Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Nie przegrasz tego czego nie postawisz"

David Levien & Brian Koppelman - "Hazardziści"


IMIĘ: Jakub

NAZWISKO: Turkowski

WIEK: 29 lat

ZAWÓD: Dziennikarz

MIEJSCE PRACY: Klub pokerowy.


Warszawa, zima 2006.


Texaspoker jest jak życie. Albo grasz o wszystko albo nie masz nic.

Marzę o śnie. Niczego w tej chwili nie pragnę jak zdrzemnąć się choćby przez chwilę, położyć głowę na poduszce i pobyć przez kilka godzin w spokojnym śnie. Nie teraz.
Zjazd. Resztki białego, gorzkiego proszku tkwią mocno na podniebieniu. Sczękościsk. Żrenice mocno rozszerzone nie pozwalają powiekom na samowolne mrugnięcie. Pocę się. Pocę się jak zdechła świnia. Zupełnie jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. To chyba wtorek. Zupełnie się pogubiłem. Przyszedłem do Toma w niedzielę wieczorem. Wskazówka czterokrotnie przekroczyła dwunastkę więc powinien być już wtorek, ale nie jestem tego pewien. Nie dałbym sobie uciąć ręki. Nie mógłbym wtedy trzymać kart.
Dwie damy. Karta jak każda inna. Muszę być ostrożny. Nie mogę zagrać ostro, i tak gram czytelnie. Podbijam tylko stawkę. Nikt nie wchodzi do gry i po frajersku zbieram wejściówkę. Trzeba było dołożyć stawkę i poczekać na flopa. Rozegrać to rozdanie po mistrzowsku. To zmęczenie. Czuję jak pot spływa mi po bokobrodach. Podbródek trzęsie się w rytm trzaskania górnych zębów o dolne.
Potem kilka podobnych rozdań bez historii. Rozpoczynam czwartą paczkę papierosów. Smakują wyśmienicie. Wciągam tytoń głęboko,do samych płuc. Sztach za sztachem. Mocno, po męsku. Dany rozdaje karty. Ślizgają się na zielonym płótnie. As król w kolorze pik. Moja ulubiona karta. Piki dawno nie były w grze. To może być rozdanie wieczoru...

