Powoli wchodzisz w rytm.
Takie narastające stukanie.
Sen miażdżysz, drżysz.
Otulasz go w sobie.
Pojawiają się głosy.
Pojawia się przestrzeń.
Rytm rozsadza twe
letnie przyzwolenie.
Na jaz.
Puls wykłada karty
w swingowym kierunku.
Na jaz.
Kontrabas — twój mężczyzna — słucha cię.
Pewnymi szarpnięciami kontrolujesz go,
by pomógł odnaleźć ci
twe letnie przyzwolenie
na jaz.
W talii masz swingowe karty,
jak jaz.
Nie śpiesz się
albo się śpiesz.
Z drogi możesz wypaść,
w jednym wersie zagubić
i odnaleźć się.
Bo to przecież
przez wielu tak kochany
twój jaz.
Przenikający w żyły
twój jaz.
Uwaga:
„jaz” nie jest błędem ortograficznym – to skrócony zapis „jazz”, użyty jako znak rytmu i stanu muzycznego.