Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

DZIEŃ DOBRY

 

Cięższy niż ołów, zad mój stuletni zbieram w potrzebie bycia kimś innym niż być kiedykolwiek mógłbym.

Wpełzam w światy oblane manierą i dogmatami, 

dzięki szlachetności których coraz przymilniejszym wzrokiem spoglądam na kształty rzeczy pierwszych, 

które w palcach moich stać się mogą mymi ostatnimi.

Czas już…

Przekraczam granice gęstości dnia w nadziei,

że dzień ten będzie ów dniem prostującym wszystko co wykrzywione przez czas nieludzki,

dający mary jeno z których wyrwać się nie sposób.

Za los płacę kolejny wypatrując zmiany na którą nijak nie zasłużywszy,

domagam się jakbym jedyną iskrą w potrzebie rozbłysku był na świecie iskier bardziej zwęglonych niż moja własna.

Już czas…

Spoglądam na liczb szeregi….nie mówią nic….

Zwalam swój zad nazad…

Dobranoc.

 

GRAHAMOZA

Opublikowano

@Grahamoza Pośród powitań i pośród rozstan

na scenie życia 

Nikt nie jest sam

wojny przeminą

zostanie troska

oczy z księżycem

pośród nieba gwiazd

i wszystko minie bo wszystko już było

a to co najpiękniejsze jeszcze przed nami

bo wszystko jest po coś

pokażmy Światu naszą ludzką twarz

i bawmy się z nim

 

 

za szybą deszcz dzwoni

niech nad nami nie płacze-:)

pozdrawiam z podwrocławskiej wsi

a prawa swoje ma dopiero od roku-dobrze czy żle czas pokaże

Jest przecież darem

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Opublikowano

@Grahamoza No przecież

nie do wszystkich tak się „ dopasowujemy” piórem-:)

próbuję zrozumieć więcej

i patrzę w niebo

i szukam gwiazd

…czasami lubię zmotywować do „ biegu”

myśl

…może komuś się przyda

…dla ludzi i wśród ludzi

to takie proste przecież

 

ps

Grahamoza? skądad pseudonim masz?

pozdrowienia 

Opublikowano

@Bożena De-Tre ...ładnie powiedziane....

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Skąd Grahamoza...? A jakaś tam forma ksywki z czasów zaprzeszłych, która przylgnęła, jak z resztą kilka innych. Chyba do przelewania myśli na papier w miejscach publicznych nadaje się w sam raz...bo to i Graham... (Masterton, Greene, Swift) i proza...i groza...i mimoza...a nawet koza Do koloru, do wyboru! Raz jeszcze dziękuję

Pozdrawiam,

G.

P.S.

De-Tre...? Skrót od podwójnego nazwiska czy nawiązanie do norweskiego/duńskiego???

 

Opublikowano

@Bożena De-Tre Ponowna mi hańba...w sposób niewyjaśniony, mój rytualny pejczyk gdzieś się zapodział, tak więc z biczowania nici...aczkolwiek w ramach substytutu sięgnąłem po lodowaty prysznic...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

...mam nadzieję, że wystarczająca kara za brak znajomości Twoje twórczości, chociaż prawdę mówiąc ekstremalnie rzadko sięgam po poezje w księgarni...aczkolwiek, po "starej portalowej znajomości" chętnie zajrzę do Twoich tomików

Co do kopaczy...na szczęście Odyn obdarzył mnie podzielną uwagą, tak więc kopacze kopią sobie gdzieś w tle, w międzyczasie czytam książkę, odpowiadam na maile, posiorbuję ziołową herbatkę oraz bawię sie słowem z Panią Bo-De-Tre...a wszystko to przy akompaniamencie melodyjnych ballad o miłości w wykonaniu kapeli Sepultura

