вино, едят медуз,
      Gdzie wina w bród, i meduz huk,
      и там, качая головой,
      i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale )
      свой изливал тяжелый груз.
      Podlewał i rwał swój gorzki żal

      За что ж вы Ваньку-то Морозова?
      Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia?
      Ведь он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама его морочила,
      Ona go (by naj mniej) zauroczyła
      а он ни в чем не виноват.
      A jego życia drut już jest kaput
      I nie ciągnie wsiom...
      Wsie paszli won!


      Duszny zaduch róż 33 BC

      Już od podwórza widać nasz dom
      Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom
      Tylko że tam, gdzie stał płot,
      Stoi Czarny Kot.

      On łapą sobie szarpie wąs i już,
      Podwórze patroluje... niczym w święto stróż
      Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot
      Stać będzie Czarny Kot.

      Mówią, że to pech,
      Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy)
      Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) -
      Że kot czarny jak grzech ma niezły pech

      A kot przy w winklu siedzi, tu
      I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu
      Albo mysz (tam gdzie płot)
      Prosto w paszczę trafi jak w lot

      Złapie czy nie - to mu wsio rawno:
      Mir to czy hyr nieważne, bo –
      Dla niego świat to po pierogach z pyr
      W ten deseń na deser serwowany syr.

      Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j
      Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy)
      Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy
      I tylko tam, gdzie łatwopalny płot
      Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot.

      ───

      Ad acta

      Żołnierz ten kiedyś na świecie żył
      Piękny i mężny, aż dziw bierze
      Lecz zabawką wojsk rodzajów był -
      Tylko z papieru żołnierzem.

      Chciał, byśmy byli szczęśliwi,
      I świat naprawić jak, miał zmysł,
      Lecz od papierów żołnierz to był na niby,
      I sam na cienkiej nitce zwisł...

      Gotów był za wszech w ogień i dym
      Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy
      A nas czułością ujął i tym,
      Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy!

      No, jak i gdzie sam idziesz w bój?
      Ach, widzowie aż siedzą niemi, ...
      „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój?
      Przecież pod tobą nie ma ziemi!”

      Lecz on rzucił się w płomieni cień
      Jak zwierz, co jeńców nie bierze,
      Ale bohater będzie marny zeń:
      Papiery na żołnierza miał... na papierze
      !

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE Bułat Okudżawa Styx, AD 1965 Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz! Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle Ach, Arbat, mój Arbat                                      Tyś mój przeznaczenia szlak Ty i radość co dnia i nieszczęście me Przechodzący tu biegną tak od lat Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg Ach, Arbat, mój Arbat, Tyś mą religią jest Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak, Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt Ach, Arbat, mój Arbat                                                 Tyś ojczyzna ma Nigdy nie, Po sam kres... Nie przemierzę cię.. 1959 Ostatnie tango na Newskim Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już, Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg, Ostatni, Chociaż pierwszy z brzegu. – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg; Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy Trolejbus ostatni, Chociaż z brzegu pierwszy Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż, I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc Przeżyli kraksę, Tragiczny zbieg szos Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń Dla tych, którzy w ten czarny dzień Przeżyli kraksę, Katastrofę strof. Twoich pasażerów rozpoznaję w mig - Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak. Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat, Nie po drodze by było mi nie współczuć im. I gdyby nie byli tu od miliona lat, To czuć ich ból tak łatwo bym mógł Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film... O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal, W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja - Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy – a we mnie zawsze ty. |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy... | Виноградную косточку в теплую землю зарою, | Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę, | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, | i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.| | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... | i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) | | | | | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, | Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy | | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен, | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic| | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... | Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) | | | | | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, | W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, | | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, | A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz| | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) | | | | | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, | | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: | Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: | | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... | Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... ) Песенка о Павке Морозове (Dosłowne tłumaczenie) За что ж вы Ваньку-то Морозова? No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła, а он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама по проволоке ходила, Ona sama za cienki drut go wodziła махала белым рукавом, Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu. а то, что Ваньку погубила, I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło так это было уж потом. A potem drut zmiękł mu aż miło А он, кулак к щеке прижавши, A on, zacisnąwszy przy policzku pięść, на ту на проволоку глядел, Wciąż ciągnął swego życia cienki drut и все глядел, и все вздыхал он, i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła, и все сидел и все бледнел. i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł А в цирке музыка гремела, A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała, гремел литавр, труба звала, Grzmiał bęben, trąbka wzywała do.. а в цирке публика шалела, A publiczność jak drut się wystroiła, кричала: «Браво!» и ума... Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od! А он пошел в ресторан «Савой», A on poszedł do kasyna „Royale”, где пьют вино, едят медуз, Gdzie wina w bród, i meduz huk, и там, качая головой, i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale ) свой изливал тяжелый груз. Podlewał i rwał swój gorzki żal За что ж вы Ваньку-то Морозова? Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona go (by naj mniej) zauroczyła а он ни в чем не виноват. A jego życia drut już jest kaput I nie ciągnie wsiom... Wsie paszli won! Duszny zaduch róż 33 BC Już od podwórza widać nasz dom Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom Tylko że tam, gdzie stał płot, Stoi Czarny Kot. On łapą sobie szarpie wąs i już, Podwórze patroluje... niczym w święto stróż Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot Stać będzie Czarny Kot. Mówią, że to pech, Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy) Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) - Że kot czarny jak grzech ma niezły pech A kot przy w winklu siedzi, tu I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu Albo mysz (tam gdzie płot) Prosto w paszczę trafi jak w lot Złapie czy nie - to mu wsio rawno: Mir to czy hyr nieważne, bo – Dla niego świat to po pierogach z pyr W ten deseń na deser serwowany syr. Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy) Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy I tylko tam, gdzie łatwopalny płot Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot. ─── Ad acta Żołnierz ten kiedyś na świecie żył Piękny i mężny, aż dziw bierze Lecz zabawką wojsk rodzajów był - Tylko z papieru żołnierzem. Chciał, byśmy byli szczęśliwi, I świat naprawić jak, miał zmysł, Lecz od papierów żołnierz to był na niby, I sam na cienkiej nitce zwisł... Gotów był za wszech w ogień i dym Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy A nas czułością ujął i tym, Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy! No, jak i gdzie sam idziesz w bój? Ach, widzowie aż siedzą niemi, ... „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój? Przecież pod tobą nie ma ziemi!” Lecz on rzucił się w płomieni cień Jak zwierz, co jeńców nie bierze, Ale bohater będzie marny zeń: Papiery na żołnierza miał... na papierze !
    • A czytam tak:   Chciałabym uciec od problemów świata, odlecieć od ludzi: co nie mówią mi jak wysoko, beztrosko i wolno orzeł lata...   I tak podobnie i tak dalej
    • @wiedźma Sugestywny obraz przemijania i upadku. Pozdrawiam Cię.
    • @.KOBIETA. Po to jesteśmy, żeby się pragnąć odnaleźć. Spotykać wielu, żeby spotkać Tego/ Tą. Piękny wiersz, dziękuję.
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...