Leżę pod Mirą.
Nie wiem,
czy to ja szukam jej cienia,
czy ona zapamiętuje
kształt mojego ciała.
Oddychamy tym samym powietrzem.
Każdy wdech przechodzi przez igły,
każdy wydech wraca do ziemi.
Kora wciąż parzy tam,
gdzie kończy się moja skóra.
Światło sączy się przez koronę,
osiada w żebrach jak w gałęziach.
Cieplej niż powinno.
Palce pamiętają kształt gałęzi.
Kręgosłup uczy się pionu sosny.
Krew płynie wolniej,
jakby od dawna znała drogę żywicy.
Mój czas
odliczają jej słoje.
Mrówka wchodzi na moją kostkę
i nie zatrzymuje się.
Ziemia nie pyta, gdzie się kończę.
Bierze, co dostanie.
