Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dla j.renaty w podziękowaniu

Warszawa, jest godz.8.00 a ja zagubiona w podziemnym labiryncie tunelów, próbuję wydostać się stamtąd lecz z marnym skutkiem. Nie wiem czy to zmęczenie dziewięciogodzinną jazdą autobusem daje się tak we znaki, czy z braku orientacji w przestrzeni krążę i krążę bez końca.
Z jakiej by nie było to strony, gdy wychodzę za każdym razem znajduję się w tym samym miejscu. To jakiś absurd! W pewnym momencie czuję się jak bohater jednej z powieści Franza Kafki. Na dworze okropnie; leje jak z cebra, jestem przemoknięta, zmęczona. Nawet do głowy nie przychodzi aby przedzwonić do kogokolwiek, bo co im powiem; że czuję się samotna, zagubiona w wielkim mieście?
Jakimś cudem wychodzę naprzeciw Pałacu Kultury i Nauki, powoli wraca do mnie umęczony rozsądek i zaczynam racjonalnie myśleć.
Na wystawie „Mózg”, siłą woli równoważę wpływ lewej i prawej półkuli na spostrzeganie tego, co się dzieje wokoło. Niczym na równiku układam myśli: między odbiorem poprzez uczucia, intuicję a logicznym myśleniem i spostrzeganiem przestrzennym.
I udaje się! A co ma się nie udać.
Lubię ten trzask w głowie, gdy koncentrując się, tworzę nowe połączenia między neuronami.
Z rozłożoną mapą wjeżdżam na trzydzieste piętro Pałacu, który jest również dla mnie drogowskazem dla nie znających miasta turysty. Jest wciąż najwyższym budynkiem w kraju (234,5 m). Przede mną panorama miasta: Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, Aleje Ujazdowskie, Trakt Królewski. Już wiem gdzie będę podążać, jakie miejsca zwiedzać.

Stolica! Miasto jak miasto... Strumienie ludzi, sznur samochodów. Czuje się pośpiech i niecierpliwość na twarzach wielkomiejskich introwertyków.
Podążając przed siebie widzę, że w Warszawie przestrzeń jest rozciągnięta wzdłuż i wzwyż. Nie tak jak w Koszalinie; ciasne uliczki, niskie poniemieckie kamienice stwarzają poczucie bliskości i wszystko mogę ogarnąć wzrokiem.

Zwiedzanie zaczynam od Muzeum Narodowego.
Lekko - od gabloty do gabloty - prawie na palcach, w zwolnionym tempie poruszam się zauroczona. Grecja to dla mnie: subtelność, zmysłowość, rozkosz! Świat podporządkowany idei: Piękna, Dobra, Prawdy. Oglądam rzeźby eterycznych bogów o pięknych, idealnych kształtach. Jednak nie przemawiają do mnie tak bardzo, jak mocno wyrzeźbione muskuły rąk, atletyczne lecz pokaleczone torsy mężczyzn dłuta Adama Myjka. Artysta tworzy prace pełne dramatyzmu i ekspresji które można oglądać w Zachęcie.

W Grecji przeznaczenie zwane też Ananke decyduje o tym, jak będzie wyglądać życie. Więc nie jest to do końca tylko Arkadia, kraj szczęśliwości. Fatalizm bohaterów jest tłem dla greckiej tragedii, a „Król Edyp” Sofoklesa jest najpiękniejszym tego przykładem.
Jednak chrześcijaństwo złamało ten porządek, twierdząc, że mamy wolną wolę i sami (w jakimś stopniu) możemy kształtować własne życie. Chociaż rzeźba X. Dunikowskiego „Fatum” która jest ozdobą parku w Królikarni, przypomina, że nachylona nad człowiekiem Ananke kładzie się cieniem na całe nasze życie.
W sali poświęconej kulturze Egiptu wyczytuję zaklęcia, magiczne rytuały, modlitwy kapłanów, które pomogą wejść umarłym do krainy Ozyrysa. Jedno wiem na pewno, nie cała umrę. Moja dusza przez Egipcjan zwana KA pozostanie pod warunkiem, że na szali dobra – zła, przeważać będą dobre uczynki. A więc pojęcie grzechu nie stworzyli hebrajczycy.

