Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dochodziła dwunasta, gdy zadzwonił telefon. Podeszłam do aparatu i podniosłam słuchawkę.
- Tak, słucham
- Dzień dobry. Rafał Kleczkowski z tej strony. Chciałbym rozmawiać z panią Magdaleną Wrzesień.
- Przy aparacie. O co chodzi? - zapytałam, usiłując jednocześnie przypomnieć sobie, czy znam kogoś o tym nazwisku.
- Proszę pani... - rozmówca zawiesił głos - w zasadzie to nie jest rozmowa na telefon.
Zdębiałam.
- Chyba nie sądzi pan, że zaproszę zupełnie obcą osobę do domu?
- Nie, oczywiście, że nie - chrząknął głośno, chcąc zatuszować zmieszanie.
- Więc jak pan to sobie wyobraża? - drążyłam temat.
- Jestem prywatnym detektywem. Mam biuro w Kaliszu. Wiem, że to kawałek drogi, ale jeśli zechciałaby pani przyjechać do nas, oczywiście pokryję koszty przejazdu.
- Naturalnie - bąknęłam z sarkazmem.
- Naturalnie?
- Przepraszam, głośno myślałam. Dobrze, spotkam się z panem. Pod jednym warunkiem: powie mi pan o co dokładnie chodzi.
- Jasne - wydawało mi się, że się uśmiechnął - wiem, że minęło sporo czasu, ale pojawiły się nowe dowody w sprawie pani ojca.
Nagle poczułam duszności, mając jednocześnie wrażenie, że ze wszystkich stron oblepia mnie jakaś gorąca maź. Kropla potu spłynęła prosto do ust. Oblizałam wargi.
- Więc jak?
- Mogę przyjechać dopiero jutro. Dzisiaj jest już zbyt późno. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
- Świetnie. Podaję adres: ul. Drewniana 32, Biuro Kleczkowski & Wittoch, drugie piętro po prawej stronie.
- Zapisałam.
- Takie żółte drzwi z mosiężną tabliczką. O której można się pani spodziewać?
- Mniej więcej o 14.
- Doskonale. Gdybym się spóźnił - uderzył w przepraszający ton - sama pani rozumie... praca w terenie - sekretarka zajmie się panią.
Miałam już dość tej rozmowy. Jedyne, czego teraz potrzebowałam to porządnego prysznica.
- W takim razie do zobaczenia jutro.
- Do widzenia pani Magdaleno. Dziękuję
- Nie ma problemu - odpowiedziałam beznamiętnie i odłożyłam słuchawkę.
Prychnęłam oburzona. "Nie ma problemu" - dobre sobie. Problem był, wgryzał się we mnie, niczym krwiożercza pirania. Na samą myśl o wlokących się w ślimaczym tempie sprawach, poczułam obrzydzenie. Biuro śledcze miało w tym jakiś większy interes, więc zatrudnili detektywa. A ja? Byłam trybikiem w tej całej machinie. Moje zadanie - w ich przekonaniu oczywiście - polegało na dostarczeniu wiarygodnych informacji. Z pierwszej ręki. Nieważne, że boli, że będziemy powtórnie rozdrapywać już dawno zabliźnione rany. Najważniejsi są oni. Nie dadzą mi zapomnieć. Oczyma wyobraźni widziałam już tę żonglerkę słowną, wrzynającą się w moją świadomość, mającą na celu wepchnięcie mnie w pewien specyficzny sposób myślenia. Specjaliści wiedzą, jak to się robi. Podrzucą mi dymiące argumenty na złotej tacy. I co? Pozostanie tylko żreć, czekając na odruch wymiotny. A potem obrzucić ich artystycznym haftem nie strawionych w całości racji.
Weszłam do łazienki. Wyjęłam z szafki świeży ręcznik i powiesiłam na wieszaku. Poczułam się bardzo zmęczona. Zatkałam wannę i odkręciłam kurek. Z kranu popłynęła woda i już po chwili gorąca para otuliła wnętrze łazienki. Otwarłam drzwi na oścież. W domu nie było nikogo, poza mną i psem. Mogłam czuć się swobodnie. Dziewczyny wracały dopiero o szesnastej.
Rozebrałam się i wchodząc do wanny zerknęłam w lustro. Cóż... z prawami fizyki nie należy walczyć. Zmarszczki na brzuchu, pomimo względnie zgrabnej sylwetki niestety nie dodawały mi uroku. Upływający czas, prawo grawitacji, brak odpowiedniej gimnastyki zrobiły swoje. Delikatnie namydliłam całe ciało. Uhh... co za ulga. Zanurzyłam się po samą szyję i oparłam głowę o brzeg wanny. Zamknęłam oczy.

