Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Biegła. Dostała polecenie, więc musiała biec, chociaż serce tłukło się w piersi ze strachu. Brat powiedział, że im szybciej dobiegnie, tym szybciej skończy się wojna. Więc pędziła, na ile tylko mogły jej pozwolić jej chude, dziecinne nóżki. Mijała znajome zaułki, dobrze znane budynki. Tyle razy pokonywała z mamusią drogę z domu do babci, na Mokotowską. Ale wtedy wyglądało tam zupełnie inaczej. Nie było pyłu, gruzu, śmieci, szczątków mebli, drewnianych krzyży na środku drogi. Teraz w kamienicy babci stacjonowała podobno znajoma Stacha ze swoim oddziałem. Ma przysłać erkaem i granaty na Starówkę, na ich posterunek. Brat tłumaczył jej to długo. Miał wyjątkowo zakłopotaną minę, kiedy się dzisiaj rano odmeldowała. Bała się, że będzie chciał ją zatrzymać... Nie chciał, więc pobiegła.
Przytrzymała ręką beret, zeskakując z muru na bruk szerokiej ulicy Mokotowskiej. „Mama nie byłaby zadowolona, gdyby mi beret teraz spadł i gdzieś tu się zagubił.” – pomyślała z niepokojem, ruszając biegiem w kierunku kamienic. Mamę i młodszego brata zostawili w piwnicy trzy dni temu. Mama płakała. Dziewczynka niepokoiła się o nią. Taka była smutna, wcale nie mogła się uśmiechnąć, nawet, kiedy pomachała jej na pożegnanie. Staszek nie chciał powiedzieć, czemu mama ciągle płacze. Kazał siostrze uważać na apteczkę i nie zadawać głupich pytań. Chyba spodziewał się, że wie. Ale nie wiedziała.
Dostrzegła w chmurze pyłu sylwetki ludzi. Gasili pożar. Co się paliło, nie widziała z powodu dymu. Wiedziała jednak, że gdzie ogień tam najpewniej i kłopoty. Chciała się cofnąć. Zrobiła nawet kilka kroków w tył. Pomyślała jednak, jak Staszek pożałuje, że ją wziął do Powstania, jeżeli teraz wróci nie wykonawszy zadania. Przeżegnała się i ruszyła w kierunku płomieni.
***
- Jestem łączniczką batalionu „Miotła” ze Starówki! – zameldowała dziewczynka pierwszej napotkanej wśród dymu osobie. Żołnierz zmierzył ją spojrzeniem i otarł rękawem oczy. – Mam meldunek dla pani porucznik Czarnej, gdzie ją znajdę? – wyprężyła się i zasalutowała służbiście. Żołnierz uśmiechnął się drapieżnie.
- Czarnaaa! – krzyknął w dym. – Wiadomość ze Starówki!
Pani porucznik Czarna okazała się młodziutką dziewczyną, młodszą chyba nawet od brata łączniczki. Była brudna, poharatana na twarzy, miała kompletnie podarty mundur. Pod warstwą brudu i pyłu kryła się jednak twarz wyglądająca ładnie i dość przyjaźnie. Tylko oczy w poszarzałej twarzy błyszczały groźnie. Pani porucznik przeszyła małą wzrokiem.
- Co ten dzieciak tu robi, Jacek? – zapytała, niespodziewanie nieprzyjemnym, chropowatym jakby głosem.
- Jestem łączniczką. – dziewczynka znów zasalutowała. – Mam dla pani wiadomość ze Starego Miasta!
Pani porucznik roześmiała się zimnym, ostrym, nieprzyjemnym śmiechem.
- Kto by pomyślał. – prychnęła. – Niedługo mi tu przyślą granatniczy oddział niemowląt. No już się nie obrażaj łączniczko. – dodała, już przyjaźniej, na widok urażonej nieco miny dziewczynki. – Jak się nazywasz?
- Brat mi mówił, żebym nie ujawniała swojego nazwiska. – odpowiedziała dumnie mała. – Jestem łączniczka „Jaskółka”. To mój pseudonim konspiracyjny.
- Brat ci mówił... Jesteś siostrą Staszka Witkowskiego? – skojarzyła pani porucznik. – Poczekaj chwilkę mała! KRZYSIEK, NADZORUJ GASZENIE, JA MUSZĘ COŚ ZAŁATWIĆ! – wydała rozkaz, widząc zamieszanie wywołane jej odejściem.
- Ta jest! – usłyszała zduszoną odpowiedź. Wzięła małą łączniczkę za ramię i schroniła się z nią za mur. Zdjęła hełm z głowy. Niesfornie wymknęły się spod niego kosmyki jaśniutkich włosów. Dziewczynka patrzyła na młodą panią porucznik z zazdrością. Gdzie do tych szlachetnych rysów i pięknych włosów jej zadartemu nosowi, piegom i popielatym mysim ogonkom? Gdzie jej piskliwemu głosikowi do ostrego, metalicznego altu?
- To jesteś siostrą Staszka? Irenka Witkowska? – powtórzyła pytanie pani porucznik Czarna.
- Skąd pani wie... Ups! – dziewczynka chwyciła się za usta. Pani porucznik uśmiechnęła się krzywo. –Tylko niech pani oficer nie mówi w karnym raporcie... – przestraszyła się nie na żarty.
