Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Historia, którą za moment przeczytacie wydarzyła się naprawdę.


Siedziałem sobie w jednym z warszawskich kasyn i grałem w pokera. Nie pamiętam ile wypaliłem papierosów, nie pamiętam ile wypiłem drinków, nie wiem która godzina - gram. Karty zlewają się w jeden kolor. Dama pik, myli mi się z nefką * trefl a jedyna rzecz, którą potrafię po dwóch dniach nieustannej gry kontrolować to ilość sztonów. Jest ich naprawdę sporo.
Nowe rozdanie.
Sięgam po ostatniego papierosa i w ciemno zagrywam. Koleś o ciemnej karnacji, w czapeczce Adidasa uśmiecha się, zagląda w karty i podbija mnie. Pozostali gracze przy stole zrzucają się .
Moja kolej.
Spoglądam w karty - dwa króle.
-wygląda na to, że gramy one by one przyjacielu - pomyślałem sobie i z grymasem niezadowolenia podbiłem go. Gość natychmiast podbił mnie razy cztery ja oczywiście dołożyłem i zobaczyłem jak na stole wyświetliły się dwie osemki i As. Facet zatarł ręcę szczęśliwy, mruknął coś po arabsku ( muszę nauczyć się tego języka) i zagrał za dużą ilość sztonów.
Rozdanie stało się dla mnie oczywiste:
Facet ma na ręce dwa asy, z tym co leży na stole daje mu fulla. Jedyny dla mnie ratunek to w dwóch następnych kartach dostać dwa króle. Prawdopodobieństwo mniejsze niż szóstka w dużego lotka. A co jeśli nie ma dwóch asów tylko dwie damy? Wpadłem w zadumę. Próbowałem przypomnieć sobie jak często na stole pojawiały się króle.
Dołożyłem.
W czwartej karcie krupier odsłonił króla karo i zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Odebrałem i natychmiast nie dałem dojść do głosu mojejmu przyjacielowi tymi o to słowy szepcząc:
-Nie mogę teraz rozmawiać (cisza) Gram (cisza) W porządku. Teraz nie mogę zrozum. Spotkajmy się powiedzmy za tzy godziny. Cześć. -
Schowałem telefon do kieszeni i spojrzałem na swojego przeciwnika, który stał się bardziej nerwowy niż na początku rozdania. Ja też nie miałem wesołej miny. Po co mi ten król? Nie mogła wskoczyć jakaś inna karta? Zrzuciłbym się i zaoszczędził wiele pieniędzy a teraz? Z fullem na królach zrzucają się tylko najlepsi. Naszczęście arab popełnił bład i zamiast za całość, zagrał za mniej więcej połowe tego co mam ja, więc bez większego ryzyka mogłem zobaczyć piątą, ostatnią kartę. Z całego tego zamieszania, nie zauważyłem, że przy naszym stoliku zebrała się spora gromada kibiców. Jej niestety nie było.
Dołożyłem do puli połowę swoich wszystkich sztonów i wstrzymałem oddech na moment. Na stole pojawił się król pik. Arab zbladł i natychmiast zagrał za wszystko.
Ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia z tą grą, nie wie czym dla pokerzysty jest stuprocentowa pewność posiadania najsilniejszej karty na stole. Całe napięcię spada a mrowienie na plecach równoznacznie porównywalne jest z megaorgazmem.
Wśród kibiców rozległ się szum .Arab wpadł w furię. Zaczął grozić pięściami krupierowi. Natychmiast pojawiła się ochrona i zabrała desperata z kasyna. Uznałem to za dobry znak by zakończyć ten dwudniowy maraton.
Rozejrzałem się po sali ale nie było mojej blondyneczki.
Zebrałem ze stołu wszystkie swoje sztony, podziękowałem reszcie towarzystwa za grę i udałem się do wyjścia
Sympatyczna kasjerka, licząc skrupulatnie, wypłaciła mi czterdzieści patoli (arab niestety był tylko biednym studentem warszawskiej Akademii Medycznej).
-Pani Edytko?
-Tak?
-Pracuje u was taka miła, drobna, szczupła kelnerka...blondynka taka krótkowłoska...niska
-Beata.
-No właśnie. Chciałbym zostawić dla niej wiadomość. Przekaże jej pani?
-Oczywiśie. Dziś ma popołudniową zmianę.
-Świetnie.
Napisałem naprędce list, włożyłem go do koperty i podałem kasjerce.
List brzmiał mniej więcej tak:

Dni bez twojej obecności przy mnie
są jak sztylet co przeszywa na wylot moje serce.
Nie mogę żyć bez dotyku twoich delikatnych dłoni,
bez szelestu czułych słow,
którymi po stokroć zapełniasz moją przestrzeń.
Nie mogę bez Ciebie funkcjonować.
Nie potrafię, nie chcę.
Tęsknię za Tobą. Błagam zadzwoń.

