Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Krótka ballada o matkach

Frank był moim najlepszym kumplem. Raz nawet pożyczył mi dwa złote na piwo. Dziwne, bo ja przecież nie piję. To świadczyło jednak tylko o jego niesłychanie dobrym sercu. Byłem pewny, że Frank oddałby mi swoje stare nieużywane skarpety, gdybym go tylko ładnie poprosił. Dla mnie najważniejszy był fakt, że mogliśmy pracować razem jako prywatni detektywi. Nasza spółka nazywała się „Frank sp. zoo”. W nazwie Frank to był Frank, a mnie przypadło zoo. I tak byłem z siebie dumny, gdyż te kilka liter było moim wkładem w działalność tego wspaniałego człowieka.
Pewnego dnia, kiedy siedzieliśmy razem w fotelu (Frank lubił brać mnie na kolana i mówić wiele miłych rzeczy) zadzwonił telefon.
-Telefon dzwoni! – stwierdził nieomylnie Frank wstając i zrzucając mnie z kolan. Uwielbiałem tę jego bystrość umysłu i zdolności dedukcyjne.
Frank zdecydowanym ruchem podniósł słuchawkę. Po chwili zorientował się, że trzeba ją trzymać odwrotnie, wykonał precyzyjny zamach i rozpoczął rozmowę. Okazało się, że to pomyłka.
-To pomyłka! – Powiedział Frank i odłożył słuchawkę.
-A kto dzwonił? – zapytałem trochę wścibsko.
-To moja matka – spuścił głowę Frank. Nie wspominał matki zbyt dobrze. Kiedy był jeszcze małym dzieckiem wysyłała go na lekcje baletu klasycznego, ubierając w różowe rajstopki. To załamało jego psychikę. Z rozpaczy chciał nawet zapisać się do Samoprzepony – najgłupszej partii w Sejmie. Na szczęście poczuł powołanie i został detektywem.
Frank wtulił się w moje ramiona i zaczął płakać jak dziecko. Kiedy pogłaskałem go po głowie i powiedziałem, że wszystko będzie dobrze puścił mnie, usiadł w fotelu, włożył kciuk do ust, zwinął się w kłębuszek i cichutko kwilił.
Kilka minut później do pokoju weszła niezwykła wprost kobieta. Długie nogi, delikatna cera, ponętny biust, cudowne, głębokie spojrzenie, pełne usta, blond włosy i bijący od niej urok osobisty – niestety nie posiadała ani jednej z tych cech. Za to o jej obecności świadczył zapach taniego wina i zeszłorocznej ryby. Ubrana był skąpo. Nie miała butów, skarpet, spódnicy, swetra, bluzki, beretu, ani niczego innego. Jednym słowem była goła. -Pani jest naga! – stwierdził nieomylny Frank, który zerwał się z fotela i nie namyślając się długo wyjął z szuflady stare nieużywane skarpety i podał je nieznajomej.
-Co panią do mnie sprowadza? – pytał Frank zastanawiając się która skarpeta jest lewa, a która prawa.
-Zostałam napadnięta. – odparła kobieta głosem podobnym do basu Piworettiego – To musiał być zamach na moje życie.
-Dlaczego pani tak sądzi? – wtrąciłem się do rozmowy.
-Tak napisali w liście porywacze – odpowiedziała kobieta wskazując pomiętą kartkę papieru. Frank zaczął czytać, a ja zastanawiałem się skąd nieznajoma wyciągnęła list.
-Znienacka…- wytrącił mnie z rozmyślań krzyk kobiety – skoczył na mnie i ogłuszył. Kiedy się ocknęłam ugryzłam go w… hmm… rękę i wyrwałam mu się.
-Przeczytałem ten list i wnioskuję z tego, że porywacz jest mężczyzną w średnim wieku, posiadającym nienaganną opinię w społeczeństwie, o ciemnych włosach i niebieskich oczach. Jego znakiem szczególnym jest pieprzyk pod lewą pachą.
-Jak udało ci się do tego dojść mój drogi Franku? – zapytałem jak zwykle zaskoczony i zmieszany zdolnościami mojego partnera.
-Otóż to było prostsze niż myślisz – odparł – ten list to ksero dwóch pierwszych stron dowodu osobistego porywacza. To nam na pewno ułatwi poszukiwania. Mamy już jego dane łącznie z adresem i numerem buta.
