Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

mam ochotę

i co

mam ochotę coś z siebie wyrzucić

no to
idź do łazienki

w łazience się nie rymuje
tam tylko kontrapunktuje
szum wody
odchody

no to
ochłoń
ciepły czy zimny
jesteś już w środku

w środku czego

niebokręga
a jak myślisz
zawsze życia

Opublikowano

No mnie się to podoba raczej. Trochę nie rozumiem do końca trochę. Ale myślę, że to autor sam jeden tylko rozumie tylko. Grunt, że jest o odchodach, odchody są. I łazienka, nie no ogólnie rzecz biorąc, zważywszy to i tamto, odpowiada mi ten wiersz jako byt samoistny. Byt.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Won głąbie, wszędzie się znajdzie debil, który powie coś o Chucku Norrisie i myśli, że jest śmieszny i oryginalny, chociaż powiedziane zostało już na ten temat wszystko, co było tylko mozliwe. Wkurza mnie to. To nie jest już smieszne człowieku! Nie widzisz tego?
Autor napisał wiersz oczekując jakichś konstruktywnych komentarzy, mając nadzieję, że ktoś w jakikolwiek sposób odniesie się do jego wiersza, a ty wyjeżdżasz z takim tanim chłamem. Taką zjechaną gadką dla plebsu.
Nie mowię, że moje komentarze są na wysokim poziomie, ale Chuck Norris to temat już naprawdę zrypany dziesiątkami tysięcy opisów na gadu gadu itd. Teraz ludzie nie zechcą już komentować wiersza pana Hipnotyzera, bo jak widzą taki komentarz z Chuckiem, odstrasza ich to skutecznie.

EDIT: O, widzę, ze zbanowany został. Mam nadzieję, że mnie nie spotka to samo...
Opublikowano

a ja zawsze mam chęć komentować wiersze tego Autora:)
bo zawsze czymś się wyróżnia, nawet jeśli to tylko ot takie coś
w środku czego- chyba rozmowy z cynikiem. pozdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...