*

Na cmentarzu było cicho i pusto. Nad grobem mojego ojca stało kilka osób. Jedna z nich usiłowała podnieść płytę nagrobka. Na próżno. Przyglądałam się temu wszystkiemu z dość dużej odległości. Chciałam podejść bliżej i powstrzymać ten dziwny proceder. Niestety powietrze było tak gęste, że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Ogarnął mnie paniczny strach i pomimo przenikliwego zimna, oblałam się potem.
"Chce pani mieć kłopoty? Nie warto" - usłyszałam chrapliwy głos tuż za uchem. Wzdrygnęłam się, gdy lodowata dłoń dotknęła mojej szyi. "To była śmierć przez zadzierzgnięcie, rozumie pani? Zadzierzgnięcie!" Twarda łapa pchnęła mnie w kierunku postaci otaczających grób ojca. Upadłam twarzą w błoto. Ktoś z całej siły przygniatał mnie do ziemi. Nie mogłam złapać tchu. Coraz bardziej zanurzałam się w lodowatą maź. W oddali słychać było dzwony kościelne. Din don, din don, din don...

*

Wyskoczyłam z wanny, dławiąc się mydlinami. Cholerny domofon. Owinęłam się ręcznikiem i pobiegłam do aparatu, zostawiając mokre ślady na podłodze.
- Halo! - wrzasnęłam.
Nikt nie odpowiedział. Ktoś energicznie zapukał do drzwi. Odblokowałam zamek i szarpnęłam ogarnięta furią, mając na końcu języka wiązankę adekwatną do sytuacji. Na korytarzu stało fatum, miało głupkowatą minę i przypuszczalnie nie było sposobu, aby się go pozbyć. "To tylko złudzenie" - myślałam, mrugając intensywnie powiekami.
- Czego - wycedziłam powoli, opanowując się resztkami sił.
- Eee... tego, przepraszam cię Magda - upiór przeszłości najwyraźniej zapomniał języka w gębie - martwiłem się o ciebie. Pukałem już od dwudziestu minut.
Odwróciłam się i spojrzałam na zegar wiszący w przedpokoju. Wybiła czternasta trzydzieści.

Opublikowano

A mi się bardzo podoba. Nie zauważyłam tu smutku a raczej napięcie. Cięzko mi jeszcze powiedzieć coś o fabule bo wątki dopiero się rozwijają ale klimat jest ok. Ciągle dobrze się czyta :)
Bardzo mi się podobało porównanie przesłuchania do jedzenia. Udane.
Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy :)
K.

Opublikowano

przeczytałam najpierw I cz. a teraz drugą jes naprawdę ciekawa ! cikawsza jesli chodzi o treść od pierwszej, i jestem pod wrażeniem, piszesz ładnie dialogi, refleksje, wplatach coś z surrealizmu. tu widac zdecydowanie twój styl !
pozdrawiam słonecznie

Opublikowano

O, po przeczytaniu części pierwszej jestem trochę zaskoczona takim zwrotem akcji ale ciekawa jak dalej potoczy się ta historia:)
Póki co mogę powiedzieć, że bardzo zgrabnie i bardzo wciągająco piszesz. POzdrawiam :)

Opublikowano

Witam po przerwie :-). Obadałam tekst, ostukałam, osłuchałam i błądka-wielbłądka znalazłam. No to ciach go!

