Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wybaczcie, ale z części wypowiedzi jakie tu czytam wynika, że pisanie jest dla was rzemiosłem.
Wydaje mi się, że tworzenie poezji powinno wynikać z jakiejś wewnętrznej potrzeby pisania i odbierania jej. Zauważyłem, że niektórzy (choć doskonali technicznie) zamiast tej potrzeby, mają z młotek, dłuto i hebel w ręku jak zwykli rzemieślnicy.

Opublikowano

A tak na poważnie, to prawda. Doskonałość wiersza to połączenie trzech sfer: sfery technicznej, merytorycznej i lirycznej. To każdy szanujący się poeta powinien mieć w małym paluszku.

Porzucenie techniki, może oznaczać to samo co nietrwały most, który zawali się po przemarszu mrówek.
Merytoryczna część - to długość mostu. Jeśli będzie zbyt krótki - nikt nawet nie zauważy, że po nim przeszedł.
Zaś liryzm, znaczy tyle co ładnie pomalowany, wykończony ze specjalnym wzornictwem.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Słowo poezja pochodzi od greckiego czasownika oznaczającego "robić". Jest impuls, jest pomysł, a potem trzeba nad tym pomysłem popracować - i tyle na ten temat. Słowo "rzemiosło" dość nieopatrznie dorobiło się negatywnego wydźwięku. Najpierw trzeba chyba być dobrym rzemieślnikiem, żeby mieć na czym budować artyzm.

Zresztą zgadzam się z przedmówcą. A "artyzmem" gardzę bezgranicznie i bardzo pochwalam, kiedy ktoś do pisania siada ze świadomością, czyli heblem, młotkiem, dłutem itd. Bez oskrażeń o socjalizm proszę :)

Opublikowano

to nie prawda - wejdź sobie do działu P a zobaczysz że większość z tu obecnych pisze, bo słyszy głos od boga, albo wypełnia dizejową misję...
a na serio, to wydaje mi sie że jeżeli ktoś pisze dla potzreby pisania, to nie powinien publikować (bo po co, skoro pisze dla siebie? ) a jeżeli ktoś publikuje, to musi zdawać sobie sprawe, ze ktos to czyta bynajmniej nie po to zeby autor miał radoche
to tyle w kwestii teorii, bo rzeczywistość wyglada mniej więcej tak, że 90% portalowiczów, to ludzie którzy po prostu lubią poezje i lubią poetów i przebywaja tu głownie w celach towarzyskich, a od czasu do czasu dla zachowania tradycji wrzucają wierszyk, któerego ocena powinna być adekwatna do intencji,
czyli - żeby nie było że od tematu odbiegam - jak zawsze w przypadku zabawy, pisze się tutaj dla własnej przyjemności (a że niektórzy mają tzw. talent to czasami zdażają się dobre teksty) - a tym samym nazwa portalu jako "poetyckiego" jest dość umowna, bo niestety pomimo szczerych chęci niektórych aby z poezji zrobić sztukę mistyczną, bez warsztatu umiejętności i pracy nikt "poetą" nie zostanie (za to moze zostać grafomanem :D)

Opublikowano

Wolę jeśli ktoś traktuje poezje(pisanie wierszy) jako rzemiosło niż odlot w metaficzne przestrzenie, misje dziejową albo Wysoką Sztukę.

Piotr ładnie opisał na czym polega tworzenie.

Dla mnie pisanie jest zabawą,przyjemnością,sposobem przekazywania swoich myśli.
Sam pomysł(natchnienie) ma najwięcej wspólnego ze sztuką. Dalej jest to zabawa, niekiedy żmudna i męcząca(wręcz przypominająca prace), ale zawsze przynosząca dużo satysfakcji.
Żeby wiersz, który napiszę był naprawdę dobry, wyjściowe 'tworzywo' ;) musi być wysokiej próby, no i później szlifuje je kilkunastokrotnymi poprawkami.
Dla kogoś patrzącego z boku, będzie to więc rzemiosło, dla mnie zabawa i eksprecja siebie.

Pozdrawiam ciepło
Coolt

Opublikowano

Dzięki Maćku za poparcie.

