Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdybyś, Aniele, śladów nie zostawiała,
znikła, jak łza Chrystusa w mrokach dziejów
roztopiła się, podobna do okruszyny śniegu
gdybyś tak szybko nie zanikała

bo tylko to pióro
gdy przestać chciałem
ponownie ujrzałem
wtedy
gdy w dłonie brałem
ciało –
kochałem.

A gdyby tak Noe zwątpił,
zmurszałe deski, światło słońca
zalewałoby ciało śmiertelne
żaden smutny śpiewak
bez cierpienia. Nie byłoby tego.
Te ramiona więdły
drogie drogi donikąd
ponure cienie z dawna
wracały by milczeć
nie zawsze wracał
to jedno pióro
- serce złamało

Opublikowano

Gdybyś, Aniele, śladów nie zostawiała,
znikła, jak łza Chrystusa w mrokach dziejów
roztopiła się, podobna do okruszyny śniegu
gdybyś tak szybko nie zanikała

bo tylko to pióro, gdy chciałem przestać----zlikwidowałem ci rymy....???
ujrzałem ponownie
wtedy, gdy w brałem w dłonie
ciało – kochałem.

A gdyby tak Noe zwątpił?
Zmurszałe deski, światło słońca
zalewałoby ciało śmiertelne.
Żaden smutny śpiewak bez cierpienia. ---- ten wers coś mi tutaj zgrzyta...?

Nie byłoby tego.Te ramiona więdły,
drogie drogi donikąd, ponure
cienie z dawna wracały, by milczeć,
nie zawsze wracał - to jedno pióro

-serce złamało

Pozdrawiam z podszeptami.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ewo, jak jestes ciekawa, to ta postac została opisana w poemacie Alfredo de Vigny (1823), jako Anielica zrodzona z łzy Chrystusa uronionej nad grobem Łazarza.
występuje też w "Anhellim" Słowackiego - a to już lektura obowiązkowa !!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...