Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

-No więc towarzyszko Górska jest taka sprawa…
-Nazywam się Podgórska.
Sekretarz Wasiluk poczerwieniał. Gwałtownym ruchem sięgnął po leżące na biurku papierosy.
-Palicie?
-Nie palimy – odpowiedziała.
-Nie to nie.
Sekretarz zaciągnął się łapczywie i wypuszczając dym nosem powiedział.
-I grzeczniej trochę. Całe społeczeństwo troszczy się o artystów, towarzysze drwale ścinają wam drzewa, towarzysze z przemysłu papierniczego robią wam papier, towarzysze chemicy farby, zresztą towarzyszko Podgórska, czy ja wam to muszę wszystko mówić, nie jesteście przecież dzieckiem…
Wasiluk zmierzył wzrokiem siedzącą naprzeciw kobietę. Była wyjątkowo piękna. Miała kruczoczarne włosy, bladą, zimną twarz, która mówiła – nie. Była córką słynnej przedwojennej malarki i równie słynnego pisarza. Po ojcu odziedziczyła hardość, niezłomny charakter, po matce talent. Sekretarz Wasiluk nie miał ani urody, ani talentu. Partia dała mu władzę i to było jak mu się zdawało sprawiedliwie. Tyle tylko, że czasami za tą sprawiedliwość musiał Wasiluk, syn analfabetów spod Łomży słono płacić. Tak było i tym razem. Z województwa przyszedł rozkaz a on Wasiluk miał go wykonać. Łatwo powiedzieć namalować portret Stalina. Z początku pomyślał, że to on sam ma tego dokonać. Dopiero po telefonie od towarzysza Biernata zrozumiał, że ma znaleźć artystę i co gorsza przekonać, go żeby zrobił to szybko i jak najlepiej. Tłumaczył Biernatowi, że w okolicy nie ma nikogo takiego, ale tamten nie chciał go słuchać. Biernat był człowiekiem z ludu i powiedział wprost.
-Wy mi tu Wasiluk nie pierdolcie, tylko mi go znajdźcie, kurwa!
I Wasiluk znalazł. Miał ją teraz tuż na wyciągnięcie dłoni. Wystarczyło powiedzieć co i jak.
-Wiecie, co się zbliża?
Podgórska wzruszyła ramionami.
-Boże Narodzenie?
-Żartujecie. Boga przecież nie ma. Nie czytacie gazet?
-Staram się.
Sekretarz Wasiluk pomyślał przez chwilę żeby zdjąć pasa i porozmawiać z artystką inaczej. Policzył w myślach do dziesięciu i podjął kolejną próbę.
-No już dobrze, powiem wam, mieszkacie w tym waszym lesie i nie wiecie co się dzieje. Cały kraj, od Bugu po piastowską Odrę przygotowuje się do urodzin „Wielkiego Sternika”.
Ten fragment sekretarz wyciął sobie z gazety i czytał w każdej wolnej chwili, aż zapamiętał.
-Wielki Sternik?
-No widzę, że kojarzycie…
-W ogóle nie kojarzę. Chodzi o jakiegoś marynarza?
-Mam tego dość, żeby tak być społecznie nieuświadomionym, to niesłychane, zaraz mi powiecie, że nie słyszeliście o Józefie Wissarionowiczu?
-Owszem obiło mi się o uszy.
-No więc wielkimi krokami zbliża się on do siedemdziesięciolecia.
-To już niedługo…
-Zgadza się. To znaczy, co mieliście na myśli?
-To co i wy.
-Acha, to w porządku. Co to ja chciałem powiedzieć.
-Że jest do mnie jakaś sprawa.
-Słuchajcie. Robotnicy przygotowują podarki, młodzież szkolna akademie, wieczornice. Ministerstwo Oświaty przysłało nam broszurę pt. „Józef Stalin – materiały do obchodu siedemdziesiątej rocznicy urodzin” i właśnie…
-Co ja mam z tym wspólnego?
-Słuchajcie towarzyszko Podgórska żarty się skończyły. To jest rozkaz. Namalujecie portret.
Podgórska zaczęła się śmiać. Wasiluk swoim zwyczajem poczerwieniał a zaraz potem sięgnął po papierosa.
-Co się śmiejecie. Czy to takie wesołe?
-Pan mnie nie zrozumiał…
-Panów na szczęście się pozbyliśmy.
-Ja jestem pejzażystką. Nigdy nie namalowałam żadnego portretu. Przysięgam!
-Towarzyszko, to są szczegóły techniczne. Ja się na tym nie znam, dostaniecie wszystko co potrzeba, farby, no co wam tam trzeba, mówcie śmiało…
-Nie potrafię malować ludzi.
-Towarzyszko, a kto tu mówi o ludziach? Macie namalować Stalina!
Stanęło na tym, że malarka zgodziła się coś naszkicować na brudno a sekretarz przyjdzie, zobaczy, zatwierdzi lub nie.
Chociaż Wasiluk do dżentelmenów nie należał i nawet nie wiedział za bardzo co to słowo znaczy, wybierając się dwa dni później do Podgórskiej włożył czystą bieliznę a pod pachami polał sobie obficie wody po goleniu. Dla kurażu łyknął sobie trochę. Przyjrzał się swojej ogorzałej twarzy w lustrze. Żona coś zaczęła podejrzewać, bo stanęła za nim i milczała. Zawsze milczała, gdy coś podejrzewała.
-Co się gapisz, za robotę się jaką weź – Wasiluk spróbował się jej pozbyć. Nie pomogło.