-Odpalajmy naszego Mercedesa i ruszajmy na spotkanie z tym złym i brzydkim porywaczem! – wykrzyknąłem podniecony wizją sławy i bogactwa. – Szable w dłoń!!! W naszym garażu nie znaleźliśmy żadnego Mercedesa. Nawet zwykłego Malucha nie było. Wtedy uświadomiłem sobie, że my przecież nie mamy samochodu.
-Mój drogi słabo opłacany wspólniku – powiedział Frank – przecież my nie mamy samochodu. Byłem zdumiony bystrością jego umysłu.
-Frank mam wrażenie… - zacząłem
-Że czytam w twoich myślach? Nie sądzę. Poza tym co może być ciekawego w książce z nie zapisanymi kartkami?
Nie byłem pewien czy Frank mnie czasem nie obraża, ale przyznałem mu rację. W końcu ruszyliśmy do dzielnicy willowej, gdzie pod numerem 13 miał ukrywać się porywacz. Frank poświecił się i przez całą drogę niósł kobietę na rękach, a ja jak zwykle niosłem franka na barana. Byłem dumny z jego poświęcenia.
Kiedy dotarliśmy na miejsce powiedziałem do mojego partnera:
-Coś tu nie gra Frank! On natychmiast zorientował się w sytuacji i stwierdził:
-Masz rację przyjacielu. To radio nie gra. – Frank znów wykazał się sokolim wzrokiem. Wtedy stało się coś strasznego. Nieznajoma kobieta wyciągnęła pistolet (ciekawe skąd?) i wycelowała w mojego partnera.
-Co pani robi?! – krzyknąłem najgłośniej i najokrutniej jak umiem.
-Strzelam baranie! – jej gruby głos rozniósł się echem po pustym domu.
Dopiero wtedy zauważyłem, że to nie dom tylko sala baletowa. Zaczynałem wszystko rozumieć.
Nieznajoma w końcu zdenerwowała się i strzeliła. Na szczęście nie trafiła, bo Frank zrobił błyskawiczny unik. Zawsze podziwiałem jego sprawność fizyczną. On był po prostu gibki. Nieznajoma jednak w końcu dopięła swego. Związała nas razem i przykuła ręce do grzejnika. W innych okolicznościach to byłoby nawet przyjemne, ale nie w tym momencie. Kobieta stanęła przed nami i spojrzała na nas dziko. Frank znal to spojrzenie. Kojarzyło mu się z domem.
-Pokaż nam swoje prawdziwe oblicze wiedźmo! – krzyknął zdenerwowany Frank – No co mamusiu? To porwanie wymyśliłaś jedynie po to, by mnie tu zwabić?
-Masz rację. Ale teraz jest już za późno. – Matka Franka zdjęła maskę. To co ujrzałem było straszne! W końcu zrozumiałem przez co musiał przechodzić mój przyjaciel.
-Teraz będziesz tańczył dla mnie całe noce i dnie. Matka-Monstrum wyjęła (skąd?) różowe rajstopki. To był za duży cios dla Franka…
Następnego dnia w Radiu M. podano, że w okolicach doków znaleziono zwłoki kobiety nie możliwe do zidentyfikowania. Frank siedział wtulony w moje ramiona. W kącie leżały małe różowe rajstopki…

  • 5 tygodni później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • są noce których nie pamiętam ale ciągle gdzieś we mnie czuwają tęsknota jest w raju nam zostały miejsca pełne słów ale czy jeszcze coś łączy ślad z życiem albo miłość ze szczęściem mam wrażenie że dziś wszystko znajdujemy na śmietniku wyobraźni chociaż spotykają mnie noce z których patrzę na księżyc i wybieram  pomiędzy zegarem a wahadłem bić - czy odbić się bywać czy zapewniać milczenie to przemijanie czy wahanie
    • @Berenika97 Chyba każdemu zdarzyło się rozpaść w obliczu niesprawiedliwości świata...to łatwo może pochłonąć. Ciekawy temat wiersza. Pozdrawiam
    • @Nata_Kruk Ona, znaczy ta dróżka, jest tam stale, do dzisiaj :)    Dobranoc - gwiazdki na noc  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

                      @Andrzej P. Zajączkowski,  @Rafael Marius   dziękuję :)                                   