Jednakże trochę przykro mi, że spychacie to coś co sprawia, że poezja jest poezją, a nie krzesłem ogrodowym kupionym za 9,99 w markecie na dalszy plan (przynajmnniej dla mnie poezja ma coś takiego).
No i tej wersji będę się trzymał
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


mylisz pojęcia - talent to taki abstrakcyjne "coś" - nie jesteś w stanie go objawić nie posiadjąc solidnych podstaw - to tak jak w sporcie - można wiele osiągnąć samątylko pracą na treningach, ale prawdziwymi mistrzami są ludzie którzy posiadają to "coś" - jednak żeby móc to pokazać muszą też dużo ćwiczyć, wiara w metafizyczny "talent" zeslany od boga jest dość naiwna, a w przypadku poezji nawet niebezpieczna - bo tu ciężko zweryfikować i pojawia się wielu "wyznawców" tej "religii" w której to Artysta jest artystą z samego tylko powołania, a wszelka krytyka jest zaledwie objawem indolencji odbiorców nie potrafiących pojąć wielkości jego Dzieła... (to taki mechanizm "samonakręcania" (czyli dodatnie sprzężenie zwrotne): "robię prawdziwą i wielką Sztukę, a najlepszym na to dowodem jest to że nikt jej nie rozumie, bo wielka sztuka i wielcy artyści są nierozumani"...
Opublikowano

Stanisławie drogi!
My nie równamy poezji z krasnalem ogrodowym! ;)

Poezja jest pięknem, jednym z najwspanialszych. Potrafi także zmieniać ludzi, nieść prawdę i dobroć. Wszystko to prawda.
Ale nie wolno zapominać, że aby ten diament emanował pięknem (zamieniając się w brylant) trzeba się sporo napocić ze szlifowaniem :)

Pozdrawiam serdecznie
Coolt

Opublikowano

Poezja to sztuka. Jako taka powinna charakteryzować się świetnym warsztatem, oryginalnością, świeżościa. Same emocje nie wystarczą - bez względu na to, co się wydaje temu, kto właśnie je przeżywa - każdy odczuwa podobne emocje w podobny sposób. Tak wiec zapis emocji jest zwyczajnie nudny, o ile nie jest napisany w oryginalny sposób, we właściwej formie. Za przeproszeniem - małpa z pędzelkiem również zapisuje na płótnie swoje emocje, ale to nie robi z niej Picassa. Ostatnio typowo po babsku przyszło mi do głowy takie porównanie: wiersze się rodzą (w bólach, po długim procesie twórczym) lub są wyrzygiwane (bezpośredniop po tym, jak coś autorowi "zaszkodzi"). Te, które się rodzą, posiadają właściwa formę, kształt, sa dopracowane, żyją długo. Te drugie - wiadomo.
Oczywiście - poezja z definicji jest zapisem emocji i w związku z tym jesli w tekście ich nie ma to trudno mówić o poezji. Natomiast pisanie pod wpływem emocji, na gorąco itd. często prowadzi do tego, ze powstaje zwykły kicz, nie sztuka.
Wiersz w momencie opublikowania, wszystko jedno gdzie, przestaje być własnością twórcy, staje się własnością czytelnika. A wiec piszac należy wiedzieć, czy to, co piszemy, będzie stanowiło jakąkolwiek wartość dla czytelnika, czy będzie kolejnym zlepkiem źle dobranych słów na temat wyeksploatowany do granic możliwości.
Trzeba też pamiętać, że rzemiosło, a więc umiejętność właściwego doboru formy, a następnie właściwego jej stworzenia w tekście służy temu, by emocje podkreślić i by trafiły one do czytelnika. Jeśli chcesz, by Twój tekst został odpowiednio zrozumiany, musisz zapisać go we właściwy sposób. Więc nie warto obrazać sie na formę - stanowi ona integralną część tekstu poetyckiego i zapewnia właściwy jego odbiór.
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz racje Stanisławie - wydaje Ci się. Dziwne masz te rozterki i ja ich nie kupuje.

1. "Wewnętrzna potrzeba pisania". Co to ma znaczyć? wewnetrzna, czyli taka w nas samych? sugerujesz, ze niektorzy z nas pisza z powodow zewnetrznych? czyli jakich? To, że mamy potrzebe pisania zawiera sie w stwierdzeniu, ze piszemy z dobrej woli. wolontariat "piora":) Miales chyba na mysli potrzebe uzewnetrzniania sie? ekshibicjonizmu emocjonalnego? Zróbmy wiwisekcje naszych uczuc!! rzygac sie chce na sama mysl.