-Pachniesz jak francuski hrabia.
-Ej babo! – Wasiluk miał ochotę jej przyłożyć, ale przypomniał sobie o koszuli. Mógł się zapocić.
Machnął tylko ręką i wyszedł zabierając półlitrówkę jarzębiaku. Nie miał w zwyczaju tłumaczyć się kobiecie, tym bardziej własnej żonie. Kiedy był już blisko, zaczął się bać. Wyobraził sobie, że znów mu zaschnie w gardle i nie będzie wiedział co powiedzieć. Usiadł sobie na powalonym pniu, w miejscu, z którego widział światło z domu Podgórskiej i zaczął układać przemowę. Słuchajcie towarzyszko Podgórska, powie do niej oficjalnie. Jeśli nie chcecie tego zrobić dla partii, dla mnie, zróbcie to dla tych dzieci, co przyjdą na wieczornicę. Czy ich szczęśliwe twarze, uśmiech, nie warte są tego wysiłku. Przechylił butelkę i pełen werwy ruszył przed siebie. Kiedy otworzyła mu drzwi i zobaczył ją w niedbale zapiętej koszuli, pod którą nie miała stanika, z długim papierosem, palonym od niechcenia, odebrało mu nie tylko mowę, ale i rozum. Zaczerwienił się, potem wyjąkał coś i wszedł wprost na leżący na podłodze szkic.
-Niech pan uważa, cały dzień nad tym pracowałam.
Wasiluk ukląkł, rękawem zaczął zgarniać z papieru błoto. Powoli zaczęły pojawiać się pierwsze kontury, w końcu szkic ukazał się cały.
-On, on, on jest… - Wasiluk przełknął ślinę. To słowo nie chciało przejść mu przez gardło.
-Nagi?
-No goły.
-To akt.
-Akt nie akt. Goły jak święty turecki. Przecież dzieci tam będą, młodzież, przyjadą z województwa…
-A Michał Anioł, a Tycjan, Giorgione? Nie bali się nagości.
-Anioł to co innego. Dajcie spokój. Anioł to se za przeproszeniem może z gołym tyłkiem latać, ale Stalin, Słońce Narodów? Twarz dobra, rysy podobne, wąs jest, to może zostać, ale reszta….może jakieś krzaki narysować, albo co. Wiecie, mam nawet taką koncepcję. Trzeba by tylko strzelbę, albo pepeszę, nazwiemy to „Stalin na łowach”, a co tylko burżuje mogli polować?
-Na łowach? – Podgórska przyjrzała się szkicowi. – Ale on leży. Nie może leżeć na łowach.
-Macie rację. Jeszcze ktoś by sobie mógł pomyśleć, że Stalin się zmęczył, albo że jest stary. To byłby sabotaż. Co by tu…
Wasiluk zapalił papierosa. Zaczął przechadzać się wkoło rysunku.
-A jakby dać tu wielki czołg. Stalin spod czołgu, to by świadczyło nie tylko o jego tężyźnie, ale i odwadze, pod czołg wejść to jest coś.
-Nie potrafię czołgu.
-To może rakietę, albo chociaż armatę. Nie, już wiem! To mi pasuje do ckm. Stalin na stanowisku ogniowym. Da się tytuł – Józef Stalin osobiście strzela do faszystów. Obok mogą leżeć jacyś członkowie partii, albo Lenin. Niech to będzie młody Stalin, razem z Leninem walczący pod Lenino.
-Wydaję mi się, mogę się mylić, że pod Lenino Lenina nie było.
-To w takim razie skąd nazwa? Nieważne. Przecież nie chodzi o historię. To ma być obraz – symbol. Żeby ktoś spojrzał i widział. O patrzcie towarzysze, Stalin, jak pięknie strzela.
-To może Marksa i Engelsa dodać?
-A potrafilibyście towarzyszko?
-To nie takie trudne. Wystarczą brody.
-No dobrze. To mamy już jakąś koncepcję. Stalina ubrać, dodać mu towarzyszy i niech sobie leżą.
-Wszyscy mają leżeć? Może jeden niech obserwuje przez lornetkę okolicę.
-Tak jest. Niech to będzie marszałek Rokossowski na koniu. Obserwuje czy daleko jeszcze do Polski. Marks, Engels, Lenin i Stalin nacierają a Rokossowski z konia obserwuje.
-Ktoś może pomyśleć, że Rokossowski jest najważniejszy.
-Dlaczego?
-Bo na koniu. I wyżej.
-To wiecie co, dajcie Żukowa, w ziemiance, w otoczeniu oficerów, przy mapach.
-Wiecie co sekretarzu… – Podgórska wzięła papierosa od Wasiluka. – Widzieliście bitwę pod Grunwaldem?
Wasiluk zmieszał się.
-Zdaje się, że byłem ranny.
-Jak to?
-W kolano, zaraz po Studziankach. Nie wtedy to było?
Podgórska z trudem powstrzymała śmiech.
-Trochę wcześniej. Nieważne. Chodziło mi o to, że można by zrobić dużą scenę batalistyczną, w terenie. A na pierwszym planie Stalin – jako naczelny wódz.
-Bardzo mi się podoba. Bardzo. Widzę towarzyszko, że będą z was jeszcze ludzie, jeszcze całkowicie dla ludowej ojczyzny straceni nie jesteście. To co postanowione. „Stalin pod Grunwaldem”
-Pod Grunwaldem?
-Sami to mi podrzuciliście. Grunwald brzmi niemiecko. „Stalin pod Grunwaldem”, to znaczy Stalin zadaje ostateczny cios faszystom.

