Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Lubił ją fotografować. Przed obiektywem miał ją tylko dla siebie, ją całą i tylko ją. Mógł dotykać jej włosów, słuchać jej śmiechu z siebie samej, rozmawiać w trakcie kolejnych ujęć. Siedziała wtedy zazwyczaj na jego balkonie w czarnej dopasowanej, jesiennej kurtce, kolorowym szaliku, piła gorzką kawę i mówiła. Nie zawsze spokojnie i nie zawsze rzeczowo. Czasem opowiadała co wydarzyło się na jej studiach, żartowała, wygłupiała się, a czasem siedziała zapatrzona w panoramę miasta z czwartego piętra. Płakała przy nim. Tak płakała. Nigdy o nic jej nie pytał, zawsze mówiła sama od siebie. Do niego, a może w tą przestrzeń. On tylko słuchał i fotografował.
Miał jej zdjęcia lekko uśmiechniętej, beztrosko roześmianej z rozwianymi włosami, zawstydzonej, kojąco spokojnej, skrępowanej, zamyślonej, zapłakanej, przejętej, zdenerwowanej. Cały album czarno-białych zdjęć – emocji. Przy niej patrzył i widział. Nie tylko delikatną twarz i zgrabne, lekko muśnięte słońcem ciało. Widział więcej. Tak, lubił ją fotografować.

Nigdy nie była femme fatale, pewną siebie kobietą sukcesu w każdym aspekcie życia, kolekcjonerką męskich serc, umysłów czy kart kredytowych. Była na to zbyt wrażliwa. Ale emanowało z niej coś, co przyciągało, co mówiło ‘podejdź, poczuj, dotknij’, co wzbudzało lekki podziw a zarazem chęć poznania. Może jej naturalna nieśmiałość, spontaniczny rumieniec gdy odwzajemniała uśmiech, a może kobiecość, która unosiła się wokół niej, kobiecość gęsta jak mgła. A może zupełnie co innego. W końcu widzimy ludzi przez pryzmat siebie i swych oczekiwań.
Owszem - atrakcyjna, pachnąca czekoladą i migdałami, wstydliwie pokazująca w uśmiechu szereg białych, dziecinnie małych zębów. Była ciepła. Ciekawa. Tak zwanego świata. Zapachów, dźwięków, obrazów. I jeszcze ciekawa tej wrodzonej pasji, która kłóciła się w niej z nabytą melancholią. Pasji do życia.