- Słowo, nie powiem. – roześmiała się pani porucznik. – Daj spokój z oficerem. Jak już ujawniamy nazwiska – jestem Baśka Czarnecka. – podała dziewczynce rękę w dziurawej rękawiczce bez palców. Irenka uścisnęła ją bez wahania. Jakie twarde były ręce żołnierza. A jakie chude dłonie dziecka wychowywanego w czasie okupacji.
- To z czym przychodzisz mała łączniczko?
- Mój dowódca prosi o pomoc, pani porucznik! Na Starym Mieście brakuje nam broni. Prosimy o erkaem i kilka granatów.
- Kurwa. – zaklęła porucznik Czarna, krzywiąc się. – Powiedz bratu, że mi właśnie spalili kwaterę i granatów nie mam żadnych, a moi genialni żołnierze zepsuli erkaem, bo nie mieli pojęcia jak go naładować. Niech, cholera, łączy się ze mną w żalu, że dostałam takich kretynów pod dowodzenie.
Irenka spuściła głowę. Nie wyszło. Misja się nie udała. Pociągnęła nosem. Staszek stwierdzi, że się do niczego nie nadaję. Każe wracać do piwnic. A mi się tam siedzieć nie chce...
- Cicho, nie rycz. – syknęła pani porucznik, trochę na wyrost. – Kto to widział, żeby się łączniczka mazgaiła? Dostaniesz broń dla brata. – dziewczyna odpięła klamrę od karabinu i przewiesiła go Irence przez ramię. – Co prawda to nie erkaem, ale w dobrych rękach rzadko chybia.
- Dziękuję pani porucznik. – dziewczynka stuknęła bucikami, zasalutowała i chciała odejść. Czarna zatrzymała ją jednak.
- Gdzie masz hełm? – spytała ostro.
- Nie dostałam.
- A opaskę?
- Zgubiłam po drodze.
Pani porucznik Czarna, znana z przywiązania do symboli, włożyła Irence na głowę swój hełm i oddała swoją opaskę.
- Uciekaj mała. – powiedziała nienaturalnie ciepłym głosem. – Uważaj na siebie.
Hełm zjeżdżał Irence na oczy gdy biegła z powrotem do brata, z przyciężkim karabinem na plecach.
***
Pani porucznik Czarna po kilku godzinach zmuszona była ewakuować kanałami swój oddział z Mokotowskiej na Starówkę. Inne przejścia były na tyle niebezpieczne, że nie mogła ryzykować. Postanowiła przy okazji zajrzeć do Stacha, sprawdzić jak ma się mała „Jaskółka”. Długo wyrzucała sobie, że nie dała dziewczynce eskorty na drogę powrotną. Miała nadzieję, że mimo wszystko nic się jej nie stało.
***
Czarną zaskoczyły gruzy trzech kamienic, które jeszcze wczoraj widziała całe. Kazała oddziałowi przeszukać ruiny w poszukiwaniu broni, jedzenia czy prowizorycznych opatrunków. Sama powoli i niepewnie zbliżyła się do leżących w pobliżu ciał. Co chciała zobaczyć? To jasne, że trupy „trupich główek”, parszywych szkopów z cholernego SS. Nie zobaczyła.
Cywile. Wyraźnie widać było – troje starszych ludzi, niemowlę i mężczyzna – inwalida bez nogi. Parę kroków dalej ciało dziecka. Na oko dwunastoletniego.
- Kurwa mać. – zaklęła zimno. Nienawidziła takich widoków. Podeszła bliżej. Nie wiedziała co ją pchało tam, gdzie iść teraz nie powinna. Oblał ją zimny pot. Na bruku leżała Irenka Witkowska.
Podbiegła do niej szybko. Dziewczynka podniosła głowę. Żyła. Twarz miała poszarzałą z bólu, nogę zdruzgotaną pod gruzem, ale żyła.
- Irenka! Boże, co się stało?!
- Nie wiem, pani porucznik. – odpowiedziała słabo dziewczynka. – Tak jakoś wyszło.
- Ciii, nie mów bo się męczysz. SANITARIUSZKA! ŻWAWO MARYSIA, cholera jasna, nie wygląda to dobrze...
- Jakoś tak się złożyło... – odezwała się cichutko Irenka. – Ale doniosłam karabin. Staszek się ucieszył.
Panią porucznik coś złapało za gardło. Daremnie walczyła z napływającymi do oczu łzami. Daremnie tłumaczyła sobie, ze Marysia coś jeszcze zaradzi. Wystarczająco wiele razy widziała ludzi umierających, żeby zauważyć, jak koszmarnie powolnieją ruchy i mowa „Jaskółki”.
- Proszę nie płakać, pani porucznik. – szepnęła Irenka z uśmiechem. – Kto to widział, żeby się żołnierz mazgaił.
Nadbiegła sanitariuszka. Miała wylęknione oczy.
- Marysia, jesteś wreszcie, rzuć na to okiem, noga jest zdruzgotana, ale może jakoś... – wyrzuciła z siebie Czarna, łapiąc Irenkę za rękę. Dłoń dziewczynki była zimna, pani porucznik nie zwróciła jednak na to uwagi. Sanitariuszka pochyliła się nad piersią dziewczynki. Pokiwała smutno głową.
- Pani porucznik...
- NO ZRÓB COŚ DO CHOLERY!
- Pani porucznik, ona nie żyje.
Pani porucznik Czarna po raz pierwszy zwątpiła w sens Powstania. Irenka Witkowska „Jaskółka”, łączniczka batalionu Miotła uśmiechała się słodko.

