-
Postów
53 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Michał Pawica
-
MÓJ SZLOCH NAJ! Kochać cię to nie był trud Nie trzeba było silić się zbyt Kochać cię to nie był znój Ja piąłem się do twych ud A jemu zbyt szybko opadł mit Och, mój ból, ból cud Wzięli cię na posterunek Nie pytałem, dlaczego, jak Nie wołałaś na ratunek Nie myślałem dlaczego tak Miał cię przez chwilę na wznak Och, mój o mój męki szlak Wszyscy chłopcy machają Próbujesz im w oko wpaść Wszyscy chłopcy wołają Chcesz czułą chwilę skraść Miał cię na liście "Na zaś" Och, mój deszczowy płaszcz? Kochać cię łatwo przyszło mi Lekko też odeszło w dal Kochając, byliśmy ciężcy, źli Serca były harde od dni Mieliśmy się przez parę chwil Och, mój ból, twardy jak stal (Opuszczanie zielonych rękawów) WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ Wojna w klęskę zmieniła się Traktat jest spisany krwią Lecz nie wpadłem im do rąk: Przekroczyłem linie swe Bardzo chcieli złapać mnie Lecz im zbiegłem i jak zbieg Żyję tu, w dzielnicy złej, Pod przykrywką szpieg Musiałem iść, całkiem sam I życie porzucić swe W szafie zbiór szkieletów mam, Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie Snuję życia wątek, a w nim Tam fakt, a tu mit Kiedyś miałem imię lecz Nieważne to, poszło precz Nieważne to Nieważne co Ponieśliśmy zwycięstwo A akt spisano krwią Nie wpadłem do ich rąk Chodzę po linie Być Jest prawda, co ma żyć I ta, co ginie w mrok Nie wiem, w którą mam iść Lecz nieważne to Bo twój triumf miał Tak miażdżącą moc, Że niektórzy z nas Myślą, jak zachować choć Strzęp kronik o tym, jak Odbywamy marny byt swój; Beret, znoszony płaszcz Łyżkę nóż i stół Igrzyska i chleb W które gladiator gra Kamień, który rzeźbiarz tnie Pieśni ku chwale, niech trwa.. Nasze prawo to wciąż Pokój, rozumie, że Chociaż strzela mąż Żona kule nosi mu I wszystko to w duszy mej Wyrazy, co obrazem są Słodkiej obojętności tej (Są tacy, co miłością ją zwą) Jej wysokości czczonej w krąg Niektórzy mówią na nią Los Lecz mieliśmy nazwy, co Ciut bardziej intymne są Nazwy te co wchodzą w głąb I tak prawdziwe są, Że dla mnie są krwią A dla cieby jak proch Nie potrzeba nam By uchowały się Jest prawda, co żywa jest Prawda, co żyje w nas... I ta, co umiera bez dram Nieważne, z kim Nieważne, czym Żyję życiem tym Które zostawiłem im Zabić wciąż jest wrogiem mi, I Nienawiść obcą też, Chciałem nauczyć się kochać je, Lecz całkiem nie wyszło mi Raz chciałeś mnie oddać im Lecz to nie dziwi mnie - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzi serce twe Twoje serce było o tu Tu gdzie rój much masz To jest kuweta Twych ust A to twoja miska kłamstw Dobrze służysz im, wiem Lecz nie dziwi mnie to Oni to twoja krew A Ty - ich z kości kość Nieważne, gdzie Nieważne, że Serwujecie historii bieg W pasztecie faktów i kłamstw Do was należy świat Więc to nieważne i tak Nieważny klan Nieważny świat Żyję pełnią mych lat I pełnią każdego dnia Przez przestrzeń i czas Nie dam ich rozdzielić wam Moja kobieta sprzyja mi Me dzieci pójdą za mną w noc Ich groby bezpieczne są Od horroru takich jak wy Od upiorów snów złych W głębiach pocałunków ich Korzeń mocno wbity mam Żyję wciąż pełnią dni Które zostawiłem wam Zostawiłem igrzyska o chleb W których nasz żołnierz grał Kamień, który grabarz tnie Piosenki, pisane na chwał.. Lewo ponad prawem, zabawa trwa Pokój to wojna, wojna cały czas Chociaż strzelam ja Kule robi Diabeł w was Bo ważne, z kim Ważne Iść Żyć całym życiem swym I nie oddać go za nic Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach Chciałem go uczynić kompanem mym I nienawiść też, lecz tak chciał traf Że całkiem nie wyszło mi Raz przedstawiłeś mnie im Próbowałeś, bo wiem, że - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzę. Je t'aime, L. Cohen PACTUS DIABOLICUS Znam cud przemienienia w wino wody stągw I obrócenia go w wodę znów, więc daj, Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc, Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój Jestem wściekły i zmęczony wciąż Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Zwiąże kochanie me z miłością twą Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra - Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal, Którego kłamca by nie powstydził się Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest" Byłaś Dedalem moich lat Pola wołają - pękł nowy wiek! Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Ty to nie ty, tylko Twój duch Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest... Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść Jad przenika samą ciała treść Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Przywiąże mnie do miłości Twej Jestem zły i cały czas zmęczony Chciałbym, by był traktat albo pakt Między tym co ocalono Z naszej miłości, z wpisem do akt ───
-
1
-
FRÈRE COHEN IV: ICH ATME GESANG
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
WOLNY NUMER 23 Września 2014 Spowalniam swoją pieśń Nie jestem szybki gość Ty chcesz wciąż pierwsza przejść A ja - ostatni dojść To wcale nie przez wiek Albo mój życia tryb, Że wolę wolność mieć To matka dała mi Niby zakładam dres, Lecz nigdzie nie chcę biec Będę, jak uda się Odłoż smycz, ja to nie pies To wcale nie przez wiek, Nie przez tą całą śmierć Wolność podchodzi mi Powolność mam we krwi, Lubię powoli wejść Nie chcę do przodu rwać A Ty chcesz szybko przejść: U mnie to musi trwać Nie to, że brak mi dni I nie przez głupią śmierć: Lubię powoli iść Tak mama miała mnie Za szybko prowadzisz się, Zbyt ostro wchodzisz w skręt No, daj mi choć wziąć dech Ta noc to nie jest wtręt Chcę wolno spędzać czas, Wstrzymać go, nim pójdzie w dal "W wieczór goszczę pod Twa Twarz, W wieczność, w Twych Oczu Źal" Zwalniam swoją pieśń Duszę mam wolną dość Ty chcesz w dzień nowy wzejść Ja chcę do nocy dojść Więc dziecko, już mnie puść W mieście szukają cię Jak ktoś chce ze mną pójść Mów, że z wolna zbliżam się Więc droga wolna, idź się puść Na mieście byle gdzie Jak ktoś z tobą zechce pójść: Od czterdziestki do zera zbliżasz się A ja, choć wolny ptak Chcę poszybować tam, Wejść w nocy stromy szlak Pieśni, służyłaś nam, Lecz ze służby zwalniam cię ... SAMSUNG W NOWEJ DZIEWICY Mówiłeś, że jesteś ze mną po grób Że przyjaźń przetrwa sto burz Czy naprawdę kochasz tej dziury bruk Czy udawałeś jak tchórz? Mówiłeś, że kochasz się w jej sekretach Jej wolnośćiach skrytych w licach dwóch Że jest od Ameryki bardziej przystępna Słyszałem, mówiłeś, nie myli mnie słuch Mówiłeś, "Jak to się mogło stać?" Pytałeś, "Jak może być tak? Resztek zhańbionych brać W barze Tout Blues leży na wznak A my, co wyglądamy miłosierdzia Wbiwszy się w dno, w jamę tą Czy nasza modlitwa była tak niewierna, Że Syn odrzucił ją? Zbierzcie morderców tłum mi Zwieźcie ich w dziurę tą Przywiąźcie tu, do kolumny A zburzę świątynię tą Król wasz dobry i dumny Jego korona we krwi Postawcie mnie przy tej kolumnie Zburzyć świątynię dajcie mi Mówiłeś, "Co się stać mogło?" Mówiłeś, że to wilczy zew Łańcuch spadł, wzniósł się obłok A burza niesie wolność i śpiew... Są lepsze formy odzewu Z całą pewnością tak jest Oślepłem od śmierci i gniewu A to nie jest dla ciebie najlepsze z miejsc Tam w oknie czeka kobieta I łóżko w dzielnicy Saint Roch Napiszę, jak się skończy rok stulecia Jak świątynię obrócę w proch PRÓŻNA 666 ]Nach der technischen Korrektur[ Byłem twoim kompanem, gdy kur piał, Ostatniej kolejki byłem wart. A potem skończył się nam fart, Lub wszystko, co los nam dał. Najpierw w kamasze wzięli cię W najbardziej cywilnej z wojn. Leżała jak sen, więc nie liczyło się, Po której walczysz ze stron. To nie było takie proste, Gdy wstałeś i poszedłeś w świat. Ale zostawmy tę historię Na jakieś sto lat. Wiem, że jarzmo to ci ciąży, Gdy je ze sobą niesiesz w noc. Niektórzy mówią, że czas je wydrążył, Lecz przecież ono ci ciąży wciąż. Zostawiłeś brudne naczynia, Dziecko i strych pełen farb. Wiem, że z partyzantami trzymasz I że ich bronisz barw. Mówiłeś, że jesteśmy równi, Więc daj mi przy tobie stać. Jako przypis do części głównej, Do barw spłowiałych flag. Miły, ja słyszałam twoją spowiedź, Z tobą paliłam, chciałam konie kraść. Zapomnij tę z mchu opowieść, Gdzie zdrada-zemsta ma koniec kłaść. Widzę Ducha Kultury, Na nadgarstku numer ma. Salutuje konkluzjom, które Jakoś umknęły nam. Płakałem po tobie w ten poranek I będę jeszcze płakać znów. Nie jestem stróżem twych snów, Więc nie pytaj, kiedy na twe rany Popłynie deszcz win i róż, I szampana magnum opus bez słów. Bo nigdy, przenigdy nie będziemy już Tak życiem pijani aż po nów... I już po zabawie, wyjechali przyjezdni, Lecz będę stał na tym rogu, gdzie Wczoraj jeszcze tętniła jezdnia. Lecz ja wciąż stoję, stać cherche le chcę Byłem ci wszystkim, co Bóg dał, Nieba byś przychyliła mi. Lecz się przeliczyły dni, Niebo uchyliło się od liczby ciał. TANGO ANUS Tańcz mnie, poprzez strach, po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Wtańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Utańcz mnie w miłości grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, tańcz mnie wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach, po schronienia próg Wytańcz mnie w ten płonący skrzypcami piec Dotknij nagą dłonią lub rękawiczką choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg "Przytańcz tam, gdzie miłość wciąż jest." -
Frère Jacquot IV; Ma cédoine
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
BRUKSELKA, CZYLI NOCNE NOTATKI Z NIEUDANYCH REKOLEKCJI PARYSKICH AKT I: BRUKSELKA NA SEN [Powstrzymaj się] To był czas gdy Bruksela śniła sen Czas, gdy królował niemy film Gdy Bruksela tańczyła śpiew Bruksela sobie śniła się [Couplet 1] Na place Broukère był sklep, co miał szyld W panów panie w krynolinach po pas Na Broukère był omnibus do Gstaad Z żonami dżentelmenów w Geschilde, A na na kinie l'Impériale Serce w otoczce gwiazd Był tam mój dziad Była i jedna z babć On żołeniem był One robiła w municipale On nie sądził, a ona nie myślała nic I skąd mam mądry być? [Powstrzymaj się] To był czas gdy Bruksela żyła jak pan Niemego kina czas Gdy Bruksela śpiewała w tan Bruksela śniła w was [Couplet 2] Na moście Place Sainte-Catherine Panowie tańczyli panie w krynolinach z lin Pod mostem tańczył na niby bus Z żonami dżentelmenów z Shaolin A na Fédéral Serce całe z gwiazd Był tam mój dziad I którąś z babć Był w stanie nie robić nic Pozwalała mu na byle co Oboje zrobili to I chcecie, bym był femme fatale? [Powstrzymaj się] To był czas gdy Bruksela zapadła w sen Czas, gdy grali mierny film Gdy Bruksela tańczyła bez cen Bruksela siebie śniła sobie, nie im [Couplet 3] W bistro koło Place Sainte-Justine Faceci śpiewali babom w krynolin ślin Pod latarnią tańczył mniej niż bus Z dżentelmenami żon w Totus Tuus A na Local Serce, z pół gwiazd Był tam mój dziad Była chyba z babć On chciał wojny już Ona oczekiwała na grób Radośni byli jak ten, co go gorzki żal... I jak mam mieć morale? [Powstrzymaj się] To był czas, gdy Brukseli utknął w gardle śpiew Gdy Bruksela otrząsnęła się z drzew Gdy Bruksela przestała śnić Czas, gdy się urwał film AKT II: TELEGRAM ZIMMERMANA Cue: Znasz tajniki piosnki tej? &A: Rzuć coś z wiedzy swej O, USA Słońce otrząsa z powiek sen I muska domów dach Oto Paryż w dzień Sekwana przechadza