Na dole widniał jeszcze mój numer telefonu i malutkie serduszko, które zdąrzyłem w pośpiechu namalować wiecznym piórem.
W banku naprzeciwko wpłaciłem całą sumę na konto. Zawsze tak robię , to przynosi szczęście. Potem udałem się do domu na dwugodzinną drzemkę. Należała mi się.


* nefka- w żargonie karciarzy dziewiątka.

xxx

Gdy otworzyłem drzwi od mieszkania momentalnie wpadł na mnie mój kundel.
-Fred? zupełnie o Tobie zapomniałem. Mordo moja kochana. - Owczarek niemiecki przestał lizać mnie po twarzy, wybiegł na korytarz i błagalnym gestem prosił o możliwość załatwienia swoich najbardziej intymnych spraw. Bez przerwy kręcił przy tym ogonem. Chwyciłem smycz, zamknąłem drzwi i wyszedłem z Fredem na dwór.
Pies biegał radośnie po trawniku ja spojrzałem na zegarek i doszedłem do wniosku, że moje plany co do snu muszą zdecydowanie zaczekać. Zresztą i tak spóźnię się na spotkanie z przyjacielem. Co ja wyprawiam?
Wróciłem z Fredem do mieszkania. Wziąłem kąpiel poczym nasypałem mu trochę karmy, nalałem w miskę świeżej wody i już po chwili byłem na dole.
Mój dziesięcioletni sportowy Ford Probe zapalił za pierwszym razem. Mam z nim trochę problemów ale chociaż teraz nie odmówił mi posłuszeństwa.
Po drodze, pierwszy raz od czasu gdy do mnie zadzwonił, zacząłem zastanawiać się dlaczego chciał się ze mną widzieć akurat w Podkowie Leśnej. Pamiętajcie aby nigdy nie zadawać głupich pytań przyjaciołom. To nie wypada i jest w złym stylu. Po co? A dlaczego? A kiedy? To jest bez sensu. Lepiej gdy przyjaciel wie, że rozumiemy go bez zbędnych słów.
Pierwszy raz w życiu udało mi się dotrzeć na spotkanie punktualnie.
Z chwilą przekroczenia tablicy oznajmiającej, że znajduję się w Podkowie momentalnie poczułem się lepiej. To chyba zasługa tutejszego klimatu.
Mnóstwo zieleni, świeże powietrze i ten niewiarygodny spokój. Drzewa, liście, alejki, ścieżki rowerowe i piękne domy. Jeden obok drugiego. Jeden piękniejszy od drugiego. Nigdy nie będzie mnie stać na taki dom. Zrozumcie sami. Najtańsza ziemia w tych okolicach kosztuje dwadzieścia dolarów za metr kwadratowy. Trochę jak w Beverlly Hills. Zwykli ludzie tu nie mieszkają.
Za skrzyżowaniem zobaczyłem Adama i zatrzymałem samochód.

- Siema stary! Co się stało, że mnie tu przywlokłeś?
- Chciałem ci coś pokazać.
- Poważnie?- w tym momencie zaczeliśmy się śmiać. Po chwili Adam spoważniał.
- Poważnie.
- No dobra, ale co chcesz mi pokazać? - spytałem z pozostałością uśmiechu na twarzy.
- To.