Tego dnia obudziła się łaskotana promieniami słońca, najpewniej ostatnimi tego roku. Leniwie odsunęła kołdrę - zimno. Właściwie mogłaby włączyć telewizor, zaparzyć dzbanek herbaty i spędzić tak dzień w nie dogrzanym mieszkaniu. Mogłaby tak przezimować aż do wiosny. Rachunki, zakupy, okna – aha...nie mogłaby. Sennym krokiem poszła do łazienki, wzięła gorący prysznic, założyła gruby golf, pogniecione dżinsy, włączyła radio, by obudzić mieszkanie. Upiła kilka łyków herbaty, potrząsnęła jeszcze mokre włosy, pozmywała kieliszki po wczorajszym babskim spotkaniu, sprzątnęła swoje parę metrów kwadratowych (Sobota? Sobota.) i wyszła w ten świat jesienny, szeleszczący kolorowymi liśćmi pod stopami. Drzewa już łysiejące, zmęczone, otoczone złoto – czerwonym dywanem, skąpane w październikowych strugach słońca wydały jej się takie ciepłe. Takie poczciwe – tego roku już spełniły swe zadanie, zasypiają. Otuliła się mocniej lekkim szalikiem, lubiła taką jesień, dawała jej poczucie bezpieczeństwa.
Na poczcie i w banku kolejki, w supermarkecie kolejki (sobota) z ulgą więc wróciła do domu, odczytała maile i próbowała przełamać się, i zafundować oknom wysoki połysk. I nagle pomyślała o nim. Nie dlatego, że nie miała planów na sobotni wieczór – miała. Anka z dołu wyciągała ją na rynek. Ale odmówiła, chciała odpocząć od znajomych, od piwa, wina, głośnej muzyki.
Odkąd Robert, mężczyzna, z którym ostatnio się spotykała, wyjechał na trzy miesiące do Stanów prowadziła intensywne życie towarzyskie. Jej znajomi dbali, a może to ona nadgorliwie sama dbała o to by nie zostawać wieczorami w domu. Chciała nie myśleć, nie tęsknić, nie siedzieć samej w starym dresie. Wysyłała maile, nocą rozpaczliwie go pragnęła, rano z przyzwyczajenia parzyła dwie kawy. Tęskniła. A teraz tak po prostu pomyślała o innym mężczyźnie, o tym który robił jej te niesamowite zdjęcia, choć nie z ich powodu pochłonął teraz jej uwagę.
Zadzwoniła z jednym tylko ‘mogę wpaść?’
Znała go od zawsze. Starszy o trzy lata, charyzmatyczny, spokojny. Małomówny. Kilka niezupełnie udanych związków, zainteresowanie fotografią – skrót ostatnich paru lat. I tak nie wiedziała o nim wiele więcej. Był dobry w tym co robił, miała tego świadomość, widział rzeczywistość z wielu perspektyw. Przeglądała czasem jego zdjęcia, miały głębię, miały klimat, miały jego styl. To jej wystarczało.
A teraz chciała z nim po prostu pobyć. Pobyć. Nie wiedzieć czemu. Nie dla zdławienia samotności, nie dla zapchania wieczoru, ani nie z potrzeby towarzystwa. Z potrzeby jego. Założyła kurtkę, owinęła się szalem, wzięła torbę i zamknęła za sobą drzwi.
Stanęła w jego progu i zobaczył ją we włosach rozwianych przez ten jesienny wiatr. Taką naturalną i taką namacalną. Weszła do kuchni, w której zawsze parzył im kawę i robił jakieś nieudolne kanapki na obiad. Uśmiechnęła się. Dopiero teraz uświadomiła sobie jak lubiła tą kuchnię, miała tu swój kubek, swoje krzesło i swój zwyczaj siedzenia na nim. Bałagan jak zawsze, ale bałagan przyjemny. Widok z okna na osiedlowy kiosk, parking i mały park. Tak się do niego przyzwyczaiła. Jego mieszkanie przepełniało ją spokojem.
Siedzieli tu teraz naprzeciw siebie jak zawsze, rozmawiali i milczeli. Jak długo, nawet nie wiedziała. Weszła do pokoju kuszona refleksami słońca wkradającymi się przez okno. To tak jakby chciało jeszcze ogrzać ich ostatnimi promieniami nim schowa się za horyzontem. Zawołała go i w tym momencie zauważyła rozstawiony naprzeciw okna statyw. Chciała takich zdjęć, tylko dla siebie. Nawet gdyby nie miały tylu walorów estetycznych, chciała stanąć naga przed jego obiektywem, tak by wpadające światło rozświetlało jej ciało. Zdjęła gruby golf, dżinsy, białą bieliznę. Czuła, że się rumieni.
Wziął aparat, znowu była jego, taka bliska. Ustawił. Zdjęcia robiły się same w trybie migawki, on tylko wybierał odpowiednie ujęcia, regulował statyw. I widział tą kobietę tak szczerą i swobodną przed nim, a zarazem zawstydzoną. Widział jej miękkie włosy, wąską talię, pełne piersi, czuł jej zapach i nagle zorientował się, że nie chce robić tych zdjęć, nie chce patrzeć na nią przez pryzmat obiektywu, a potem tęsknie dotykać jej policzków na odbitkach. Nie chce. Podszedł do niej powoli, na tą drugą stronę. Patrzyła na niego, wiedziała. Stali tak kilka sekund a może kilka minut, gdy wreszcie odważył się dotknąć jej ramienia. Wędrował dotykiem po jej dłoniach, rękach, karku, nie przerywając kontaktu wzrokowego, tej niewidzialnej więzi bliskości. Nie przeszkadzały im błyski flesza. Zdjął koszulę, ujął jej twarz w swe szerokie, męskie dłonie, podszedł bliżej a ona przylgnęła do niego z całą swą tęsknotą. Żadnych dźwięków, prócz ich przyśpieszonych oddechów. Całował ją tak zmysłowo i zapamiętale, całował ją jak nikt jeszcze...


