Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oj! przepraszam - w natłoku ten koment mi jakoś uciekł:)

Ołówek padł ofiarą wiersza po części jako narzędzie twórcy (sam nie rysuje), ale głównie przez swoją manipulatywność. Jego głównym grzechem jest to, że mogę obracając nim bez trudu obrócić światem. Zabieg, który ma czytelnika oswoić z grą "we względność" jaka jest uprawiana na przestrzeni utworu, z tym, że jeśli obracam ołówkiem, a ołówke wyłączę z uniwersum, to ołówek sam staje się takim, i jeśli na przykład dalej uznam (co będzie prawdą), że ołówek jest czymś innym niz reszta rzeczywistości, to dla tej reszty również przewracam wszystko.itd., etc.... Takie te moje refleksje są pojebane...:)
Opublikowano

[quote]

Ołówek padł ofiarą wiersza po części jako narzędzie twórcy (sam nie rysuje), ale głównie przez swoją manipulatywność. Jego głównym grzechem jest to, że mogę obracając nim bez trudu obrócić światem. Zabieg, który ma czytelnika oswoić z grą "we względność" jaka jest uprawiana na przestrzeni utworu, z tym, że jeśli obracam ołówkiem, a ołówke wyłączę z uniwersum, to ołówek sam staje się takim, i jeśli na przykład dalej uznam (co będzie prawdą), że ołówek jest czymś innym niz reszta rzeczywistości, to dla tej reszty również przewracam wszystko.itd., etc.... Takie te moje refleksje są pojebane...:)


Czyli każdy inny przedmiot wzięty na warsztat przez Dzikiego np. szparaga(?!) czy pisak uległby takiej manipulacji w "grze z względnością" i zupełnie nie rozumiem, dlaczego autor nie chce dostrzec "istoty" ołówka czyli jego grafitu czyli finalnie jego "duszy".Ołowek z nazwy i przeznaczenia jest powołany po to, aby "spełniać się" w graficie- pisaniu czy rysowaniu?! Nawet jego obudowa ulega destrukcji jak i sam grafit po to by zaistnieć na papierze w formie innego "bytu", a w wierszu Dziki tylko nim obraca i odbiera mu sens!!!Czy łatwiej z tym życ? Oczywiście - filozof , aby funkcjonować musi komplikować "rzeczywistość". Pozdrawiam i polecam coś o graficie napisać!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czyli każdy inny przedmiot wzięty na warsztat przez Dzikiego np. szparaga(?!) czy pisak uległby takiej manipulacji w "grze z względnością" i zupełnie nie rozumiem, dlaczego autor nie chce dostrzec "istoty" ołówka czyli jego grafitu czyli finalnie jego "duszy".Ołowek z nazwy i przeznaczenia jest powołany po to, aby "spełniać się" w graficie- pisaniu czy rysowaniu?! Nawet jego obudowa ulega destrukcji jak i sam grafit po to by zaistnieć na papierze w formie innego "bytu", a w wierszu Dziki tylko nim obraca i odbiera mu sens!!!Czy łatwiej z tym życ? Oczywiście - filozof , aby funkcjonować musi komplikować "rzeczywistość". Pozdrawiam i polecam coś o graficie napisać!

Nie przeczę, że ołówek ma swoje grafitowe konotacje i jego głównym przymiotem jest rysowalność, jednak nie czuję się zobowiązany o tym pisać, skoro bardziej potrzebna mi była jego obrotowość, to iż grafit w zasadzie jest diamentem. Czy gdybym napisał wiersz o nienawiści do kogoś, miałbyś pretensje do mnie, że ludzi również się kocha i nie napisałem o tym? O grafice pisał raczej nie będę, bo zwyczajnie jestem dyletantem w tej kwestii (za to z chęcią poczytam rzetelnej twórczości - tylko RZETELNEJ!!, z dobrze wykrzystaną nomenklatura). A tak nawiasem mówiąc, to proszę zauważyć, że ołówek w moim wierszy nawet nie jest zatemperowany:), co raczej wyklucza Twoją interpretację:).. Ołówek występuje gościnnie:)

Jestem bardzo zadowolony z komentów, które bezpośrednio traktują o wierszu i dowodzą, że któś go czyta. Moim skromnym zdaniem, sporo autorów, którzy pod swoimi dziełami są wychwalani, może mi jedynie pozazdrościć:).

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...