    • Nie jestem pewien, czy ona nadal tutaj mieszka, a więc przy każdej okazji kiedy muszę tędy przechodzić towarzyszy mi cichy strach przed jej spotkaniem, przed spojrzeniem jej oczu, albo może głównie przed odbiciem się w jej źrenicach. Nie ma w tym też wiele z patetyzmu - od jakiegoś czasu męczą mnie ataki kołatania serca, a boję się, że minięcie jej na chodniku w optymistycznym scenariuszu odebrałoby mi przytomność, a w gorszym, autentycznie zaszkodziło mojemu zdrowiu (w najoptymistyczniejszym - zabiło). Z racji tego, od miesiąca dawkuję leki przeciwkrzepliwe, a w maju mam ustalony termin ablacji. Ablacja. Lekarz tłumaczył mi - jest to zabieg, w którym pacjentowi wprowadza się do tętnicy specjalne urządzenie, wędruje nim aż do serca, a w sercu małymi impulsami pobudza się kolejne fragmenty przedsionków. W momencie, kiedy któryś fragment, sprowokowany impulsem, wywoła migotania, taki fragment bezlitośnie się zabija, na przykład wymrażając go ciekłym azotem. Pacjent w trakcie całej operacji zachowuje pełną przytomność. Uznałem, że jest w tym coś okropnie poetyckiego, to rozrzedzanie krwi, wkłuwanie się w tętnicę (udową!), wędrówka do serca, wymrażanie wadliwego serca. Lekarstwem jest zabicie feralnego fragmentu, wymrożenie go, aż martwe zostawi jedynie nieaktywną bliznę pośrodku zdrowo działającej tkanki. Czy w tym nie ma chociaż jednego wiersza? Jest. Myślę, że jest ich cały tomik - dlatego tak smuci mnie, że nie jestem ich w stanie napisać. Po zabiegu przeznaczony jest czas na obserwację, a więc może w ciągu tych paru dni spędzonych na szpitalnym łóżku znajdę czas, żeby to wszystko ubrać w słowa. Zapamiętam tam dodać, że robię to dla niej, że z naprawionym sercem, pierwsze co zrobię, to pójdę na jej ulicę, a ona, w pięknym majowym słońcu, przejdzie na drugą stronę ulicy.
    • @monon  Powyższy wiersz jest jak scena z thrillera. Czuć ogromne napięcie, duszność. Utwór opowiada historię o wstąpieniu na drogę zemsty, ale zamiast konfrontacji otrzymujemy skradanie się myśliwego do zwierzyny.    Punktem kulminacyjnym jest ujrzenie przez podmiot śpiących "Maleństw". W tym momencie w kobiecie coś pęka. Przecież była martwa. Miała być wyrokiem. A jednak... płacze. Wcale nie jest martwa. Żyje. Zemsta przestaje być koniecznością. Głód odwetu zaspokaja przekonanie, że rachunki zostaną wyrównane, choć może nie za ziemskiego życia. Z mojego subiektywnego punktu widzenia warto byłoby wyeksponować fragment:  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        - poprzez stworzenie kontrastu między nagrodą a karą dla "Wielkiego Niedźwiedzia". Zestawienie w stylu: "ognie piekielne - miód na moje serce".   Ogromnie doceniam zakończenie, ostatnią strofę + ostatnie zdanie. Strofa jest pieśnią - antykołysanką - dla dzieci ku przestrodze, ku zachowaniu czujności wobec nawet najmniej niepokojących dźwięków.   A jednak: - brzmi mało uroczyście. Gdyby tak zacząć tę strofę od "oto"? Przykładowo: "Oto pieśń lasu. Wsłuchajcie się (...)".    Zdanie: - to taki podpis, ostateczna deklaracja zejścia ze "ścieżki zemsty".    W tym zwieńczeniu słowo "droga" sprawia wrażenie zbyt ogólnikowego. Skoro mieliśmy "polowanie na zwierzynę", to może warto skorzystać z tego motywu i zamienić "drogę" na "łowy"? "To ja i mój koniec łowów"? - Podmiot widzę właśnie jako boginię łowów - Dianę z łukiem, dziką, nieokiełznaną, nie do zatrzymania, która zstąpiła na ziemię w celu ukarania tego, kto ośmielił się jej ubliżyć.   Ten wiersz jest znakomicie skomponowany - narracyjnie poprowadzony "filmowo", a Autor inteligentnie kształtuje słowem opowieść tak, by w ramach poezji nie odpłynąć w stronę roztkliwionego sentymentalizmu. Utwór jest ukończony. Moje propozycje to nie poprawki, ale alternatywy, na które warto zerknąć choćby po to, by upewnić się, że niczego zmieniać nie trzeba :D 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...