Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Późnym popołudniem ulubionego piątku przy ulubionej piosence otworzyłem książkę. Znalazłem ją już jakieś dwa miesiące wcześniej i całkowicie o niej zapomniałem. Mało znany autor, nieistniejące już wydawnictwo, brak pierwszej strony i spisu treści. Zaciekawiony co może być w środku zanurzyłem się w treść:
„ (...)Weronika nie umiała kochać. Kiedyś próbowała, a wieczorami ćwiczyła dialogi, żeby w razie potrzeby nie zabrakło jej słów. Zawsze zatrzymywała się w tym samym miejscu. Powtarzała wtedy trzy litery KOD. Nie potrafiła rozszyfrować słowa. Tnij wzdłuż, szybko, gładko, tępym nożem, dla satysfakcji, że inni tak nie potrafią. Dalej Weroniko chociaż to potrafisz. Tylko to i tylko ty, nikt więcej i nic więcej. Nie czekaj ani chwili dłużej. Weronika wyszła z zadymionego pokoju i skierowała się w stronę balkonu, z którego rozciągał się widok na klasztor, a raczej ruiny klasztoru. Stanęła przy barierce. Wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy, wyciągnęła dłonie przed swoje postarzałe, choć dwudziestokilkuletnie ciałko i gdy miała dokonać egzekucji, znów usłyszała głos. A jednak się boisz. Wiem, nie potrafisz, nigdy nic nie potrafiłaś. Całe życie udawałaś, całe życie sobą gardziłaś. Pozwól sobie chociaż raz być lepszą od innych. No dalej, nie ma na co czekać. Nie krępuj się, nie wstydź się, nie ma czego.Weronika usiadła pod różową ścianą balkonu i schowała twarz między roztrzęsionymi z zimna kolanami.(...)”
Gdy się obudziłem, książka leżała na podłodze a tuż obok niedopałek najdroższego na rynku papierosa. Paliłem ze względów estetycznych. Podobno w modzie panują nowe trendy – bezpapierosie. Ja jako oryginał zawsze chodziłem swoimi drogami. To ja jestem guru, żeby nie powiedzieć bogiem. To ja wytyczam nowe zbiegi okoliczności. Jestem kreatorem świata, architektem człowieczeństwa. Nawet świadectwo urodzenia mam wygrawerowane w sztabie granitu. Książka leżała otwarta. Podniosłem ją i kontynuowałem czytanie. Nawet nie spojrzałem czy książka była otwarta na stronie, którą czytałem przed zaśnięciem. Nic się dla mnie nie liczyło. Najważniejszym dla mnie elementem było w tej chwili czytanie tekstu.
Zabij się w końcu. Ile razy trzeba ci tłumaczyć, że to dla samej ciebie. W ten sposób pomożesz także i światu. Karykatura. Na pomniku napiszemy ci śmieszny wierszyk, żeby w piekle było ci w miarę wesoło. Weronika otworzyła zmęczone oczy. Czarny błysk zdradzał jej nieśmiałość. Chciała czuć do siebie wstręt, ale akurat nie umiała. Weszła do kabiny prysznicowej i nieumiejętnie odkręciła gorącą wodę. Jej smukła sylwetka była ledwo widoczna przez zaparowane szyby. Woda wyciekała na podłogę. Weronika poczuła niewymierzalne, nienazywalne ludzkim językiem ciepło. Tylko spojrzenie błyszczących jak krucze oczu, wymownie wyrażało stan w jakim się znajdywała. Zakręć wodę. Wejdź do pokoju i zamknij za sobą drzwi. Czekaj. Kobieta wykonała polecenia, które usłyszała. Gdy zamykała drzwi, zobaczyła swoje odbicie. Ziemista twarz, zapadnięte oczy, łabędzia szyja i piękne długie włosy koloru kasztanowego. Spójrz na siebie. Zobacz kim jesteś. Nie zamykaj oczu, nie płacz. Twoje łzy są niewarte, by mogły spadać. Popatrz w szybę, bo tam właśnie mieszka pani nikt.
Wstałem i podszedłem do okna. W moim zadymionym pokoju trudno było normalnie oddychać. Otworzyłem więc okno najszerzej jak tylko można było otworzyć. Wszedłem na parapet. Stałem w bezruchu przez kilka minut. Przez ułamek sekundy widziałem resztki zachodzącego nad ruinami klasztoru słońca. Ciebie też stworzyłem, zaprojektowałem – powiedziałem półgłosem. Ale cóż nikt nie jest doskonały, każdy może się pomylić. Zszedłem z parapetu i usiadłem na fotel. Szukałem wzrokiem jakiegoś czynnika, który mógłby powodować moje zmęczenie. Zapaliłem kolejnego papierosa. Książka leżała otwarta, znów na innej stronie. Przez otwarte okno wiatr przekręcił kilka kartek. Nawet nie wiedziałem czy na wcześniejsze czy na późniejsze strony.
„Weronika podeszła do telefonu. Wykręciła z pamięci numer. Znała go dobrze, kiedyś powtarzała codziennie w myślach tak dla pewności, w razie czego... . W słuchawce usłyszała automatyczną sekretarkę: ‘Gabinet doktora Olgierda Kamretywicza po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość.’ Nie zostawiła wiadomości. Odłożyła słuchawkę. Pospiesznym krokiem skierowała się do pokoju. Ubrała płaszcz i szybko wyszła z mieszkania.”
W tym momencie druk był tak słabej jakości, że nie dało się z niego nic wyczytać. Papieros dopalał się sam, a popiół spadł na podłogę. Nic nie szkodzi – pomyślałem. Dywany to tylko rzecz martwa, a nawet gdyby były żywe też nic by się nie stało. Nawet lepiej, gdyby dywany były żywe. Same mogłyby wtedy dbać o siebie. Zapaliłem nocną lampkę, bo już nie mogłem czytać po ciemku. Mimo wybornego wzroku bez światła słabo widziałem. Przerzuciłem kilka kartek.
„Kobieta wróciła rozdygotana. Trzęsła się z zimna a jednocześnie po jej twarzy spływały krople potu. Dzikimi oczami biegała po korytarzu. Weronika weszła do pokoju i podniosła rozdartą kartkę, która leżała na stoliku. Zaczęła czytać zamazany tekst:

(...) pamiętasz jak siedziałem na ławce?
później szedłem wsparty wiatrem
i zgrabnie rozmieszczonymi oczami
mordowałem każdą twoją myśl (...)


Nie chciała czytać dalej, ale jakaś wewnętrzna potrzeba poznania treści nie pozwoliła jej przestać.

(...) zjadam siebie od podstaw
nie liczę już odgłosu kroków
wtedy także jadłem ale dorywczo
kalkulacja to podobno grzech główny
zgadnij ile lat można za to dostać (...)

gdy cię widziałem po raz ostatni
kominy fabryki jeszcze dymiły
teraz nie ma już na co patrzeć (...)


Weronika usiadła na podłodze. Nie miała siły, nie miała chęci patrzenia na siebie, nie miała nic. Nagle jakby otrzeźwiała i zaczęła ćwiczyć dialog, który brzmiał bardziej monologicznie, gdyż sama sobie odpowiadała – Dzień dobry. Dlaczego pan tak na mnie patrzy? Tak, tak pamiętam, to ze względów bezpieczeństwa. Ale dlaczego nie mogę tego zrobić? Niech mi pan tylko nie mówi, że to jest wbrew regułom. To nie jest żadna gra? No co pan wygaduje. Proszę? Myśli pan, że nie znajdę pomocy? Pójdę do KOD... – w tym miejscu jak zwykle przerwała.
Obudził ją hałas. Więc znów śpisz? Tylko to robisz? A może się boisz, że gdy nie zaśniesz to ono wróci? Dlaczego mi to zrobiłaś. Zabij się, nie trać czasu. Nawet nie pamiętasz, która to była godzina? Spójrz na zegar, przypomnij sobie i się zabij. Nie zostało ci już wiele do zrobienia, tylko ta prosta czynność. Przecież potrafisz, tylko to potrafisz. Ja ci powiem, która to była godzina - 11:43. Jak zwykle w chwilach niemocy i bezradności, Weronika wyszła z mieszkania”
Była godzina jedenasta przed południem, gdy w kawiarni popijałem kawę. Uwielbiałem tę czynność. Patrzyłem jak po kostkach cukru przemieszczają się ssąco muchy. Fee paskudztwo, aż sam się sobie dziwię... Gdy tak sobie rozmyślałem, do kawiarni weszła kobieta. Ziemista twarz, zapadnięte oczy, łabędzia szyja i długie kasztanowe włosy. Poprosiła o mocną herbatę. Siedziała dłuższą chwilę w zamyśleniu i w bezruchu. Wyciągnęła z torebki kilka zdjęć, na jednym z których widniał zachód słońca na tle ruin. Kobieta wyjęła zapalniczkę i zaczęła podpalać kolejno zdjęcia. Papier fotograficzny cicho skwierczał. Dźwięk ten był nawet przyjemny i jednocześnie dziwnie znajomy, choć słyszałem go po raz pierwszy. Dopiłem kawę i niezauważony wyszedłem z kawiarni. Zaraz za mną wyszła kobieta, którą obserwowałem. Postanowiłem poczekać chwilę i iść za nią. Skręciła do parku. Tam usiadła na ławce, a ja zgrabnie rozmieszczonymi oczami mordowałem każdą jej myśl. Postanowiłem zostać filantropem i odpaliłem taniego papierosa. Pamiętam tę kobietę! Gdy ją widziałem po raz ostatni, kominy fabryki jeszcze dymiły, ale teraz nie ma już na co patrzeć. Ona się nazwała pani nikt. Kobieta wstała, rozejrzała się dokoła, wyciągnęła z torebki tępy nóż i cięła. Szybko i wzdłuż. Schowała twarz między roztrzęsione z zimna kolana. W tej samej chwili z kieszeni kurtki wypadła mi książka. Otworzyła się na ostatniej stronie.
„ Była godzina 11:43. Weronika całkowicie zsiniała. Da capo al segno. Od początku do znaku
Zanim doszedłem do mieszkania, słońce zaczęło zachodzić. Gdy byłem już w domu, wyjrzałem przez okno, by zobaczyć słońce na tle ruin klasztoru. Wraz z płonącym na czerwono słońcem płonęły także ruiny. Zrobiło się już całkowicie ciemno. Poczułem się zmęczony, więc postanowiłem iść spać.
Mamo, nareszcie jesteśmy razem – na ostatniej stronie książki.