***


Zimowy śnieg, ten cudowny, miękki, biały puch przeobrażał się właśnie w paskudną chlapę. Po chodnikach płynęły strumienie błota, jakby tego było mało padał deszcz. Szła pod parasolem, obładowana książkami i zakupami. Marzec. Gdy doszła do swej kamienicy w butach miała już kałużę, a w reklamówkach doniosła dodatkowo kilka litrów wody. Weszła do pustego znów mieszkania - Robert wyprowadził się na początku roku, rozstali się. Zmienił się po powrocie.
Odgrzała zupę od Anki, przebrała się w ciepły dres, wyciągnęła pierwszą lepszą książkę, położyła się na kanapie z zamiarem czytania, jednak deszcz miarowo uderzający o parapet uśpił jej zmysły. Gdy się obudziła, na dworze było już ciemno. Zaparzyła herbatę i przypomniała sobie, że nie wyjęła rachunków ze skrzynki. Zeszła na dół, przekręciła kluczyk i prócz znajomych kopert zobaczyła w niej jedną grubą, brązową. Weszła do siebie na górę i w przedpokoju wyciągnęła z niej brązowy, ręcznie zrobiony album ze zdjęciami.
Sztywne kartki, połączone czerwoną wstążką. W środku zdjęcia z tamtego sobotniego wieczoru, kiedy dała mu siebie całą. Zdjęcia, których nie widziała pół roku. Mężczyzna, którego nie widziała pół roku. Cały album najintymniejszych i najpiękniejszych przeżyć. Oglądała go ze łzami w oczach, oglądała go dziesiątki razy aż nagle poderwała się do telefonu.

Opublikowano

pierwszy akapit przeniosłabym gdzieś dalej, nie podoba mi się zaczynanie od takiego "wprost" opisywania postaci. Innych uwag nie mam, podoba mi się, nawet bardzo mi się podoba. Liczę na dalszy ciąg. I dziękuje za ten klimat października :)

Opublikowano

Z tym wstępem to jest tak, ze miał on być ciągiem dalszym innego opowiadania, a tu wyszło mi nowe;)także pomyślę, gdzie by go 'wcisnąć', dzięki za uwagę:)

Opublikowano

kurcze czytałem już kiedyś podobne opowiadanko, z jedną różnicą, że tam zamiast fotografa był malarz. I pierwsze moje odczucia były krytyczne, lecz przeczytałem sobie tekst jeszcze drugi raz i stwierdzam, iż sam bym chciał pooglądać te zdjęcia (-: (faceci =esteci tylko by się gapili na płeć piękną, ale cóż zrobić, taka jest już nasza natura)
co do samego tekstu to jest w nim coś takiego co sprawia, że zostaje w pamięci. Więc czekam na c.d mam nadzieje ,że będzie równie wciągający
nisko się kłaniam i pozdrawiam

Opublikowano

Jestem zaskoczona tymi pozytywami, niezmiernie, oj niezmiernie;)
Dziękuję i cieszę się, że tekst 'coś' ma w sobie, tymbardziej, że to dopiero drugi.
I właściwie na tym miało stanąć, tak się miało zakończyć moje opowiadanie, ale ok skombinuję jakiś cd;)

Opublikowano

Literatura kobieca ale ja lubie teksty kobiece poniewaz kobiety maja duzo wiecej do powiedzenia. Twoja bohaterka tez.
Mam jednak kilka drobnych uwag...przepraszam, za to ze sie czepiam.

1) "w koncu widzimy ludzimy, przez pryzmat samych siebie i wlasnych oczekiwan."
brakuje mi tu jednego slowa: w MILOSCI. Jest to tez cecha bardzo negatywna moim zdaniem powinienes(powinnas) o tym nadmienic slowem niestety lub a szkoda.

