Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wyrosłem z tego samego drzewa
niedaleko odbiegłem od jego cienia

wciąż mnie odnajdujesz
gdy bawimy się w chowanego

uczysz się na pamięć moich sztuczek
i świetnie udajesz że mnie rozumiesz

zagarniasz jak żółtodzioba
i wiążesz kokardki na skrzydłach

mówisz że tak jest lepiej
i że tylko ty umiesz je rozwiązać

Opublikowano

"wyrosłem z tego samego drzewa
niedaleko odbiegłem od jego cienia" - takie ciut tandetne w mej skromnej opinii.

Jezeli by na to patrzec jak na retrospekcje(znaczy zmienic na czas przeszly), to moze byc, ze slodkie, ale dla mnie ten tekst niewiele z soba niesie, jako wiersz "milosny" tak samo zreszta, wiec to nic nie zmienia, wiec nevermind ;)

regards ;]

pees. ooo, jeszcze to:
"uczysz się na pamięć moich sztuczek
i świetnie udajesz że mnie rozumiesz" - taka sztampa ;)

Opublikowano

to nie jest wiersz miłosny;-)
i nie mniej ciekawy, niż czas zabijany śnieżkami;-)

dziękuję za garść spostrzeżeń, choć wydają się mało trafione.
pozdrawiam
j.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"To opis pewnej zależności. Niekoniecznie musi to być rodzina, ale WŁAŚNIE najczęściej rodzina jest oparciem i bezpieczeństwem. Przychodzi jednak moment, że zaczyna być też ograniczeniem. Nadopiekuńczość szkodzi. Trzeba samemu rozwiazywać swoje kokardki, a jednocześnie pamiętać o tym co dobre."

Mam nadzieję, że ten cytat powyżej coś doda i wyjaśni brak koncepcji;-)
--
serdeczności
j.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...