Lynch Monroe Opublikowano 15 Sierpnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 15 Sierpnia 2005 Tak bardzo chciałabym już nie czuć, o miłości i nienawiści słyszeć tylko w opowiadaniach szeptanych mi do snu. Nigdy tak naprawdę, nigdy tak mocno nie żywić ich w sobie. Nie znać ich. Byłoby mi lżej... Albo przynajmniej wiedzieć, że Ty gdzieś istniejesz... Moja mała łupinka po orzechu, który został zjedzony przez bogów grających w strategiczną grę naszego życia, płynie ku ciemności, zanurzona w niej do granic możliwości. Nie wiem gdzie jestem, co jest przede mną, co było za mną. Co będzie, kiedy mnie już nie będzie. Co będzie, gdy Ciebie dla mnie nigdy nie będzie. Gdy nigdy nikogo dla mnie nie będzie. Zamaczam swoją małą rączkę w tej wodzie, co jest pode mną. Obmywam swoją twarz. Wiatr zbiera z mojej twarzy jej krople. A potem schylam głowę, i po mojej twarzy zaczynają płynąc łzy ciemności, łzy braku sił, łzy kurewsko ciężkiej samotności. Jest nas na tym oceanie wielu, ale jak trudno jest tu kogoś spotkać. Każdy z nas dryfuje w inną stronę, a nasze drogi nie przecięły się jeszcze. Każdy z nas mówi o pięknie tego dryfowania, w głębi serca czując tylko jego ból. Przez tyle lat płyniemy samotni, aż w końcu nasze łódki przegniłe, rozpadają się. Spadamy w cichą przestrzeń tego oceanu i upadamy obok człowieka, który był nam pisany, który umarł jednak o sekundę za wcześnie. Czekał na nas w tym miejscu, ale jego łódeczka przegniła, gdy nasza dryfowała ku niej z oddali. I spotykamy się miliony kilometrów pod wodą, tam, gdzie żyją już tylko niemi, niegotowi już by móc mówić o miłości, powoli rozkładający się. Nasze ciała w jednym miejscu zamienią się w ten sam proch. Przez całe życie myśleliśmy o sobie, nazywając się wymarzonymi kochankami, a dopiero śmierć rzuciła nasze ciała w jedno miejsce. Nie widzieliśmy się nigdy. Nigdy nie czuliśmy dotyku własnych rąk. Ale myśleliśmy o sobie, nie wiedząc, że to robimy... Ale zostały już tylko echa naszych imion, odbijające się w nieistnieniu. Niestety, zaledwie sekunda nie pozwoliła nam być nigdy razem....
melisa Opublikowano 15 Sierpnia 2005 Zgłoś Opublikowano 15 Sierpnia 2005 Smutek, samotność, uczucia zasługują na współczucie. Co do tekstu nie mam recenzji, nie da się czegos takiego skomentować.
natalia Opublikowano 15 Sierpnia 2005 Zgłoś Opublikowano 15 Sierpnia 2005 trochę rozwleczone... w trzecim akapicie tyle razy powtarzasz "moje moja mojej" jakbyś nie miała zaufania do czytelnika, że wie o kim piszesz w chwili obecnej i nie potrzeba mu o tym co krok przypominać - to źle brzmi; opis płynięcia, spadania, czekania można by poprawić, nie najlepiej się czyta stylistycznie; niby dramatycznie zaczynasz a wcale nie czuję odpowiedniego nastroju po przeczytaniu, żadnego smutku, czy dreszczy.... szkoda, może innym razem :) moja osobista uraza do nadużywania słowa "nigdy" również została tu wystawiona na próbę... siedem razy na tak krótki tekst to naprawdę dużo; prócz tego kilka błędów interpunkcyjnych (przed "i" nie stawiamy przecinków itp.) oraz wspomnianych stylistycznych, przeczytaj spokojnie tekst na głos to sama wyłapiesz zgrzyty, powodzenia :)
Leszek_Dentman Opublikowano 19 Sierpnia 2005 Zgłoś Opublikowano 19 Sierpnia 2005 Kwestie techniczne omówiła Natalia, więc tę sprawę zostawiam. Wrażenia artystyczne- podoba mi się twoja miniatura.
Katarzyna Brzezińska Opublikowano 20 Sierpnia 2005 Zgłoś Opublikowano 20 Sierpnia 2005 Mi też się podoba +
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 22 Sierpnia 2005 Zgłoś Opublikowano 22 Sierpnia 2005 subtelnie i kobieco, więc słowo ''kurewsko'' raczej słabo pasuje :/ jest nieźle, postaram sie Ciebie czytać nadal w miare możliwości
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się