Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Drżąc podbiegłam do niego, dotykałam szorstkiej od zarostu twarzy. Aby upewnić się że to naprawdę on; głaskałam oczy, usta, policzki, pieszczotliwie mierzwiłam czarne, kędzierzawe włosy. Zamknięta w jego szerokich ramionach odczytywałam pocałunkami kształt jego wilgotnych ust. Obdarzając mnie najczulszymi słowami, budził w nas utajone tęsknoty. Niecierpliwie rozpinałam niebieską koszulę którą tego dna miał na sobie. Pozwoliłam zdjąć sukienkę i dotykać najczulsze miejsca.
Moje piersi spragnione pocałunków i pieszczot, wnosiły się jak wulkan pod dotykiem jego dłoni. Muskając moje stopy, kolana, podsycał do tej pory tlący się we mnie wewnętrzny płomień. Pocałunkami znaczył ślad do upragnionego miejsca. Cicho szepcząc: - Jeszcze, jeszcze. - Jak kwiat otwierałam się dla niego.
Trzask odpinanej sprzączki męskiego paska zapowiadał nadchodząca namiętność. Uczyłam się jeszcze raz na pamięć jego ciała, które niczym nieznany ląd wabiło mnie swoim zapachem Opuszkami palców wyczuwając gęsią skórkę na jego silnych, umięśnionych nogach, szepnęłam:
- Pragnę Ciebie tam pocałować. - Słowa same wcisnęły się na usta.
Wokoło mnie, we mnie rozchodził się cudowny zapach oszałamiającego imbiru. Już nic nie było w stanie powstrzymać nas. A jednak, pozostało we mnie uczucie niespełnienia.
- Solaris, musisz wracać – patrząc mi w oczy, mówił drżącym, stłumionym
głosem. - To nie nasz czas. Nasz związek nie ma żadnej przyszłości – dodał po chwili.
W geście przeproszenia podał mi sukienkę. Po chwili odezwał się : - Nie gniewaj się na mnie. Tuląc się do niego trochę oszołomiona odezwałam się:
- Tak, syn na mnie czeka. Widząc jak pogrążam się w myślach, których treści mógł tylko domyślać się, patrzył na mnie z ufnością a zarazem z pewnym niepokojem. Jego oczy były niczym dwie boje na tafli jeziora. Wyznaczały granice, których przekroczenie grozi utonięciem. Wiedziałam, czułam, że pociągnę go za sobą.
- Żegnaj Darck, a może do zobaczenia.
Nie mogłam wymówić ani słowa więcej.
Spoglądając za siebie widziałam tylko zaniedbany ogród, przez mgłę przebijały się pierwsze poranne promienie słońca.


II

Teraz, patrząc wstecz zaczynam dostrzegać co było tą równią pochyłą z której powoli zaczęłam spadać w swoją samotność.
Bez entuzjazmu, skrupulatnie wypełniane codzienne obowiązki zapełniały moje myśli. Dni rozciągające się jak guma do żucia nie miały dla mnie smaku. Apatia była częstym stanem mojej duszy. Wmawiałam sobie, że tak musi być. A może nie chciałam znać prawdy, że wszystkie najpiękniejsze chwile już na nami? Różniliśmy się tak bardzo, jak tylko dwoje ludzi może różnić się od siebie.
Tęsknota nadal we mnie tkwiła, ale z czasem zdawała się być coraz mniej dokuczliwa.
Paweł najczęściej milcząc obdarzał mnie dziwnym, przenikliwym spojrzeniem. A jego nieobecny wzrok kładł się cieniem na moje życie.
W domu przestrzeń smutku w którą wchodziłam, była tak różna od przestrzeni w którą, jeszcze przed chwilą rzucałam się z radością.