Opublikowano

"Basik" jednoznacznie kojarzę z jedną z moich ulubionych książek - "Kolumbowie". zgadłem? :)

jeśli chodzi o samo opowiadanie, trudno się wypowiadać. nie stanowi ono jakiejś całości, wygląda raczej jak wyrwany fragment z większego tekstu. tutaj można tylko zobaczyć feministyczne nastawienie autorki (nie oceniam, tylko stwierdzam).

Opublikowano

Zgadłeś. Dostałam po niej imię i sama przyjęłam pseudonim.
Nastawienie feministyczne... Hmmm... Mogłabym dyskutować, ale łatwiej się "wczuć" w osobę tej samej płci:).
To jest większa część całości. Może zamieszczę jeszcze inne jej części:). Dzięki.

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Podziwiam. Naprawdę. Wzruszyłam się, jak zresztą przy większości Twoich tekstów. Czuć, że na temat II wojny światowej mogłabyś pisać, pisać i pisać... A ja czytać, czytać i czytać... Nastrój, klimat są po prostu wspaniale zbudowane.
Czekam ze zniecierpliwieniem na więcej Twoich opowiadań :)

Opublikowano

Swietne opowiadanie z zakonczeniem powalajacym na kolana i dlugo trzymajacym w tej niewygodnej pozycji...
Taka tematyka ewidentnie Ci pasuje, ale nie daj sie zaszufladkowac.
Czy nie sadzisz, ze "Pani porucznik" pojawia sie zbyt czesto??

