Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nasza przyjaźń umierała od wielu miesięcy. Silna więź , która łączyła naszą czwórkę od piaskownicy, przestawała istnieć. Od dawna miałem wrażenie, że łączył nas już tylko "Drejk", osiedlowy bar, oaza wszystkich okolicznych pijaczków. Gdyby nie on, chyba nie byłoby miejsca, w którym krzyżowałby się jeszcze nasze drogi.

Od dłuższego już czasu czułem, że zbliżał się dzień, który miał przybić ostatni gwóźdź do trumny naszej przyjaźni. Wydzielała już zbyt silny zapach rozkładu, który mogła jedynie zlikwidować otchłań grobu. A działo się tak przez moich kumpli, którzy skakali sobie do gardeł. A przecież kiedyś było to między nimi nie do pomyślenia.

Starałem się jednak jak tylko mogłem gasić ich awanturnicze zapędy. Jednak to nie zdawało się na nic. Dobrowolnie poddawali się destrukcji, w żaden sposób nie starając się jej przeciwstawić. Świat zawalał się jej na głowę, z powodu miłości do tej samej kobiety .

Znali ją od dawna. Pierwsze nieporadne uczucia do niej dopadły ich już w szkole podstawowej. Zresztą nie tylko ich. Była obiektem westchnień wszystkich szkolnych wyrostków, być może nawet pierwszą miłością ich młodziutkich serc. Wtedy, przed laty, dając się ponieść szkolnej modzie, nawet ja wzdychałem do tej dziewczyny, chociaż już wtedy kolor jej włosów i odcień skóry, nie pasowały do mojego wyimaginowanego wizerunku idealnej kobiety. Była długowłosą blondynką, ja wolałem już wtedy śniade brunetki, choć wszystko inne było w niej doskonałe: nogi, piersi, biodra, wyraz oczu , rysy twarzy, uśmiech... Tak, już wtedy miała mały , raczkujący jeszcze męski świat u swych stóp. Jednak już wtedy drogi do jej serca bronił szereg przeszkód, których tacy jak ja i moi koledzy, nieśmiali i zawsze stojący na uboczu, nigdy nie próbowali pokonać: palisady strachu, mury wstydu, a przy samych wrotach jej miłości, strażnicy jej serca, przebojowi, z dobrych bogatych domów ,szkolni krezusi będący w ośrodku zainteresowań wszystkich nastolatek. Jak ona piękni i zawsze modnie ubrani, byli z jej świata, my, szara szkolna masa, mogliśmy tylko marzyć do przynależności do niego.

Jej dorosłe życie potoczyło się tak, jak powinno się potoczyć życie księżniczki. Znalazła swego księcia. Miał kilka sklepów, jakąś hurtownię, jeździł mercedesem. Był ze stolicy i kiedy za niego wyszła, na kilka lat znikła nam z oczu.

Powróciła już bez niego. Jak twierdzono, zmaltretowana psychicznie, ze złamanym życiem. Zamieszkała w kawalerce na naszym osiedlu, blisko rodzinnego domu. Znowu więc , prawie co dzień, mogliśmy ją widzieć.

Opowieści o powodach jej rozstania z mężem krążyły różne. Plotki rodziły plotki, zagmatwany świat jej przeżyć opisywany przez obce usta, w jednych urastał do rangi piekła pełnego najprzeróżniejszych okropieństw doświadczanych przy mężu , w drugich spadając do pospolitości, jaką była zwyczajna niezgodność charakterów, najczęstszy powód rozwodów. Mój własny obraz jej nieudanego małżeństwa kształtował się gdzieś pośrodku tych wszystkich opowieści: nieczuły, władczy mąż, być może nie chcący dziecka, degradujący żonę do roli przedmiotu, jednego z wielu wypełniających jego luksusowy pałacyk i czego ona w końcu nie wytrzymała. Nigdy w swych wyobrażeniach nie posuwałem się dalej. Zresztą widok jej twarzy, gdy mijaliśmy się gdzieś na ulicy, wciąż niezwykle pięknej, choć nieco przygasłej, zwłaszcza spokój jej oczu w jakiś sposób upewniały mnie w przekonaniu, że jej małżeństwo być może zbliżyło się do piekła, lecz na pewno nie przekroczyło jego granic.