Przyznam, że sytuacja zaczeła mnie irytować. Jadę kilkanaście kilometrow, po dwóch nieprzespanych nocach, tylko po to by wdawać się w jakąś głupawą gierkę? Rozejrzałem się jednak profilaktycznie po okolicy i nie zobaczyłem nic co rzucało by się w oczy, coś co mógłbym wcześniej przeoczyć z wyjątkiem jego Pajero ale to żadna nowość. Uśmiech znikł mi z twarzy na dobre.
-Nie rozumiem - przyznałem
-Za tobą.
Wszystko stało się jasne, zresztą powinienem był się domyśleć. Prezes rady nadzorczej jednej z największych firm farmaceutycznych w Polsce nie powinien dłużej tłamsić się w czteropokojowym mieszkaniu na Mokotowie.
Dom był naprawdę piękny. Duży, piętrowy, jasno- kremowy. Dróżka do garażu wyłożona była kostką granitową. Trawnik idealnie równo przystrzyżony, nawadnany automatyczną armatką wodną wbitą w ziemię. Najbardziej spodobał mi się jednak ogrzewany taras z tyłu domu prowadzący do ogrodu pełnego drzew. Zimą, można przesiadywać na nim godzinami, w koszulce z krótkim rękawkiem i patrzeć na padający śnieg.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
-Nikomu jeszcze nie mówiłem. Chciałem byś dowiedział się pierwszy.
Zatkało mnie.
-Chciałem pokazać Ci ten dom - ciągnął dalej - bo chciałem...Kuba... ten dom to prezent ślubny dla Izy i chciałem prosić Cię... Nie zostałbyś moim świadkiem?
Na mojej twarzy wrócił uśmiech. Przytuliłem go po męsku.
-Ty skurwielu! Pewnie, że zostanę twoim świadkiem. Przecież wiesz, że niemógłbym odmówić. Tylko powiedz mi, albo nie. Nic nie mów.
-Jestem tego pewien jak niczego w swoim życiu. To ta dziewczyna. Kuba! Dziewczyna na całe życie. Chcę się z nią zestarzeć.
- Rozumiem cię przyjacielu - skłamałem.
Znałem Adama całe życie. Razem skakaliśmy przez mury, razem chodziliśmy na karate, osiem lat przesiedzieliśmy w jednej ławce w podstawówce, potem liceum.
Z Izą spotykał się siedem lat. Cały ten czas miałem okazję obserwować ich związek. Jeździliśmy razem na wakacje, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Byli i są idealną parą. Pasują do siebie jak dwie krople wody, ale mimo wszystko coś mi w niej zawsze nie pasowało. Jest zbyt piękna, zbyt dobra, zbyt miła, zbyt sympatyczna, zbyt atrakcyjna, zbyt inteligenta. Niby idealna, ale czy to jest właśnie ta dziewczyna? Dziewczyna na całe życie? Naszczęście to problem Adama. Ja to chyba jestem zwyczajnie zazdrosny.
-Chcesz zobaczyć wnętrze? spytał
-Jasne- odparłem.

O tym opowiem następnym razem...

Opublikowano

Początek (poker) emocjonujący. Ciąg dalszy zapowiada coś równie ekscytującego. Czekam z niecierpliwością.
zdąrzyłem- ort
ogrzewany taras móglbyś zmienic na ogród zimowylub werandę- taras jest ze swej natury otwarty, trudno więc byłoby go ogrzewać.

Opublikowano

Tekst świetny i chyba jeden z niewielu, w których płeć bohatera nie wynika tylko z imienia, ale przede wszystkim ze sposobu myślenia i mówienia. DUŻY PLUS.
Pozdr./Magda
P.S. Trochę ortów się przydażyłopopraw je, bo psują troche dobre wrażenie. Szczególnie niemógłbym.

Opublikowano

trudno oceniać, tytuł mówi zbyt wiele
/a może się mylę/
i, to jakieś...tak inne

przyzwyczajenie, to dziwna mieszanka /trochę tęsknoty, odrobina nieuwagi i tak trudno wyczuć smak nowej___sytuacji/
jest ok;) czekam na c.d.
pozdrawiam gorąco

Opublikowano

brakuje mi tu humoru, albo może ironii? no nie wiem, czyta się trochę jak pierwszą stronę 200 stronicowej książki...dobrze napisane, ale wiedząc że to nie będzie książka(a może jednak?) to trochę mnie znudziło.
pozdr

Opublikowano

dzięki za komentarze kochani. Jeśli trafiają się jakieś błędy to tylko i wylocznie z pospiechu(nie mam wlasnego korektora i czasu na kerektę tekstu)... Jeśli czyta się jak książkę to dobrze się czyta:)...nie ma humoru i ironii bo to o poważnych rzeczach...może w dalszych fragmentach. Jeszcze raz wielkie dzięki.