się I prowadzi mnie palcem po snach To Paryż wiecznie ten A serce me nagle bije jak dzwon Gdy twe śmiechem daje znak I wita mnie Paryż, Paris jak sen I w mej dłoni twa dłoń, Co już mówi „tak” A to Paryż, miłości szlak Pierwszy miłosny list Na Wyspie Saint Louis To Paryż wybija takt Pod pierwszy czuły gest I pocałunek w Tuileries I to Paryż, szczęścia łut I pocałunku smak Skradzony pod Arc de Triomphe I to Paryż, romansów cud I dwie głowy, co jak na znak Patrzą na Wersal, wciąż drżąc A Paryż i Francja płyną jak miód Te, których zapominamy, dni Co zapominają odwiedzić nas I to Paryż, nadziei czas Godzin, gdy spojrzeń blask Tańczy w to samo pas A to Paryż, lustr czar Nic tylko noc wciąż trwa Rozdzielając nasz pieśni snem A to Paris, bon soir I wreszcie ten dzień Kiedy już nie mówisz nie... A to Paryż w lata skwar I pokój smutny tak, Gdy przestaje grać walc A to Paryż, i my jak we śnie Spojrzenie, co bierze jak dar Czułość, którą ofiaruje świat A to Paryż, oczy twe I przysięgi, przez które ronię łzę Zamiast wypowiedzieć je To Paryż, jeśli chcesz I świadomość, że Jutro będzie jak dziś, tylko że.. Tak cudowny Paryż jest Lecz to podróży kres Tu kończy się pieśń A to Paryż, w szarej mgle Godziny skończyły się Wyschły łzy To Paryż, idący w deszcz Te ogrody przemierzone wzdłuż i wszerz Gdzie spadł ostatni liść A to Paryż, jesieni dreszcz Dworzec, gdzie dopełnia się Gron smutku kiść A to Paryż, odarty po życia treść Poza zasięgiem serca już jest Wypędzony z raju za złą wieść To Paryż jak bezpański pies Lecz przyszedł od Ciebie list List, który mówi „tak” Więc jutro Paryż nasz jest Miasta i wioski też Koła kreślą szczęścia znak Paryż jutro idzie w tan A Ty czekasz na mnie w Paryżu tym Co znów wszedł na dobry szlak To "Paryżu wracam!" Stop brak Lecz przyszedł właśnie tekst Telegram ci krzyczy „Krieg!” Więc Paryż verloren jest Miasta i wioski spłoną w mig.. Butów równy krok W hinduski szczęścia znak Paryż jutro wejdzie w mrok, W pickelhaub zygzaku szlak Co kończy się Paukenschlag, Co grzmi: "Paryżu raus!" NonStop ! Słońce na zawsze wchodzi w cień I mrok domy kryje strach Oto Paryża ostatni dzień Sekwana w Kraft durch Macht A kruki kraczą po snach Skończył się o Paryżu sen... AKT III: MAM NA TO ŚWIT... Przygoda, przygoda Przygoda zaczyna się o poranku Przygoda wstaje skoro świt Ona zaczyna się w rannym słonku Przychodzi, by nam rączki myć Przybłęda, przybłęda, Przybłęda warczy na poranki Przybłęda w nocy idzie w karty grać Woli kolegów niż koleżanki, Przychodzi, z klamką, by nam pysk sprać "Pankracy to przybłęda, sam się przypętał Zaczyna pić już o poranku..." Przygoda zaczyna się o świcie A świt prowadzi nas przez drogę w szlak Przygoda naszym skarbem życia Który odkrywamy w ranka blask Przybłęda zaczyna chlać o świcie Bo w świt Przybłędę trafia szlag Przybłędzie wóda wchodzi wręcz znakomicie Bynajmniej ranka blask mu nie w smak (Właściwie: "łapką / klamkę tknąć", W zależności od wersji zwrotki... Obficie. Najpopularniejsza to: "A Pankracy to równy gość.") Dla Martina to żelazo na kowadle Dla Cezara, wino, co go wprawia w śpiew Dla Yvona - morze, kto jego dal odgadnie? To ten, co właśnie wschodzi, dzień... Dla Pankracego to świeże mięso w imadle Dla Reksia, kość, co go pije w krok Dla Kolargola, biała Śmierć w spirali, na dnie A dla Uszatka, w tramwaju tłok... To pszenica, którą wspólnie młócimy Robota zaczyna wcześnie się O świcie każdym wciąż walczymy Wcześnie zaczyna się karat ten... Bo, kasa co ją młóci Pankracy Sama nie zarobi się W tym świecie o który walczymy Dniem Pracy Czy jak tam nazywa się bardak ten.. Niech światło obmyje nasze ręce Wszystko, czego szukamy, aby odkryć je i dać Kwitnie każdego dnia w tydzień, czy odświętnie Wielka przygoda musi zostać, trwać Niech tylko denaturatem obmyję gardło spragnione Wszystko, czego nam trzeba, to kwestia Być czy Mać? Szybciej nalewaj, bo ledwie widzę swój koniec Wielka Bezbłędna wiecznie musi ma, mieć, trwać Między naszym ratuszem a naszym kościołem Między bramą dziadka Dey Strona główna Szukaj więcej Twoja biblioteka Premium Kopiuj Wklej Koperta dla mera, dwie dla wikariera Kwiatki dla babki, że Hey! Sterta główna Szukaj więc! Twoja biblioteka czeka Premium wóda gotuj klej Szukaj Zaznacz wszystko O świcie każdego ranka Wtedy zaczyna dorosłość się Niech nasze kształty zbada przedszkolanka... Nie szukaj: znasz wszystko O świcie! Giń! Wtedy zaczyna się taki Dżin.,. Niech kształt O! Tej Flaszy nie doczeka poranka... Ci co nas naprawdę kochają nałożą na nas ręce w godzinie złej Ci, co kochają dać se w dłoń szable doń! W zagłębieniach ulic, w cieniach łąk Na końcu drogi, pośrodku pól Stojąc na wietrze, siejąc swąd Pochylamy się do ziem, nie wychodząc z ról W zagłębienia wszystkie, bez ciemna w łąku Lej, w końcu drogi, choć pól Trwa... Jąc w wierze, czuję swąd dźwięków Uchylam się ku ziem, wchodzę w to, z góry na dół! Siedząc obok starców, tkając wiklinę Leżąc w słońcu, chłonąc światło-cień Resztę znam: Nie przeminie! Leżę se wtem korcu, żując strychninę Leżąc w słońcu, chłonąc światło- w sień... Resztę znam: Przemija, przeminęliśmyŁA! Który światło zgaś .. ZASŁONA MILCZENIA-
2
-
Frère Jacques III: Nieparzystość wolę
Michał Pawica odpowiedział(a) na Michał Pawica utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Sylwester_Lasotaproszę bardzo: Verse 4] * Want uit een vulkaan die was uitgeblust * Breekt zich toch het vuur weer baan * En op oude grond ziet men vaak het graan W ans pójść wulkan ten, gdzieś w nas, pójść, gdzie bluzg, * Brecht twych want, ujściem w wulkan pójść, gdzie las, * Gdzie w nas wzejdzie bluszcz, w świat, w szloch Twych ran * Heel wat hoger staan dan op rond * Het wit mint het zwart, zwakheid mint de kracht * Daglicht mint de nacht, mijn hart mint jouw hart * W grom ud twych wejść, wbrew życia łatwym grom, * Cel lat mogę dziś w stan zdać Twoich rąk * Lecz w świt wierz, choć czart go obraca w żart, i daj mi w twych grach *Życia rozdział zmiąć, by mój hart minut Twych był wart ... Want uit een vulkaan die was uitgeblust Breekt zich toch het vuur weer baan En op oude grond ziet men vaak het graan Valse en vu d'la canne, une valse lacustre Brecht gitan toque tes verbes d'une urbains banne: En anneau, le pouls gronde, en suite t'mène, quête le crâne Laat me niet alleen Lat mych świetlny tlen Laat me niet alleen Ląd mnie nie tka w sen Laat me niet alleen Ne me laisse pas Nie mnie w lesie spraw Ne me quitte pas Nie kwituj w pół pas... ------------------------------ -
Frère Jacques III: Nieparzystość wolę
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Song Sans Paroles (Nieparzystość wolę) Chciałabym o piękności Twej Napisać bielą biały song Do bladej melodii tej, Co w ciemną noc zakwitła w jasność twą Chciałabym, przecież dobrze wiesz Jak koronki z Alençon Misterny utkać wiersz Najczystsze "Kocham czystość twą" Oświadczyć ci "Miłości ma" Prosić cię "Zawsze trwaj" Ale w tysiącu stron... Ale na tysiąc pas Dać tobie to: "Wysnujmy stąd miłość swą" Powiedzieć: "Spłońmy czułością tą, Płońmy nią wciąż, każdego dnia, Palmy się ku wszystkich pór dniom" Lecz nim rozświetli się ma myśl, Na pergaminie mym w tę noc, Nim pióro w rękę ujmę, i Zanim stemperuję go, Nim sformuję ją w blask gwiazd By z nicości wydobyć rzecz Nadejdzie czas, Gdy już nie kochasz mnie Zagraj "Pieśń bez słowa"... Pozwól mi być - drugi głos Nienawidzę tego, że sprawiłam, że mnie pokochałeś - Powtórz to - Martin Garrix Sanktuarium Tłumaczeń - Evanescence Starzy ludzie nic nie mówią już, Tylko czasem szepce ich wzrok... Nawet bogaci biedni są: nie mają złudzeń, nic, tylko jedno serce dzielone przez pół W domach ich pachnie tymianek, czystość, lawendaa i słowa, co odchodzą w mrok Czy w Paryżu mają dom, czy na prowincji wiodą niedolę swą, gdy długo zbyt życia trzymają się Może dlatego, że zbyt często wpadali w śmiech, ich głos łamie się, gdy bieżą ku przeszłym dniom, I płacz też był częstym gościem ich, więc łza im wciąż klei się do rzęs A jeśli drżą, to przez to, że ich wzrok śledzi, jak srebrny zegar wahadłu nałożył srebrny włos, I mruczy w salonie, mówi "tak", i "nie", i mówi "czekam tu, czekam wciąż" Starzy ludzie już nie śnią, ich książki przysypiają, fortepian zamknięty stoi, jak stał Kotek odszedł już, niedzielny apéritif nie wchodzi w śpiew Starzy ludzie nie ruszają się, ich gest ma zbyt wiele zmarszczek, zbyt mały jest ich świat - łóżko okno łóżko znów fotel a potem łóżko i łóżko jest A jeśli wychodzą, za rękę wciąż, cali w sztywność ubrani są, To idą za słońcem, na grób kogoś starszego , brzydkszej, niż.. I przez chwilę, szlochając, zapominają na godziny pół o srebrnym zegarze, co W salonie warczy, mówi "tak", mówi "nie", i że czeka właśnie ich... Starzy ludzie nie umierają, zasypiają pewnego dnia i już nie budzą się Trzymają się za ręce, boją zgubić szlak, więc gubią go A drugi zostaje sam, na dobre lub na zle, łagodne lub surowe pół Nieważne, które zostanie, już w piekle jest Można to zobaczyć, czasami, gdy wchodzą w deszczu i w smutku toń Wykraczają poza dzisiejszy dzień, wciąż przepraszając za to, że nie gdzie indziej są I chłonąc innych wzrok uciekają przed srebrnym zegarem, ostatni raz A on w salonie tyka, mówi "tak", i "nie", mówi "czekam wciąż" W salonie tyka, mówi "tak", i "nie", mówi "oczekuję was" ... Zagraj w "Starych" Amazon Music Unlimited (reż. reklama) Paroles.net ma umowę licencyjną z Society of Music Publishers and Authors (SEAM) Jacques Brel (Światła, podkład, żel) Winniśmy, ma Następny! Villona już mamy za... Owinięty tylko w ręcznik, co nim przepasalem się w pas Czoło rumieńcem lśni, a w dłoni mydło mam, już czas: Następny, ja was...! Miałem dwadzieścia lat, a było nas chyba ze stu Byłem następny...! Za tym, za co już dostąpił u... Następny, ku..! Tylko dwadzieścia lat mam, a mam nauczyć się żyć W wędrownym burdelu tym, i ten sierżanta ryk jak życia mego nić: Następny, bo wam w rzyć...! Ja chciałbym tylko czułości ciut, choć na lek... Albo uśmiechu pół, lub po prostu czasu czek... Następny, trzeci bieg...!! I wiem, to nie było Waterloo, nie, nawet nie Verdun To było jak parę chwil, gdy żałujesz, że w szkole byłeś dno den Następny, ruchy, bo jak cie w tę..! Ale przysięgam, że ten sierżanta zza pleców głos Był jak los rzucony, bynajmniej, na gruzów stos Następny, bo wos...! Przysięgam na wszystkie... To było jak pierwszy tradzika swąd I ten głos, który wciąż słyszę, tych przekleństw swąd: Następny, wy...mi stąd! Ten głos, co pachniał jak czerstwy chleb i jak bimber zły Ten głos narodów, ten zew czarnej krwi Następny, zasuwać mi!: I nawet dziś, gdy kobieta spermą podpisuje kapitulacji akt, W moich wątłych ramionach zdaje się szeptać w mych biódr takt: Następny, bo wpis do akt! Następcy moi że świata czterech stron powinni za ręce się wziąć I krzyczeć to, co ja co noc, mój zwykły koszmar śniąc: Następny, następny! Wciąż i wciąż A gdy gorączka spadnie mi, myślę sobie, że Bardziej brudzi cię to, że jesteś po zamiast przed Następny, bo cię... W ten durny łeb ! Kiedyś na wózek przesiądę się, do zakonu, lub na stryczka ostatni sznyt, W taki obrót spraw, że nie będę musiał się martwić zbyt... Następny! Nie! Ja nie chcę tej najbardziej zdartej z płyt! Następny, dawaj, git chwyt.. ...księgowanego kryt... [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jeśli mam mieć tylko Twój żar, By odziać nas w życia cud I ubrać w słońca czar Przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jestem tej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę - Za bolączki, jakie zna świat, Za mój trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar By go ofiarować tym, których jedyny dar - To wpleść się światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Daj mi wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I ten hymn, co ciszę skradł, By werbel już zamilknąć chciał Wtedy, mając za jedyną broń Siłę, którą daje Twój żar, Wreszcie ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę.... ( I. Od chryzantemy do chryzantemy Przepadają przyjaźnie nam Od chryzantemy do chryzantemy Wypada z jaźni to, czego pragnęliśmy bardziej, niż sam... Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą, by... Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok nich Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze raz Zawlec znów kości stare Do słońca, aż do lata, z wiosną wraz Do wiosny dojść, którąś z jutra tras... Zaraz będę, już za parę chwil Ale tak bym chciał jeszcze znów Zobaczyć raz, czy rzeka trzyma kil, Ciągle czeka nas, czy zatoka naszych snów Jest przystanią wciąż, znów być tam, gdzie nuci gil... Zaraz będę, szybciej, niż myśl Ale dlaczego ja, czemu teraz i tu Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwil... Oczywiście, że Mu... Zawsze byłem przybyszem tu... Od chryzantemy do chryzantem - Za każdym razem coraz bliższy ci, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej ponad liczbę dni... Zaraz będę, za chwilę już... Lecz chciałbym tak nie zniknąć z map... Znów w miłość wsiąść, jak ostatnia z gap... Jak łapie się autobus, choć cel jest tuż Zamustrować się, nim zamknie się trap By zawinąć na czyjś próg, być jedną z dusz Znowu dobrze się czuć, nic nie musieć już... Zaraz, za chwil, zaś... Ale tak pragnął bym, Gwiazdami znów nakarmić jaźń, Drżące ciało, i martwy paść Miiłością spalony, jak słońcem, Twym Sercem, spopielonym, czasowi, skraść... Za. Raz. Za... To nawet nie ty, jesteś, wcześnie - To spóźniłem się ja Za. Raz. Będę. Kto? Za. Wsze. Był,em. Kimś. Innym, niż... Przy, bysz, em... Wciąż. Tak... II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości ) Norwida ( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałaś/liśmy się w powietrza ]dal[ I każde tu pamięta z nas, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y bas); Nic nie przypomina(ło) tam już nic (whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(już czas!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale: miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/ Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dnia Wciąż cię kocham, wieszKocham Cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) Jak szarmanckiego( -księcia ) Od czasu (do czasu), traciłem/liśmy }się{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku ] w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/na czas Aby się zestarzeć, bez [fazy] dorosłości {Precz z krużganku!} Im więcej czasu nas otacza [brak dźwięku] Tym więcej )w tej przyszłości( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[na gracza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę (wkrótce) mniej Rozpadam się trochę później ja ] kawałki/na[ Mniej wierzymy naszym sekretom (przed/po wódce). Nie: Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej wersji mego walca Jestem sam, lecz już uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód, Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma, Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna Niż walc Osi wszystkich państw I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput Choć w tysiące idzie trup Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia Ni zwierza, Ni człeka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, ... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczynę w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje...  III. Nie zostawiaj mnie, Czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten wieczny zbieg Zapomnieć wciąż Nie daje nam Niezrozumień w nas I straconych lat, I wciąż martwić, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem nam zbiegł, Zapomnieć czas nierozumny świat, Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, tak Wciąż martwimy, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci Wyssać perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada deszcz I z najrzadszych ziem Wydrążę ci tu Śmierci żywy tlen, By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w świecie tym Miłość będzie królem twym Miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów Wyzutych ze snów, Lecz ty ich sens i każdy ich kęs, Zrozumiesz w mig... Opowiem ci baśń Jak kochankowie dnia Widzieli raz i dwa, jak Płoną serca im I: opowiem ci Baśń, o tym, jak król Na serca zmarł ból, bo nie mógł Spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz Nie dwa widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat I z wulkanu, co Wszak...nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy diament plon Da, niż z kwietniów wszech, I tak po zgon... (Czas ma drobną dłoń) A gdy nadejdzie sen, Niebu - w ogniu stać Nie zostawiaj mnie, Zapomnijmy czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten niepomny czas, Co nam nie daje wciąż Zapomnieć to, co Bezrozumne w nas I czas straconych lat, I przestać martwić, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad, Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem mam zbiegł, Zapomnieć nierozumny świat Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, jak Lecz wciąż chcemy tak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci; dam Ci perły dżdżu Z krain tych, gdzie Nie pada deszcz. Tam wydrążę z ziem Śmierci żywy tlen By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w nim Miłość będzie królem twym, Miłość - prawem mym, A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów Bez sensu słów, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli raz i dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król, Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy da diament plon, Niż z kwietniów wszech, I tak aż po zgon.. A gdy nadejdzie sen Niebu w ogniu stać - Wtedy Czerwień i Czerń Swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę, śmieję się I słuchając cię Śpiewam, i wnet Milknę, bo już nie wiem, gdzie... Daj mi ostać się Jako tylko cień Twego cienia cień Twojej ręki cień, a nawet psa cień -
Mononc' Georges, Frère de Jacques
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
MUR ZAPIAŁ (X3) Ciepło w sercu mym Wzrok wlepiony w puste szkło, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo... Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak; Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire, A Tim, Don Juanem być chciał, I ja, najdumniejszy w melanżu tym, Ja chciałem, bym swój szlak miał... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał", Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co? Śpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się, Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Ciepło w sercu mym Oczy wpatrzone w balon Cointreau, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak: Voltaire poszedł w tan, jak w dym, A Casanova - nawet się nie waż, bo... A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich, Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!" My zaśpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym bardziej po pieprz... Ony! Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Serce ciężkie od łez, Jak kołek w ziemię wbity wzrok Przy barze hotelu "Bażant PiaU": Pan Adwokat Joseph I Pan Radca Timothée W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał.. Jojo mówi, co mówi Voltaire, A Timothé, co Don Juan, A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich, Ja o sobie mówię ten sam chłam... I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój, Co noc ci z Cechszczególnych-Brak, Ci "obesrańcy" pokazują nam zad, I śpiewają tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak ... Nie, Jef, nie jesteś sam Więc przestań mazać się nam Wobec tych pięknych pań Bo jakiś babochłop W jakiś szemrany blond Właśnie rzucił cię Nie, Jef, nie jesteś sam Lecz wiedz, że wiochę robisz tu Szlochasz w obecności dam Weź się ogarnij już Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam Poszła się bujać na bluszcz Nie, Jef, nie jesteś sam Ale odstawiasz wstyd Ludzie się dziwują nam Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik... Chodź, Jef, już chodź, no, chodź Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz Chodź, bierzemy kurs na przepić go W Pod Taki Kur Piał Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość Mam dychę, a jak by to nie dość Będę udawał, że jestem hotelu gość... Potem pójdziemy coś zjeść A rybka pływać ma Więc, pstrąg, a może dwa I wódka zimna jak stal Chodź, dziewczynkom powiedz cześć. Zajrzymy Pod Chez Nel Albo Aniołek Zla Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma, Że za pół darmo ci da Promocja dla takich, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Nie, Jef, nie jesteś sam Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen Podnieś no, ten cały ciała kram Co ci zabiera tlen... Wiem, na duszy ciężko ci Wlec ją trudno, ale, i: Wiedz: idą lepsze dni Więc przestań w rękaw łkać mi, Za kołnierz wylewać drink... Jak żołnierz musisz być: Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci.. Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi.. Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny Ale, Jef, to już nie jest trottoir To kino de répertoire Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!! Chodź, panienkom rzucić "Ciao!". Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał A potem WC w Szał Ciał Pociechę znajdziesz tam być miał Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Opowiemy sobie, jak Jak za czasów dawnych tak, Że nie pamięta najstarszy Mag, Szmalu było brak, Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak: "Kochanie w szlak?" Będziemy swoja brać Będziemy szczęście brać Piijani jak w Kurna Mać Będziemy się śmiało śmiać, I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!" Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź Chodź, chodź, cip, cip,chodź Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź Chodź, Jef, chodź, no chodź ... Będziemy śnić sobie, że, Znowu, jak w pięknym śnie Jesteśmy w nawyku, na dnie. Wracamy z odwyku... Nie! Chodź, chodź, Jef, chodź! K-
2
-
FRÈRE JACQUES II: KRAM NIE DLA DAM
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