Nie przypuszczałam, że jeszcze kiedyś zobaczę Darcka. Lecz czasem wystarczy przypadkiem usłyszana znikąd drobna muzyczna fraza, aby powrócić do tego co było.
Tak było ze mną, gdy miesiąc później przechodząc koło tego zagadkowego ogrodu, usłyszałam płynącą z oddali muzykę Vivaldiego. Była dla mnie i dla niego symbolem zobojętnienia na świat toczący się gdzieś poza nami.
Zatrzymałam się. Czy to był tylko zbieg okoliczności, przypadek, że właśnie wtedy ją usłyszałam? Nie były dla mnie ważne żadne argumenty, które powstrzymałyby mnie przed decyzją, aby tam wejść. Wiedziałam, że tam czeka na mnie Darck. Brama - jak wówczas - bezszelestnie się otworzyła. Idąc zielonym kobiercem przetykanym rumiankami czułam ich odurzający ciężki zapach. W ogrodzie jeszcze niedawno krzykliwe w swych kolorach maki, teraz przystroiły się w zielone główki nasion.
- Wiedziałem, że przyjdziesz. – Stał przede mną tak pewny. To był ten moment, kiedy wszystko we mnie krzyczało: - Zatrzymaj się! Jak długo można to ciągnąć? Stwarzać iluzję szczęścia.
Lecz moje wewnętrzne wątpliwości zniknęły, gdy przytuleni do siebie, rozmawiając spacerowaliśmy między drzewami. Niewidoczne jeszcze owoce, ukryte wśród soczystej zieleni listowia, leniwie wylegiwały się w blasku czerwcowego słońca.
Niespodziewanie pierwsze krople deszczu zaczęły wypełniać rozgrzane powietrze.
Tańczyłam w strugach deszczu a Darck z pobłażaniem, wręcz bezradnie patrzył na mnie.
Biegnąc między owocowe drzewa zwołałam: - Zobacz, jak piękny parasol utworzyły gałęzie. Czekałam na niego pod rozłożystą koroną jabłoni. Czekałam, a serce biło mi z radości. Cały przemoknięty szedł wolnym krokiem a duże, ciężkie krople spływały po jego policzkach. Nie zdążyłam wyślizgnąć się z jego silnych ramion gdy stanowczo przycisnął mnie do drzewa, obejmując moje plecy swoimi mocnymi dłońmi. Spojrzałam na niego; w kącikach oczu ujrzałam ukryte pragnienia. Delikatnie jak motyl skrzydłami, muskał, całował mnie w tym cudownym miejscu za uchem.
Trzymając się za ręce zaczęliśmy biec w stronę drewnianej chaty, która skryje nas przed ciekawskim wzrokiem.

Opublikowano

pisząc tekst tez się wzruszałam gdy klawiatura wystukujac wzbudzała we mnie uczucia. twoj komentarz był dla mnie poprostu jak balsam , tak czasem jest po wielkim stresie jest płacz albo śmiech. to było dla mnie jak balsam

Opublikowano

Lucy, garść uwag, klasycznie :)

Uklękliśmy na trawie z omdlenia - to uklękli czy omdleli? czy może omdlały im tylko poszczególne części ciała? błędem logicznym zalatuje.
płomień do tej pory - przecinek jest potrzebny po płomieniu.
szepcząc: - Jeszcze - tutaj uwaga edytorska: wydaje mi się że przedobrzyłaś; albo tylko dwukropek, albo przecamy jeszcze do następnej linii z myślnikiem, jak dialog. Tekst zyska na przejrzystości.
Po: drżącym, stłumionym - jest niepotrzebna pauza. Zlikwiduj to, przecież to nie wersyfikacja ;)
do zobaczenia. Nie mogłam - jakimś myślnikiem trzeba by oddzielić dialog od narracji.
Wówczas nie przypuszczałam, że wydawałoby się ekscytująca zabawa przybierze całkiem inny obrót niż na początku myślałam - kilka uwag. Po pierwsze: "wydawałoby się" trzeba oddzielić myślnikami albo przecinkami z obu stron (powiedz sobie to zdanie na głos; widać? :); po drugie - "wówczas nie przypuszczałam" pełni w tym zdaniu dokładnie tę samą rolę co "niż na początku myślałam". Warto by to przeredagować, po co dublować znaczenia.
W domu, przestrzeń smutku - ten przecinek powinien znajdować się po "smutku". W tymże zdaniu pada dwa razy "w którą"; nieco za dużo. Zresztą drugie "w którą" nie jest poprzedzone przecinkiem, a jeśli już się tu znajduje to powinno być.
zdawała się być - kalka składni łacińskiej; być jest zupełnie niepotrzebne.
Patrząc wstecz teraz zaczynam dostrzegać co było tą równią pochyłą z której powoli zaczęłam ześlizgiwać się w swoją samotność - brzydkie to zdanie; chcesz dużo powiedzieć i powoli brakuje tchu. Przecinki powinny się znaleźć: po "wstecz", po "dostrzegać", po "pochyłą". Wywaliłbym "teraz" i "zaczęłam". Warto przeredagować.
drobna, muzyczna fraza - tutaj akurat przecinek jest niepotrzebny. Nie wymieniasz cech; to przecież tak samo jak powiedzieć "drobna fraza muzyczna".
przed tą decyzją, aby tam wejść - za dużo zaimków. Wywal któryś.
Idąc zielonym kobiercem z traw przetykanym rumiankam,i czułam ich odurzający ciężki zapach - albo "i" albo "idąc" :)
Wiedziałem że przyjdziesz - przecinek.
wątpliwości uniknęły - czego uniknęły? zniknęły :)?
Czekałam a serce - przecinek.
duże ciężkie - a tu już wymieniasz. Więc jak wyżej :)
wręcz mocno przycisnął do drzewa - gdzieś tu trzeba jeszcze zmieścić "mnie" :)

