Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ech... chyba banalik wyszedł, taki wiesz przegadany,
z powtórzeniami znanych słów (marzenia) do tego połączone ze wspomnieniami,
a i lustro i rosa też częste słowa.

wers po wersie opisujesz pewnien obraz, starasz się przekazać wiernie obraz jak w telewizji.

a poezja jest jak muzyka, musi rozbudzać zmysły, a nie pokazywać w prosty sposób coś tam....

kolejny wersy powinny rozbudzać mój umysł,
pomyśl, że wiersz czytam z zamkniętymi oczami (niemożliwe co?, a wcale że nie, trzeba tylko podejście zmienić;)
i wówczas słowa mają naszkicować jakiś klimatyczny obraz,
u Ciebie zaś jest tak ogólnie, piąte przez dziesiąte opisane, przeczytałem ten wiersz i nic, jak już wspomniałem, za dużo znanych ogólnie motywów.

Jak się coś stanie (np. się wkurzysz), to wtedy włącz muzykę inspirującą dla Ciebie i klimatyczną, zamknij oczy, i nabazgrol w słowach swoje emocje i odczucia, powinno zadziałać,

... ale się namądrzyłem :)

Pozdrawiam,
Kai Fist

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


witam,
przyznam, że Wojownik ma wiele racji - jednak nie nazwałbym tego utworu "banalikiem" mimo, że rzeczywiście wiele z Twojego przekazu już było w poezji...
przypuszczam, że jest bardzo osobisty...

wg mnie nabrałby nieco tajemnej atmosfery gdybyś pobawiła się słowem - wystarczy poprzesuwać niektóre zwroty...
ale to tylko mój subiektywizm ;):)

pozdrawiam gorąco

Piotr Mogri

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zamieszkała obok nas młoda parka, jeszcze bezdzietna. Sympatyczni. Ona bardzo ładna, trochę przy kości (ale nie za bardzo), seksowna blondynka. On taki zwyczajny, w dżinsach, t-shirtcie ; twarz pogodna, uśmiechnięta. Cały czas coś podśpiewywał pod nosem (muzykalny :)).

       

      Dom w którym zamieszkali miał już wcześniej wielu właścicieli. Stary dom z przybudówką, która często służyła jako mały sklepik wiejski, najczęściej spożywczy. Nowi właściciele zdecydowali jednak, że to nie będzie sklep tylko wiejski pub (z duchem czasów - już nie gospoda). Piwko, coś do piwka, muzyczka ; kilka stoliczków. Sympatycznie. 

      Za ladą najczęściej on (barman :)), wesoło podśpiewujący, podrygujący w takt muzyczki lecącej z głośników. 

      Ona... jednak trochę znudzona. Wiejskie życie bez atrakcji (przeprowadzili się z miasta). Ani specjalnie gdzie się pokazać w wystrzałowych ciuchach, ani pochodzić po galeriach, eventach etc. Na intelektualistkę raczej nie wyglądała więc książki odpadały. A telewizja... Ileż można oglądać. Nie była też kobietą w stylu: co tydzień mycie okien i zamiatanie podwórka. Oporządzać na cmentarz też nie musiała jeździć, bo przecież nikogo tu na cmentarzu nie mieli.

      Nudziła się więc i z tych nudów zaczęła się uśmiechać do wiejskich chłopaków (tych młodszych i tych starszych) przychodzących do pubu na piwo. Oni - rzecz jasna :) - odwzajemniali uśmiechy.

      Wychodziła z nimi na papierosa a z czasem też na spacery - nad rzekę, a nawet dalej - do lasu.

      Mężowi to nie przeszkadzało, dalej podśpiewywał i podrygiwał za ladą nalewając szczodrze kolejnym klientom bursztynowy napój. 

       

      Po pewnym czasie pojawiły się we wsi plotki. Że ona to taka i taka, że z tym i z tamtym. A mąż - nieświadomy!

       

      'Chłopie' - odezwał się kiedyś jeden z klientów pubu - 'żona ci się puszcza. Ponoć już większość męskiej części wioski ją przeleciała'.

      W pubie zamarło (łącznie ze mną, bo akurat przyszłam kupić fajki - wtedy jeszcze paliłam). 

      I co teraz, jak zareaguje... Wścieknie się, trzaśnie kuflem i pobiegnie jej szukać, by sprać tę niewierną niewiastę.

       

      Nic z tego. Młody mąż uśmiechnął się tylko szeroko i rzucił od niechcenia: 'A niech ją j...ą.'

      I dalej podrygiwał i podśpiewywał wesoło.

       

      Po powrocie do domu zaczęłam rozmyślać o tolerancji. Oto byłam świadkiem jej spektakularnego przejawu. Zero zazdrości!

       

      Za jakiś czas młodzi małżonkowie wrócili z powrotem do miasta, bo żona tęskniła za miejskim życiem a mąż, bardzo ją kochawszy, nie oponował, by spełnić jej pragnienie.

      Zresztą, w mieście też można podśpiewywać i podrygiwać. Może nawet bardziej :)

       

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...