Jay Jay-u - ciągle coś mieszam, taki już gagatek ze mnie. Trzecia część mości sobie gniazdko obok klawiatury, aby zręcznym ślizgiem spłynąć na łamy tego forum :-))). Kurcze, jakaś blokada puściła (Panie, spraw, aby trwało to jak najdłużej!! Please! :-))). Dzięki za odwiedzinki/B.

Kasieńko - witam pięknie :-). Fakt, jest tu napięcie; fajnie, że tak to odebrałaś. Bardzo mnie cieszy, że Ci się podobało. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Pozdrawiam Cię serdecznie złotą jesienią :-)))/B.

Aksjo - kłaniam się i spieszę z pozdrowieniami :-). Mówisz, że tutaj zdecydowanie widać mój styl. Chyba masz rację, bo ja się najlepiej czuję w tym wydaniu. Żeby mnie tylko Vena twórcza nie opuściła. Pozdrówka/B.

Veggo - worek uśmiechów przesyłam na powitanie :-)). Historia dalej się toczy: trzecia część gotowa, czwarta co prawda raczkuje, ale założę konkretnego pampersa i żadne bombardowanko, mam nadzieję jej nie zniszczy ;-). Kłaniam się zamaszyście i... zapytowanko mam malutkie: czy znasz może jakieś magiczne zaklęcie na zatrzymanie Veny? Pa pa /B. :-))))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cóż Kochana, niestety ja owej Veny także nie potrafię zatrzymać w mych skromnych progach na dłużej i mi umyka, gdy jest najbardziej potrzebna;) Chyba taka już jej uroda;)

A póki co czekam na część III i na to, aż kolejnym pozwolisz wstać na nogi (w pampersach;) )
Pozdrawiam i dzięki za ten worek uśmiechów - jest nieodzowny;)
  • 4 miesiące temu...
Opublikowano