Myliłem się. Ale o tym dowiedziałem się dopiero wczoraj, po miesiącach znajomości, w czasie których wszyscy związaliśmy się z nią w miarę blisko. Jednak zanim do tego doszło, musieliśmy pokonać długą drogę. Okazja do uczynienia pierwszego kroku w jej kierunku nie nadeszła szybko, choć cały ten czas od jej powrotu do miasta, do pierwszych naszych prób zjednania jej sobie, upływał nam na ciągłych dyskusjach o niej w barze przy piwku i głośnym snuciu, często śmiałych fantazji z nią w roli głównej, Tak jak w szkole, snucie o niej marzeń na powrót zdominowało nasze życie. Lecz jeśli w moich niezmiennie była tylko obiektem seksualnego pożądania, w marzeniach moich kumpli przestała być tylko nim, stając się powoli tą jedną , jedyną kobietą, z którą pragnęli spędzić życie.

Szansa na zbliżenie się do niej pojawiła się rok po jej powrocie. Sklepik z odzieżą , który otworzyła na osiedlu i w którym sama sprzedawała, stał się miejscem pierwszych zalotów. Na początku wpadaliśmy tam całą bandą, robiąc zamieszanie i improwizując nie klejące się rozmowy, rażące pretensjonalnością i banałem, zmierzające w pustkę. Dopiero później doceniliśmy walory samotnych odwiedzin i rozmów w cztery oczy. Stanowiło to właśnie początek rywalizacji, którą za cenę naszej przyjaźni, podjęliśmy.

Z tej rozgrywki odpadłem pierwszy. Ze swoimi łóżkowymi zamiarami nie miałem szans w pojedynku z prawdziwą miłością, którą czuli do niej moi koledzy. Zresztą naiwnością było wierzyć ,że kobieta z takim bagażem doświadczeń , skusi się na chwile zapomnienia u boku dorosłego , choć jeszcze niedojrzałego faceta. Odsunąłem się więc na bok, ustępując pola towarzyszom. Jednak nie przestałem przychodzić do jej sklepu. Tygodnie podchodów wychodziły mi prawo do jej przyjaźni. Również moi zakochani w niej kumple zdobyli przez tan czas jej koleżeńską sympatię. Jednak każdy z w dalszym nich marzył o czymś więcej. Każdy chciał mieć ją tylko dla siebie. Z żalem obserwowałem więc jak ta miłość powoli ich niszczy.

Nawet dobre strony owej miłości, które istniały i były widoczne, pogłębiały tylko we mnie przeczucie nadchodzącej katastrofy. Pod jej wpływem moi koledzy przestawali istnieć jako jedność, trzech muszkieterów, kiedyś gotowych zrobić dla siebie wszystko, coraz bardziej pałało wzajemną nienawiścią, choć jeszcze ukrywaną pod płaszczykiem sympatii. Ich rywalizacja przebiegała we wszystkim. Dbanie o wygląd zewnętrzny ,pozytywne samo w sobie, w ich przypadku stało się sportową dyscypliną, w której chcieli osiągnąć jak najlepsze wyniki. Zakup jakiegoś modnego ciucha dla każdego z nich stał się comiesięcznym obowiązkiem, na który często wydawali znaczne części swoich zarobków. Każdy starał się wyglądać jak najlepiej. Nie szczędzili na to ani czasu, ani pieniędzy. Obłędna miłość powoli zmieniała także ich nawyki. Jakby przeczuwając ważność tej sprawy , przestawali pić. "Drejk" w którym spędzali kiedyś długie godziny, stał się już dla nich miejscem krótkich odwiedzin i szybko wypitego piwka, po którym zawsze już kupowali miętowe gumy. Nawet ich dawne sympatie, z którymi z różnych powodów im nie wyszło, a z którymi czasem spotykali się w przypadkowych miejscach, były zaskoczone widząc ich nagłe przemiany. Będąc z nimi, dziewczynami zwyczajnymi pod każdym względem, nawet przez chwilę nie starali się być inni.