Lucy. Ten tekst przed wklejeniem przeczytałaś chyba odrobinkę mniej uważnie niż poprzednie ;) niemniej jest poprawa, jest nieźle. Bardzo słabo znam się na fantastyce, a ciągle jakieś choćby nikłe wątki fantastyczne się u Ciebie przewijają. Dla mnie jako laika zadziwiające jest zatem jak wplatasz do fantastyki elementy sentymentalne (te, które wcześniej trochę niegramotnie nazywałem rzewnymi ;P). Jako przebrzydłego formalisty, nie urzeka mnie to, co piszesz swoją zawartością, niemniej z przyjemnością spoglądam na kolejne odsłony.

Pozdrowienia :)
F.

Opublikowano

Kuba toż to jest cała lista skarg i zażaleń!!!
mam wiecej podziwu dla ciebie i dla twojej cierpliwosci niż dla mojej fantazji.
choc jak piszesz doznania artystyczne marne...
bardzo dziekuję za pomoc!
posyłam usmieszki dla ciebie!
L.

Opublikowano

Lucy, temat "Jakub W. a doznania artystyczne" to kiepski temat i w ogóle się nim nie przejmuj. W zamierzchłym dzieciństwie wbrew zakazom rodziców wypiłem całą flaszkę z etykietką "przebrzydły formalizm" i tak mi już zostało :P pamiętaj, że zawsze to ja jeden marudzę a reszcie się podoba ;)

Opublikowano

a ja i tak do końca nie wierze w twoj formalizm. O!
choćby słowo frenetyczny oznacza - entuzjastyczny,pełen zapału i własnie tak komentujesz!
i sądzę że inni także to cenią sobie.

Opublikowano

miło mi że tak ożywiona dyskusja między Wami sie nawiązała- dialog że hohoho!!! i w dodatku bardzo metyrotyczna!
usnać można...
Piotr Rutkowski
a tak oprócz podziwu dla Freney/ hehehe Kuba ten ma zacięcie!!/
moze by tak dla mnie coś na ostatku miłego ????

Opublikowano

dobrze aksjo...

Skoro obie formy poprawne, niech będzię, ale i tak uważam, że zdanie na początek, jako otwierające się nie nadaje. Źle brzmi.

Tekst jest niezły, nie tak mocno interesujący jak poprzednia część ale jest mimo to jest dobry. Seksowny akapit, działa na męską wyobraźnię na pewno.

to chyba tyle...zauważyłem ciekawą rzecz, jak Freney wspomniał, że nie można uklęknąć z omdlenia, poprawiłaś i ...to zdanie, krótsze, nabiera większej estetyki (nadal fatalnie brzmi...ten czasownik :( ) ale skoro bohaterka uklękła z nim....to co zrobić...
Do czego zmierzam, literatura wymaga czasami niedopowiedzeń,
czasem lepiej być oszczędnym w słowa.

Mniej niż ostatnio , ale podobało mi się. Wykonałaś kawał niezłej roboty

Opublikowano

Piotrze, masz absolutną rację, dlatego zawsze chciałbym żeby traktować moje komentarze zwłaszcza stylistyczne (bo chyba każdy chce dbać o poprawność językową swojego tekstu - mam przy tym wielką nadzieję, że sam nikogo nie wprowadzam w błąd) jako sugestie i polemizować z nimi.

Akurat odczuciem estetyki wszyscy się różnimy, a ja - jak już wiele razy mówiłem - wstrzymuję się często w tej materii od głosu, żeby nie zachować się jak słoń w składzie porcelany :)

Pozdrowienia,
F.

Opublikowano

Piotr
dzięki za podzielenie sie ze mną swoimi rzeczowymi i artystycznymi uwagami
i masz troszke racji nie ścina tak z nóg jak cz.1
lecz daj mi troszke odetchnąć! mam już 3. cz. i koniecznie napisz mi czy akcja nabrała więcej rozpędu i powiedzmy dramatyzmu.

Kuba
i dzieki za komentarze i konstruktywny dialog
sądzę że po to jest ta stronka cos w rodzaju warsztatów, lecz czasem pomoszą emocje i to też jest naturalne, w końcu po drugiej stronie / ekranu/ jesteśmy Ty, Ja, Piotr prawdziwi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
    • @Czarek Płatak dzięki:)
    • Niechybnie pięćdziesiątka. Wszystkiego najlepszego :-)
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • @KOBIETA   Dopraw mnie sobą! Smacznie mnie zjedz! W świetlistą obecność, znikających świec.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...