2)" teraz chciała z nim po prostu pobyć. Pobyć. Nie wiedzieć czemu. Nie dla zdławienia samotności, nie dla zapchania wieczoru, ani nie z potrzeby towarzystwa. Z potrzeby jego. Założyła kurtkę, owinęła się szalem, wzięła torbę i zamknęła za sobą drzwi" - czyli jest bohaterka negatywna bo sie zwyczajnie puszcza i dlatego miesza sie ta opowiesc.
Z pozoru, wrazliwa kobieta, zyje kazdym dniem, jesiennym rowniez ale dla mnie jest niegodna zaufania. Nie widze w niej nic nadzwyczajnego. Lubi sie rozbierac idzie z jakims fotografem do lozka. Nic ich przeciez nie laczy...?

Technicznie raczej bez uwag. Bardzo mi sie podobalo, jest klimat, jest intymnosc, jest tesknota, jest moja ulubiona pora roku, jestzwyczajnosc zycia, ale ONA mnie nie przekonuje, nie chcialbym miec z nia nic wspolnego.
Naprawde dobry tekst.

p.s :

Zauwazam pewne podobienstwo do mojegoulubionego filmu.
Tam bohaterka, Valentine, jestw podobnej sytuacji. Teskni (wrazliwe kobiety osiagaja w tym mistrzostwo swiata), spi nawet w jego kurtce, ale nigdy nie przespalaby sie z innym.Zeby bylo smieszniej jest fotomodelka i odrzuca amory fotografa :) Bardzo wyrazne podobienstwo:) i to cechuje wspaniale kobiety...dlatego uwazam, ze twoja pani jest beee.
Mimo wszystko podobalo mi sie.

Opublikowano

Piotrze, nie czepiasz się, po to m. in. tutaj publikuję by usłyszeć (przeczytać;) kilka uwag czy wskazówek, zawsze można się czegoś nauczyć, więc nie przepraszaj.

Ale pozwolę sobie popolemizować:)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Owszem, w miłości często, jednak nie tylko - z reguły lubimy/kochamy/akceptujemy kogoś, bo nasze wyobrażenie o nim, czasem zbyt wyidealizowane, jest stworzone przez nas i nam odpowiada. Stąd też moje uogólnienie. Nie muszę kogoś kochać, by mieć swoją 'przyjazną' lub jakąkolwiek inną wizję jego.



To zdanie akurat nie powinno sugerować, że bohaterka się puszcza;)W mojej intencji akurat nie było ukazanie jej jako 'tej złej'.
Czy lubi się rozbierać? Hmm..skoro byla jego modelką, pozowała mu, robił jej więc również akty (wcześniej) - tam była taka aluzja: ' Przy niej patrzył i widział. Nie tylko delikatną twarz i zgrabne, lekko muśnięte słońcem ciało.';)Rozebrała się przy nim juz pewnie wielokrotnie, pod 'służbową przykrywką';)
Fotograf z kolei nie był 'jakiś' bo był jej w pewien sposób bliski - znała go lata, rozmawiała z nim o wszystkim, zwierzała mu się, chciała z nim przebywać, czuła się spokojna w jego mieszkaniu, a więc właściwie przy nim samym. On natomiast jej potrzebował, tęsknił może trochę nieświadomie, znał na wylot, akceptował.
Nic ich nie łączy?

Czy idzie z nim do łóżka? O tym nie wspomniałam:) I na razie ciii..chosza:)

Bawię się w tekście może trochę niedomówieniem, ale lubię w ten sposób pisać - namieszać, pokomplikować, w każdym bądź razie próbuję rozbudzić wyobraźnię.

