Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Strych

w czterech kątach staroci
kręci piruety jak prima balerina
przyprawiając przedsionek dachu o zawrót
głowy gdzie kurczowo poskręcało schody

kilka stopni wyżej dantejskie sceny
ściany podpierają na duchu szufladę
zamkniętą w sobie razem z żołnierzykami
którzy przetopili ołów na złoto ojczyzny
jedyne co po nich zostało to solidarność
i złośliwość przedmiotów martwych

przy oknie ze stoickim spokojem konik
na biegunach waha się w rozmyślaniu
czy nie dane mu biegać o własnych siłach
może świat jest po prostu płaski

Zapisy zdarzeń domu podczas nieobecności właściciela

posadzka ze śmiechu wpadła pod sam blat
łaskotana dredami nie mogła utrzymać powagi
zawstydzony mop zmył się z pola widzenia
przedpokojem dochodziły odgłosy walki
strzęp i kurzu co niemiara – gardłowa sprawa
koszula z ciasnym kołnierzem nie wytrzymała
przygnieciona grubym swetrem(udzierganym przez babcię)
wypruła mu rękawy a szafa w rytm im grała
za drzwiami cisza, spokój i nuda tylko ludzie
z jakąś nieufnością powracający do mieszkania

Do góry korzeniami

od wschodniej wieży żonkil dostrzegł pod polem minowym
Wykopki legiony ziemniaków w mundurkach i koprze
kwiaty na dziedzińcu spanikowały chowając głowy w piasek

obrona zamku
błyskawicznego z fosą
płynącą od ujścia Rynny
zardzewiałej w bojach
pod dowództwem ogrodnika

doświadczony szachowymi potyczkami z Kasparovem
wystawia w pierwszym szeregu konewki
a zaraz za nimi krasnale najęte zza zachodniej granicy

stojąc na tyłach walki
pada ofiarą sabotażu
(czyżby koń trojański?)
jak każdy błędny - ginie
uderzony grabiami w głowę
Opublikowano

a miałeś juz nie publikowac Sweet:)
ja już czytalam gdzie indziej te wiersze:)
sa swietne jak wszystkie Twoje, oryginalne, podszyte piekna metafora:)
z tych trzech najbardziej podoba mi sie "Strych"

pozdrawiam cieplutko:)
Wierna Czytelniczka:)

Opublikowano

Też najbardziej podoba mi się strych! żgrabnie skonsruowany! Gratuluję. A na swoim "forum" nie zamykaj ludziom "gęby" na kłódkę, co to za forum, że nie można się odnieść nawet do komentarza, nawet moderatora, jeśli się z nim nie zgadzam?! Cenzura literacka chyba zniknęła wraz z komuną? Co ty na to? Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Thx. Na forum tylko działam kiedy ktoś łamie regulamin - a wchodząc na forum ma obowiazek go przestrzegać i z nim się zapoznać. Każdy może pisać co chce byle nie obrażał innych i nie atakował osób piszących a jedynie ich utwory - zresztą podobnie jak w tym serwisie. Tyle.


Dziękuję za komentarz i zapraszam innych
Opublikowano

hm.nie znam jeszcze Twoich wierszy.Ale podziwiam Tych,którzy potrafią rzeczywistość ubrać w poezję a nie swoje uczucia ... Oryginalne spojrzenie ,ja tak swiat widziałam raz po maryśce..i to mój ból. Wyrzuciłabym jedynie" jak prima... stoicyzm i konia trojańskiego te słowa nic nie wnoszą a zaburzaja oryginalność całości ok?
podrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...