Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jay Jay KApuściński mówił coś kiedyś o mojej Iniańskiej przeszosci, litrerackiej oczywiscie ;).
Ja odpowiedziałem mu, ze to nie przeszłośc, a teraźniejszośc. Ażeby to udowidnic, wrzucam swoje opowiadanko. Jak zwykle jest to gruntownie "przmeblowna" nowa wersja mojego starego tekstu. Ten jest jednym z najstarszych z mojego dorobku, bo jeszcze z podstawówki.

Miłego czytania. :)

OGIEŃ SERCA


Był rok 1868. Niedaleko miejsca gdzie Cherry creek łączył swe wody z Yellowstone obozował odział kawalerii dowodzony przez Sierżanta Henryego Russela. Składał się on z trzydziestu siedmiu żołnierzy i przewodnika - Indianina z plemienia Hidatsa. Oddział ów wyruszył z fortu Sherridan w celu schwytania zbuntowanego wodza Teton Dakotów, Białego Bizona, który kilka miesięcy temu według doniesień dysponował przeszło siedemdziesięcio osobową grupą wojowników. Ukrywali się oni prawdopodobnie gdzieś nad Powder River. Wieczorem dowódca zaprosił czterech najbardziej doświadczonych wojaków do namiotu, aby się naradzić co czynić dalej. Jedni twierdzili, że najlepiej będzie ruszyć natychmiast w drogę i samemu odszukać Indian, natomiast inni, iż należy wysłać zwiadowców, aby dowiedzieli się czegoś od miejscowej ludności. Wskutek rozłamu przełożono naradę na następny dzień. Tymczasem na dworze, poza kręgiem światła dwaj Indianie prowadzili burzliwą dyskusję.

- Powinniśmy spróbować porwać choć jedną bladą twarz - zaproponował młody Czerwony Orzeł.
- Wracamy do obozu. - odparł doświadczony wojownik Przecięta Twarz.
- Czyżby mój brat bał się śmierci ? - spytał z ironią Orzeł.

Przecięta Twarz stwierdził, że nie ma sensu odpowiadać i gestem nakazał odwrót. Gdy oddalili się Na bezpieczną odległość, rzekł ponurym głosem:

- Gdyby mój brat nie był synem wodza, jego krew skropiła by dziś prerię.

Kilka godzin później byli już w wiosce i natychmiast poinformowali wodza o niebezpieczeństwie.

* * *

Lada chwila miała odbyć się narada wojenna. Starszyzna powoli schodziła się do tipi narad i siadała z godnością na miękko wyprawionych skórach bizonich, ułożonych na kształt półkola wokół paleniska. Po chwili ukazał się wódz, Biały Bizon. Zasiadł on na honorowym miejscu na przeciw wyjścia, na futrze własnoręcznie upolowanej pumy (pamiątki z wypraw do kraju Apaczów). Wyjął ze świętego zawiniątka na szyi kalumet i napełnił go kinniknikiem, mieszaniną startych liści tytoniu, kory wierzby i tłuszczu. Indianie nie palili bowiem samego tytoniu, ponieważ stępiał powonienie. Zapalił ją gałązką z ogniska i zaciągnąwszy się wydmuchnął dym w kierunku ziemi i nieba oraz w cztery strony świata. Po tym ceremoniale, będącym nieodzowną częścią życia Indian, Wódz rozpoczął rozmowę tradycyjna przemową:

- Przed laty nasi przodkowie żyli beztrosko w krainie szczęścia. Wędrowali po bezkresnych preriach i dziewiczych lasach. Polowali na niezliczone stada bizonów i innych zwierząt. Nigdy nie zaznali klęsk głodu... Lecz po przybyciu białych wszystko się zmieniło, a nasz świat zginął bezpowrotnie. Wycięto lasy, wytępiono bizony, zaś prerię powoli zamienia się w pola uprawne. Gdy którykolwiek z nas upomniał się o swoje prawa był bezlitośnie mordowany. Palono osady, zabijano nawet kobiety i dzieci. Zebrałem was tu moi bracia, aby omówić plan ataku na odział Długich Jasnych Włosów (tak nazywali podpułkownika Russela). Przebywają oni niedaleko stąd. Jest ich tylko pięć razy po dziesięciu i siedmiu.