Idę piętro wyżej zobaczyć wystawę Władysława Hasiora. Toż to mój ziomek, jego „Płonące Ptaki” są znakiem rozpoznawczym Koszalina!
Oglądając sztandary wykonane techniką paczwork (łączenie materiałów o różnorodnej fakturze ) przemykają mi w pamięci; wiejskie jarmarki, zapusty, procesje w Boże Ciało. Są to dla mnie miłe, ciepłe wspomnienia przesiąknięte tajemnicą związaną z sakralną przestrzenią w którą wchodziłam będąc dzieckiem.
Zamiast twarzy Madonny z dzieciątkiem powklejane są zdjęcia Ewy Demarczyk, laleczki z powbijanymi igłami i pourywanymi rączkami- jestem zaszokowana.
Sądzę, że dla przeciętnego turysty cenna będzie tego typu informacja: ”Hasior denerwował, drażnił dlatego, że jego sztuka nie do końca była abstrakcyjna, a właściwie składała się z zupełnie znajomych, codziennych przedmiotów, którym artysta nadawał nowe formy i sensy. - "Wywodzę się od Janka Muzykanta" pisał. (biuletyn)

Zmęczona nadmiarem wrażeń, resztkami sił wlokę się do Ogrodu Saskiego, zaprojektowany po to, aby koić zmęczone oczy i odpocząć. Szum fontanny, Gracje zapatrzone w siebie, a może w dal, stwarzają wokoło miły nastrój.
Lecz podążając za wzrokiem J. Piłsudskiego, ustawnego na cokole na przeciw Ogrodu Saskiego, widać w oddali Grób Nieznanego Żołnierza, który przypomina dumne karty historii. W tym miejscu niemożliwe jest zapomnieć o bohaterstwie żołnierzy, choć współcześnie słowo „patriotyzm” jest z lekka wyświechtanym pojęciem, lecz nie w każdym miejscu. Trzeciego sierpnia, Rocznica Powstania Warszawskiego obchodzona jest w stolicy minutą ciszy.
W Pałacu Ujazdowskim można oglądać zdjęcia przypominające o tragicznych losach stolicy. Obrazy pożogi zatrzymane w kadrze aparatu fotograficznego; rozdarte, spękane domy zioną pustymi oczodołami. Pogruchotane ściany, szkielety domów odarte ze skóry. Nikt nie krzyczy, nie słychać: dział artylerii, syczących ogniem kulomiotów. Zdjęcia wypełnione są ciszą. To już koniec, dym opadł...
Tylko w pobliżu pamiątek brakuje mi „dopowiedzenia” choćby w formie relacji naocznych świadków, jak to uczynił w swoich wierszach Krzysztof Kamil Baczyński:

„Miasto jak obryw trumny.
Rozrąbane żelazem, utulone snami
nie nasycone płaczem, nie spełnione chwałą.
Gruzy jak kości rozrąbane dymią.
Nie umiem matko nazwać, nazbyt boli
nazbyt śmierć uderza zewsząd.”

Czy też E.M.Remarqe jako niemiecki żołnierz pisał:

„Mieliśmy osiemnaście lat i rozpoczęliśmy miłowanie świata i istnienia – musieliśmy strzelać do niego. Jesteśmy (w tym) zjadliwi i brutalni i smutni i powierzchowni – myślę, że jesteśmy zgubieni ”(fragm. książki „Na zachodzie bez zmian”).

Dziś zabytki architektury stoją w pełnym blasku. Stare Miasto, tablice pamiątkowe, groby powstańców przypominają, że pamięć w stolicy nie jest martwa.

Idę do następnej sali Pałacu Ujazdowskiego.
Wchodzę w przestrzeń współczesnego absurdu, która zewsząd uderza swą gwałtownością, dźwiękiem, obrazem. Burzy mój spokój, wydobywają z podświadomości ukryte lęki, niepewność.

Ps. Czy wkleić ciąg dalszy?

Opublikowano

"Zagubiona w labiryncie tunelów bez końca, próbuję wydostać się stamtąd, bez skutku...
Nawet do głowy minie przychodzi aby przedzwonić do kogokolwiek bo co im powiem, że czuję się samotna, zagubiona w wielkim mieście?" ten obrazek to alegoria warszawskiego życia, życia w wielkim mieście, funkcjonowania w ogromie jako mały trybik; jednakże, UWAGA...
Kolejna odsłona: kobieta na szczycie
tak, stąd perspektywa jakże inna, tu wiemy, że możemy wiele, możemy ocenić...sytuację
czyżby/?/
czy kobieta zdoła się z tym sama zmierzyć?
do tego niezbędny jest odpowiedni nastrój, a także wrażliwość
sztuka
historia
a w koncu bliskość natury
"Warszawa da się lubić" -to nie tylko krótka relacja z pobytu w wielkim mieście
to przeżywanie świata przez współczesną kobietę, przez współczesnego człowieka; to droga przez zawiłe tunele do natury, i,
gdzieś w tym całym pędzie pamięć o naszych korzeniach
-to ewolucja, nie tylko literacka...
//z gorącymi buziakami// no pewnie, że pisać ciąg dalszy /ciekawość nie da mi zasnąć, a może to te dwa kieliszki wina/?////