Ona była w pełni świadoma tej rywalizacji. Myślę, że już od samego początku, kiedy tylko zaczęliśmy całą ferajną nachodzić jej sklep, domyślała się naszych intencji. Każdy następny dzień , tydzień , miesiąc mógł ją w nich tylko upewniać. Jednak nikomu nie dawała żadnych nadziei, nikogo nie wyróżniała w jakiś szczególny sposób. Chociaż z czasem staliśmy się jej dobrymi znajomymi, wciąż daleko było do miłości, o której trzech z nas nieustannie marzyło Cały czas traktowała każdego nas z nas bardziej jak brata, niż potencjalnego kandydata na mężczyznę życia.

Aż nagle nastąpiło to, czego żaden z nas jeszcze długo się nie spodziewał. Wybrała jednego z naszej paczki. Marka. Kolacja z nią w znanej w mieście restauracji była świadectwem jego zwycięstwa. Powiększał je jeszcze fakt, że to ona sama zaproponowała mu to intymne spotkanie.

Dla nas wszystkich było to szokiem. W naszym przyjacielskim rankingu szans u niej, Marek miał najmniejsze, więc wybór jego stał się dla nas całkowicie niezrozumiały. Najmniej pasował do niej, niepospolitej i pięknej, przyziemny i niezbyt przystojny, przeciętny pod każdym względem. W naszym gronie nie liczył się z nim nikt, szerszy świat również nie zawracał sobie nim głowy, żył w naszym i jego cieniu. Wybór jego całkowicie wiec nas zaskoczył i oszołomił. Od samego początku, uważaliśmy ,że Marek skazany jest na porażkę w rywalizacji o jej względy , choć jako dobrzy kumple wspaniałomyślnie pozwalaliśmy mu brać w niej udział, za jego plecami jednak naśmiewając się z jego starań i zaangażowania. Od początku uważając go więc za przegranego, o wiele boleśniej odczuliśmy jego zwycięstwo.

Owa kolacja stanowiła początek ich związku. A po kilku tygodniach widywania ich razem, nikt z nas nie miał już wątpliwości, że to coś więcej niż tylko przelotny romans.

"Drejk" na powrót pochłonął moich kumpli. Powrócili do niego jak zbłąkane owce do stada, odnawiając swój , ostatnimi czasy drastycznie ograniczony , kontakt z alkoholem. Na powrót stał się ich drugim domem. Lecz jeśli kiedyś był miejscem wesołej zabawy, teraz stał się miejscem rozpamiętywania miłosnej porażki. Odtąd prawie co dzień wybuchał w nich wielki i nie okiełznany gniew, który często wyładowywali na sobie nawzajem, na mnie i na bogu ducha winnych, przypadkowych klientach. Marka , usidlonego miłością, nie widywaliśmy już prawie wcale. Ale w tych naszych pijackich imprezach towarzyszył nam stale, jego wspomnienie było tarczą strzelnicza, w którą moi kumple posyłali najgorsze wyzwiska.

Zupełnie przestali odwiedzać jej sklep. Jedynie ja do niego zachodziłem, w dalszym ciągu korzystając z przyjaźni jego właścicielki. Moi kumple, przegrani w bitwie o jej uczucia , całkowicie jej unikali, choć, jak dobrze wiedziałem , nie przestawali jaj kochać. Miłość do niej wciąż była obecna w ich zranionych sercach, które prawie co dzień nadmiarem alkoholu próbowali bezskutecznie uleczyć.

Nic nie zapowiadało , że moje wczorajsze odwiedziny w jej sklepie, staną się powodem nieszczęścia nas wszystkich. Niestety, żaden znak na niebie nie zakazał mi do niego wejść, ani żadne wewnętrzne przeczucie. Przekroczyłem próg tego sklepu w dzień nie różniący się od innych.