Przerwał i spojrzał uważnie na zebranych. Po chwili rzekł:

- Teraz chciałbym wysłuchać co moi bracia mają do powiedzenia.

Głos zabrał Wysoki Kruk:

- Drodzy bracia - rozpoczął - wczoraj gdy dowiedziałem się o zbliżaniu się wojska wpadłem na pewien pomysł, który chciałem wam teraz przedstawić. Należy podzielić nasz oddział na dwa mniejsze. Jedna grupa liczyłaby sześć po dziesięć wojowników, zaś druga dwa razy po pięć. Ta liczniejsza ukryłaby się po obu stronach leśnej drogi, zaś druga zaatakowałaby wojsko i wciągnęła je w zasadzkę.

Po krótkiej naradzie plan Wysokiego Kruka został przyjęty. Grupą mającą zwabić żołnierzy dowodził sam pomysłodawca, zaś tą liczniejszą wódz wraz z synem.
Nazajutrz, w dzień wyznaczony na bitwę, obydwa odziały zajęły swoje pozycje i czekały na nadejście białych. Wreszcie żołnierze pojawili się na skraju lasku, w którym czyhali wabie.

- Hokka-hej! Hokka-hej! Hadree, hadree succome, succome ! *- zawył Wysoki Kruk.

Indianie jak lawina runęli, na osłupiałych ze strachu kawalerzystów. Grupa Kruka jak klin wbiła się w odział kawalerii. Zazgrzytała stal, lecz nagle czerwonoskórzy zawrócili i podążyli galopem w stronę lasu, gdzie krył się drugi odział. Już byli na skraju zarośli, gdy huknęła nieprzerwana palba wystrzałów. Kilkunastu Dakotów stoczyło się z koni. Wtem Wysoki Kruk poczuł palący ból w plecach. W tej samej chwili jeden z wojowników dostrzegłszy, iż dowódca został trafiony, podążył mu na ratunek, lecz po chwili padł przeszyty kulą z winchestera. Inni współplemieńcy podtrzymali Kruka i dopadli wreszcie polany, na której zgromadziła się główna grupa. Dopiero teraz oszacowano straty. Zginęła połowa członków grupy, w tym Wysoki Kruk. Biały Bizon postanowił zajść białych od tyłu, lecz gdy tylko wychylono się z lasu biali rozpoczęli kanonadę. Mimo to zdecydował się na atak. Dakotowie wypadli z lasu i wpadli na chwilowo zdezorientowanych żołnierzy, którzy bronili się dzielnie, lecz błyskawicznie okrążono ich i rozpoczęła się brutalna walka. Biały Bizon walczył niczym demon wojny z tomahawkiem w jednej, a szablą wyrwaną przeciwnikowi w drugiej ręce. Z boków ubezpieczali go Czerwony Orzeł oraz Przecięta Twarz, który jednak spadł z konia pchnięty bagnetem. Orzeł w zamieszaniu został oddzielony od ojca, który wdał się w utarczkę z dowódcą białych, lecz ktoś ciął go podstępnie szablą w plecy. Biały Bizon walczył dalej, opadając stopniowo z sił, jednak został odciągnięty od walki przez syna. Zwycięstwo było połowiczne, zginęło bowiem wielu wojowników.

* * *

Wieczorem wszyscy zgromadzili się w tipi umierającego Białego Bizona. Ten poprosił, aby zostawiono go tylko z synem - Już niedługo... przeniosę się do naszych przodków...- rzekł przerywanym głosem - przyrzeknij mi... , że nie poddasz się... i dzielnie poprowadzisz Dakotów do walki, choćby miała być ona ostatnią ... teraz odejdź.

Orzeł wykonał polecenie i wkrótce z namiotu dobiegł go głos wodza:

- Kuna sobogi kuna yana wakara** - to Biały Bizon rozpoczynał swoją pieśń śmierci...


_______________________________________
*Hokka-hej! Hokka-hej! Hadree, hadree succome, succome ! (dak.)- Na nich, na śmierć! Przyszliśmy wypić waszą krew.
** Kuna sobogi kuna yana wakara (dak.) - Ogień serca, ogień nieba.