W czerwcu dwutysięcznego pierwszego roku skończyłem nareszcie studia. Co to była za męczarnia. Najgorszy okres w moim życiu. Pięć kurewsko straconych lat. Pamiętam jak tuż przed maturą odwiedziłem matkę w szpitalu. Zapytała mnie co dalej? Powiedziałem, że nie wiem bo naprawdę nie wiedziałem wtedy co zrobię ze swoim parszywym życiem. - Może będziesz lekarzem? - zapytała mnie. Nie wiedziała, że boję się krwi i nienawidzę igieł. - Prawnikiem? - nigdy nie byłem dobry z historii. W niczym nie byłem dobry. Tylko wóda, ćpanie i karty. - No to może dziennikarzem? Pojawił mi się przed oczami Max Kolonko i pomyślałem sobie: Tak kurwa. To dobry pomysł - będę dziennikarzem. Będę wyrywał na to laski. Każda poleci na dziennikarza. Będe obracał najlepsze dupy w stolicy. Będę dziennikarzem. Potem przez pięć zasranych lat wbijali mi do głowy piepszone teorie pisarstwa, gatunków dziennikarskich i innych podobnych bzdur. Kazali ćwiczyć dykcję, obniżać rezonans, dzień zaczynać od papierosa. Zawsze budziłem się na szkockim kacu. Rano miałem taki fajny pluszowy głosik. Pracowałem w małym, undergrandowym radio. Czytałem wiadomości. W między czasie posuwałem fajną panienkę. Miała w sobie tyle seksapilu jak żadna inna i fantastyczne długie nogi. Miała cycki w sam raz i ogoloną cipkę. Była fajna. Mruczała i wiła się jak kotka gdy posuwałem ją od tyłu. Uwielbiała czuć mojego kutasa właśnie w tej pozycji. Może to dziwne, ale ona płaciła rachunki. Miała nadzianych starych, którzy nie znosili mnie i wice wersa. Uważali, że jestem nieudacznikiem, zwykłym śmieciem i nie zasługuję na ich córkę. Nie zasługiwałem, ale żeby zrobić im na złość kupiłem Dianie pierścionek zaręczynowy. Zgodziła się od razu. Byłem jej pierwszym facetem. Pierwszym, który kochał ją nad życie i ubóstwiał jak nikt dotąd. Żyliśmy sobie na kocią łapę i było zajebiście. Chciałem wracać każdego ranka, każdej nocy i móc rżnąć ją na tysiąc sposobów. Chciałem by była moją żoną, moją i nikogo więcej. Chciałem mieć ją tylko dla siebie.
Mniej więcej w tym samym czasie zacząłem grać. Nigdy nie lubiłem pokera, wolałem brydża i nawet byłem całkiem niezłym brydżystą. Grałem w drugiej lidze. Pamiętałem rozdania, które grałem pół roku temu i gdy ktoś zbudził by mnie o dwunastej w nocy i zapytał o nie, podałbym mu rozkład wszystkich czterech rąk bez zająknięcia. Uważałem że brydż jest inteligenty a grając w pokera wystarczy mieć szczęście i unikać szulerów, ale kiedy poznałem odmianę Texas Hold'em, wszystko przestało mieć sens. Brydż może jest inteligenty ale nie przynosi pieniędzy. Tu poczułem smak wielkiej fortuny. Marzyłem o wielkiej, milionowej wygranej i wylocie do Vegas. Chciałem zobaczyć stolicę światowego hazardu. Poker w teksańskiej odmianie jest królem wszystkich gier karcianych i od tamtej pory wyrzuciłem ze swojego słownika wyraz "szczęście". Fart nie ma tu swojego miejsca. Decydują umiejętności.
Zasady są proste. Każdy gracz dostaje dwie karty i zaczyna się licytacja. Potem na stole wyświetlają się trzy karty tzw.flop. Gracze dopasowują swoje dwie karty do flopa i licytują się. Następnie pojawia się czwarta karta (turn) i piąta (river). Gracze szukają swoich szans w siedmiokarcie. Czy to nie wspaniałe i podniecające?
I tak oto stałem się hazardzistą. Kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi Royal Card Club wiedziałem czego w życiu potrzebuję. Znalazłem swoje powołanie. Teraz mogę ci mamo odpowiedzieć na twoje pytanie, które zadałaś mi tuż przed śmiercią. Nie pytaj mnie mnie kim chcę być. Zapytaj mnie kim jestem. Jestem pokerzystą. Jestem pierdolonym hazardzistą i jest mi z tym kurewsko dobrze. Hazardzistą się nie bywa. Hazardzistą człowiek się rodzi i zostaje aż do śmierci. Nie ma na to lekarstwa.
Rzuciłem robotę w rozgłośni, no bo przecież nie mogłem tracić czasu na niepotrzebne rzeczy. Dianę okłamałem, że muszę więcej pracować. Zapytała mnie dlaczego nieprowadzę już wiadomości? Odpowiedziałem, że zostałem szefem działu sportowego i nie wchodzę na antenę. Złapała ten bajer, bo przynosiłem więcej hajsu. Bywały miesiące kiedy wyciągałem z pokera nawet dziesięć tysięcy. Diana zaszła w ciążę i urodziła mi córkę. Przepiękną dziewczynkę. Moje kochane dziecko. Do dziś trzymam jej zdjęcie na nocnej szafce. Ono przypomina mi, że mam dla kogo żyć.

... Mała ciemna, duża ciemna ja tylko dokładam. Wyczekam skurwieli. Poczekam na flopa i wtedy zagram agresywnie. Młody zrzut,Tadek zrzut, Dany podbija. Ja tylko dokładam. Pozostali się zrzucają i zostaję na placu z Danym. Ogrywam go za każdym razem gdy siadamy do stołu, ale chłopak jest ambitny. To zaprzyjaźniony neurochirurg. Nie ma co robić z pieniędzmi. Ogrywam go, i będę to robił zawsze, dopóki się sukinsyn nie nauczy grać. W dupie mam to, że to mój przyjaciel. Jedyny jaki mi jeszcze został. W kartach nie ma przyjaciół. Jeśli myślisz, że możesz z kimś grać na spółę jesteś w błędzie. Kiedyś kumpel cię wyroluje i obudzisz się nad ranem z ręką w nocniku. W kartach nie ma przyjaciół...