JAK ŚPIEWAĆ WAŚĆ MAĆ: 1. Część pierwsza: Klasyczny,punk / cold wave psychodeliczny Zwrotki o „Przygodzie” i „Przybłędzie” (aż Do słów „...a dla Uszatka, w tramwaju tłok”) Mają idealny, parzysty rytm. Jak śpiewASZ: Wokal powinien być monotonny, chłodny (jak mrok) 1. Część druga: Nagłe tąpnięcie i destrukcja (Glitch / Noise) Moment, w którym wklejasz interfejs (sino voice) Cyfrowy („Strona główna Szukaj więcej...”), to muzyczny punkt zwro... 1. Część trzecia: Melorecytacja / Teatr Dramatyczny. Końcówka od słów „W Zagłębieniach ulic...” traci piosenkowy (geriatr -Yczny) rytm i staje się wierszem w [SYSTEM ERROR: 0x0000001F] Proces "DOROSŁOŚĆ. EXE" napotkał nieoczekiwany błąd Pamięci. Bufor tożsamośc I został przepełniony (Stack Overflow). Lokalizacja błędu: między Naszym ratuszem a naszym kościołem, w zagłębieni A wszystkie, bez ciemnia ląku. Stan urządzenia: [X] Pysk sprany (Klamka_v2 [X] Gardło obmyłje (Denaturat_Premi Um) [X] Kształty zbadane (Prze Dszkolanka_Dżin) Próba odzy Skania danych... Niepowod zenie.Resztę znam: Przemija, p RzemiNęŁoliśmyŁA! Naciśnij dowol Ny klawisz, aby odwrócić się i od Wrócić się znów. Naciśnij [RE SET], aby nałożyć ręce w go Dzinie złej.......... [Dźwięk: Trza Sk bezpiecznika. Głośny, kró tki pisk cyfrowego sprzęż Enia.][Wizua Lizacja: Ekran miga na nie Biesko, po czym gaśnie ca łkowicie.][CISZ A.] ─── Teraz twoja kolej, daj się porwać Przygodzie Jacques'a Brela Bo całe jego życie było cudowną Burzliwą przygodą. Przybłęda: Jego przygoda (zaczyna się...) MAM NA TO ŚWIT... Przygoda, przygoda Przygoda zaczyna się o poranku Przygoda wstaje skoro świt Ona zaczyna się w rannym słonku Przychodzi, by nam rączki myć Przybłęda, przybłęda, Przybłęda warczy na poranki Przybłęda w nocy idzie w karty grać Woli kolegów niż koleżanki, Przychodzi, z klamką , by nam pysk sprać " Pankracy to przybłęda, sam się przypętał Zaczyna pić już o poranku..." Przygoda zaczyna się o świcie A świt prowadzi nas przez drogę na szlak Przygoda naszym skarbem życia Który odkrywamy w ranka błask Przybłęda zaczyna chlać o świcie Bo w świt Przybłędę trafia szlag Przybłędzie wóda wchodzi znakomicie Bynajmniej ranka błask mu nie w smak (Właściwie: "łapką / klamkę tknąć", W zależności od wersji zwrotki obficie Najpopularniejsza to: "A Pankracy to równy gość.") Dla Martina to żelazo na kowadle Dla Cezara, wino, co go wprawia w śpiew Dla Yvona - morze, kto jego dal odgadnie? To ten, co właśnie wschodzi, dzień... Dla Pankracego to świeże mięso w imadle Dla Reksia, kość, co go pije w krok Dla Kolargola, biała Śmierć w spirali, na dnie A dla Uszatka, w tramwaju tłok... To pszenica, którą wspólnie młócimy Robota zaczyna wcześnie się O świcie każdym wciąż walczymy Wcześnie zaczyna się karat ten... Bo, kasa co ją młóci Pankracy Sama nie zarobi się W tym świecie o który walczymy Dniem Pracy Czy jak tam nazywa się bardak ten.. Niech światło obmyje nasze ręce Wszystko, czego szukamy, aby odkryć ją i dać Kwitnie każdego dnia w tydzień, czy odświętnie Wielka przygoda musi zostać, trwać Niech tylko denaturatęm obmyłję gardło spragnione Wszystko, czego nam trzeba, to kwestia Być czy Mać? Szybciej nalewaj bo ledwię widzę swój kóniec Wielka Bezbłędna wiecznie musi ma, mieć, trwać Między naszym ratuszem a naszym kościołem Między bramą dziadka Dey Strona główna Szukaj więcej Twoja biblioteka Premium Kopiuj Wklej Koperta dla mera, dwie dla wikariera Kwiatki dla babki, że Hey! Sterta główna Szukaj więc! Twoja biblioteka czeka Premium wóda gotuj klej Szukaj Zaznacz wszystko O świcie każdego poranka Wtedy zaczyna dorosłość się Niech nasze kształty zbada przedszkolanka... Nie szukej znasz wszystko O świcie! Giń! Wtedy zaczynia się taki Dżin.,. Niech kształt O! Tej Flaszy nie doczeka poranka Ci co nas naprawdę kochają nałożą na nas ręce w godzinie złej Ci kochają dać se w dłoń szable doń! W zagłębieniach ulic, w cieniach łąk Na końcu drogi, pośrodku pól Stojąc na wietrze, siejąc swąd Pochylając się ku ziemi, nie wychodząc z ról W zagłębienia wszystkie, bez ciemnia ląku Lej, w końcu drogi, choć pól Trwa... Jąc w wierze, czuję swąd dźwięków Ujchylam się ku ziem, wchodze w to, z góry na dół! Siedząc obok starców, tkając wiklinę Leżąc w słońcu, chłonąc światło-cień Resztę znam: Nie przeminie! Leżem se wtem korcu, żułjąc strychninę Leżąc w słońcu, chołnąc światło- w sień... Resztę znam: Przemija, przeminęłoliśmyŁA! Który świetło zgaś ... ─── KRAM SZRAM DLA DAM DAM WAM ⚓ W mieście Amsterdam jest taki port Jest czarci zaułek ten Są żeglarze, co idą w tan jak w sport I sny, co na zawsze kradną sen U wrót, gdzie Amsterdamu port. W porcie Amsterdam pociąg kończy bieg Jak żeglarze, którzy tu sen swój śnią O sztandarach, co wciąż jeszcze lśnią A za rogiem czeka już świtu brzeg. Tam, gdzie czai się portu Amsterdam cień Są żeglarze, pijani w sztok od absyntu i złych snów, Co stoją wciąż, lecz umierają dzień w dzień O świcie, tam u portu Amsterdam wrót. Lecz w porcie Amsterdam jest nie tylko mord: Są też żeglarze, co dzień w dzień rodzą się W ciężkim upale i nie lżejszej mgle Co pianą płoną, gdzie Amsterdam ma port. ─── W porcie Amsterdam zawsze jesteś sam, Jak żeglarze ci, co wciąż. chcą jeść Na obrusach białych jak ich życia treść Co ociekają od ryb – ten port nie dla dam! I pokazują ci zęby, zgniłe tak, Że życia ci odbierają chęć Chęć by wgryźć się w jablka Fortuny smak Aby księżyc żałował, że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem ich żołądka treść... Po samo jądro frytki, którą chcą brać Jak kurwę w swą wielką dłoń, Potem, wstają, gotowi do bitki ... idą srać I wracają, z rozporkiem rozpiętym, niosąc moczu woń. W porcie Amsterdam zawsze tak już jest: Tańczą marynarze nim pójdą w rejs Pocierają brzuchy, jak w rui pies, O brzuchy kobiet co nawiną się Ich tępy ryk jestjak do księżyca wycie psa Wzrok jak przeżuty słońca blask Rozdarty akordeon ich życie wyplute gra Jak krew z żyły przekłutej wypływa czas. Grubych uszu nadstawiają, by słyszeć swój ciężki śmiech, Aż akordeon gaśnie, bo przyszedł świt Wtedy poważnie, dumnie, jak gdyby to był grzech Wyciągają swych bękartów znów w świata wir I piszą testament w synaptycznego atramentu szept. W mieście Amsterdam szyki plącze nam Ten port Amsterdam wiecznie ten sam I żeglarze, co w drogę weszli wam, I na zawsze skradli sen tysiącu dam U wybrzeży portu Amsterdam. W mieście Amsterdam Jest port wieczny tak, Jak żeglarze, co pół miastu pół-dam Całkiem obrzydzili pozycję na wznak Zastrzeżoną dla złych pań z portu Amsterdam. W mieście Amsterdam Jest port odwieczny tak, Jak ten zawód, co z półświatka dram Miastu Amsterdam tyle dam szram, Co o brzeg świtu rozbiły się tam. Uczyń Krzyża znak... ─── ŁÓDŹ K... ŚLISKA Jest ich chyba ze stu lecz Widzę tylko dwoje: ich Przykuł ich do siebie deszcz I jedno tylko w drugim jest Chyba więcej niż tysiąc was jest Lecz ja widzę tylko ich Wiem są tacy, co powierdzą, że Musi "Kocham cię" powiedzieć jej A ona odpowiedzieć: "Ja też" Myślę, że w chwili tej Nie obiecują sobie nic Są wychudzeni zbyt By z ich ust kłamstwo mogło wyjść Jest ich chyba z tysiące dwa Lecz ja widzę tylko ich I nagle on wpada w płacz Toczy jak złota grudki łzy A wokół widzowie, jak ja Pracujący po siódmy pot I pełni nadziei zjadający chleb Wskazuje na nich wasz nos Ale te połówki rozdarte na dwie Przepiękne, całe w żal Rzucone psom Weź osądź jego i ją [Powstrzymaj się] A teraz oboje w łzach To znaczy i ona i on Bo wcześniej to on łkal Tak powiedziałem, czy co? Wszyscy są w pułapce, że są Nie słyszą już nic Tylko drugiego szloch A potem to A potem to nieskończenie to Jak dwa ciała modlące się Nieskończenie powolny marsz To rozdzielenie dwóch ciał A poprzez oddzielenie to Te dwa rozrywają się na ciał strzęp I przysięgam, że krzyczą jak... A potem ogarniają się Zgarniają się w jedność ciał Przygarniają ognia żar A potem znów rozgarniają się w strzęp Za oczy trzymają się A potem cofają się wstecz Jak morza fal pływ On rozstanie połyka jak małż Wyślinia kilka słów W mdłym falowaniu rąk I wycofuje się jak zbieg Zacofuje się na pozycje bez... I znika w dali, choć Schody nim krztuszą się [Proszę powstrzymaj się] Życie to nie darmowy lunch Na Boga, to smutne tak: Wielki Piątek, na stacji Łódź Nawet, gdy gra Żak I znika w dali, choć Schody nim dławią się A ona, ona zostaje, gdzie był Serce na krzyż, głód ust Bez krzyku, bez słów Zna swoją śmierć Jest na skrzyżowaniu jej dróg Patrzcie, odwraca się I odwraca się znów Ramiona do ziemi ma To już, ma tysiąc lat Jej los zderzył się z drzwiami nos w nos To już, światła brak Zwraca się ku swemu ja I teraz już wie, że Zawsze będzie obracać się Odchodzili od niej przedtem już Lecz teraz odchodzi miłość, a Miłość powiedziała jej „Znowu jestes po nic” Będzie żyła z planów na Co będą czekać wciąż To już, jest "Ostrożnie, szkło!" Zanim będzie "Dobrą cenę dam" Jestem tu, jestem tu-i-tam Nic jej nie mogę dać Niech częstuje się tłum Jej brzoskwinią klasy B. Niech częstują się, jeśli chcą Jej dziewictwem en solde. Jej cnotą z wyprzedaży w budzie tej ZDESPEROWANE TEKSTY Za rękę trzymają się Lecz mają ciche dni W wymarłych miastach tych, Gdzie jak w kieleckim... dżdży Dzwonią tylko kroki ich, gdy Krok po kroczku nucą, lecz Ciszy trzymają się Zrozpaczeni po.... Ten deszcz... Skrzydła ogień strawił im Gałęzie wyrwał wiatr Tyle razy im statek rozbił się, Że śmierć ma odcień brudna biel Każdy z miłości bilet w jedną stronę ma Obudzili się tu, i tak.. Mają cichy rok Zrozpaczeni po.... Ten pusty krok... A ja ich drogę znam Bo też szedłem nią Już razy więcej niż sto Sto to więcej niż pół Tego, jak starzy, półmartwi są Przejdą ją, jak Pawłowa pies Mają cichości sto lat Zrozpaczeni po.... Miłości kres Powoli płynie spod tych przęsł Woda miękka i głęboka tak, Jak hostessa Aerofłot "Jaka piękna katastrofa znów"... Wypłakują imiona swe Jak nowo nowożeńcy, i Topnieją w ciszy tysiąca lat Zrozpaczeni po.... Psa cienia ślad Niech podniesie dłoń, Kto rzuca w nich głaz Niech wie o miłości to, Że na moście tym "kochać się" Waży mniej jeszcze niż nic Nawet ta kielecka mgła... Przechodzimy w ciszy nad losem tych Co nadzieję śmieli mieć. ŁACINA (WERSJA KINDER KIRCHE KUCHE) To najstarsze świata tango, to ton, Który śpiewa główka w kolorze blond. Wciąż i w krąg, łaciny ucząc się. To tango naszych szkół, Co marzenia łapie w pół. Z tanga kwadratów i kół Wręcz wstyd bez szwanku wyjść. To tango ojców wprawia w szok, Gdy ich surowy wzrok Śledzi Stasia i Nel, którzy już za rok Kraju przejmą ster. Rosa rosa rosam rosae Rosae rosae rosarum rosis roSIS! Tango jest tego, co wszystkie rozumy zjadł, Co miał dokładnie zero pał. Który trądzik zżarł, lico przeorał jego ślad, Który otula swe zimne serce w gruby szal. To tango tego, co żaden mistrz, Który odmienia wciąż nic, I będzie jak życia widz, Bo życie Papa, to też nie był szał ciał... To czas, gdy byłem ostatni leń, W tym tangu podmieniałem smak Rosé I w cioci Rózi bujałem się... Rosa rosa rosam, Rosae Rosae Rosarum rosAE... To tango spacerów przez noc, W parku dwoje: zer razy sto, Pod okiem wron i mera, co Zabraniał pytać o „przed” i „po”. To tango to na boisku ciągle deszcz, Ta smętna kałuża, w której odbicie me Pewnego pięknego dnia mi wyznało, że Na Einsteina to raczej nie mam kart. Lecz to tango to też jutrzenki blask, Czas, gdy w czwartek zatrzymał się czas, Gdy na nieśmiały głask, Na polanie, gdzie kołysał nas las, Cioci Róży rumieńcem spłonął kark. Rosa rosa rosam Rosae rosae rosa Rosae rosae rosas Rosarum rosis rosAS... To tango czasów zer. Miałem ich tyle, co dziur ser, A nogi miały niespokojne, jak kler, Przed oczyma tańczyły jak Fred Astaire, Jak tiara ta, co ją na głowie Franciszek ma... To