Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„Trzeba wodę przynieść!” – wycisnęła z siebie.

 

Sen z powiek.

Nadal w półśnie.

Odchylam głowę.
Zastygam.

Tępym wzrokiem tonę w zaciekach sufitu.
Mistyczne freski alkoholowych eskapad,
epizodycznie lejących się w strop.

Jebany Picasso.
Patykiem pisany.

Z rozterką wchodzę w rolę.

Budzę się
w tym samym koszmarze.

Pomimo słońca
światło przez źle licujące okna
wpada tu późno.

Zagląda niechętnie.

Podobnie jak nadzieja.

Dwadzieścia cztery metry królestwa.

Banalna rola do odegrania.

W rozstępie zasłon pojawia się światło.

Mrużę oko.

Dłonią,
jak uflejoną firaną zniechęcenia,
przyćmiewam impas
rzucający się w oczy.

Pryzmat życia ma więcej odcieni
niż rzut grochem o ścianę.

Jedni widzą ścianę.

Inni dostrzegają pęknięcia.

Nie ten smak chce prosty śmiertelnik
poczuć o poranku.

Mówi:

nie.

I na wieki wieków amen.

– „Nie chce się powtarzać?!”

A jednak się powtarza.

Chowam się za fotelem.

On też odgrywa swoją rolę.

Parawanu.
Tarczy.
Świadka.

Jego skrzywdzony bliźniak
stoi u schyłku moich stóp.

Obaj szarzy.
Wytarci.
Wypatrzeni przez postacie
i ich role.

Całe życie
w jednym pokoju.

Na dwójkę.

Nie zawsze po równo.

Wstaję gwałtownie.

Nieelegancko zamykam kieszeń
i wciskam „play”.

„Nie bój się zmiany na lepsze.”

Spodenki.
Koszulka.
Skarpety.

Głodny idę na stopa.

– „Kocham cię, Mamo.
Jadę do Giewka.”

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...