Opublikowano

... a ja żyję, żyję w tym mieście ... :)) to co opisujesz z punktu widzenia kogoś, kto zatrzymał się tu na chwilę dla mnie jest codziennością...nie wspominasz nic o moim ulubionym miejscu, gdzie za plecami zostawiam całą tą wielkomiejską industrię, tam gdzie Chopin, liśćmi szelestem fantazjuje, gdzie pawie, i spokój niebiański zastaję na kilka chwil.

Mimo wszystko wielkie dzieki.

P.R

Opublikowano

j.renata - buźki A CO! to dla ciebie w podziękowaniu, dzieki tobie mogłam to zobaczyć, odczuć.
tak... bez wewnętrznej pewności siebie, po co to robimy, jaki to ma sens nasze zycie rzeczywiscie może wygladać jak kręcenie sie wkółko i wkółko.

Piotr
wyprzedziłeś moja narrację! tak będzie i park z Chopinem w tle, urokliwy Park Łazienkowski i coś o matamorfozie stolicy...
dzięki za koment i do poczytania.
pozdrawiam

Opublikowano

"Zagubiona w labiryncie tunelów bez końca, próbuję wydostać się stamtąd, bez skutku" - to najgorsze zdanie w tym sprawozdaniu, czy raczej zauroczeniu.

Dawno nie byłam w stolicy - chociaż mogłam. Było kilkanaście okazji, ale mam jakiś do niej żal, czy nawet od niej odrzut. Chyba przez polityków, premierów i cały ten rządowy bałagan, nie wiem! Jednak nie ciągnie mnie w tamtą stronę NIC! A szkoda! To przecież nie dość, że stolica mojej ojczyzny, to historyczne i piękne miasto. Jednak "warszafka" to ironia i złośliwość. Tak czuję.

Dzięki za spacer - coś jednak drgnęło w sercu. Pisz cd., a pewnie dam się skusić i ja na wizytę, chociaż zaproszona się jeszcze nie czuję.

Opublikowano

Shibbi
cieszę się że w jakims stopniu zachęciłam cię abyś jednak polubiła stolicę!
Zbyszek
zastrzeliłeś mnie swym komentarzem! ja przewodnikiem hm... wirtualnym tak, czemu nie!
dzięki i pozdrawiam Was

Opublikowano

Zaczynasz po dziennikarsku. Wolno Ci, ale powinno to wyglądać tak:
"Warszawa, godzina 8:00, a ja, zagubiona w podziemnym labiryncie tunelów",
lubtak:
"Warszawa. Jest godzina 8:00, a ja, zagubiona w podziemnym labiryncie tunelów"
Nie wiem czy to zmęczenie -Nie wiem, czy to zmęczenie
Z jakiej by nie było to strony- paskudny rusycyzm
Powieść Kafki powinnaś wymienić z tytułu, a nie poprzestać na ogólnikach, bo z tego nie wynika, że czujesz się jak jej bohater dlatego, że plącześz się nieustannie w tym labiryncie, czy dlatego, że leje, jak z cebra
wychodzę naprzeciw Pałacu Kultury - szliście naprzeciw siebie?
na spostrzeganie - postrzeganie (dostrzeganie)
I udaje się! A co ma się nie udać.- Na końcu znak zapytania (ostatecznie wielokropek)
który jest również dla mnie drogowskazem dla nie znających miasta turysty.-zagmatwane i niejasne
patchwork
nadawał nowe formy i sensy.- te sensy mi nie pasują- albo sens, albo znaczenia
do Ogrodu Saskiego, zaprojektowany po to, aby koić zmęczone oczy i odpocząć- zaprojektowanego, aby koić zmęczone oczy i dać odpocząć (lub coś w tym stylu)
Lecz podążając za wzrokiem J. Piłsudskiego- to jednak nie jest Piłsudski, lecz jego posąg
Rocznica Powstania Warszawskiego obchodzona jest w stolicy minutą ciszy. -czczona
zioną pustymi oczodołami- to jest przenośnia, dodałbym więc "okien"
Czy też E.M.Remarqe jako niemiecki żołnierz pisał: początek tego zdania sugeruje, że jest dalsza część zdania złożonego, a tak nie jest- do poprawki

To ty w ciągu jednego dnia tyle zobaczyłaś i masz ciąg dalszy? Tytan turystyki jesteś.
Oczywiście, że powinnaś wkleić.

