Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Powiedz, gdzie szukać szczęścia?
- Powiem
- Więc?
- Tam jest,
według Epikura, gdzie nigdy nie ma łez.

- Tylko tyle? Tak mało?

- A Arystoteles
powiada: "Jest w zasięgu ręki". I to wiele,
tylko brać. Szkopuł w tym, że nie każdy potrafi.
Optymista z kamyka zrobi piękny szafir,
malkontenta nie zbawi nawet góra złota.
Jak szybko mieć dwie góry zacznie się kłopotać,
albowiem ile istnień, tyle odmian szczęścia,
tajnych drzwi w egzystencji do dobrego przejścia,
ale nie dla Platona, który widzi cienie:
"Nie da się go osiągnąć, bo omija Ziemię"

- A dla Ciebie?
- Dla mnie to, co niespodziewanie
ubarwia życie, radość z zaskoczenia daje.
Niekiedy promyk słońca zza chmury wystarczy,
by przegonić zmartwienia i nagle zatańczyć.




____________________________________

Wszystkim użytkownikom i gościom "poezji" życzę jak najwięcej
nieoczekiwanych chwil najpiękniejszych wzruszeń w nadchodzącym ROKU 2006

Zofia
____________________________________

Opublikowano

pięcioksiąg Tatarkiewicza ;)

Szkoda, że ciekawy pomysł kiepsko wykorzystany - bo i odpowiedzi filozofów (zwłaszcza Platona) spłycone aż do granic zgodności merytorycznej... no i ta częstochowa na końcu :( Jestem na nie :( Nawet, gdyby to przerobić na prozę, podbudować merytorycznie i rozwinąć, to i tak coś takiego już było - i to w jakim wydaniu! (właśnie w "O szczęściu" Tatarkiewicza - polecam jak najbardziej, tak jak cały pięcioksiąg zresztą).

edit: a, no i początek z "rozmowy lirycznej". Gałczyński nie byłby zachwycony. Tym większy minus.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Znam "Rozmowę liryczną" na pamięć. Nie plagiatowałam jej. Zbieżność zupełnie przypadkowa.

Platon uważał, że "szczęścia nie da się osiągnąć w życiu doczesnym" i tylko to chciałam zaznaczyć. A Tatarkiewicza i jego "szczęście to pełne i trwałe zadowolenie z życia" skreśliłam z wiersza - nie było moim zamierzeniem tworzenie kolejnego "dzieła o szczęściu".

Dziękuję za wpis.

Pozdrawiam z zyczeniami wszystkiego najlepszego w Nowym Roku
Zofia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Espano - dziękuję.

Myślę, że tu nie trzeba znać się na filozofii, żeby zobaczyć przesłanie.
Wykorzystałam jedynie fakty właściwie ogólnie znane, jako przeciwwagę do puenty.

Również serdecznie pozdrawiam z życzeniami wszystkiego najlepszego w roku 2006 :)
Zofia
Opublikowano

Ależ nie utożsamiajmy Platona od razu z jakimś tam nihilizmem, bo tak to brzmieć może. O Platonie można powiedzieć mnóstwo sprzecznych rzeczy, bo przecież znamy go z jego dialogów, a jak wiadomo - sam w dialogach nie występował, stąd nie wiadomo, co myślał on, a co jego rozmówcy. Na ogół poglądy Platona wyraża Sokrates, ale gdzie postawic granicę między poglądami jednego, a poglądami drugiego - żaden badacz nie wie. Faktem jest, że Platon pod wpływem orfików uważał, że życie ziemskie jest dla duszy karą i stąd szczęśliwa być ona na ziemi nie może. Z drugiej strony faktem jest też to, że Platon wytworzył rozbudowaną teorię państwa. Państwa, które urządzone miało być tak, by dążyć do cnoty. Za Sokratesem uważał (przynajmniej początkowo), że cnota jest wiedzą, zaś cnota jest dobrem duszy. Z twojego wiersza możnaby wnioskować, że Platon to tylko "położyć się i umrzeć", a tymczasem nie! Trzeba żyć, i to żyć po to, by doskonalić się w poznaniu idei i nade wszystko - idei dobra.
A jeśli nazywasz Platona tym, co widzial cienie, zapewne chodzi ci o metaforę jaskini. Jakbym był czepialski, to bym powiedział, ze to nie Platon widział cienie, tylko według niego cała ludzkość widziała cienie, co jest błędem rzeczowym. Ale nie jestem czepialski.
Pogląd niemal identyczny (z punktu widzenia twojego wiersza) z Epikurowym wyznawał (stulecie wcześniej) Hegezjasz (Nawołujący do śmierci) ze szkoły cyrenaickiej (której założycielem był nie byle kto, bo jeden z najwybitniejszych uczniów Sokratesa - Arystyp). To właśnie od niego Epikur "buchnął" ten pomysł, że szczęście jest brakiem przykrości...

Jeśli natomiast znasz rozmowę liryczną na pamięć, to tym bardziej zdajesz sobie sprawę z podobieństwa i tym bardziej cię to obciąża.

