Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nonszalancją zbudowała domek
z kart wróżąc na dwoje
zdemaskowany chichotem
uciekł na krótkich nogach

mina pokerzysty
w burzy rozdania ten
mało święty spokój - słaby
nauczyciel (jajko było zawsze
mądrzejsze)

ona wciąż tworzy nowe historie
by świat znów zaróżowić
co dzień pleciony krwistym stekiem
bzdur - kąskiem dla szyderczych
komentarzy

jej przedstawienie - ars
acrobatica na krawędzi
cynizmu runęło nim opadła
kurtyna

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




takie komentarze zawsze pokazują,że
jednak nie wszyscy starają się wczytać w treść,
jeśli nie jest podana za pierwszym razem...

stanisławo argumentacja mile widziana...

pozdrawiam
lenka
Opublikowano

trzeźwością? a u mnie piwo dziś było...

mi niebardzo podoba się druga strofa. czytałem kilka razy i mimo, że można intepretować, to jednak mi się nie podoba, bo w dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób odstaje od reszty. wyjście: skasować - nie jest wyjściem dobrym, a wyjście: zostawić, bo cóż... - chyba jest :)

wiersz dość skomplikowany. na ogół nie przepadam za tym, ale tutaj mogę czytać interpretować, znowu czytać itd.. i jest ok.

pozdrawiam /Aruś ;)

Opublikowano

wprowadziłam pewne zmiany w weryfikacji... bo nigdy nie byłam w tym dobra - mam nadzieję, że lepiej :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tu zmieniłam troszkę to "nigdy", ale nie wiem czy jest lepiej czy gorzej czy bez zmian.



tego nie zmienię :)



hihihi, ale to miał być "stek bzdur" tylko nie chciałam dopowiadać - a poza tym w kontekście jest jako bzdur (tak mi sie wydaję :P) a do tego połączyłam z krwistym, bo stek na którym się wzorowałam był krwisty :P - i m.in. dlatego był też:
kąskiem dla szyderczych
komentarzy


Uwagi się przydały - jak zwykle cenne...
ja swoją obietnice chciałabym wiesz jak wypełnić, więc czekam na możliwość albo inne - kompromisowe wyjście :)

Pozdrawiam i całuję (wiesz kogo) :P
lenka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...