Opublikowano

przewodnik pisany przez poetkę ;
impresje warszawskie;
napisane ciekawie i ponętnie;
i to zdanie: "mieliśmy osiemnaście lat......"
i ostatnie dwie strony tej powieści,
znam od mlodości ,na pamięć;
pozdrawiam - jacek.

Opublikowano

Leszek połączenie Twojego warsztatu i mojej pasji pisania...hmmm...niezły tandem!
ale i tak jest ciekawa zabawa!

jacek
swoim komentarzem wprowadziłeś klimat...własnie taki w jakim pisałam - zauroczenie!

pozdrawiam i dziekuję

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Trzeba sobie zainstalować własny kasownik szumu. Widziałem taki na falmach o katastrofach lotniczych, jak odczytują "czarne skrzynki" 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest inna logika, jak sądzę, ten BB może obronić przed niebezpieczeństwem. Jak widziałeś film "6 dni 7 nocy", z Harrisonem Fordem, tam jest taka scenka:   Robin: I thought, that’s what women wanted Quinn: What? Robin: Men who weren’t afraid to cry, who were in touch with their feminine side. Quinn: No, not when they’re being chased by pirates, they like them mean and armed.   Pozdr.     
    • Z Wami Panie rozmowa jak ze starym, siwym, dawidowym handlarzem.  Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy  ani głupszy. Ani w pełni zadowolony, ani zdradziecko oszukany. Rzeknijcie na rany Chrystusa, ile z sakwy mi czerwońców ubędzie?  Za Wasze wątpliwe wstawiennictwo i opiekę.     Wy inflamis i przechrzta. Nie ariański a popi bydlak kresowy. Palownik od księcia Jaremy. Strach blady i kaźn na dusze kozacze. Choć Wy teraz odziani w karmazyny   na dworze magnackim i nahajem chłopstwo  jak ptactwo dzikie, po polach rozganiacie. To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli, pierwszej krwi błękitnej, szlachcic.     A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic, Hetman koronny, książę elektor na warszawskich pałacach i sejmowych polach. Buty Wam i czarnego jak kopyta Mefistofila, humoru przaśnego, bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły. Ale już skórę z pleców odjęły i zniżać głowę  przed obliczem wezyra galernego, nauczyły.     Gdybym nad grobem nie stał w chwili doczesnej i gardłowej sprawie się nie poświęcił to bym spluwał na Wasz herb i szablę Waszą i z grobu Was nie odradzał. Lecz tylko Wy, czerni grobu się nie boicie. Krzyże święte profanujecie, na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy  raptem gnębicie  i gwałt im bezbożny zadajecie. W imię sił nieczystych, którym duszę zaprzedaliście, Wy i cała Wasza sotnia.     Pamiętam jak dziś, bo walczyłem tego, przeklętego dla ojczyzny, majowego dnia, roku pańskiego tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie. I niech mnie Bóg pokara jeślim skłamię teraz i piorun mnie jasny zabije, bo przeto dokładnie widziałem jak padacie z konia, trafiony tatarska strzałą i sfora do Was doskoczyła jak diabelska, wściekła fala.  Cięły Was i kozackie karabele i osmańskie ordynki Tatarów. Widziałem, Panie Bracie jak trup z Was jeno ostał na ich drzewcach i ostrzach. Jak mi Bóg miły, umarliście a teraz żyjecie!     Wy diabły stepowe,  na pokutę wieczną skazane. Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu. Kruki i sokoły, Waszymi sługami i oczami. Diabliki, na rumakach z huraganu,  Waszymi kompaniami. A śmierć Wam hetmanem i batiuszką. Carem i hosporadem. Klątwą Waszą po wieki. Nie chcecie przeto nic ode mnie. Ani złota ani srebra  ani honorów i wstawiennictw. Chcecie jedynie bym ten pergamin przeklęty, własną krwią podpisał i przeklął swą duszę. Mi już nie dwory ni zamki,  rezydencjami doczesnymi. A castrum doloris, ciche w świątynii. Dajcie sztylet. Sobie na pohybel, pieczęć krwistą pod umową stawiam.     Kary koń już czekał u drzwi. Wspaniały silny i dumny fryz.  Samej pani małodobrej, wierny ogier. Gość mój wsiadł na niego z miną straczeńczą Zabrał go prosto do piekielnych podziemi.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...