Opublikowano

Sceptyczny stosunek "Sceptica" do wszystkiego wydaje się jak najbardziej naturalny i zgodny z nickiem
bo są tacy co, prawem paradoksu - szczęście upatrują w nieszczęściu /innych, np. w kłopotach myślowych, od których nb. nikt nie jest wolny/
Wiersz Zofii Honey nie ma na celu popisywania się wiedzą filozoficzną /co np. staje się okazją do tegoż przez wyżej wspomnianego czytelnika/
ale przez swobodne /krotochwilne/ ustosunkowanie się do pewnych tez mądrych ludzi /czyt. bardzo mądrych że hej!/
ma wyrazić wprost ideę - carpe diem!
i to w ścisłym związku z życzeniami noworocznymi czyni ten tekst urokliwym i na czasie!
dziękuję za życzenia
proszę uciekać od nudziarstw i Nowy Rok spędzić wśród podobnych sobie ludzi, którzy przystawając na "małym" czynią je wielkimi poprzez swoją postawę szczęśliwych i uszczęśliwiających całe swoje otoczenie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hihihi - a jednak potwierdzasz :) "szczęśliwa być ona na ziemi nie może." - hihihi

Czyżbyś był w trakcie czytania "Państwa"? - muszę się przyznać, że dla mnie ta lektura nie była "lekka" w czytaniu. A błędu rzeczowego nie ma - przecież skoro wszyscy widzą cienie to i Platon też - czy nie widzisz tu logiki?

Jak można z jednego zdania tak głęboki wniosek wyciągać? - "położyć się i umrzeć"? - ciekawe

A z "Rozmową liryczną" dopiero zaskoczyłam, jak powiedziałeś. Rzeczywiście trzy słowa - ale nie kolejne - są zbieżne - czy to może być powód zmieniania treści? Na razie przekonana nie jestem. Pomyślę. Tym bardziej, że akurat zmiana początku jest łatwa - ale czy warto?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jacku, dziękuję pięknie!

A ja już myślałam, że treść nieczytelna - jednak idealnie ją rozszyfrowałeś! To mnie bardzo podbudowało.

W tym roku chyba pójdę na zabawę na świeżym powietrzu - jest akurat pod moim blokiem dla całej stolicy :) Sprawdzę, czy w ten sposób tez jest możliwy taniec i inne szaleństwa sylwestrowe

Pozdrawiam serdecznie
Zofia
Opublikowano

Jestem po "Państwie", "Uczcie" i "Obronie...", zaś przed "Timaiosem".

Haha, a właśnie, że jest błąd. Platon żył i tworzył dosyć długo (żył lat 80, tworzył lat 40) i przez lata zmieniał swoje poglądy. Jego Akademia utworzyła coś na kształt sekty; pisywał ezoteryczne pisma o charakterze mistycznym. Później zerwał z mistycyzmem i z orfizmem w ogóle. Zapewne zmianie uległ też jego pogląd na duszę.
A skoro był "guru" związku religijnego po śmierci był czczony jako równy bogom" to na pewno nie brakło o nim głosów, ze właśnie jako jedyny widział nie cienie, lecz idee (tak samo jak Pitagoras słyszał muzykę sfer). Sam niczego takiego o sobie nie napisał, ale też nie napisał niczego przeciwnego. A w ogóle metafora jaskini o ile pamiętam nie jest wypowiedziana ustami Platona (ale mogę się mylić).
Natomiast refleksja proste; skoro, tak jak twierdzisz, według Platona szczęścia za życia osiągnąć się nie da, to nic tylko położyć się i umrzeć. Bo po co żyć, jak nie można być szczęsliwym? Czytelnik właśnie tak może to zdanie zrozumieć. A to by czytelnika bardzo ukrzywdziło.
Możesz powiedzieć, z którego dzieła pochodzi ów cytat albo - jeszcze lepiej - kto te słowa wypowiada? Byłoby łatwiej się do tego ustosunkować. Bo Platon zmieniał swe poglądy bardzo dynamicznie (generalnie za "typowe" dla niego uznaje się te z okresu "środkowego", nie mniej jednak godne uwagi jest to, że większość z nich zarzucił potem w okresie "późnym").

Jeśli miałbym odpowiedzieć, co dla Platona jest szczęściem, to odpowiedziałbym: życie w cnocie i dla cnoty, bo życie takie zbliża człowieka do idei dobra - i owo zbliżenie za życia, a wtopienie się po śmierci w idee dobra - jest szczęściem.

hihihi, ten tego.

-Powiedz mi, jak mnie kochasz?
-Powiem
-No więc?

- Powiedz, gdzie szukać szczęścia?
- Powiem
- Więc?

Jeśli to dla ciebie nie jest wystarczający powód do zmiany, to ja już nie wiem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zakładam, że czytelnik to myśląca istota i prędzej uwierzy sobie niż Platonowi.
Hihihi - a może jest inaczej i po przeczytaniu zdania pójdzie się powiesić? - No, bo po co żyć?

Cytat pochodzi z notatek akademickich - niestety - wybacz - nie zanotowalam "dzieła".
W ogóle nie przyszlo mi do głowy pisząc dzisiaj wiersz, żeby jednocześnie przygotować się do filozoficznych dysput na tematy, ktore miałam "na tapecie" dosyć dawno, a Ty - jak widać - jesteś w trakcie :) - kiedy egzamin?