Pewnego wieczoru wróciłem do domu spłukany. Przegrałem wszystko. Diana nie spała. Próbowała uśpić małą. Ja też płakałem. Nie mogłem już więcej jej okłamywać. Powiedziałem jej o wszystkim.

...piki nie idą, ale mam strita z ręki. Największego. W stole leży Dama, walet i dyszka w różnych kolorach. Dany zagrywa - agresor. Po namyśle dokładam. Jesteś mój skurwielu. Kropla potu spływa mi po czole. Na języku czuję smak amfetaminy, oblizuję się. Tom dolewa mi brendy. Czwarta karta trójka karo - nic nie zmienia w układzie. Dany myśli pewnie, że mam wysokiego kickera z dziesiątką lub waletem. Damę wyklucza bo pewnie ma na ręku dwie więc słusznie zagrywa za pięć tysięcy. Uśmiecham się i stawiam wszystko. Dany dokłada. Nie myliłem się. Tylko czwarta dama w ostatniej karcie mogła sprawić, że wróciłbym do domu z pustymi rękoma. Szansa nikła. Dany odsłania ostatnią kartę...

Zima tego roku jest sroga. Wracam po trzech dniach nieustannej gry do domu nad ranem. Jest ciemno. Czuję na twarzy ten siarczysty mróz.
Kasia ma już cztery latka. Mylą mi się dni, miesiące, lata. Rozróżniam tylko cztery kolory: trefl, karo, kier i pik, ale datę jej urodzin pamiętam doskonale. Co roku wysyłam jej kartkę. Nie wiem nawet czy ją przeczyta. Mam zakaz widzenia. Sąd nie pozwolił mi na widywanie się z córką. Nie protestuję, nie walczę. Nie chcę by wiedziała kim jestem, wysyłam tylko urodzinową kartkę.
Wracam do domu i chcę odpocząć. Nie mogę. Szklanka Wild Turkey, powinna mnie rozluźnić.
Prześpię się trochę. Jutro też jest dzień.

Opublikowano

witam bracie!
tym tekstem wypełniasz lukę, która się pojawiła w momencie chwilowej nieobecności kilku dobrych pisarzy z forum.
pomysł interesujący tytuł sugeruje, że może dojść do niezłej gry.
I tak się dzieje - prawdziwy karciany hardkorr nam zaserwowałeś. Podskórnie wyczuwam, że lubisz filmy o hazardzie. Mnie się jednak nasunęło Las Vegas Parano.
Wóda, dragi i sex + hazard dają niesamowitą mieszankę, co pewnie obfituje "piaskiem pod powiekami".
Opis zjadzu dobry, choć mozna wywalić to powtórzenie pocę się
Zajebiście opisałeś rozdanie - po prostu wczułem się w ten klimat, fantastyczny groove.

Żeby cię nie zagłaskać proponuję korekty:
piepszone - pieprzone
W jednym zdaniu pomieszałeś czasy (nie pamiętam gdzie)
Interpunkcja kuleje - chyba nie lubisz przecinków.

mam nadzieję, że dopracujesz ten tekst, bo warto - z chęcią bym przeczytał coś w tym klimacie
dla mnie najlepszy twój tekst!!!
pozdr!