- Do widzenia pani Magdaleno. Dziękuję – wstawiłbym przecinek po „do widzenia”.
Zmarszczki na brzuchu - ? – może fałdy?
Zaczyna się rozkręcać. Wiem, że będzie ciekawiej, bo inne fragmenty przeczytałem już wcześniej, tyle, że „po łebkach”.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Sukces to jest moje drugie imię. Pisane z dumą zaraz przed pseudonimem. Jaki sukces? To że opublikowałeś kilka wierszy  w porannym wydaniu miejskiego szmatławca. To ma być sława autora? Zresztą kogo tak naprawdę? Po ki czort Ci ten pseudonim? Nie znam człowieka a tym bardziej autora. Dostałeś od redaktora  choć po pięćdziesiąt złotych za wiersz?     W głównej sali kafeterii,  unosił się piękny zapach czarnych ziaren,  liści herbaty, aromat maślanych ciastek  i perfum bogatych dam. Poeci zawsze okupowali najdalszy, najciemniejszy kąt. Wykluczeni poza obręb towarzystwa, dobrej zabawy i życia miasta. Ale nadal uporczywie  trzymali się powierzchni, jak zaschły, przypalony brud, nie dali się zmyć, zetrzeć, wymazać. Trwali, choć sami nie wiedzieli po co.     Urażony poeta, ściągnął przechodzącego obok ich stolika właściciela kafeterii. Obcesowo i niegrzecznie, przysunął go za łokieć ręki w której ten trzymał tacę z zamówioną przez kogoś kawą i cukierniczką. Drogi Jonaszu  czy Wy mnie znacie i poznajecie? Stary Żyd oburzył się mocno na takie zachowanie gościa ale odrzekł. Oczywiście, że znam.  Stary Jona zna wszystkich i wszystkich wita  z radością w swych skromnych progach. Pan jest klient mój złoty i zawsze wypłacalny. A czym się prawie wiesz? Pan jest inteligient jak i reszta tu przy stoliku. Poezyje mażesz do kajetu  i sprzedajesz do gazet. A pseudonim mój znacie i poezyje czytacie? Ja prosty Żyd co tojrę studiuję i boskie prawo  a nie poetów salony. Dla mnie poezją miłą  jest solidny utarg i interes  a nie krągłości niewieście. Gdzież Żyd do sztuki innej niż pieniądz, przepraszam panów wołają mnie. Uciekł wręcz między krzesłami  do stolika zajętego przez  parę jakiś młodych kochanków.     Trzeba mieć pseudonim. To podpis i alter ego artysty. Zresztą w cieniu jest nasze miejsce. My wolimy dym świec niż syk lamp gazowych. Widzisz sam zresztą  po pseudonimie nikt mnie  nie rozpozna na ulicy. Ani ja król ani żebrak. Szybciej szczur kanałowy.     Znów zalegasz z czynszem. Hrabini Cię wywali na pysk zbity, jeśli długu nie spłacisz do końca tygodnia. I nie pomogą słowa sprośne i lubieżne co się w ciało zamieniają  w jej sypialnianych piernatach. Wszystko się pójdzie chędożyć, jeno nie Ty więcej. Wszystkie plany i marzenia wrócą pod most. To nie Ameryka i sen o dolinie, gdzie dolary padają jak deszcz  rzęsiście z nieba. I można się w nich kąpać i tonąć. Tu Cię galicyjski upiór  trzyma w pręgierzu nędzy i chłosta po gołej rzyci batem  a Ty tylko kwiczysz jak zarzynane prosię.     A w radiu mówili, że w Hameryce głód,  nędza i bezrobocie większe niż u nas. Giełda się posypała. Nie mają na suchy chleb i omastę teraz. Zatem niech jedzą ciastka  jak my biedota inteligencka. Jona! Talerz maślanych dla nas jeszcze. Zostawię napiwek podwójny.     Po kawie i ciastkach  przyszedł czas na wieczorne piwo  a potem całonocną przepalankę. Bo dla nich jutra miało nie być. A sukcesem było to  by dojść jakoś do łóżka  i zasnąć pijackim snem. Bo kto widział by poeci, spali jak psy w zaułkach kamienic. Skuleni na ławkach w parku, lub nieprzytomni i zarzygani  na schodach klatek. Ale kto by się przejmował  skoro jutra dla nich nie ma.            
    • zerkamy w gwiazdy potem logujemy się w mętnej ciszy las ma kolor nocy taki nijaki ostatnia przyczajona butelka czeka na polanie   na Facebooku bez zmian obserwujemy przez lornetkę sarny i siebie
    • Węgry  Piszą, że wreszcie odblokują unijne pieniądze  Co się z nimi stanie  U nas zniknęły.  Mamy największe długi od 1945 roku.  Nawet unia to wytknęła. Teraz lada dzień pożyczka 160 miliardów.  W Rumunii już ją...rozbierają  Pozdrawiam.    Życzę Węgrów i Polsce wszystkiego dobrego.  Pozdrawiam 
    • ~~ Marcinek i Zbysio jakąś norę lisią chcą zająć .. Węgrzy - choć bratanki z Polską - nawalanki dość mają .. Znajdą inne kraje, które będą rajem - dlań bronią .. Tą nadzieją żyją; że pod Polską ryjąc - ich schronią .. ~~
    • Nowe okulary   Napiszę wiersz i co Lepiej nie będzie Nieostro Szaro i buro Ekran ugina się od wspomnień Wszystko się kołysze Litery skaczą, wywijają fikołki Ruch im szkodzi Połamane nogi suszą się na lampie Brzuszki ocierają o klawiaturę Szyja tkwi bezradnie w powietrzu Nie ma nikogo Kto dałby klapsa Całej tej zbieraninie Słów Spojrzeń i rozpacz W liczbie mnogiej skrzecząc odchodzę bez okularów sobie  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...