http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=27401
KONIEC
----------------------------------------------------------------
P.S. Wkradł mi się błąd w tytule. Powinno być Da capo al segno

Opublikowano

Cóż by tu rzec... postmodernizm ogłosił, że to nic złego posklejać tekst z fragmentów innych tekstów, w końcu obrażano się za to nawet na Eliota. W tym wypadku 3/5 utworu to cytat - Coelho? nie dzierżę tego grafomana do tego stopnia, że aż boję się zapytać; zastanawia w takim razie intencja przywołania: ironia? satyra? serio?

i do tego wszystkiego tak smakowicie napisana środkowa część tekstu. Naprawdę trudno cokolwiek uogólnić.

Opublikowano

Zwracam honor :) skoro to zmyślenie to sprawa zmienia obrót i nabiera zupełnie fajnego charakteru, trochę (ładnie) zahaczając o teksty spod znaku tajemnej księgi.

Ech, starość nie radość, dałem się nabrać ;)

f.

Opublikowano

Cieszę się więc, że teraz sprawa zmienia obrót :)
A na marginesie przyznam się, że nigdy nie przeczytałem ani słowa napisanego przez pana Coelho.

Tekst to tylko fragment wrzucony na próbę. Chcę się przekonać czy ma sens dalsze rozwijanie. Mam koncept, który w powyższym fragmencie nie jest widoczny, chociaz są elementy, które mogą zdradzać co będzie dalej, kim jest Weronika, kim bohater czytający książkę.
Fabuła ma być pisana w formie "szkatułkowej" chociaż oczywiście niezupełnie (typowej szkatułkowej nie potrafię).
Pozdrawiam

Opublikowano

Wydaje mi się, że budowa szkatułkowa, bądź ramowa, nie nastręcza większych problemów, więc polecam trochę więcej wiary w siebie :) nie potrafię odpowiedziec na pytanie czy jest sens doklejać dalsze części, ponieważ fragmencik powyższy jest zbyt skąpy. Samodzielnie też nie wygląda najgorzej, choć oczywiście nie powiem, że jest to arcydzieło współczesnej prozy (też za skąpo). Najmocniejszym jego elementem jest środkowa część narracyjna, pomiędzy sfingowanymi cytatami. Skojarzenie z Coelho spowodowały - Weronika i chęć jej śmierci, znana mi z tytułu widocznego niegdyś całymi tonami na wystawach empiku. Teraz miejsce to zajął Dan Brown ;)

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Ja mam pytanie natury technicznej: jak udało Ci się zrobić kursywę? W moim tekście, w wersji oryginalnej, niektóre fragmenty są pisane kursywą, ale po wklejeniu całego tekstu, niestety prostują się. Co zrobić, aby cały czas udawały, że się po coś schylają? - Pytam poważnie
Tekst Twój przeczytam uważniej później. Teraz walą garami w kuchni i nie idzie się skupić :)

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Annna2 serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • A bobra paker, że zeżre? Kapar Boba
    • @Nata_Kruk  bywa że tak coś przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I mierzymy się z tym- chwilą, wspomnieniem. I wzbraniamy się z nimi, choć przecież wiemy, że i tak zmierzyć się przyjdzie.
    • Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń.     Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść.     Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop.       Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie.      W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł.      Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem.       Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni.       Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie.        Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
    • w odłamkach zwierciadła łąkę zrodziłeś ziemia czarna i strumyk płonie   że niby co że to już koniec   kwiaty zwiędłe i złote kłosy białe motyle złem nieskalane trup skowronka lecz pieśń została   czy miłość powróci przez lustro całe
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...