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Grahamoza …i proszę przestać atakować żony-:) są dziś passe  jak pokazują statystyki -:) chyba że czegoś nie zrozumiałam -:) bo z żonami to różnie przecież..
    • Uwielbiam tę nutkę:)  
    • Te słowa nie mają szyldu nad wejściem, na dzielnicy nie afiszują się ze swoim istnieniem, ot wynajęły sobie lokum w pięknej okolicy, zewsząd zerkają do środka dorodne kasztanowce, a latem pachnie koszona trawa. Tam właśnie rozwijają się słowa, w ciszy, w troskliwym otoczeniu i szacunku.   Ktoś zapytał dlaczego? Dlaczego w ten sposób? Dlaczego i dlaczego… bo ot… świat jest łaciaty.   Raz przyjdzie do ciebie jakiś pracownik lasów państwowych, pachnący, skromnie ale z gustem ubrany, włosy ułożone, uśmiech szczery, żart zaraźliwy. Swój człowiek, no jakby na niego nie spojrzeć, gęba się uśmiecha i ten szyld by się przydał, bo cud sprawił, że jednak dotarł, że w tych kasztanowcach wypatrzył. W ręku będzie miał wzory do powtórzenia. W nowym wdzianku by je chciał zobaczyć, bo jednak stanęły w miejscu, a trzeba nadgonić szatą, materiałem do przodu iść odważnie, w końcu minęło już tyle lat, dokument to dokument, ale rozklekotana do niego obudowa, która sama się rozsypuje w dłoni, nie zapewni dokumentowi długiego życia na półce, ledwie marny los podeptanego, który upadł na limolueum dobrane w odcieniach szarości, a w najlepszym wypadku na dywanik lub wykładzinę… no wiadomo upadł… dokument, słowo znaczy się, jakieś ważne słowo pisane, które wymaga obudowy.   Innym razem przyjdzie jegomość w czerwonych butach, szczurko - sportowych, i białej koszulce z głupawym napisem… zarośnięty, z poflancowanym i przetłuszczonym włosem na głowie. W przejściu staksuje szczelinę w drzwiach, jaką postanowił zdobyć z ciekawości, niemal siłą, namolnym jakimś oczekiwaniem, nieskładną uprzejmością, pytaniem, które zapomniało mieć treść, urwało się w połowie i czekało, aż słowo je dokończy na swoją modłę, za niego... a takiego wała! Jego rozbiegane oczy wdzierające się, bo może uda się coś wypatrzyć przez tę dziurę między światami.. - na czym można by położyć łapę? Niechby potem więcej było w butelce, grubsze szkło, więcej szkła, kapsle, korki, zakrętki… małpki, puszki… hałas… hałas na ławce, hałas niecenzurowany… więdnące kasztany, trawa po pas, myśl nieistotna… słowo nie miało by czym wypełnić przestrzeni. I co po takim? Nieszczepiony, pokąsany przez życie, co w zaraźliwości ma jad z kołyski, podwórka… jad niewiadomego pochodzenia... nad tym czego z braku zapału nie umie wypracować… A skoro nie ma, chciałby sobie zabrać, komuś zabrać, bo tak… zniszczyć mu słowo, zatruć, zdewaluować, zdewastować, skurczyć. Więc po wizycie takiego, słowo się cieszy, że jednak nie ma szyldu… słowo się grzeje myślą, że takiemu trudniej trafić do niego.   Kiedy po tych wszystkich wizytach, słowo na nowo się mości w swoim lokum, zatapia w rozważaniu, porządkowaniu… zamaskowane, mleczne szyby niemal jak mgła, stoją przy słowie jak przyjaciel, i szepczą „cii”, „cii”, już zostaw, już nad tym nie myśl… już zapomnij… zapomnij teraz o wszystkich tych petentach. Pracuj sobie, ja będę cię strzec… słowo.
    • Niedośniony sen, a może niespamiętany. Jednak jest klimat, jest przestrzeń dla wyobraźni.   Pozdrawiam :) 
    • @Berenika97 bardzo dziękuję. Odczytałaś świetnie to, co miałam na myśli. Pisząc, nigdy nie jestem pewna.....
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...