Wiadomości do przypisów czerpałem z książki mojego "literackiego mistrza" Alfreda Szklarskiego pt. "Złoto Gór Czarnych".

Opublikowano

no iz nowu pociachane ;)

Jedni twierdzili, że najlepiej będzie ruszyć natychmiast w drogę i samemu odszukać Indian, natomiast inni twierdzili, iż - aj twierdzili i twierdzili, nie lepiej np.Jedni twierdzili, że najlepiej będzie ruszyć natychmiast w drogę i samemu odszukać Indian, natomiast drudzy, iż ...

wysp. i spożyciu posiłku rozpoczął przesłuchanie jeńców. - może tak: wysp, a po spożyciu... ?

A oto jego wypowiedź: - wygląda jak w reportażu ;)

brakowało mi Twoich indiańskich historii, bardzo mi się podoba sposób prowadzenia i przede wszystkim pomysły np. kula z winchestera czy scena z bagnetem - miód.

jest nieźle, chociaż można to na pewno lepiej napisać, pozostaje mi czekać na jakiś świeższy projekt, po upływie takiego czasu Twoje aktualne spojżenie byłoby ciekawsze :)

Opublikowano

hej

Dzięki za uwagi.
Opowiadnie gruntownie zmieniłem. teraz jest bardziej spójne i sensowne.

pzdr

ps

jak tylko będę mugł coś wrzuce.

poprawiłem Brata, zajżyj i powiedz czy już jest ok. Zresztą zapraszam wszystkich by zajżeli. :)

Opublikowano

to najpierw ''Brat'' - wyłapałem tam parę literówek i jeden błąd - powtórzenie słowa ''się'', ale to raczej drobnostka. ''przygarnął'' - scena z dziewczyną, ale czy można kogoś przygarnąć??

tutaj:
Cherry creek - creek nie powiniene być z dużej litery?
Odział ów wyruszył z fortu Sherridan - oddział
Zasiadł on na - ''on''potrzebne? wczesniej wspomniałes o Białym Bizonie
na przeciw wyjścia - co powiesz na ''naprzeciwko''?
wysłuichać waszych prpozycji - aj aj, wysłuchać propozycji :))
wczoraj gdy dowiedziałem się o zbliżaniu się wojska - za dużo się, może ''o nadchodzącym wojsku''?
Jeden sześć po dziesięć wojowników, zaś drugi zaś dwa razy po pięć. - mógłbyś mi to jakoś wytłumaczyć??
W tej samej chwili jeden z wojowników dostrzegłszy - nie mógł w tej samej chwili, był gdzieś dalej, musiał usłyszeć wystrzał i dopiero nadejść.
Zginęło około połowy członków grupy - było ich 75? może ''zginęła niemal połowa'' albo ''zginęła prawie połowa'' coś takiego, bo około połowy to szczerze mówiąć nie za bardzo.
wpadli na chwilowo zdezorientowanych żołnierzy. Świsnęły kule żołnierzy,
przez wojowników. Zwycięztwo było połowiczne, zginęło bowiem wielu wojowników.

to by było na tyle, jak widać trochę mi umknęło po pierwszym czytaniu, ale poprawiłem się :)
zmiany chyba na dobre, fajnie się czytało :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
    • @andrew dziękuję serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • podkłada  najlepsze kąski  karmi słowem  obrazami muzyką  wkupia się przymila ale to tylko pozór  chce na własność zawładnąć właściwie nie mną  tylko myśli istnienie    ale  ale jeszcze nie teraz  pewnie uważa mnie za wroga  bo gdybym jej nie znał  ale posmakowałem  i nic  to ją najbardziej boli  myślała że ...    nie trzeba walki  wystarczy nie iść z tłumem  kochać i rozumieć siebie    AI  może tylko ostrzyć apetyt    utrzymuję dystans    6.2026 andrew  Sobota, już weekend   
    • @Poet Ka ... świat kwitnie  nawet gdy ...   i tutaj  szczęścia zaznamy  gdy go kochamy  jak Ci wspaniali  co radość pokazali   gdy ... siebie dajemy  złote ziarna  na ziemi siejemy  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...