Stanisław Kamykowski Opublikowano 14 Lipca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 14 Lipca 2005 Przyszłaś do mnie, lecz nawet nie mogłem Cię dotknąć. Gdy byłaś, bałem się rekcji na to, że ja też tam jestem, ale to Ty poszłaś za mną. Stałem, czekałem, odezwałem się. Miałaś pretensję, może nie uzasadnione, a może właśnie słuszne. A ja co? To nie byłem ja, a może właśnie byłem ja. Zawsze rozum wygrywał z uczuciem. Teraz zaryzykowałem. Podszedłem tych kilka metrów. Jak bym chciał, żeby to była prawda. Pocałowałem Cię tak przyjemnie, soczyście, tak zwykle niezwykle, codziennie niecodziennie. Moje ręce splecione zawisły na twojej szyji. W tym pocałunku nie chciałem tylko, żebyś oderwała się ode mnie, strzeliła w policzek, zbluzgała, uciekła. Ty tam zostałaś. Byłaś ze mną. Spojrzałem na Ciebie i zobaczyłam kogoś na kogo czekałem tyle czasu. Już wiedziałem, że to jest to czego chcę i Ty też. Trwaliśmy tak wtulenie w siebie, nasze usta złączone jakby idealnie dopasowane. Tak przyjemnie się czułem. Nie przeszkadzało nam, że oni są z boku, patrzą. Podeszli, chcieli przeszkodzić, rozdzielić, a ja jak pies pilnujący domu poszczułem niepożądanych. Już nikt nam nie przeszkadzał. Byliśmy jak planety, które uwolnione od przyciągania słońca i innych planet uciekły daleko stąd. Wśród ludzi, a jednak sami, cudownie sami, jak zimny wiatr rozwiewający włosy w upalne lato. To trwało, mój tryumf, nasz, minutę, dwie, a może pięć sekund. Dla mnie wieczność. Gdy skończyliśmy znów stałem się tym kim byłem wcześniej. Rozum na wierzchu, ale nie od razu. Powiedziałem jeszcze "Kocham Cię!" najczulej, najszczerzej jak potrafiłem. "Tego chciałaś?", ale już nie potrafiłem być zimny, bez emocji, bo wiedziałem, że Ty jesteś i ja Ciebie mam. Próbowałaś uwolnić się z pod moich rąk, tak trochę udając, że jest Ci źle. Ja widziałem uśmiech na twej twarzy. Jak dzieci grające w chusteczkę haftowaną, każde chce być wybrane, ale udaję, że jest inaczej. Podobało Ci się. Zaczęłaś kręcić się wokół własnej osi, a ja celowałem swoimi ustami w twoje i zawsze trafiałem. Tak trwaliśmy w tym swoim zakochaniu jak para nastolatków mająca stuletni staż. Znając się doskonale, lecz nie wiedząc o sobie nic. To co było przedtem stało się nieważne. Miałem nowy cel: Być z Tobą! Może dziś znów do mnie przyjdziesz. Szkoda, że Ty nie wiesz, że coś takiego się zdarzyło. Dlaczego tylko ja mam swoje szczęście? Ty, ani nikt o tym nie wie i tak zostanie, bo w rzeczywistości to nic nikogo nie obchodzi, nawet Ciebie. Tylko ja muszę pogodzić się z tym, że potem słońce padło na mą twarz. Jedyne co ujrzałem to zegarek wskazujązy kwadrans po dziesiątej.
asher Opublikowano 14 Lipca 2005 Zgłoś Opublikowano 14 Lipca 2005 Raczej to byl sen. Gnebi mnie jednak w 1 zdaniu czy to byla reakcja czy erekcja? A tak w ogole, to poczytaj jeszcze raz i porzadnie popraw.
DNA Opublikowano 15 Lipca 2006 Zgłoś Opublikowano 15 Lipca 2006 Zrobiło to na mnie wrażenie. Tekst jest niezwykle poetycki. Tak trzymaj.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się