Nadszedł czas wieczornicy. Sala pękała w szwach. Młodzież deklamowała wiersze, śpiewano piosenki. Przez cały czas na centralnym miejscu stał zasłonięty obraz. Jego odsłonięcie miało być głównym punktem uroczystości. Wasiluk czerwony z podniecenia, bezskutecznie uspakajał się na zapleczu bimbrem, nie mógł znaleźć sobie miejsca. W końcu wybiła godzina prawdy. Stanął przy mikrofonie i zaczął krzyczeć, po chłopsku nie dowierzając elektryce.

-Większość spośród was wie także, kto to jest Stalin. Wie, że nazwisko jego wiąże się ściśle z wielkością i potęgą Związku Radzieckiego. Lecz Józef Stalin zasłużył się swą pracą nie tylko własnemu narodowi. Działalność jego ma znaczenie ogólnoświatowe, bo wywarła wpływ na życie setek milionów ludzi i wielu, wielu narodów na całym świecie. Bardzo wiele zawdzięcza mu zwłaszcza Ludowa Polska. Dlatego też, gdy w tym roku Związek Radziecki obchodzi uroczyście siedemdziesięciolecie urodzin swego Wielkiego Sternika, w święcie tym biorą udział i inne narody zaprzyjaźnione ze Związkiem Radzieckim, a przede wszystkim te, które pragną żyć i postępować według programu, jaki dla narodów świata wypracował Józef Stalin.
My dziś za te zasługi pragniemy go uczcić tym oto wspaniałym obrazem, którego tytuł „Stalin pod Grunwaldem” niech będzie symbolem. Proszę towarzysza Biernata o uroczyste pociągnięcie sznurka.

Towarzysz Biernat pociągnął. Po sali rozeszło się westchnienie zachwytu. Zaraz potem rozległy się oklaski i rytmiczne okrzyki – STA-LIN, STA-LIN, STA-LIN.

Wzruszony Wasiluk szukał wzrokiem pięknej malarki, ale nigdzie jej nie było. Podszedł do obrazu, ukląkł, przeżegnał się. Z płótna spoglądał na niego Józef Wissarionowicz, młody bóg, w rozchełstanej koszuli, z szablą wymierzoną przeciw nacierającym Tygrysom. Za bogiem szła cała reszta, ze śpiewem, ze sztandarami, członkowie partii, robotnicy, zetempowcy, junacy, chłopi, naukowcy. Wśród nich dostrzec można było niezbyt wysokiego mężczyznę o ogorzałej od słońca twarzy. Wasiluk poznał siebie i głośno zapłakał.

Opublikowano

A co Ty Pedro wiesz o kolorycie tamtej epoki?

Tekst bardzo zgrabny ale jak dla mnie Wasiluk wypowiada się trochę zbyt okrągłymi zdaniami. Jedyna różnica pomiędzy nim a malarką polega na poziomie wiedzy historycznej i artystycznej. Jest też mały logiczny zgrzyt. Na początku Wasiluk prosi malarkę o portret Stalina a nie o akt, czyżby z jej percepcją też było coś nie tak?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew   "właściwie nie mną  tylko myśli istnienie"   literówka?   właściwie nie mną  tylko myśli istnieniem
    • @Annna2 serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • A bobra paker, że zeżre? Kapar Boba
    • @Nata_Kruk  bywa że tak coś przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I mierzymy się z tym- chwilą, wspomnieniem. I wzbraniamy się z nimi, choć przecież wiemy, że i tak zmierzyć się przyjdzie.
    • Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń.     Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść.     Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop.       Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie.      W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł.      Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem.       Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni.       Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie.        Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...