Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

na dobre przekwitły wieńce laurowe
a złoto pobladło wobec blasku łun

na dwór przybyli naukowcy
ażeby dokładnie zbadać
problem wieczności


poza granicami zakrzepł horyzont
i spłonął daleko poza domem
chociaż wszystko było jedno

spierali się drastycznie
o istotę rzeczy
z miejscowymi myślicielami


lecz ludzie wiedzieli co dalej -
- przyczyny są nieśmiertelne

w końcu bez kompromisów
istnienie wieczności
uznano za prawdę


jednak ten pogląd runął

Opublikowano

niezłe;
małe zastrzerzenie do ostatniego wersy trzeciej strofy - po co udziwniać, moim zdaniem wystarczy: "chociaż było wszystko jedno" tak jakoś bez inwersji, chyba lepiej;
i jakoś tytuł mi nie gra;
iststoa może powinna być tak normalnie rzeczy, a nie sparwy?
no i strofa 5: wycięłabym "będzie" oraz "bo";

póki co to chyba wszystko;

pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Sanestis -> Bardzo słuszna uwaga, Teraz tak - zostawiam naukowców i zmieniam tytuł: "Przyczynek do upadku Rzymu"? Lepiej trochę? Może za bardzo narzuca interpretację, ale nie ma wyjścia...?

Julia -> Święto - pierwszy raz wyraziłaś się w miarę pochlebnie o moim utworze ;) Jednak do rzeczy: tytuł - patrz wyżej; istota faktycznie; słówka wyciąłem - lepiej; "chociaż wszystko było jedno" tutaj jest haczyk - to jest napisane w odniesieniu do Imperium Romanum.

Pozdrawiem serdecznie i nieco nocnie

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Myśl dobra, ale chaotycznie to złożyłeś. Pomyślałabym nad zakończeniem, bo tam najbardziej zagmatwałeś. Użyłeś zwrotu "w końcu" do zdarzenia, które nie było ostatnim...
wg mnie /w końcu ten pogląd runął/.

Pozdrawiam Cię serdecznie Adamie:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...