  • 7 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Pięknie! Pozdrawiam:)
    • @Lenore Grey Bardzo fajne :)
    • @Lenore Grey Super! Masz talent! :)
    • Sen, którego byłam, razem z moim em, współbohaterką, zakończył siebie wypowiedzeniem zdania "To dla mnie ważne". Tak, jakby był świadomą, częściowo tylko zależną od mnie, częścią rzeczywistości i jako taka współkreował siebie razem ze mną przy użyciu mojego umysłu, a dokładniej przy użyciu danych, zaczerpniętych z mojej pamięci. I oczywiście z wykorzystaniem realnych uczuć. Potem zaobserwowałam chwilę ciemności. Dosłownie chwilę: bardzo krótkotrwały moment. A potem mnie samą, siedzącą naprzeciw mojego mężczyzny przy kawiarnianym stoliku nad dwiema filiżankami zielonej herbaty. Polubiłam ją przy nim, co było o tyle łatwiejsze, że w ogóle nie pijam kawy. Ja mówiłam, on milczał. To spoglądając na mnie badawczo, jakby sprawdzając - poprzez moje oczy do przestrzeni myśli - czy to, co mówię, jest prawdą; to przesuwając spojrzenie na, lub w, przestrzeń za mną, bądź na lub w przestrzeń w ogóle, z której sen, sam albo czy przy moim współudziale wymazał wszystkie osoby i przedmioty, pozostawiajac tylko podłogę i sufit z zapalonymi żyrandolami. Jednocześnie uśmiechając się lekko od czasu do czasu, podając mi ognia, gdy sięgnęłam po papierosa, to wreszcie sięgając do spoczywającej na blacie stolika mojej dłoni i ściskając ją lekko. Za każdym razem jednak, gdy zaglądałam mu w oczy, widziałam skupienie. Jego uwagę poświęcaną temu, co mówiłam. Temu, co słyszał.     - Strach - mówiłam. - Obawa. Niepewność i lęk. To je miałeś na myśli, pytając mnie o gotowość na związek z tobą? Jak dowiedziałeś się o nich? - myśli same uformowały mi się w słowa i wypowiedziały pytaniem. - Czy ktoś ci powiedział?     To była jedna z chwil, gdy uśmiech poprzedził odpowiedź.     - Domyśliłem się - odparł. - Wymienione właśnie emocje często kierują ludzkim postępowaniem, szczególnie wtedy, gdy są auświadomione. Przeanalizowałem twoje uzasadnienie odmowy spotkania się przez ostatnie dni i doszedłem do wniosku, że bynajmniej chodzi o brak czasu - a w każdym razie nie tylko. Że musi coś kryć się pod ich powierzchnią czy też zasłoną. Ponadto odwróciłem sytuację, stawiając siebie na twoim miejscu. Ja znalazłbym czas przez te dni, chociaż godzinę lub dwie, cokolwiek mielibyśmy w ich trakcie robić. Wypić herbatę do rozmowy w kawiarni, tak jak teraz tu siedzimy. Pospacerować mimo zimna i wiatru. Napić się szampana w sylwestrowy wieczór, nawet jeśli miałoby to być na szybko. Oczywiście, że ja to ja - najwidoczniej wyczuł, co chciałam powiedzieć i spojrzał jednym z tych swoich corleone'owskich spojrzeń. - Ale uzasadnienie w postaci niemożności spotkania się w tym czasie brzmiało nie do końca wiarygodnie. Co nie oznacza, że chcieć to zawsze móc.     Spuściłam głowę w milczeniu, w pełni świadoma, że mnie przejrzał. I że odgadłam, co kryło się za jego pytaniem o moją gotowość.     - Co ja mam teraz mu powiedzieć? - zastanawiałam się szybko, nie podnosząc wzroku. - Jak się usprawiedliwić? Cholera, czy on musi tyle myśleć? Tyle analizować? Jak mam mu teraz spojrzeć w oczy?     Westchnęłam, wciąż wpatrzona w czerwony materiał sukienki na moich udach. Tej samej, którą włożyłam specjalnie dla niego na naszą przedostatnią randkę. Która, o czym świetnie wiedziałam, doskonale podkreślała moją figurę. Którą, na co nie czekałam długo, skomplementował z tym swoim ostrożnym uśmiechem. Mnie znacznie trudniej było go ukryć. Pomijając fakt, że wcale tego chciałam.    - Nie mam wyjścia, zadecydowałam. - Trzeba podnieść głowę, nie siedzieć jak dziewczątko. Dla niepoznaki pogrzebałam w torebce, aby odnaleźć paczkę papierosów. Gdy wyjęłam jednego z nich i włożyłam do ust, przystawił podeń płomyk zapalniczki, muskając przy okazji moją dłoń. Podziękowałam za jedno i za drugie. Uśmiechnął się.    - Czy coś jeszcze? - spróbowałam udać spokój i opanowanie.    - Konflikt wewnętrzny - odparł wolno. - Pomiędzy twoimi uczuciami a wolą. Ze wszystkich sił chcesz zachować kontrolę - i nad sobą, i nad rozwojem sytuacji pomiędzy nami. Może to słuszne, a może nie - mój mężczyzna uczynił gest dłonią, znów jak Al Pacino. - Tak czy inaczej: czy nie byłaby wskazana trochę większa otwartość? I czy nie przydałoby się trochę więcej szczerości?    Mało co, a odruchowo znów opuściłabym głowę. W ostatniej chwili powstrzymałam reakcję. Dla odmiany teraz mój mężczyzna spojrzał powoli w bok. Zrozumiałam, że uczynił to celowo.    - Proszę, daj mi czas - powtórzyłam zakończenie poprzedniej rozmowy. - Zgódź się na małe kroczki z mojej strony. Ja...    - Tak, ty? - podjął, zupełnie jak Keenu Reeves w "Domu nad jeziorem".    - Nie potrafię inaczej... - ledwie dałam radę wypowiedzieć te słowa.      Rzeszów, 1. Stycznia 2026  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...