Była sobota, więc jak w każdą zamykała sklep dużo wcześniej i akurat w chwili gdy przyszedłem, szykowała się do wyjścia. Odprowadziłem ją więc pod dom, a potem , jak bywało wiele razy, dałem jej się zaprosić na kawę. Nasze rozmowy już od dawna cechowała intymność i otwartość. To mój brak zaangażowania w wojnę o jej serce, w czystej przyjaźni zbliżył nas najbardziej. Jednak tym razem o wiele bardziej przekroczyliśmy niewidoczną granice, z jej inicjatywy schodząc w rozmowie na temat, którego sam nigdy bym nie miał odwagi poruszyć. Otóż w najdrobniejszych szczegółach opowiedziała mi historię swojego małżeństwa. Podobno nawet Marek poznał tylko część tej brutalnej opowieści.

Nie wiem jakie złe moce zawładnęły mną po wyjściu od niej, nie pozwalając zatrzymać w sekrecie tego wyznania. Choć nie należę do plotkarzy, już dwie godziny później rzuciłem jego streszczenie na pastwę moich żądnych krwi kumpli. Nawet nie byłem pijany, żeby móc obarczyć winą alkohol, który zwykł rozwiązywać ludziom języki.

Plan narodził się szybko. Choć próbowałem mu się przeciwstawić, zdecydowanie moich kolegów przygasiło moje opory. W końcu pokonany ich stanowczością, zły na siebie, odizolowałem się od tego wszystkiego, czego byłem nieświadomym pomysłodawcą, przyjmując rolę biernego obserwatora. Zresztą jeszcze wtedy, ten przygotowany przez nich postępek, wyglądał raczej na niewinny figiel, który chcieli tylko spłatać przyjacielowi. Przynajmniej ja chciałem wierzyć, że taki właśnie będzie.


Zgodnie z przewidywaniami Marek dał się zwieść telefonicznemu zaproszeniu. Sprawdzone, niezawodne , od wieków uderzające w męskość argumenty, typu: "nie bądź pantoflarzem", "kto w końcu nosi spodnie , ty czy ona" i dla niego stanowiły wystarczający bodziec do spotkania z nami. Przyszedł do "Drejka" pół godziny po telefonie, niczego nieświadomy, ufny w naszą przyjaźń, która jednak w moich kumplach nie istniała już od dawna.

Jego całkowita wstrzemięźliwość alkoholowa została pokonana po kwadransie, choć pierwsze piwo, pierwsze od miesięcy, wypił jeszcze z miną całkowitego abstynenta. Obrona przed drugim, również nie trwała długo, męska solidarność moich kolegów również przed trzecim pokonała jego coraz słabszy opór. Następnych piw nikt już nie musiał w niego wmuszać, jego dawne ssanie włączyło się całkowicie i już bez żadnych oporów przechylał kufelek za kufelkiem.

W końcu po kilku godzinach nieustannego picia, w którym moi dwaj koledzy wszystkimi możliwymi sposobami starali się oszczędzać ,Marek był już gotowy do odegrania przygotowanej dla niego roli. Tak jak przewidywał niepisany scenariusz, nie mógł utrzymać się na nogach, więc moi kumple wyprowadzili go na zewnątrz. Był gorący lipcowy wieczór, powoli zapadał zmrok. Na niebie pojawiły się już pierwsze gwiazdy, a nikły jeszcze blask księżyca próbował zdominować nieboskłon. Wiał delikatny wietrzyk, ciepły i nie przynoszący ukojenia. A nieliczne samochody przejeżdżały z warkotem pobliską ulicą. Pamiętam, że jacyś wieczorni przechodnie zawiesili na nas ciekawe spojrzenia, ale już po chwili marsz naszego pijackiego orszaku przestał ich interesować. Zataczając się, powoli zagłębiliśmy się w ciszę zapadającego już w sen osiedla.