Opublikowano

Porucznik, Czarna, Baśka, Czarnecka itp. Trzeba kombinować

Baśka w rękawiczce bez polców... - Ciekawa postać. Samo tak wyszło, czy było to zamierzone utozsmanienie sie z bohaterką?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…   Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...     ,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”         Choć w obskurnych lekarskich gabinetach, Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat, Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza, Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,   Choć niejedna wymodlona ciąża, Podług diagnoz była zagrożona, A rozbudzona w sercu matki nadzieja, W ułamku sekundy niekiedy gasła,   Choć natrętna proaborcyjna propaganda, Niczym straszna upiorna zjawa, Usiłowała w ich myśli przenikać By zamęt i zwątpienie w nich siać…   Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości, Załganych pseudoekspertów opinie i głosy, W pamięci tak wielu z nich się wyryły, Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę, Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę, Uśmiechając się zarazem serdecznie,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy biorąc na ręce swe dziecię, Słowami przyobleczonymi w cichy szept, Obiecywała mu życie szczęśliwe,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice, Pochwycona silnym wzruszeniem, Pierwszy jego ujrzała uśmiech,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy pewnego dnia niespodziewanie, Padło z dziecięcych usteczek… - Mamusiu kocham cię…   ,,W oku niejednej matki”        Gdy w murach kościołów gotyckich Światło padające z kolorowych witraży Na twarze roześmianych dzieci, Migocąc wesoło na nich zatańczy,   Gdy maleńkie rączki dziecięce, Uczynią znak krzyża na czole, W niejednym stareńkim kościele, W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,   W oku niejednej matki rozmodlonej, Dostrzec możemy ukradkiem łzę, Która perląc się w jasnego dnia świetle, Przetnie niekiedy blady policzek,   W oku niejednej matki rozmodlonej, Dostrzec możemy winy poczucie, Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień, Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…   I niejedna młoda matka, Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach, Wzruszona w głębi matczynego serca, Pobiegnie myślami do tamtego dnia,   Gdy tamta straszna diagnoza, Padła z ust starego lekarza, Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła, Że zagrożoną była jej ciąża,   Gdy pędzący na oślep świat, Nagle jakby się zatrzymał, Zimny dreszcz przebiegł po plecach, Z przerażenia tchu złapać nie mogła,   Gdy diabelska pokusa Odrzucenia nauczania Kościoła, W głębi duszy się tliła, Niczym kiełkujący z wolna chwast…   I spoglądając w oczy swych dzieci, Ocierając ukradkiem łzy, Niejedna przeklnie tamtą myśl, Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,   I niejedna Maryi podziękuje, Że w serca ich wlewając otuchę, Nadludzką wtedy dała im siłę, Ocaliła cudem zagrożone ciąże…   ,,Widziałem w mym śnie…”        Widziałem w mym śnie czarne parasolki, Połamane o uliczne chodniki, Bez litości zmiażdżone obcasami, Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,   Widziałem w mym śnie czarne parasolki, Ciśnięte do koszy na śmieci, Niszczejące pomiędzy odpadami, Obgryzane nocami przez szczury…   Widziałem w mym śnie w kościołach starych, W cieniu nadkruszonych murów gotyckich, Rozmodlone młode Polki, Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,   Modlące się by w kolejnych latach, U boku ukochanego męża, Dostąpić łaski licznego potomstwa, Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…   Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci, Śpiące nocami pod sercem matki, Niekiedy mimowolnie ssące kciuki, Wyczekiwane przez swe anioły,   Tak bardzo pragnące być kochanymi, Przez świat w wojnach pogrążony, Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści, Do Boga wciąż odwrócony plecami…        
    • @Mitylene utwór ma w sobie coś  klasycznego, czystego, kryształowego, niczym mityczne źródło Aretuzy.
    • @Berenika97 Dziękuję za tę nobilitująca dla mnie uwagę o dialogu z W. Szymborską. Bardzo lubię Jej poetykę, ale nie w pełni znam Jej twórczość. Ty i Poet Ka zwróciłyście mi na to uwagę. Kiedyś wcześniej padła podobna uwaga o korelacji tematu/poetyki z Wisławą. Za mało czytałem dotąd poezję. Może to Cię ubawi, ale na tym portalu studiuję poezję "z wypiekami", ponieważ sporo utworów i sporo autorów na poezja.org pisze ciekawie, inspirująco dla mnie. Jestem prawie poetyckim profanem w Waszym towarzystwie, bo mam literacką wrażliwość, ale do marca `26 w ogóle jej nie eksplorowałem w poezji. Dojrzewam przy Was, dziękuję. @Gosława  Dojrzewamy na pogrzebach. Podobnie na rozstaniach z mniej zasadniczych powodów. To brutalne i skuteczne metody. To boli, ale nie nie chcę się na nie uodparniać :-) @Poet Ka Dziękuję uważna i łaskawa :-) @KOBIETA Jakżeby inaczej u Ciebie, trzpiotko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Chwila zawieszenia pomiędzy światami jest podróżą przez pole maków. Czuć zapach opium. Z daleka szumi Morze Egejskie.
    • @Berenika97 Tak, zakochanie/zatracenie, może zakochanie w zatraceniu... Dziękuję! :)    @Lenore Grey Bardzo mi miło :) Pozdrawiam    @iwonaroma Pociągają czasem te przepastne... Dziękuję za zatrzymanie :)   @viola arvensis Chyba tak. Bardzo dziękuję :) Pozdrawiam 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...