2. Przyznam, ze smutno by bylo czytac utwory wielkich, ktorzy nie mieliby nic do powiedzenia. Ale jednak. Czytam baranczaka tylko by podziwiac geniusz jego warsztatu.
Lubisz Pan Tuwima? On kiedys powiedział na przyjeciu do swojego przyjaciela: "wiesz co, ja bylbym jak Mickiewicz i Słowacki, problem w tym, ze nie mam o czym pisac!". Jaki skutek? Poczytaj autora, to zobaczysz:) moim zdaniem lepszy zarowno od M jak i S. Problem w tym, ze tresc jest czescia warsztatu i nawet kiedy nie ma wielkiej potrzeby pisania dobry warsztatowiec jednak pisze o czyms. Moze to jednak zaden problem:)

3. wole robic wygodne krzesla ogrodowe, niz chimeryczne pomniki czlowieka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz racje Stanisławie - wydaje Ci się. Dziwne masz te rozterki i ja ich nie kupuje.

1. "Wewnętrzna potrzeba pisania". Co to ma znaczyć? wewnetrzna, czyli taka w nas samych? sugerujesz, ze niektorzy z nas pisza z powodow zewnetrznych? czyli jakich? To, że mamy potrzebe pisania zawiera sie w stwierdzeniu, ze piszemy z dobrej woli. wolontariat "piora":) Miales chyba na mysli potrzebe uzewnetrzniania sie? ekshibicjonizmu emocjonalnego? Zróbmy wiwisekcje naszych uczuc!! rzygac sie chce na sama mysl.

2. Przyznam, ze smutno by bylo czytac utwory wielkich, ktorzy nie mieliby nic do powiedzenia. Ale jednak. Czytam baranczaka tylko by podziwiac geniusz jego warsztatu.
Lubisz Pan Tuwima? On kiedys powiedział na przyjeciu do swojego przyjaciela: "wiesz co, ja bylbym jak Mickiewicz i Słowacki, problem w tym, ze nie mam o czym pisac!". Jaki skutek? Poczytaj autora, to zobaczysz:) moim zdaniem lepszy zarowno od M jak i S. Problem w tym, ze tresc jest czescia warsztatu i nawet kiedy nie ma wielkiej potrzeby pisania dobry warsztatowiec jednak pisze o czyms. Moze to jednak zaden problem:)

3. wole robic wygodne krzesla ogrodowe, niz chimeryczne pomniki czlowieka.


Wygrałeś właśnie plebiscyt na najlepszy post w historii forum.
W sumie to chciałem cos dodać do tematu, ale skoro ktoś mnie już ubiegł...

Moim zdaniem można pisać wiersze o niczym i mogą one być świetne, ale są dwa warunki: musi być koncept i musi to jakoś bawić czytelnika, z nacsikiem na to drugie.
Poezja poważna i nadęta już była, przejadłą się.
Nikt z nas zapewne nie uważa się za drugiego Różewicza, więc wiekszość wierszy na tym forum jest osobista, impresyjna, erotyczna, albo dowcipna.
Opublikowano

Pytanie czy to co tu zamieszczamy jest poezją? a sztuka to pojęcie bardzo szerokie. Ja traktuję poezję jako zabawę, ale tak samo jest ze sztukami plastycznymi. Możesz malować, rysować, rzeźbić, nie znając podstaw- zasad kompozycji, kanonu, technik... czasem okazuje się ,że można samemu dojść do perfekcji, okazuje się że ktoś ma talent. Wydaje mi się że żeby pisać dobre wiersze,nie znając zasad trzeba mieć talent no i "nosa". Zdarzają się i tacy. W każdej dziedzinie nauki i sztuki znajdzie się jakiś samouk...ale jest ich niewielu...
niestety- pozostaje praca,Praca,PRACA:)))

Opublikowano

„nos” chyba niezbyt koreluje ze sztuką — oczywiście można trafić przypadkiem, ale mnie się wydaje, że świadomość jest istotna, coś jest sztuką jeśli widać, że ktoś z rozmysłem coś zrobił, a nie tak po prostu wyszło — ludzie lubią widzieć zamysł wokół siebie, lubią widzieć cel, lubią dążenie do celu; dlatego też bohaterowie, którym coś wyszło przypadkiem (np kariera) są zwykle ubóstwiani przez plebs (na zasadzie: mnie też może się udać)
a coś, co się podoba plebsowi, raczej sztuką być nie może
nie?;)

Opublikowano

nie chodziło mi o to,że jak Ci coś wyjdzie to już sztuka. Chodziło mi o to że jedna na 10000 osób okazuje się artystą niewykształconym "naturszczykiem" (nie mówię tu o tych którzy osiągają od razu rozgłos,np.wiśniewski;p) ale np. NIkifor...
jasne,że samo, tak zupełnie, ni nie przychodzi... ale sama technika też nie wystarczy. Potrzebny jest mix talentu, wiedzy, techniki i odrobiny instynktu;P

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...