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Silva Rerum                     Pokażę ci praktykantów za kulisami - Haskalę i nic nie mów, tylko: bardzo uważnie słuchaj, czasami z uśmieszkiem na twarzy jak Mona Lisa. Leonardo da Vinci na pewno byłby dumny ze świętego zakonu Eruvai Ravi - międzynarodówki wtajemniczonych mistrzów, która posiada własnych sobowtórów. Sir Edom Wildstorm trzymał w dłoni fajkę z kości słoniowej - teza ta, rzekł: - Ma uzasadnienie w tytoniu - tu - dał dyskretny znak spojrzeniem na blat okrągłego stołu i kontynuował: trzy lata temu podwójny mecenas Sanhedrynu z Grupy Stu zapowiedział w radiu nową wizję - nadejście potopu łupkowego...           Sir Edom Wildstorm spojrzał przez okno na niebo - tam - dostojnie wypuścił parę kółek z dymu, robiąc dyskretną aluzję: - Adonaj ma w głębokim poważaniu Amalekitów, a wołanie upadłej anteny jest zwykłą grą słów - Ali Kabe... Wiesz, Vick, ty gówno wiesz! Poklepał po ramieniu młodego studenta z Wyższej Szkoły Handlowej sir Edom Wildstorm.           Jest wojna, sir, musimy przyjąć trójwymiarowe maski i zorganizować zamach na redakcję koszer nostry, oni zamknęli nam oczy - będziemy lepiej widzieć - iluzję, a syn poranka jak dymiący wagon przyniesie nam dwa sztandary - divide et impera i vox populi - errata. W domu nad rozlewiskiem Tolsam zagra na pianinie idyllę jako sygnał - pogranicze najwyższego czasu, pamiętaj, oni zamknęli nam oczy - będziemy jeszcze lepiej czytać paragrafy tajnej policji w sanatorium pod klepsydrą - NASK-u i UKEF-u, a tutaj - bez przenośni - zmieniłem technikę na OKA - Obserwacja, Kontrola i Analiza - archetyp najemnika z operacji Samorgas. Jest wojna, sir, nie zabijemy - zabiją - na pewno starym sposobem - przypadkiem uderzymy autem w przydrożne drzewo, a może umrzemy za wolność i niezawisłość w schronisku dla samotnych wilków?           Nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie mózgowym, jądro próżność jest zbyt mocno widoczne - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula magnetyczna zmienia obrót o sześćset sześćdziesiąt sześć stopni - czwarty jest tryptykiem niczym melodia nokturnowa, a przymioty nie są przypadkowe - trójca, naprawdę, nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula socjotechniki stworzy alternację pentagramu - alogię: in nomine Patris, et Spiritus Sancti, fides et ratio - opus dei - cogito ergo sum. Sir Edom Wildstorm skończył czytać raport, bełkot - rzekł z przekąsem i wyrzucił do kosza lupę z rogów barana, syndrom zniewolenia - pomyślał...  Eli, eli, lama sabachtani... Eli, eli sabachtani lama - eli, eli i skończył - nucić...           Pieszcząc rękojeść laski: zbyt spokojnie wyszedł ze służbowego Range Rovera... - Good morning - przywitał gościa nowy lokaj prezydenta na mazurskiej daczy.  - Thank you - sir Edom Wildstorm podał do ucałowania pierścień ozdobiony srebrną ważką.  - With all due respect - rzekł gospodarz i najmocniej prosimy - odejdź z tego świata! - Gambling - you are welcome!           Sir Edom Wildstorm odstawił na grzbiet fortepianu kieliszek z krwistym winem i momentalnie wsłuchał się w echo poloneza, to koniec - szepnął sam do siebie - nic już po nas nie zostanie, może idea, przecież jak mówi pismo - po owocach. Rozmyślania przerwała służąca, wtargnęła nieproszona - rzuciła okiem na zielony stolik i zgarnęła resztki żetonów - elokwentnie wypięła tyłek... Sir Edom Wildstorm zerknął szybko na wyższą półkę i czarnym klawiszem przywołał do porządku agentkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - dokładnie dał do zrozumienia: wskazując - wzrokiem   na okruszki popiołu, zostanie po nas szarobury pył, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał na ramionach żywiołu - będę do końca śnił, śnił i śnił, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał...                      