Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„Gortatów – dom wakacji” – 6

 

A za drogą z asfaltu, gdzie czasem leżałem,

było sadownictwo, które obserwowałem.

Jabłka tam rosły, wiśnie i piękne czereśnie.

Jadłem je pełną buzią, ale tylko we śnie!

 

Bo wszystko było wielkim płotem ogrodzone,

a wchodzenie do sadu było zabronione.

Ale raz pamiętam, że to się wydarzyło –

jakby ogrodnictwo wszystkich zaprosiło.

 

I zbiegli się ludzie, z piętnastu ich było,

do koszyków rwali, co się im trafiło.

Ja z wujkami i siostrą też się najedliśmy,

jeszcze koszyk owoców babci przynieśliśmy!

 

Raz tylko tak się stało, nie wiedzieć dlaczego.

Może to z życzliwości zarządcy głównego?

A może po prostu, z braku tych pilnujących,

doszło do haraty ludzi tam mieszkających.

 

A co do cegielni, często się przyglądałem.

Z oddali patrzyłem, nazbyt się nie zbliżałem.

Widziałem młode dziewczyny, wózki pchające,

z cegłami z gliny w hangary wjeżdżające.

 

Cegły kładzione do suszenia tam bywały,

zanim już wysuszone do pieców trafiały.

Dziewuchy je pchały, cegłą naładowane,

żelazne wózki na szynach przepychane.

 

Dziewczęta mnie widziały, często mnie wołały:

„Kawalerze, chodź do nas!” – tak ze mną żartowały.

Omijałem cegielnię, zawsze gdy pracowały.

Nie lubiłem, kiedy się ze mnie wyśmiewały.

 

Ale po południu, gdy pracę już skończyły,

to wózki na szynach wtedy moje już były.

I puste wcale nie były ciężkie do pchania,

rozpędzania ich mocno i na nie wskakiwania.

 

Hamulce działały, a szyny długie były,

środkiem hali suszarni fajnie mnie woziły.

Takich hal tam było, jak dla dziecka od gromu.

Moją ta pierwsza była, bo najbliższa przy domu.

 

Z każdym rokiem te zabawy – takie płytkie raczej –

wzrokiem coraz mądrzejszym widziałem inaczej.

Rowery naprawiałem i nimi jeździłem.

Do ptaków nie strzelałem – domki im robiłem.

 

Kuzynów przybywało – co rok więcej nas było.

Widziałem, jak za mamą im też się tęskniło.

Wraz z dorastaniem inaczej to odbierałem,

ale wciąż na wakacje jeździć tam chciałem.

 

– cdn

 

Leszek Piotr Laskowski. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Konrad Koper @Wiechu J. K. @Berenika97 Dziękuję Wam za wizytę i słowa. Najpiękniejszy jest impuls, który z jednego wiersza rodzi następny. Pozdrawiam:)
    • @Tomasz.O   Inne mam na to spojrzenie . Dziękuję za każde słowo o moim wierszu .
    • @Starzec – oto jest pytanie... (istnieje pojęcie kary naturalnej: w postaci konsekwencji czynu). Pozdrawiam również.
    • Agnieszka na saksach. Słyszeliście o sójce, co za morze chciała? Agnieszka ten wyczyn z rana przebijała! Na saksy dziś rusza, walizy już pękają, A skarpety w pralce: „Auf Wiedersehen!” wołają. Bus już podjeżdża, kierowca trąbi srodze, A Aga kolanem walizę gnie po drodze. Wskakuje i rusza, aż nagle myśl ją ściska: „O rany, a fajki?! Zostały na miskach!” Telefon znalazła, wiec spokój w duszy gości. Kupi fajki na tankszteli, bez żadnych trudności! Serce ma złote, choć w głowie czasem zamęt, Dla dziadka w Niemczech to prawdziwy diament. Pożartuje, pogada, herbatę zaparzy, I od razu uśmiech wraca na staruszka twarzy. Roztrzepana trochę, jak kura w wichurze, Czasem coś zgubi, coś zostawi na górze. Niecierpliwa wielce, lecz gdy trzeba pierwsza, z pomocą wyciąga swoje dobre ręce. Silna dziewczyna, prawdziwa i szczera, Choć czasem pół domu do walizki zabiera. Więc niech sobie w busie przymknie zmęczone oczy,, Bo gdy tylko dojedzie, dziadek z radości podskoczy! A gdy znów zapyta: „Czy wszystko zabrałam?”, To pewnie dla fajek nie będzie wracała!                                     Tadeusz KOCH 
    • Kiedy byłem dzieckiem, popijałem ambrozję z mchu. Zajadałem się niebiańskim musem. A na deser ptasie mleczko w klarownym syropie z róż skapywało mi wprost do ust.   Dzisiaj podniebienie moje wypełniają tylko dziecięce, waniliowe słodkie bzdurki. Piernikowa chata z bajki i cukrowa wata z chmurki.   Baba-Jagi zaklęte słowa wabią mnie, gdy ulicami nocą błądzę. Tajemnicza Złota Ręka tarką gładzi mnie. Słyszę wszystkie myśli złe i czuję siarki spalonej oddech.   Nie mogę już doczekać się… Co to będzie, jak to będzie, kiedy za kilka lat ze snu narodzą się wszystkie dobre bajki. Obdaruję nimi dorosłe już wszystkie na ziemi dzieciaki.   Będziemy razem znów popijać ambrozję z mchu. Zajadać się niebiańskim musem. A na deser ptasie mleczko w klarownym syropie z róż skapywać nam będzie wprost do ust…     Limboskiemu – z podziękowaniem za koncert.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...