Po kilku minutach doszliśmy do celu naszej wędrówki. Marek, który zawsze miał najsłabszą głowę z nas wszystkich, wisiał na ramionach moich kumpli, prawie już nieprzytomny. Gdy wchodziliśmy do klatki schodowej, będącej naszym celem, zwymiotował na swoje ubranie Mimo tego, bez problemów i w miarę cicho, koledzy wtaszczyli go na trzecie piętro. Tam oparli o drzwi z numerem sześć i po dwukrotnym naciśnięciu dzwonka , zostawili go przytulonego do nich , pospiesznie zbiegając na parter, na którym ich oczekiwałem. Tam, znieruchomiali, zaczęliśmy w napięciu nasłuchiwać. Po kilku sekundach drzwi na trzecim piętrze otworzyły się, a Marek zwalił się z łomotem do mieszkania. A po kilku kolejnych, zamiast oczekiwanego oburzenia, wybuchł głośny, kobiecy płacz. Był histeryczny i pełen cierpienia. I przynajmniej mnie od razu przywrócił trzeźwej rzeczywistości. Nie czekając na nic więcej, zostawiłem kolegów zachwyconych nieoczekiwanym rozwojem wypadków i wyszedłem z tego budynku. Po kilku ciężkich krokach, przeklinając się , rzuciłem się do biegu. Płacz tej kobiety, wielokrotnie bitej i gwałconej w przeszłości przez pijanego męża towarzyszył mi przez cały czas tego morderczego wyścigu z własnym sumieniem, z którym nie miałem szans wygrać. Od czasu jej nieudanego małżeństwa, strach przed pijanym mężczyzną był leczoną u psychologa fobią, której, jak wyznała mi podczas naszej szczerej rozmowy, w dalszym ciągu nie potrafiła jednak przezwyciężyć. Marek wiedział o tym i pewnie gdyby nie my, nigdy już by się nie upił, a jesli nawet, to dla dobra ich obojga, nigdy nie przyszedłby pijany do mieszkania ukochanej. Jednak miał nas, swoich zawistnych i okrutnych pseudoprzyjaciół. Nasze ręce pomogły mu pokonać po pijanemu drogę, której zapewne nigdy w takim stanie pokonać nie miał. Nieświadomego, wepchneliśmy go w ciemność cierpienia, nie zdając sobie sprawy, że i ona nas kiedyś pochłonie. Za miesiąc, rok , dekadę... Bo jak twierdzi któraś ze wschodnich religii, każda wyrządzona przez człowieka krzywda, prędzej czy później powraca do niego ze zdwojoną siłą. Jeśli to prawda, pozostało mi jedynie wierzyć, że Boża sprawiedliwość zastosuje prawo łaski.

Opublikowano

Bardzo spodobał mi się pomysł - niby przedstawiłeś miłość, ale najważniejsze jest to, co czai się za nią. W tym kompozycyjnym przedsionku zobaczyłam nas ludzi, bo w życiu nigdy nie będzie tak jak w telewizyjnym romansie. Jeśli mam czytać opowieści o związkach to tylko takie - ludzkie. Mądre i przemyślane skojarzyło mi się z opowiadaniem (możliwe, że Twoim) o opowieści chłopaka, którego przyjaciel niedoceniany przez paczkę, wreszcie popełnia samobójstwo.

Opublikowano

K A P I T A L N E !!!
To była ocena za wartośc artystyczną.
Jesli idzie o błędy, to nie znalazłem ich zbyt wiele:
wiec nas zaskoczył - ę
Podobno nawet Marek poznał tylko część tej brutalnej opowieści. - podejrzewam, że brutalna była nie opowieść, lecz prawda.
a jesli nawet, - ś