Wiesz? Opowiem ci prawdziwą bajkę o zatoce różowych świń, pamiętaj, śmiech jest zdrowiem i nie miej żadnych złudzeń poza pewną granicą solidarności. Raz na zawsze porzuć marzenia: one są tylko dziekanią w unii giermka, możemy? Nazywam się Alexis Brimeyer, znacie legendę o czarnym szlachcicu? Bardzo dobrze, to ja - należę do Komitetu Trzysta, a ty byłeś tylko szarfą kozła ofiarnego w Izbie Hymnu Jedności i co? To niepotrzebne słowa, zostawię je na pamiątkę, tak po prostu - zwyczajnie. - Regni regino, sapiens nihil invitus facit, sapienti sat...           Pamiętasz? Wybacz, nie było cię na świecie, po prostu: nazywam się Alexis Brimeyer i znacie legendę? Znamy! Jesteście kłamcami - nie znacie! Sir Edom Wildstorm położył różę na grobie białego kruka...           Nie zapaliłem świeczki i system może w każdej godzinie runąć: wypolerowany na błysk - krzemień - pucybut przepowiedni. Nadal płonie kompozycja trójkątnego placu, a po obu stronach - fotel, tak: uwielbiam ten hotel - przynosi zyski i wtedy zapaliłem świeczkę - system przed chwilą upadł. Masz wolną wolę? Naprawdę? Kup sobie spokój za cenę kłamstwa. I błysk! I zysk! I pysk! Sir Edom Wildstorm skończył oglądać pomnik generała Franco, on nie żyje - umarł za wolność. Racja, pomyślał, nie sądźcie - sądzeni będziecie. Wiesz? Nie bądź błaznem! Umyj tablicę! Ładnie!           Jedno z najgorszych błogosławieństw: obdarcie niewiernego z posiwiałej aureoli, osamotniony z garścią ziemi - pielgrzym niebezpiecznej prawdy, iluzjo z podwójną maską - bar, bar i bar - baranku melodramatycznego nieba - zagrajmy w dwie - frazy w jednej - jedynej. Nikt tego nie zrozumie, dokładnie wszystko jest potężnym chaosem i poza powstaniem świata zostanie pot - wór, wór i wór - marny, przepraszam, gardło mnie rozbolało - nic tutaj - tu po nas, słowem: bez bezzz sensss. Sir Edom Wildstorm cierpliwie słuchał... - Dajcie mi willę w stylu kosmopolitycznym, pokaźne konto i limuzynę, a w zamian obdarzę wszystkich prostotą serca i mogiłą słów!            Sir Edom Wildstorm wskazał laską na trzy palce u prawej dłoni: pas a pas - odrzekł z kamienną twarzą.  - W porządku, dołóżcie mu jeszcze na barki krzyż...           Tylko ja, ja i ja - egoista z rodu warana - jesiotr w jeżowym jeziorze nad jesionem - marsz morsa i pana na mars - przekwita poezja polska zamknięta w sejfie - naćpana!           Zanim powrócę z końca czasu przez czerwoną noc - rozdam światło i nie szlochaj. To takie zwykłe szatańskie paragrafy: czujesz na karku zimno? To dobrze, zagrajmy w ruletkę i pociągnij pierwszy za głowę okupanta. Sir Edom Wildstorm złowił szlachetnego dorsza i rzekł do Adama Weishaupta: - Wypierdalaj!            Zanim powrócę przez czerwoną noc - rozdam światło. Ukochana, nie płacz za mną!           Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli, tłumacz się ciągle z popełnionych grzechów, oni są mądrzejsi od ciebie, zaniżaj własną wartość i niszcz w sobie zmysł krytyczny - oducz się myśleć samodzielnie. Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli - nie używaj obcych wtrętów, aluzji i tropów, oni są mądrzejsi od ciebie - wykreśl na zawsze ze słownika niedopowiedzenia i miłuj pokój podczas wojny - może zostaniesz wtedy szeregowym poetą. Sir Edom Wildstorm wyjął kalendarzyk indeksowy i zanotował coś ołówkiem: bądź wierny i nieprzekupny, nigdy nie szczekaj, odgryzaj krtań, szczaj na kości rzucone ze stołu i zawsze bądź sobą - wilkiem.   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2010 - rok)
    • chciałbym być deserem  który lubisz  surówką  którą powinnaś ...   z radością zajadasz    delektujesz się  każdym kęsem  ostatni jesz wolno  z takim apetytem  że dostaję dreszczy    jeszcze  nie zdążysz skończyć  a już tęsknisz za …    dokładką   6.2026 andrew  
    • @hania kluseczka ano dodaje. dziękuję za komentarz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Bardzo dziękuję. Tak, to piękny obraz :) Pozdrawiam :)   Bardzo dziękuję.  Tak. Pozdrawiam :) Dziękuję Wam bardzo  @leo @Leo Krzyszczyk-Podlaś @iwonaroma @violetta @Poet Ka @Charismafilos   :)  
    • Ruda Mańka spod Gdyni  Za maść męża wini Choć robił pomału  To z moczu i kału I Mańka ma wygląd świni
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...