Tak czy inaczej cieszy mnie, że bohaterka jest dla Ciebie 'jakaś', że wywołuje emocje, choć widzę, że ja Ciebie do niej niestety nie przekonam:) Ja mogę tylko podziękować za uwagę, i czas poświęcony mojemu tekstowi - doceniam:)

PS Filmu niestety nie widziałam, może podaj tytuł, skoro nieświadomie napisałam tekścik o podobnej tematyce to może sobie obejrzę:)
Opublikowano

Trzy kolory "czerwony", jak obejrzysz to mnie w pełni zrozumiesz i obraz ten na pewno Cię zafascynuje bowiem jest to bardzo podobna tematyka. Dramat egystencjalny. Bohaterką jest kobieta - fotomodelka. Przekonasz się sama. Film jest o przyjaźni, o zdradzie, o miłości o tęsknocie. Poprostu perełka.
Co do tekstu, jeszcze raz duże, duże brawa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @viola arvensis :) dziękuję     
    • A z rei mi zakała dała Kazimierza
    • Kluczowe jest: "nie co oni robią, ale co sami sobie robicie". Inny wektor spojrzenia daje szerszą perspektywę. A tekst wart uwagi, może komuś pomoże. bb
    • Muzo, ramadan. Ada ma rozum
    • ------------------------------ ##  ALEKSANDRIA  (W Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza  Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, jednym się stają w śnie mym, I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie mara, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach,  Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tą sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem,  Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach,  Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że chwilę tą sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowaleś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozbiły w pył – Więc nie uciekaj w tanie "tak, ale', Co  'dlaczego' i 'więc' zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź, jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o 'jak' i 'bo'. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, Któremu kod złamano, przekreślono krzyż - Zażegnać już nie możesz nic, więc - Przeżegnaj się bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki - Στυξ     DNO CEN [Zwrotka 1] Wszyscy wiemy, że kości są felerne Lecz rzucamy, zaciskając kciuk. Wiemy, że wojna przyniosła korzyści wymierne; Wszystko poszło wybornie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka  to sztos Biedni dalej bez grosza, bogatym pęcznieje trzos  Już taki los Tak chce Pana głos [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę  I posiedli wiedzę, że kapitan to łgarz  I poczucie, że w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł... Wszyscy zapatrzeni w konta stan: Każdy na  bombonierkę  ma smak z dyskontu  I bukiet  że stu róż.. Tak tu jest tuż [Zwrotka 3] I wszyscy wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wszyscy wiedzą, że mi jesteś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wszyscy wiedzą, że święty ci małżeński próg Lecz tak gorąco monitują do Twych ud Że musisz przyjmować, jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat tu, Taki ciągniemy drut, Tak czytamy z nut Maestra Ubu, Hołd  składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] I oboje wiemy,że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że albo ja, albo ty I wiemy, że żyć nie umierać  Jak pociągnąć kreskę filmu Biała Śmierć Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty, Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak Nel Staś; Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś  [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia  Wiemy, że po kościach rozeszła się, idź się lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia  To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról  Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół  To, co wszyscy wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak realizowałaś ten sam cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel  Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat: Jak się dobrze przyjrzeć, Najświętsze Serce jest pełne łat, Z I zaraz pęknie jak Albert brat, Wiemy to od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ICH ATME GESANG. Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń  Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu - Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam tak: Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam - Tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam Alleluja, mój hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym  To dzięki tobie śpiewam - Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń  Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil - Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój  jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat - Życie to śpiew, i śpie-wam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat.. Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur jest ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł  - Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty - dajesz mi śpiewać, śpiewać mi  Śpiewać ci... Ich atme Gesang -   ------------------------------ ## [BEL CANTO ] Słyszałem, że był tajemny ton, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol,  uniesienie w dur Zagubiony król komponuje "Alleluja"... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki  swe Jego piękno i  księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci  A z twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje?  W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewasz w ten czarny czas Nie przeczyste, lecz pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Próbowałem, lecz nie udała mi się żadna rzecz Nie czułem nic,więc chciałem dotknąć jądra treść  Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i  Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokójc znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk; Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To - z zimne zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w twym gąszczu spraw, Lecz dziś mi już nic nie pokazujesz...  Czy pamiętasz - gdy dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew,, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość jednej rzeczy nauczyła mnie - Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask - To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיליון נרות דולקים אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci; Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą , Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać mi. Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by nadzieja pokonała strach, Jeśli tak zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to śmiertelny wróg, I dać, by odszedł ten strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa (Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won!)  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...