Popełniasz natomiast nagminnie jeden błąd. Wytknę ci go, bo wiem że dążysz do perfekcji. Otóż przecinek stwiać należy zawsze bezpośrednio po słowie, potem wstawia się spację i następne słowo. Ty stosujesz pełą dowolnośc_ albo zgodnie z powyższą zasadą, albo pomiędzy dwoma spacjami, albo najpierw spacja, potem przecinek i bezposrednio po nim kolejny wyraz. W druku to napewno razi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666 ... bo zabrakło ludzkiego spojrzenia co bliźniego spostrzega   nie odwraca głowy do pomocy jest gotowy    trudno być dobrym nie tylko w lustrze  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • "Na górze róże, na dole fiołki, kochamy się jak dwa..." Wpiszesz mi się? Tylko wiesz, adres zostaw. Wyświetlisz mi się? Kto dziś listy piórem pisze drobniutkim ledwie maczkiem Wysyła z naklejonym śliną znaczkiem? Dzień dobry proszę Pana, jak się ma Hania z rana? Ach jaka cudna brzana świtem brana Znowuż rozszumiała snem czereśnia, ona ambrozją jest tylko do września. A słowik o świcie chwali życie. On hejnałem niemożliwym nad ranem, O piątej, ale tak bardziej z wieczora, O rany, to niemożliwe znowu zaspałem! Jakże jest pięknie powiedział wczoraj, czyż to nie jest szczęść urodzaj?        
    • Song Sans Paroles (Nieparzystość wolę) Chciałabym o piękności Twej  Napisać bielą biały song  Do bladej melodii tej, Co w ciemną noc zakwitła w jasność twą  Chciałabym, przecież dobrze wiesz Jak koronki z Alençon   Misterny utkać wiersz Najczystsze "Kocham czystość twą" Oświadczyć  ci "Miłości ma" Prosić cię "Zawsze trwaj" Ale w tysiącu stron... Ale na tysiąc pas  Dać tobie to: "Wysnujmy stąd miłość swą" Powiedzieć: "Spłońmy czułością tą, Płońmy nią wciąż, każdego dnia, Palmy się ku wszystkich pór dniom" Lecz nim rozświetli się ma myśl,  Na pergaminie mym w tę noc, Nim pióro w rękę ujmę, i Zanim stemperuję go, Nim sformuję  ją w  blask gwiazd By z  nicości wydobyć rzecz Nadejdzie czas, Gdy już  nie kochasz mnie Zagraj "Pieśń bez słowa"... Pozwól mi być - drugi głos Nienawidzę tego, że sprawiłam, że mnie pokochałeś -  Powtórz to - Martin Garrix Sanktuarium Tłumaczeń - Evanescence Starzy ludzie nic nie mówią już,  Tylko czasem szepce ich wzrok... Nawet bogaci biedni są: nie mają złudzeń, nic, tylko jedno serce dzielone przez pół W domach ich pachnie tymianek, czystość, lawendaa i słowa, co odchodzą w mrok Czy w Paryżu mają dom, czy na prowincji wiodą niedolę swą, gdy  długo zbyt życia trzymają się Może dlatego, że zbyt często wpadali w śmiech,  ich głos łamie się, gdy bieżą ku  przeszłym dniom, I  płacz też był częstym gościem ich, więc łza  im wciąż klei się do rzęs A jeśli  drżą, to  przez to, że ich wzrok śledzi, jak srebrny zegar  wahadłu nałożył srebrny włos, I mruczy w salonie,  mówi "tak", i  "nie", i mówi "czekam tu, czekam wciąż" Starzy ludzie już nie śnią, ich książki przysypiają,  fortepian zamknięty stoi, jak stał  Kotek odszedł już, niedzielny apéritif  nie wchodzi w śpiew Starzy ludzie nie ruszają się, ich gest ma zbyt wiele zmarszczek, zbyt mały jest ich świat  - łóżko okno  łóżko  znów fotel a potem łóżko i łóżko jest A jeśli wychodzą, za rękę wciąż, cali w sztywność ubrani są, To idą za słońcem, na grób  kogoś starszego ,  brzydkszej, niż.. I przez chwilę, szlochając, zapominają na godziny pół o srebrnym zegarze, co  W salonie warczy,  mówi "tak",  mówi "nie", i że czeka właśnie ich... Starzy ludzie nie umierają, zasypiają pewnego dnia i  już nie budzą się  Trzymają się za ręce, boją zgubić szlak, więc gubią go A drugi zostaje sam, na dobre lub na zle, łagodne lub surowe pół Nieważne, które zostanie, już w piekle jest  Można to zobaczyć,  czasami,  gdy wchodzą w deszczu i w smutku toń  Wykraczają poza dzisiejszy dzień, wciąż  przepraszając za to, że nie gdzie indziej są  I chłonąc innych wzrok uciekają przed srebrnym zegarem, ostatni raz A on w salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "czekam wciąż" W salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "oczekuję was" ... Zagraj w "Starych" Amazon Music Unlimited (reż. reklama) Paroles.net ma umowę licencyjną z Society of Music Publishers and Authors (SEAM) Jacques Brel (Światła, podkład, żel) Winniśmy, ma  Następny! Villona już mamy za... Owinięty tylko w ręcznik, co nim przepasalem się w pas Czoło rumieńcem lśni, a w dłoni mydło mam, już czas: Następny, ja was...! Miałem