Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
ludzie żyją w strachu przed byciem
innym każdy z nas od niemowlaka
lecz większość wyrasta z tego
poprzestając na wzajemnym autorytecie


entelitry light blue prosto z nieba
nie zapewnią pozycji nr jeden
w towarzystwie teatrowym
oranżowa kupa mięsa
nie będzie dawcą mięśnia mózgowego

masowo skupujemy
ewenementy by nasz zbiór
udziwnień i dostarczania nowych wrażeń
wrzących zainteresowaniem
od każdego zmysłu roztapiał normy

dłutujemy własne krajobrazy
poczym za plecami słyszymy szydercze
zgrzyty niemal identycznie pracujących
klonów które niebawem połączą siły
w syjamską populację

a dla nas będą to armie żołnierzyków
zminimalizowane własnym istnieniem
czyli kolejny zestaw zabaw
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nie ja zmieniłem :P

ale studiując cały wiersz dla mnie bardziej pasuje mięso jest dosadne obleśne i w sumie miało takie być mięsko-mięso to jak grzechotka-maczuga(z kolcami)
ale patrząc na temat wiersza na nieszablonowość to tutaj pasuje mięsko więc można polemizować i każda strona będzie miała rację


pozdrawiam(y)
Opublikowano

Czytając Wasze wspólne dzieło czuje się niepowtarzalny klimat. Inny niż dotychczasowych czytanych prze ze mnie utworów. Odczytując jego kolejne słowa, wersy, strofy mam wrazenie podrózy. Jakbym spacerował w ogrodzie, gdzie na każdym kroku napotykam ciekawy niepowtarzalny w swojej oryginalności okaz. Tak trzymajcie! Pozdrawiam! :)

Opublikowano

"dłutujemy własne krajobrazy
poczym za plecami słyszymy szydercze
zgrzyty niemal identycznie pracujących
klonów które niebawem połączą siły"
bardzo fascynujący fragment. Gdy go czytam dochodzę do konkluzji, iż nasze działania zmierzające do wykreowania nie mają większego sensu, bowiem inny czynią to samo. Poszukiwanie czegoś nowego jest zatem jedynie mimetycznym powtarzaniem wszechświata:)
Jak na razie jesteś moją ulubioną poetką (wybacz za tę prywatę).do ulubionych.
POZDRAWIAM!!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...