tango na awans szans dla tych, co wejdą w ten trans, Tych, co za małego nauczyli się nie robić ans, Tylko zasuwać jak w Le Mans, Choć przecież nie pójdą w lans, ten makabryczny danse... Ale to tango, którego mi żal, Gdy już mam z jedwabiu szal, Lecz czuję, że wszystko uleciało w dal, Że babcia Róża kolce ma, Że się już skończył bal... Ale to tango, którego wsio-taki żał, Gdy już nas stać na to, by kupić ostatni szał, Lecz nagle widzimy, że nieważne, ile zgromadziliśmy ciał, Że Różewicz rację miał... Rosa rosa rosam Rosae rosae rosa Rosae rosae rosas Rosarum rosis, Styks ciał... ŁÓDŹ K... ŚLISKA Jest was chyba ze stu lecz Widzę tylko dwoje: ich Przykuł ich do siebie deszcz I jedno tylko w drugim jest Chyba więcej niż tysiąc was jest Lecz ja widzę tylko ich Wiem są tacy, co powierdzą, że Musi "Kocham cię" powiedzieć jej A ona odpowiedzieć: "Ja też" Myślę, że w chwili tej Nie obiecują sobie nic Są wychudzeni zbyt By z ich ust kłamstwo mogło wyjść Jest was chyba z tysiące dwa Lecz ja widzę tylko ich I nagle on wpada w płacz Toczy jak złota grudki łzy A wokół widzowie, jak ja Pracujący po siódmy pot I pełni nadziei zjadający chleb Wskazuje na nich wasz nos Ale te połówki rozdarte na dwie Przepiękne, całe w żal Rzucone psom Weź osądź jego i ją [Powstrzymaj się] A teraz oboje w łzach To znaczy i ona i on Bo wcześniej to on łkal Tak powiedziałem, czy co? Wszyscy są w pułapce, że są Nie słyszą już nic Tylko drugiego szloch A potem to A potem to nieskończenie to Jak dwa ciała modlące się Nieskończenie powolny marsz To rozdzielenie dwóch ciał A poprzez oddzielenie to Te dwa rozrywają się na ciał strzęp I przysięgam, że krzyczą jak... A potem ogarniają się Zgarniają się w jedność ciał Przygarniają ognia żar A potem znów rozgarniają się w strzęp Za oczy trzymają się A potem cofają się wstecz Jak morza fal pływ On rozstanie połyka jak małż Wyślinia kilka słów W mdłym falowaniu rąk I wycofuje się jak zbieg Zacofuje się na pozycje bez... I znika w dali, choć Schody nim krztuszą się [Proszę powstrzymaj się] Życie to nie darmowy lunch Na Boga, to smutne tak: Wielki Piątek, na stacji Łódź Nawet, gdy gra Żak I znika w dali, choć Schody nim dławią się A ona, ona zostaje, gdzie on był Serce na krzyż, głód ust Bez krzyku, bez słów Zna swoją śmierć Jest na skrzyżowaniu jej dróg Patrzcie, odwraca się I odwraca się znów Ramiona do ziemi ma To już, ma tysiąc lat Jej los zderzył się z drzwiami nos w nos To już, światła brak Zwraca się ku swemu ja I teraz już wie, że Zawsze będzie obracać się... Odchodzili od niej przedtem już Lecz teraz odchodzi miłość, a Miłość powiedziała jej „Znowu jestes po nic” Będzie żyła z planów na Co będą czekać wciąż.. To już, jest "Ostrożnie, szkło!" Zanim będzie "Dobrą cenę dam"... Jestem tu, jestem tu-i-tam Nic jej nie mogę dać Niech częstuje się tłum Jej brzoskwinią klasy B. Niech częstują się, jeśli chcą Jej dziewictwem en solde. Jej cnotą z wyprzedaży w budzie tej ZDESPEROWANE TEKSTY Za rękę trzymają się Lecz mają ciche dni W wymarłych miastach tych, Gdzie jak w kieleckim... dżdży Dzwonią tylko kroki ich, gdy Krok po kroczku nucą, lecz Ciszy trzymają się Zrozpaczeni po.... Ten deszcz Skrzydła ogień strawił im Gałęzie wyrwał wiatr Tyle razy im statek rozbił się, Że śmierć ma odcień brudna biel Każdy z miłości bilet w jedną stronę ma Obudzili się tu, i tak.. Mają cichy rok Zrozpaczeni po.... Ten pusty krok A ja ich drogę znam Bo też szedłem nią Już razy więcej niż sto Sto to więcej niż pół Tego, jak starzy, półmartwi są Przejdą ją, jak Pawłowa pies Mają cichości sto lat Zrozpaczeni po.... Miłości kres Powoli płynie spod tych przęsł Woda miękka i głęboka tak, Jak hostessa Aerofłot "Jaka piękna katastrofa znów" Wypłakują imiona swe Jak nowo nowożeńcy , i Topnieją w ciszy tysiąca lat Zrozpaczeni po.... Psa cienia ślad Niech podniesie dłoń, Kto rzuca w nich głaz Niech wie o miłości to, Że na moście tym "kochać się" Waży mniej jeszcze niż nic Nawet ta kielecka mgła.. Przechodzimy w ciszy nad losem tych Co nadzieję śmieli mieć ─── W BRUGGES JUŻ, GANDAW SŁAWĘ SŁAW... Ay Marieke Marieke Je t'aimais tant Entre les tours De Bruges et Gand Ay Marieke Marieke Il y a longtemps Entre les tours De Bruges et Gand Aj Marieke, Marieke, Kochałem cię tak Wśród wież, gdzie Gandawy szlak. [3, 4] Aj Marieke, dawno już, Złudnie tak wciąż, Wśród wież, co nikną co rusz W Brugii i Gandaw gąszcz. [2] Bez miłości cudnej twej, Wiatr Brugii niesie żal. Bez pełnej miłości tej, Łka morza dal... [4, 5] Gdy ciebie brak, smutek wrze Światło zmienia w cień, A piasek ziemię trze, Mą ziemię, mój flamandzki sen. Aj Marieke, Marieke, Farba flandryjskich nieb, Barw wież, co jak nikt Schodzą w Gandawy żleb. [3, 4] Aj Marieke, Marieke, Niebo powierzam ci. Wsłysz się w mój krzyk, Który z Gandawy przyniosłaś mi. [3] Bez cudnej miłości tej, Wciąż od morza wiatr. Bez miłości pięknej twej, Morze łka, kończy się świat. [4, 6] Ach, gdzie cudna miłość twa? Światło cierpieniem weszło w cień, A niebo rani ziemia ta... Co skryła mój o Flandrii sen. [4] Aj Marieke, tyś mój mit, Flamandzkie niebo nieb. Czy był twardy zbyt Gandawy chleb? Aj Marieke, Marieke, Czar twych dwudziestu lat Jak cień gdzieś znikł, Do Brugii wciąż drogi szmat. [3, 4] Gdy twej miłości cudnej brak, Czarny czort nam śmieje się w twarz. Bez tej miłości ginie życia smak I płonie serca związek nasz. Daj mi znów cudną miłość swą, Lato umiera, płacze czas. Piasek pożera ziemię mą, Płaską ziemię mą, Flandrię w nas. [1, 4, 6] Ach, daj mi znów tę miłość, co Wróci lata dni, zawróci czas I wiatr, co głaszcze ziemię mą, Flandrię mą, ten Brugii głaz. [1, 4] Aj Marieke, już w nas Wracać czas, Odwrócić czas, Gandawy czas wciąż żyje w nas. Aj Marieke, Marieke, Niech wróci czas, Gdy w czasu wierzyłaś szyk, Z Brugią wraz. [3] . Aj, Marieke, smutków chór W ten wieczór sam, Entre les tours De Bruges à Gand. [1, 7] Aj, Marieke, teraz nam Każda myśl, każda chęć Otwiera wrota nieba bram. Aj, Marieke, przeminął żal W poranek ten, Ijn het Dal Jouw Kloof tussen Brugge en Gent Aj, Marieke, teraz nam Każda myśl, każdy wtręt Otwiera wrota piekła bram. Van Brugge naar Gent Van Brugge naar Gent Zonder liefde warme liefde Waait de wind de stomme wind Zonder liefde warme liefde Weent de zee de grijze zee Want in de liefde, harde liefde, Waait de wind een woeste storm, Maar zonder liefde, tedere liefde, Huilt de zee haar grijze traan. Bo w miłości, twardej miłości Wiatru wieje szalony sztorm Lecz bez czułości, czułej miłości Morze wypłakuje swą szarą toń [SINGIEL NO.1] A. Śnić sen niewyobrażony B. Nosić żal po tym, który znikł C. Płonąć wciąż żarem gorączkowym D. Odejść tam, gdzie nie odchodzi nikt 1. Kochać tak, by się stargać niepokojem 2. Kochać, nawet za bardzo, choćby źle 3. Starać się, choć sił brak i zbroi 4. Sięgnąć niedosięgłej Gwiazdy tej ... Takie zadanie mam: • Iść za Gwiazdą. • Nie liczyć ile szans mi dano. • Nie mierzyć czasu ani rozpaczy. • Tylko bić się wciąż, i ciągle walczyć. • Nie stawać, by wejść w pytań tłum. • Duszę postradać, by zobaczyć, • Usłyszeć choć ułomek z Twych słów... Czy będzien mi dane być herosem? Jeśli tak, me serce jest spokojne A miasto te zrosi błękitu deszcz Bo nowy nieszczęśnik płonie Snem Choć wszystko już mój ogień strawił Choć nazbyt znów, nawet nie tak Idę sięgnąć szczeliny w otchłani Dotrzeć do najbardziej niedostępnej z gwiazd 3. Kocham tak, że się przeistoczę 2. Kocham nawet za bardzo, może źle 1. Staram się, choć sił brak mi, krwią broczę 0. Sięgnąć niedosiegłej gwiazdy Twej...-
1
-
Leo, mon frère, Vol.III: ICH ATME GESANG
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą, Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać ją Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by śpiew pokonał strach, Jeśli zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to wróg, I dać by odszedł strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won Casino Royale Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi A na ulicy czekał limuzyn sznur... To był powód, to był Nowy Jork W kolejce po szmal i po szał ciał To zwali miłością do mas śpiewających ten song Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co jeszcze są... Lecz ty uciekłaś jej, więc po co ten szum? Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum, Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję." Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje Pamiętam cię z Chelsea Hotel wciąż: Podawano z ust do ust twe serce wiecznieżyjące... I mówisz, że wolisz, jak przystojni są, Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek... I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja, Co jęczą pod jarzmem piękna, Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”... Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię Potrzebuję; nie, nie potrzebuję." Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje... Nie mówię, że kochałem najbardziej cię Nie zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często... Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę, Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące... Wciąż biorą do ust twój biust więdnący... Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był, Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję." Ja też miałem w ustach smak Na życie pieśnią tętniące.. Też wolę, jak ładne są pół tak Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje. Tango Anus TANGO ANUS Tańcz mnie, poprzez strach, po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach, po schronienia próg Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg ""Tańcz mnie, po miłości kres..." z POPULARNE Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone Lecz rzucamy, zaciskając kciuk Wiemy, że wojna jest skończona; Wszystko świetnie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los. Tak chce populi Vox... [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I myślą, że kapitan to łgarz Lecz w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł.... Wszyscy zapatrzen są w konta stan: Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak I bukiet że stu róż Tak tu jest już... [Zwrotka 3] I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wiedzą, że Święty ci małżeński próg Lecz tak monitują do Twych ud Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu Taki razem ciągniemy drut Tak czytamy z nut Maestra Ubu Taki hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty I wiemy, że jak żyć, to nie umierać Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film.. Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak wcielasz im cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, A Najświętsze Serce jest pełne łat Zaraz pęknie jak Albert brat, Totus Eium już od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ŚNIEŻYNKA I STRACH (Dialog na cztery kopyta) [STRACH] Przyszłaś do mnie dziś rano I obrobiłaś jak sztukę mięs. Tylko facet ci powie, jaki to Delikatny, jaki czuły gest. Tyś w lustrze jest odbiciem mym, Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह, Bo kto inny by mnie zechciał wziąć W tysiąca swych pocałunków toń? (Dla tych, którzy przywitali mnie) Nieważne, że droga nam dłuży się, Nieważne, że pod górę wciąż, Nieważne, że księżyc już zszedł I zapanował mrok. Nieważne, że gubimy szlak, Spisane jest, że spotkasz mnie. Na pewno mi mówiłaś tak Na pocałunków dnie. I kocham cię, gdy na słońca blask Jak lilia otwierasz płatki swe, A ja – to na wróble strach, Którego smaga deszcz. Strach, co strachliwie kocha cię, Choć ma z lumpeksu twarz, Ciało i wszystko, czym był i jest, Aż do pocałunków dna. Wiem, że znasz ten kłamstwa smak I oszustw bez zbędnych słów: Nauczyłaś się operować tak Na kolanach ojca i u matki stóp... Ale czy musiałaś się bić, By ulicę w ogniu przejść, Jeśli całe to nasze mieć i być Wisi u pocałunków tajnych miejsc. Numerki, odwyk i jasna rzecz: Wracam na Square du Blues. Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz Podchodzi mi już do ust. Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu, A akta sprawy twej kompletne są, Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu Płynąc w pocałunków głąb. Nieważne, czy masz moc sił i dóbr, Czy opuściła cię moc, Czy napiszesz te kilka słów, Które słowiki cytują co noc. Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR, Czy nieregulowany czas, Rzucasz życie w kąt, bo masz Przeżyć pocałunków tysiąc pięć. Biegną poszły, a dziewczyny młode są, Bieg ten jest szansy wart. Los bierze stronę twą, Lecz szybko kończy się fart. Wezwanie: masz być jak widz W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra, Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic, Odbijasz się od pocałunków dna. Słyszę głosy ich na kufla dnie, Co czasem tak woła mnie. Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń? Lecz gwardia nie cofa się; Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew, Choćbyś oddał tu swój życia skok, Tak świadczą nasz czas, nasza krew I tysiąca pocałunków twych mrok. Tak wiem: musiałaś kłamać I oszukiwać bez słów: Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał, A matka tuliła do stóp... Wiem, że musisz tak kłamać im, By system ograć, zamiast się położyć na wznak, Lecz majątek nic nie gwarantuje ci, Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt. Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk, Styl dawny ma dziś naftaliny woń, Bo Duch przeszedł przez próg W tysiąca pocałunków toń. A Wewnętrzne Światło twe, co Nie ma równych i ma gest? Garbię się w kolejną noc, Po tysiąca pocałunków kres Zaklinam los, nastrajam głos, I wracam na Avenue du Blues. Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo Jestem za cienki tchórz. Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest, A my potulnie zapijamy żal, Burzymy się, zbieramy zabawki serc I odchodzimy w pocałunków dal. Tym pachnie ta o tobie myśl, Mam o tobie komplet akt – Poza tym, co mi nie umknęło dziś W pocałunków niski takt. Grałem z Dizem raz i z Dantem też – Brak mi było tego ich „coś”, Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie, Wciągnęli w pocałunków blues. Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał, Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym. Zespół wpadł już w weny twórczy szał, Serce nie cofnie się przed morzem win. Może musiałem jechać drogi szmat I obietnic tysiąc złamać, lecz Rzuca się wszystko, ot tak, By przeżyć twych pocałunków treść. Teraz jesteś jak Anioł Śmierć, Potem jak Parakleta szał, Czasem jak Zbawiciela Dech, Potem – w Belsen stos ciał. Nie ma odwrotu już od miłości gróźb, Czy meta to skoku w bok – Jak zaświadczono czasem i krwią W pocałunków równy krok. Przyszłaś do mnie tu skoro świt, Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp. Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd, Tak delikatnie, czule zrobić wstęp. Tak delikatnie, czule w materię wejść. Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść, Że przynieść miłość jak kwiatu pąk – To przyjść bez pustych rąk. [ŚNIEŻYNKA] Tyś mój brat z lustra, krewny mój Z najczarniejszych snów. Kto, jak nie ty, by dał mi znój Podróży w tysiąc pocałunków znów? Czekałam, aż otworzysz się Na ulic skwar. Jeden z wielu tak... A ja jestem jak kula śnieżna łez, Tocząca deszczu z deszczem ślad. Topniejącą miłością wciąż kocham cię I fizis tą z drugiej ręki – Całą sobą, wszystkim, czym chcesz, Tysiącem pocałunków namiętnych. Cała ja, aż do granicy mórz, Przeniknięta przez seks, Widzę, że oceany tu wyschły już Modliszce, co we mnie jest... Docieramy na dziób, Syreną daję znak, że twej floty wrak Ma mi się rozbić tu Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak. Przychodzisz do mnie co noc I ubijasz jak stek, Lecz baba powie ci, że większą moc Ma czułych obelg stek. Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest, Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień, Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień, Woła na ratunek i składa ci Na czole obśliniony pocałunek. (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...) Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym, Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare. Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić W ten słodko-kwaśny smaku czar... Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny, Poznałbym cię przez sen. Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie W tysiąc pocałunków namiętnych? Wzdychamy na los; poprawiamy włos I wjeżdżamy na Autoroute du Blues. Próbowaliśmy rzucić to nasze coś – Cóż, na inny rejs sił nie mamy już. Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż, Miast miłości – z wyprzedaży twarz, Miast szału ciał – goryczy czar, A pocałunków czar dna dosięgł już. Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż, Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans. Za chwilę wygramy, a potem raut – Dzisiaj zacznie się nasza passa pass! A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz, Jaką im odpowiedź dasz? Jakie życie? Życie poszło precz. Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz... A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się Ze stanu, w jakim jest cały ten kram, Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień, Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam. Przyszliśmy tu w ostatnie dni, Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp. Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty, Na Twą czułość ogarniał nas śmiech. Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść. Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść, Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk – I do Ciebie przyjść bez pustych rąk. -
------------------------------ ## ALEKSANDRIA (W Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, jednym się stają w śnie mym, I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie mara, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tą sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że chwilę tą sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowaleś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozbiły w pył – Więc nie uciekaj w tanie "tak, ale', Co 'dlaczego' i 'więc' zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź, jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o 'jak' i 'bo'. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, Któremu kod złamano, przekreślono krzyż - Zażegnać już nie możesz nic, więc - Przeżegnaj się bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki - Στυξ DNO CEN [Zwrotka 1] Wszyscy wiemy, że kości są felerne Lecz rzucamy, zaciskając kciuk. Wiemy, że wojna przyniosła korzyści wymierne; Wszystko poszło wybornie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni dalej bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los Tak chce Pana głos [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I posiedli wiedzę, że kapitan to łgarz I poczucie, że w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł... Wszyscy zapatrzeni w konta stan: Każdy na bombonierkę ma smak z dyskontu I bukiet że stu róż.. Tak tu jest tuż [Zwrotka 3] I wszyscy wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wszyscy wiedzą, że mi jesteś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wszyscy wiedzą, że święty ci małżeński próg Lecz tak gorąco monitują do Twych ud Że musisz przyjmować, jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat tu, Taki ciągniemy drut, Tak czytamy z nut Maestra Ubu, Hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] I oboje wiemy,że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że albo ja, albo ty I wiemy, że żyć nie umierać Jak pociągnąć kreskę filmu Biała Śmierć Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty, Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak Nel Staś; Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, idź się lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wszyscy wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak realizowałaś ten sam cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat: Jak się dobrze przyjrzeć, Najświętsze Serce jest pełne łat, Z I zaraz pęknie jak Albert brat, Wiemy to od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ICH ATME GESANG. Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu - Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam tak: Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam - Tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam Alleluja, mój hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam - Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil - Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat - Życie to śpiew, i śpie-wam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat.. Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur jest ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł - Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty - dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang - ------------------------------ ## [BEL CANTO ] Słyszałem, że był tajemny ton, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje "Alleluja"... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewasz w ten czarny czas Nie przeczyste, lecz pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Próbowałem, lecz nie udała mi się żadna rzecz Nie czułem nic,więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokójc znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk; Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To - z zimne zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w twym gąszczu spraw, Lecz dziś mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz - gdy dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew,, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość jednej rzeczy nauczyła mnie - Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask - To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיליון נרות דולקים אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci; Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą , Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać mi. Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by nadzieja pokonała strach, Jeśli tak zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to śmiertelny wróg, I dać, by odszedł ten strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa (Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won!)