Teraz jest jeszcze mniejszy powód do zmiany - hihihi - zauważyłam, że te trzy problematyczne słowa nawet nie występują obok siebie. Chciałam napisać dialog, może "Rozmowa " w podświadomości mi się gdzieś pętała?
Opublikowano

Ja sobie doskonale zdaję sprawę, ze to miał być wiersz, a nie praca naukowa - i dobrze. Nie zmienia to faktu, że jednek przygotowanie teoretyczne do wiersza to dobra sprawa.

A ja nie jestem w trakcie, jestem jakiś rok po... to znaczy po przerobieniu książek o Platonie, samego Platona natomiast czytuję sobie sporadycznie, acz z chęcią. Nie jestem zresztą studentem (niczego), a tylko pasjonatem filozofii, szczególnie starożytnej i szczególnie platońskiej. Uczenie się filozofii do egzaminu to musi być straszne...

I też nie popisywać się chciałem, lecz prowadzić dysputę, bo mogłaby ona doprowadzić do ciekawych wniosków.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz rację, wszędzie walały się grube tomiska - a ja , biedna, w rozterce, które treści czytać w pierwszej kolejności. I jeszcze te cholerne terminy...Czytać sobie dla przyjemności - no, to jest to... Ja sobie dla przyjemności gram :)

I wnioski rzeczywiście ciekawe - do głowy by mi nie przyszło, że czytelnik po przeczytaniu życzeń pójdzie sznura szukać - hihihi - wnioskując dalej, to nie jestem pewna, czy nie zacząć namawiać Ciebie do zmiany nicku?
Opublikowano

Sceptic.; Majeutyka to dobra zabawa intelektualna, ale nie może dotyczyć tekstu literackiego, bo w nim nie definiuje się pojęć a tym bardziej prawd - tu zabawa słowem zmierza raczej do zbudowania pewnego klimatu o proweniencji artystycznej, ujmującej całościowo egzystencję człowieka z taką wiedzą jaką ma /!/, w takim świecie, jak jest opisany. To tylko kwestia o ś w i e tl e n i a, jak zwykł na swoich wykładach o sztuce mówić ks. Józef Tischner.Obok Hankinsona, najbardziej uśmiechnięty filozof w historii myśli.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz rację Jacku - i dodam, że te porody są bardzo przyjemną zabawą :)
A z powodu właśnie klimatu Tatarkiewicza skresliłam...

W Twoim "oświetleniu" mój wiersz nowych barw nabiera - dzięki
Opublikowano

Panie jacku, w moim wykonaniu to byla raczej elenktyka niż maieutyka, bo i do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszliśmy, a ni też żadnych konstruktywnych pytań nie postawiliśmy. Od elenktyki - jak nauczal Sokrates - należy poszukiwania wiedzy zacząć.

Podkreślam po raz wtóry - ja wiem, że to utwór literacki (jako taki też się szczególnie nie broni - częstochowskie rymy, nieregularna liczba sylab, dosyć oczywiste w początku nawiązanie do innego utworu...), ale cudownie byłoby, gdyby utwór o wartościach literackich niósł też wartości merytoryczne. Wówczas wszyscy wymienieni filozofowie podskakiwaliby w grobach ze szczęścia, a tak, to chyba się tylko przewracają.

P.S. Przydomek "Śmiejącego się filozofa" nosił Demokryt z Abdery. Próżno dociekać, czy był on bardziej śmiejący od Tischnera, na pewno jednak w wielu rzeczach cy się z nim nie zgodził.

A może wersja alternatywna:
-Co to jest szczęście?
-Nie wiem.
-To przeczytaj se "O szczęściu" Tatarkiewicza!
[żartuję]

Zofio, pozwolisz, ze zapytam - co studiujesz, skoro poważnie trakujesz wykłady z filozofii? (na ogół studenci okrutnie lekce sobie je ważą) oraz na czym grywasz dla przyjemności?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pomijając wszystkich razem z Platonem, wiersz jest refleksyjny,prosty, ale jako pointę, też minimalistyczną, dałbym wers o szafirze- jest bardziej wieloznaczny. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pomijając wszystkich razem z Platonem, wiersz jest refleksyjny,prosty, ale jako pointę, też minimalistyczną, dałbym wers o szafirze- jest bardziej wieloznaczny. Pozdrawiam.

Ale to nie jest to samo... :( chcociaż rzeczywiście bardziej wieloznacznie...)

Dziękuję za wpis i pozdrawiam z życzeniami wspanialego ROKU 2006!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bardzo się mylisz. Patrząc jedynie na układ wersów, nie dostrzegasz całości.
Napisalam regularnym trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie.

Mam za sobą zarówno studia politechniczne jak i humanistyczne, dla przyjemności grywam sobie w szachy - hihihi - nawet kiedyś Akademicką Mistrzynia Polski udało mi się zostać - i na pianinie - Czy Ci te informacje pomogą w czytaniu moich tekstów? - ciekawa jestem - hihihi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...