dwadzieścia lat, a było nas chyba ze stu Byłem następny...! Za tym, za co już dostąpił u... Następny, ku..! Tylko dwadzieścia lat mam, a mam nauczyć się żyć W wędrownym burdelu tym, i ten sierżanta ryk jak życia mego nić: Następny, bo wam w rzyć...! Ja chciałbym tylko czułości ciut, choć na lek... Albo uśmiechu pół, lub po prostu czasu czek... Następny, trzeci bieg...!! I wiem, to nie było Waterloo, nie, nawet nie Verdun  To było jak parę chwil, gdy żałujesz, że w szkole byłeś dno den  Następny, ruchy, bo jak cie w tę..! Ale przysięgam, że ten sierżanta zza pleców głos Był jak los rzucony, bynajmniej, na gruzów stos Następny, bo wos...! Przysięgam na wszystkie... To było jak pierwszy tradzika swąd  I ten głos, który wciąż słyszę, tych przekleństw swąd: Następny, wy...mi stąd! Ten głos, co pachniał jak czerstwy chleb i jak bimber zły Ten głos narodów, ten zew czarnej krwi Następny, zasuwać mi!: I nawet dziś, gdy kobieta spermą podpisuje kapitulacji akt, W moich wątłych ramionach zdaje się szeptać w mych biódr takt: Następny, bo wpis do akt! Następcy moi że świata czterech stron powinni za ręce się wziąć I krzyczeć to, co ja co noc, mój zwykły koszmar śniąc: Następny, następny! Wciąż i wciąż A gdy gorączka spadnie mi, myślę sobie, że Bardziej brudzi cię to, że jesteś po zamiast przed Następny, bo cię... W ten durny łeb ! Kiedyś na wózek przesiądę się, do zakonu, lub na stryczka ostatni sznyt, W taki obrót spraw, że nie będę musiał się martwić zbyt... Następny! Nie! Ja nie chcę  tej najbardziej zdartej z płyt! Następny, dawaj, git chwyt.. ...księgowanego kryt... [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jeśli mam mieć tylko Twój żar, By odziać nas w życia cud I ubrać w słońca czar Przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jestem tej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę - Za bolączki, jakie zna świat, Za mój trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar By go ofiarować tym, których jedyny dar - To wpleść się światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Daj mi wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I ten hymn, co ciszę skradł, By werbel już zamilknąć chciał Wtedy, mając za jedyną broń Siłę, którą daje Twój żar, Wreszcie ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę.... ( I. Od chryzantemy do chryzantemy Przepadają przyjaźnie nam  Od chryzantemy do chryzantemy Wypada z jaźni to, czego pragnęliśmy bardziej, niż sam... Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą, by... Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok nich Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze raz Zawlec znów kości stare Do słońca, aż do lata, z wiosną wraz Do wiosny dojść, którąś z jutra tras... Zaraz będę, już za parę chwil Ale tak bym chciał jeszcze znów  Zobaczyć raz, czy rzeka trzyma kil, Ciągle czeka nas, czy zatoka naszych snów Jest przystanią wciąż, znów być tam, gdzie nuci gil... Zaraz będę, szybciej, niż myśl  Ale dlaczego ja, czemu teraz i tu  Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwil... Oczywiście, że Mu... Zawsze byłem  przybyszem tu... Od chryzantemy do chryzantem - Za każdym razem coraz bliższy ci, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej ponad liczbę dni... Zaraz będę, za chwilę już... Lecz chciałbym tak nie zniknąć z map... Znów w miłość wsiąść, jak ostatnia z gap... Jak łapie się autobus, choć cel jest tuż Zamustrować się, nim zamknie się trap  By zawinąć na czyjś próg, być jedną z dusz Znowu dobrze się czuć, nic nie musieć już... Zaraz, za chwil, zaś... Ale tak pragnął bym,  Gwiazdami znów nakarmić jaźń, Drżące ciało, i martwy paść  Miiłością spalony, jak słońcem, Twym  Sercem, spopielonym, czasowi, skraść... Za. Raz. Za... To nawet nie ty, jesteś, wcześnie - To spóźniłem się ja  Za. Raz. Będę. Kto? Za. Wsze. Był,em. Kimś. Innym, niż...  Przy, bysz, em... Wciąż.  Tak... II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości ) Norwida ( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałaś/liśmy się w powietrza ]dal[ I każde tu pamięta z nas, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y bas); Nic nie przypomina(ło) tam już nic (whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(już czas!