Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chciałbym Ci dać kwiat pachnący
Lub soczysty pocałunek
Lecz gdy się dłużej nad tym zastanowię
To kwiat w wazonie zwiędnie
A pocałunek zostanie zapomniany
Zmyty wodą przeminie

Chciałby Ci dać wór słodyczy
Lub bezcenną sztabę złota
Lecz gdy się nad tym dłużej zastanawiam
Od słodycz psują się zęby
A od blasku złota
Mogą rozboleć oczy

Chciałbym Ci dać powód do radości
Do poszerzenia uśmiechu na twarzy
Do niezapomnianego wzruszenia
Lecz czego Ty możesz ode mnie pragnąć?

Bliskości, miłego uśmiechu
Delikatnego dotyku
Przeszywającego spojrzenia

Opublikowano

Dla mnie jest to dobry pomysł na wiersz ale wykonanie dosyć skromne,trochę amatorskie...czyli dobre jak na nas,amatorów pisania. Gdybym był kobietą ucieszyłbym się z tego wiersza, bo czuje się w nim pewne zaangażowanie emocjonalne (chyba pisany od serca).Pozdrawiam i życzę sukcesów.

Opublikowano

od słodycz-popraw :)

Kobiety uwielbiają romantycznych, czułych mężczyzn w których mają oparcie. Co do dnia kobiet, to kolacja ze świeczkami, czerwone wino, bukiet kwiatów :)
Będzie zachwycona :)
pozdrawiam

Opublikowano

Dla mnie to jest słąby i oklepany pomysł na wiersz i do tego amatorskie wykonanie. Najbardziej to widać w końcówce, kiedy w końcu autor nie wytrzymuje i pozwala sobie na ten jedyny rym mający zamknąc kompozycje (co za oklepany schemat w tej tematyce!), który w dodatku okazuje się być częstochowski do bólu. Właściwie chyba tylko w jednym aspekcie ten utwór możnaby uznać za trafny - gdyby forma (przy zmarginalizowaniu treści) miała obrazować stosunek, w którym facet powstryzmuje się od wytrysku. Na początku każdej zwrotki zaczyna dochodzić i potem wypuszcza powietrze, żeby w końcu dać sobie luz w czwartej. Tyle, że to wcale nie jest smaczny koncept.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ten wiersz napisałem dla dziewczyny rok temu
zdał egzamin
a że amatorski, dobrze zauważyłeś jak na nas amatorów i z tym się zgodzę jak najbardziej

dzięki za odwiedzinki


pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



pamiętam jak Oscar założył temat na forum o stosunkach damsklo -męskich, o zdradach i przysłowiowych "koszach", czytałem wtedy twoje wypowiedxi na temat kobiet i wcale się nie dziwię, że Ci się wiersz nie podoba, jak zresztą, że z kobietami też krucho, nie pisze tego jako riposty, ale ze względu na wrodzoną wrażliwość w stosunku do płci pięknej, twoje wypowiedzi w tamtym wątku były dla mnie przerażające

ale to tak na marginesie, dzięki za słowa krytyki, takie słowa też cieszą

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





dzisiaj już 7 rano przed pracą wpadłem do akademika do dziewczyny i róża dla róży(-:

Jesteś słodki
dla Swej Kotki:)pozdr.


daję pachnące kwiatuszki
by móc całować w nużki
Opublikowano

Jasna strona Macieja :)
ech, dziewczęta, cóż wy z nami czynicie.
a wiersz ? Pomysł jesy niezły, aczkolwiek mnie osobiście to się niepodoba. Ale to u mnie cic nowego - mysle, że takie sprawy ja odbieram tak czy siak po swojemu, a kwiatek podobno nigdy nie zaszkodził, heheheh
Pozdrawiam.

Opublikowano

Chciałbym Ci dać atrybut nęcący
Lub soczysty języczek
Lecz gdy się dłużej nad tym zastanowię
To atrybut szybko zwiędnie
A pocałunek zostanie zapomniany
Zmyty wodą przeminie

Chciałby Ci dać worek z zarostem
Lub bezcenną sztabę złota
Lecz gdy się nad tym dłużej zastanawiam
Od włosków plują się zęby
A od blasku złota
Mogą rozboleć oczy

Chciałbym Ci dać wzwód do radości
Do poszerzenia uśmiechu na twarzy
Do niezapomnianego wzruszenia
Lecz czego Ty możesz ode mnie pragnąć?

Bliskości, miłego uśmiechu
Delikatnego dotyku
Przeszywającego spojrzenia

Przeszywająco, ironicznie i prześmiewczo! Macieju Pozdrawiam. Nie pisz wierszy ku czci!!!

Opublikowano

Są takie, co wolą siniaki zamiast pocałunków. Nie pomoże bransoleta Nefretete, słodycz Wedela, trunek ambrozji, czy słoneczniki van Gogha. Ze wszystkich znanych kwiatów wybierają róże malowane na pogniecionym płótnie. Ponoć można je do woli układać w bukiety. Wszystkiego naj dla kobiety. Wierszyk do posiedzenia.

Opublikowano

wiersz ładny:) ale tyle w nim dosłowności...a może pozwolić Jej pozgadywać troszkę? jakieś prześliczne (nie przesłodzone) metafory?hmm...kobiety lubią zagadki:)
po tobie Macieju spodziewałam się czegoś bardziej zakodowanego:) troszkę się zawiodłam:)

co do złota?hmm zależy co kto lubi, jedna chce kolację w restauracji, inna jest szczęśliwa jak dostanie w prezencie spacer z ukochanym:)

pozdrawiam ciepło!
ER

Opublikowano

dzięki za odwiedzinki i komenty, wiersz bardzo stary w okresie w którym jeszcze zabawa słowem była mi obca i liczyło się kawa na ławę

ale wkleiłem tak dla checy, zobaczyć jaka będzie reakcja kobiet i męrzczyzn,
tego się właśnie spodziewałem, po komentarzach męrzczyzn

naj rozbawił mnie eugen no poprostu boki zrywam, z tym workiem włosów dobre(-:

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ja najbardziej wolę Moneta (cokolwiek to oznacza) gdyby ktoś chciał mi podarować Claude to chętnie ;)
No i oberwało się. Ale. Takiej Dziewce łasej na ładne łobrazki, to ja jeno patyk wręczę. Za wcześnie na bukiety. Poczekaj do wiosny. Może zakwitnie. Na zielono. Kłaniam się kontrastowo.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...