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale: miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/ Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dnia Wciąż cię kocham, wieszKocham Cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki)  Jak szarmanckiego( -księcia ) Od czasu (do czasu), traciłem/liśmy }się{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku ] w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/na czas Aby się zestarzeć, bez [fazy] dorosłości  {Precz z krużganku!} Im więcej czasu nas otacza [brak dźwięku] Tym więcej )w tej przyszłości( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[na gracza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę (wkrótce) mniej  Rozpadam się trochę później ja ] kawałki/na[ Mniej wierzymy naszym sekretom (przed/po wódce). Nie: Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz już uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia Ni zwierza, Ni człeka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, ... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczynę w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje...  III. Nie zostawiaj mnie,  Czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten wieczny zbieg Zapomnieć wciąż  Nie daje nam  Niezrozumień w nas I straconych lat, I wciąż martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem nam zbiegł, Zapomnieć czas nierozumny świat, Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, tak Wciąż martwimy, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci Wyssać perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada deszcz I z najrzadszych ziem Wydrążę ci tu   Śmierci żywy tlen, By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w świecie tym Miłość będzie królem twym Miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów  Wyzutych ze snów,  Lecz ty ich sens i każdy ich kęs,  Zrozumiesz w mig... Opowiem ci baśń Jak kochankowie dnia   Widzieli raz i dwa, jak  Płoną serca im I: opowiem ci Baśń, o tym, jak król  Na serca zmarł ból, bo nie mógł  Spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz  Nie dwa widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat I z wulkanu, co  Wszak...nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy diament plon Da, niż z kwietniów wszech, I tak po zgon... (Czas ma drobną dłoń) A gdy nadejdzie sen, Niebu - w ogniu stać Nie zostawiaj mnie, Zapomnijmy czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten niepomny czas,  Co nam nie daje wciąż  Zapomnieć to, co  Bezrozumne w nas I czas straconych lat, I przestać martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad, Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu...  Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem mam zbiegł, Zapomnieć nierozumny świat Świat straconych lat...  Wciąż nie wiemy, jak  Lecz wciąż chcemy tak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu  Obiecuję ci; dam Ci perły dżdżu Z krain tych, gdzie  Nie pada deszcz.  Tam wydrążę z ziem Śmierci żywy tlen By skryć ciało twe W całun światł i złót  I stworzę ci świat, a w nim Miłość będzie królem twym, Miłość - prawem mym, A królową - ty  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co...  Nazbieram ci słów Bez sensu słów, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli raz i dwa Jak płoną serca ich  I: opowiem ci Baśń, jak ten król, Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to...  Czas mam dał nie raz widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów  Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy da diament plon, Niż z kwietniów wszech,  I tak aż po zgon..  A gdy nadejdzie sen Niebu w ogniu  stać - Wtedy Czerwień i Czerń Swój ślub będą brać  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi...  Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż  Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ...  Tańczę, śmieję się I słuchając cię Śpiewam, i wnet  Milknę, bo już nie wiem, gdzie...  Daj mi ostać się Jako tylko cień Twego cienia cień Twojej ręki cień, a nawet psa cień  
    • @Wiechu J. K. dziękuję i pozdrawiam z nad morza :)
    • @Leona ... to nie wymaga pisania to złamana gałązka wymaga podtrzymania   i wiem nie z opowiadań że potrafi zakwitnąć być ... potrzebna dłoń dobrego ogrodnika  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia  Tak łatwo poddajemy się z pomocą. Najłatwiej powiedzieć NIE DA SIĘ 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...