-
2
-
Krakoski givre m'enchante ها──
Michał Pawica odpowiedział(a) na Michał Pawica utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@piąteprzezdziesiątewypadek przy pracy -
Krakoski givre m'enchante ها──
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Krakoski givre m'enchante ─── „Ah ! Comme la neige m'a délaissé, Lavé mon cœur de sa pluie... Parmi les jours engivrés, Je m'enivre de mon ennui... Je m'engivre de mon destin..." [Hors d'] Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło, Jak ta na szybie łza, Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak, Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało, Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość... [Res medium] Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust. Niebo delikatne jak najnowszy nów, A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues – Tam śpiewa „Alleluja” even bruk. A ja chwytam je szczytem serca… Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani: Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i… To niebo ołowiane… Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty… O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce... Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port, Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz. Na południu – aluminium płonący kort, Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz, A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort... A tu – północnych zorzy łuna łun, Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał, O wschodzie, rzeki rzek szał – Na południu – jezior, jezior, jezior szum, A ponad mną ptaków powrotny klucz… Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen: Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand… Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres… Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme, Ta ćwierćojczyzna ma. Ô mal adresse! Grzeszysz absencją co dzień, (Ja, je manque à l'appel)…, Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód: Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent, Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand), Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg, Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód, Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg… „Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd… "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.” Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar: Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał, Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par, Słońca, co zacina się jak album Lady Pank, Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar, Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać, Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać… [Ars carnae] "Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo. A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”, Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło, Że twoje przywary są z tej tu ziemi, Że Omnia Tua – to duszy letniość, Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony: „Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony… Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę, Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"... Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy), Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…), Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego), Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)! I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego, W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne, Jak fale opływające Most Piłsudskiego… „Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” – Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica, „Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador… "Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;” I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu: "N i e j e s t e m s t ą d.” - Kerouac z Księżyca. Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew: Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina, Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9, Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a, Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija, Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew, Jak Sacrilège'u ostatni zew… [Ars carnae] "Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek. A świat odpowiada: „Za późno”, Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę, Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie, Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno, A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni: „Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony… Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża, Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża." Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu), Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…), Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu), Na Południu – Stany (zastane w dyby)… I choć niebo tu twarde tel un Riopelle, W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku, Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel, Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)... „Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” – Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie… „Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd… "Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!" [Pièce de résistance] „Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek, Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni, Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi, Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”… A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie… I ma rację ona, nie Kasandra: Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie, To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka? Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba, Że ten luty to nie twoja Kasandra, Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria, A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda... Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu, Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień, A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”, A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”, I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”, A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!” [Dés serres] Ach! Jak pada śnieg! Me okno w szronu sad rozkwitło... Ach! Wątek dni się rozsnuwa! Nad niemoim miastem niebo martwe jest, Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem. Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa... Ach! Ciemność widzę! Skąd przyjechałem? Dokąd jadę? Mróz ściął me nadzieje wszystkie: Jestem Południowym Krzyżem – Porzucony przez Polarną Gwiazdę... Ach! Gdzież smak poutine? Tak tęskno, tęskno mi... Ach! Jak śnieży śnieg! Wśród mrozem skutych dni, Ach! Ściął się życia ścieg... Nie tak.. A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie, W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi! Ach! Wątek snów światło otworzyło mi! Ach! Widzę jasno: Skąd przybywam, gdzie gnam! Żar rozjaśnił duszę mą: Jestem jak lipca skwar – A tyś – moją ciemną Gwiazdą... Ach! Ten Cracovii smak! Ach! To mój gwiezdny czas... Wśród nocy, szalony bieg Ach! Spiął się życia ścieg... Ach! Jaki słońca blask! Tak.. [Ars carnae] I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita” (Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)... To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”; Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae: "سقطت في هاوية التعاسة" ─── -
". " في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي" Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom - W perspektywę bezkresną hymn pieją "Alleluja”! Sercem tak czuję... Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest twoją Julią, Ofelią, Laurą... A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Twym, o, Aleksandro! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dzieł doczesnych przepadku), Na północy lotnisko - kołyskę zabytków, A na południu - latarnię, dziecko wypadku... Ale te niebo czyste (jak forma Magritte'a), Tu, w Aleksandrii ma tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite; Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość ta tu obfitość... Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów, Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską, Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y, Na południu - latarnię (starożytną) morską. Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a, Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko; Tak mówi ci fala co rozbija się o nabrzeże Kite: Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo.. Yasalam powie ci, że twój los nigdy się nie zmieni, Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada, Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi, Wszystko, co w sakwę zebrałeś - na nic się nie nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko chwila, moment, Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy, Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - jeszcze niezginione... Masz tu port na zachodzie (dla życia schmuck'ów), Na wschodzie - przystań (od przypadku), Na północy lotnisko (dla wraków), Na południu - latarnię (po przodkach w spadku)! I niebo to, czyste jak forma u Magritte'a, W Aleksandrii jest tak jakoś półtrwałe, Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite... Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yassalem - Tak jęczy fala co rozbija się po Kite, Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo, tylko trochę dalej... Yasalam powie, że nic się nie zmieni, Bo twoje chęci i cały tlen ziemi, Wszystko, co niesiesz - niewarte swej kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria.. I to ona rację ma, nie Kasandra... Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie twoja Kasandra, Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra, A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór, Twardy niczym z popiołu dyjamęt, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt, Wszak Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Sur Αλεξανδρεία, le ciel bouillonne tel un divin œil, Ce ciel aussi majestueux que les élans du « Лебединое озеро », Et qu'au fond des soirs, la mer louange le soleil. Vers l'horizon infini, ils hurlent mon hymne, « הללויה ! » Cherchez مرحبًا, où vous pourriez en faire un intime, De cet automne, de Laura, Juliette, d'Ophelia, Et où ce ciel serait du lit légitime - Le fiancé éternel της Αλεξάνδρειας! Ici on trouve un port à l'ouest - pour ceux qui étaient un peu trop braves. À l'est, un havre de paix (pour les cas urgents), Au nord, un aéroport, la maternelle des épaves. Au sud, un phare, victime d'un accident... Mais le ciel est tellement épuré (tel un fresque de Bosch)... À Αλεξανδρεία, il respire la même splendeur Que la mer, qui se brise sans cesse sur le quai de Χαρταετός. Vous trouverez مرحبًا ici, te dit l'Amor fraudeur... Oui, ici, il y a un port à l'ouest, pour les marins de bas âge, À l'est, un havre pour ceux qui en ont assez des leurs soucis, Au nord, un aéroport qui attire des Concorde dans un virage. Et au sud, un phare [insérer l'image ici]. Oui, ici le ciel est aussi pur qu'un Magritte, Mais à Alexandrie, rien n'est sans problèmes... Ainsi te dit la vague qui s'écrase sur le quai du surf de Kite. Tu ne trouveras jamais مرحبًا, comme l'écrit Η Βίβλος lui-même. مرحبًا te dira que rien ne changera jamais, Alors pardonne aux démons des mille pas de Fred Astaire, Car toutes tes passions et l'oxygène,vital sur terre, Tout ce que tu as amassé dans ton sac, point ne te servirait. Mais مرحبًا répondra à της Αλεξάνδρειας (en substance): Il te dira qu'il ne reste qu'un instant. Alors, ne pardonne pas à tes démons sans cette croyance : Que ta passion (du Christ) et l'oxygène (dans ton poumon) sont encore vivants. Ici, à l'ouest, nous voyons un port (pour les noyé.e.s). À l'est, une anse (pour les broyés). Au nord, un aéroport (occupé). Et au sud, un phare (hérité). Et ici, le ciel est aussi clair que les conceptualisme de Magritte. (Στην Αλεξάνδρεια), il est tellement semi-- Et il le restera), Comme ces vagues vagues de sur.. Kite. Partout, vous trouverez, pour ainsi dire, de l'amour, et un mini مرحبًا. Ainsi gémit la vague qui se pend sur le pays plat qui est Kite. Vous ne trouverez jamais مرحبًا, dit محبًا... مرحبًا dira que rien ne changera. Car vos désirs et tout l'oxygène de la terre… Tout ce que vous portez, rien ne va; So sprach !مرحبًا Mais Αλεξάνδρεια réponda: Et elle a raison, et non Cassandre : Alors continue de chercher le مرحبًا, où tu pourras croire Que cet automne ne vient pas d'un papillon sans scaphandre, Mais plutôt Αλεξάνδρεια (éternellement promise à toi), Et ce ciel est son cadeau de noces, la graciositē d'un Dieu, Rien que le don της Αλεξάνδρειας... Que ciel ne tranche point comme une hache, Que ce ciel ne soit pas implacable, tel un diamant, Et au coucher du soleil, que la mer se cache, Murmurant : « مرحبًا » dans le chaos du néant! Et مرحبًا te dira : الإسكندرية, Et الإسكندرية répondra : إن شاء الله ! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια ". " في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي" ✍️ Over Aleanderia, skies intoxicated with life like rabbits in March, The skies recite le libretto di "Aida", On the eve', the sea howls praises to the sun, bone-'wry, And toward the boundless horizon, from the golden bow they cry "הללויה! Seek, and thou might find an intimate This autumn, in Laura, Juliette, or Ophelia (alas)! And - a lawful bough - And thine eternal fiancé, της Αλεξάνδρειας! To the west lies a port — for the sailors of the Holy See, To the east, a perfectly good haven (for emergency use!). To the north, an airport, filled with wrecks (of the sea) To the south, a lighthouse, the victim of one too many reviews... But the sky is so pure (like a fresco al fresco), In Alexandria, it inspires the same πάθος As the sea, which puts breaks ceaselessly on the wavelength of Chartaetos. You will find welcome here, says the carefree Έρως. Yes, here, there is a port to the west, for sailors on the mend, To the east, a haven for those weary of their Angst, To the north, an airport that attracts Concordes around a bend, To the south, a lighthouse [here I stand] . Yes, here the sky is as sublime as a macrame by Klee, But Alexandria is, shall I say, an acquired taste; So says the wave that crashes on the Kite Surfing Quay. You will never find مرحبًا, as H Η Βίβλοق itself states. مرحبً will tell you that nothing will ever change in ,مرحبًا So forgive the demons of the Tower (nur für Jude), For none of the passions in your survival pack, All that oxygen in your overnight bag, will be off use. But مرحبً toا will answer Αλεξάνδρεια, It will tell you that: Brother, there's still time,. So, do not grant your demons an indulgence, or the benefit of doubt: Don't give up on your inclinations and - breathe in, breathe out... Here, to the west, we see Our Lady (of the harbour). To the east, a cove (for the crushed). To the north, an airport (out of ardour). And to the south, a lighthouse (newly brushed). And yes, here, the sky is as clear as the prose by Molière, But as with all things (Στην Αλεξάνδρεια), it is so demi-—and it will remain so, if ever so much), Like these Beta waves, like the Manosphere, So yes: all over the place,you will find, in a manner of..., love, and even a wee bit of مرحبًا. So sprach the wave over the land as high as Kite: "You will never find "مرحبًا, says.مرحبًا مرحبًا will respond, "Nothing will change, Because all your desires and all that you call life… And everything you cum tuum ante portas will be deranged"; So sprach مرحبًا? But Aleanderia replied: And she is right, her, not Cassandra: So keep looking, Aleanderia, if you don't mind, And keep on believing that this autumn, this Τσάντρα Is just a tourista, Aleanderia is still your promised land, And this sky is a wedding gift, the grace of a God… (Nothing but an Alemannic sod). And that the sky is not Occam's axe, That it does not wreck aciculae in Adamae, And that at sunset, lowly seas only play (your) hide, Murmuring: "مرحبًا" into vanitas vanitatum aeternae ! And the sea will say to you: "ça va?," And the Insidious will reply: "Insha'Allah!" Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια ✍️ Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo l tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom W perspektywę bezkresną hymn pieją Alleluja” ! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a) W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko Tak mówi ci fala co rozbija się po nabrzeże Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi Wszystko, co w sakwę zebrałeś - na nic ci się nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków) Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo tu czyste jak forma u Magritte'a W Aleksandrii jest tak półtrwałe Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo Yasalam powie, że nic się nie zmieni Bo twoje chęci i cały tlen ziemi Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια
-
2
-
Frérot Leo Chapitre II: Anus Mundi
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
🏛️ Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## 🎙️ Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## ⛪ Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## 🪖 Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ 🐕 Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. 🚪 Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. 🎻 Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] 🪖 Obława (W Wietnamie) [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt. @Michał Pawica5Oto propozycja literackiego wstępu napisanego w stylu Jean Paula (Jean Paula Friedricha Richtera) – wybitnego niemieckiego pisarza epoki przełomu klasyzmu i romantyzmu, mistrza ironii, groteski, humoru melancholijnego oraz kosmicznych wizji sennych (to on stworzył słynną poezję nihilizmu, m.in. mowę umarłego Chrystusa o tym, że Boga nie ma). Ten wstęp idealnie łączy Twoje motywy: podglądanie przez ścianę w hotelu, upadek wielkich planów, cyniczną wojnę i ucieczkę w nieskończoność kosmosu. ------------------------------ ## 🌌 Przedmowa i Proroctwo Szalonego Kantora autorstwa Jean Paula Mój łaskawy, ziemski Czytelniku! Kto choć raz nie przyłożył ucha do wątłego przepierzenia tego wielkiego, kosmicznego burdelu, który dla niepoznaki nazywamy Światem, ten nie wie nic o muzyce sfer. Przez dziurkę od klucza podglądamy tam wieczność, a przez cienkie jak drut ściany naszych śmiertelnych hoteli słuchamy, jak miłość – ta wieczna, święta klacz – galopuje prosto w objęcia nicości, dysząc nam prosto w twarz ponurym rytmem klas X. Oto kronika naszych kapitańskich planów, które od dawna pisane były na dno, nim jeszcze jakikolwiek Titanic zdołał w ogóle podnieść kotwicę. Jesteśmy tylko zbiegami z tonących liniowców, ukrytymi w mrocznych gąszczach naszych własnych neuroz, uciekającymi przed potężnym prawem kobiety, która z dumnym uśmiechem i metalową szpatułką w dłoni urządza nam lekcję tęsknoty. Każdy z nas, twardych żołnierzyków, prędzej czy później klęka w cieniu jej stóp, patrząc, jak dymiący odbyt historii połyka nasze cnoty i ordery. Nie bój się tego śpiewu, choćby świat miał się zaraz skończyć! Nawet jeśli Profesorowie dosiedli już wszystkich tez, a z jądra prawdy pozostał tylko bluesowy kram, my wciąż wznosimy nasz głos pełen łat na najniższe piętra Wieży Pieśni. Wojna bogatych z biednymi, wojna mężczyzny z kobietą – to tylko nachalny wtręt w ten czarno-biały film, z którego na końcu, po wielkim i strzaskanym Alleluja, pozostanie jedynie minimalistyczna kropla. Wejdź więc z butami w to tango, zrzuć z duszy brzemienny ból i leć za darmochę na któryś z Księżyców Księżyca. Kosmos wiernie czeka. Płacz, śmiej się i sunij... prosto w deszcz. -------------------------------
1
-
Leo, mon frère, .. ton lecteur, l'hypocrite
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
------------------------------ ## Chrypka Louisa (Leo mierzy własny mit) {Piano pieśni} Przyjaciele odeszli, posiwiała mi skroń Boli mnie to, co kiedyś grało aż strach. I ta woń... Chciałbym w miłosny wpaść szal, ale los nie tak chciał I w Wieży Pieśni płacę czynsz, czym Pan Bóg dał. Spytałem Hanka: „Jak smutno może być?” Jeszcze mi nie odpowiedział, lecz Słyszę całą noc, jak kaszle, aż się odechciewa żyć, Ze sto pięter wyżej w Wieży tej. I właśnie w tym rzecz, Że urodziłem się tak, taki już mój los Urodziłem się z darem: mam anielski głos I dwudziestu siedmiu aniołów Wielkiego Manitou Przywiązało mnie do tego stołu, w tej Wieży tu. Tak, wbijaj se szpileczki w laleczkę voodoo, Bardzo mi przykro, droga, ona nie przypomina wcale mnie. Stoję przy oknie, słońce nieźle grzeje tu Nawet kobiecie nie pozwolą cię zabić, nie w Wieży Pieśni tej jak zły sen. Powiesz, że zgorzkniałem, lecz jedno pewne jest (może robię błąd): Bogacze wpuszczają biednych w kanał swej TV I nadchodzi (jak dobrze liczę) przedostatni sąd, Bo widzę, słyszę te dziwne głosy w Wieży Pieśni, co na schwał Ciebie widzę też: stoisz po drugiej stronie, gdzieś hen (Nie wiem, kiedy tak rozrósł się strumyk ten...); Kochałem cię, kochanie, kiedyś, dawno tak... Wszystkie mosty, którymi mogliśmy uciec, płoną dziś Lecz tak bliskie mi to wszystko, co uszło w dym Nigdy, przenigdy nie dam nam tego stracić znów (słyszałem znak) Żegnam cię, nie wiem, kiedy wrócę tu (chyba nie wnet) Jutro przenoszą nas do tej wieży, gdzie pociąg kończy bieg Ale będziesz mnie słyszeć, miła, długo po tym, jak odejdę stąd! Będę dla ciebie górne pieśni piał z okna w Wieży mej (Étage Four) A choć w tej tu Wieży dają wikt co zwał, To i tak czasem wpadam w szal, taki temperament Bóg dał... Przyjaciół brak, coraz bielszy włos Boli mnie wszystko to, co... I tylko ten głos... ------------------------------ ## (Blue) Hotel California Mój zabójco/bracie? Nie wiem, co mam ci powiedzieć, ale niech tak już będzie; Jest czwarta nad ranem, i grudzień się kończy, Piszę do ciebie list, by sprawdzić, czy lepiej ci życie się toczy. W Nowym Jorku mi zimno, ale dobrze mi, gdzie mieszkam. Na Clinton Street co wieczór muzyka gra, słyszę ją w kątach wszystkich... Właśnie: słyszałem, że dom sobie budujesz Gdzieś na pustyni, z dala od ludzi... Nie masz już nic, nie wiesz, po co żyjesz. Mam nadzieję, że robisz jakieś zapiski. Aha, Jane mi przyniosła z twojej grzywy lok Mówi, że to ty jej dałeś go W tę noc, kiedy planowałeś złożyć pokutę. Czy kiedyś w końcu pokajałeś się, przed kimkolwiek? Ach, ostatnim razem, gdy tu wpadłeś Wyglądałeś jakbyś się nagle postarzał. Twój słynny niebieski płaszcz od deszczu Miał na ramieniu dziurę na przestzał, Chodziłeś na Union wyglądać pociągów, Lecz wracasz do domu bez Lili Marlene w końcu, I ofiarowałeś mojej kobiecie Płatek łupieżu szarego jak życie A kiedy wróciła w domowe pielesze Nie była niczyją żoną. I ciągle cię widzę Z tą samą przywiędłą różą w zębach Jak jeszcze jedna wychudła cygańska złodziejka A, widzę, że Jane jednak nie śpi Przesyła całusy ci Co mam ci powiedzieć, mój zabójco, bracie? Co mogę? Nic mi nie przychodzi do głowy Chyba, że za tobą tęsknię, i chyba wybaczam... Cieszę się, że mi tak wszedłeś w drogę Jeśli kiedyś wpadniesz, po Jane albo mnie, Wiedz, że twój wróg śpi, a jego kobieta w końcu wolna jest... A, i dziękuję za to, że zdjąłeś jej z oczu to spojrzenie wiecznie głodne – Ja nawet nie próbowałem: myślałem, że to już na dobre, A, Jane mi przyniosła lok z twojej grzywy Mówi, że to ty dałeś jej go jako amulet W tę noc, kiedy miałeś złożyć pokutę. (Czy w końcu doczekałeś się skruchy? Takiej prawdziwej?) Ściskam mocno, L. Cohen ------------------------------ ## Suzanne Suzanne zabiera cię w dół, Tam, gdzie mieszka, nad Rzekę Słyszysz, jak przepływa łodzi tłum, Możesz spędzić noc u jej boku... I wiesz, że jej brak piątej klepki, Ale właśnie dlatego z nią być chcesz, Karmi cię dietą pomarańczy i herbaty, Które aż z Chin przypływają, by tu się znaleźć. I właśnie wtedy, gdy chcesz jej ogłosić, Że nie jesteś w stanie dać jej miłości, Nastraja cię na fal swoich długość, I rzeki daje oznajmić falom, Że byłeś jej kochankiem przez całą wieczność. I chcesz pójść w tę podróż z nią, Gotów podróżować w ciemno, I wiesz, że ci się powierzy cała, Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała Swym umysłem przez chwilę jedną... A Jezus był żeglarzem, kiedy chodził po wodzie, I spędził czasu moc obserwując ludzi Ze swojej samotnej wieży z drewna, A kiedy wiedział już na pewno, Że widzą go tylko tonący, Powiedział, że każdy będzie odtąd żeglarzem, Dopóki morze go nie uwolni. Ale jemu samemu kości połamano Na długo zanim niebo się otwarło, Porzucony, niemal jak człowiek, zatonął jak kamień Pod twojej mądrości ciężarem... Chcesz pójść w tę podróż z nią, Gotów podróżować w ciemno, I wiesz, że ci się powierzy cała Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała... Swym umysłem przez chwilę jedną. A ty chcesz z Nim w tę wyruszyć podróż, I chcesz w ciemno za Nim iść I myślisz, że może powierzysz mu każdy swój odruch, Bo dotknęła Jego doskonałego ciała Twoja myśl przez parę chwil... Suzanne bierze cię za rękę i prowadzi nad rzekę, cała W łachmanach i piórach z wrót Armii Zbawienia, A słońce miód leje na Świętą Marię Zatok Pokazuje, gdzie szukać wśród śmieci i kwiatów, Bohaterów w wodorostach, a dzieci o poranku Szukają miłości i będą tak wciąż, aż do spełnienia, A Suzanne tylko trzyma przed nimi lustro. I chcesz podróżować z nią Chcesz jej wierzyć, ślepo wierzyć że... I wiesz, że możesz jej powierzyć swój los Bo dotknęła twego idealnego ciała myśl jej (Tylko na papierze) ------------------------------ ## El polaco „Canto / El reloj cuenta maquinalmente las horas / Da lo mismo las siete que las doce / Yo no estoy aquí / Es la señal de carne que dejé al irme / Para saber mi sitio al regresar” „Śpiewam Zegar odlicza godziny machinalnie Wszystko jedno, siedem czy dwanaście Mnie nie ma tu – To znak ciała porzuconego, że mam iść, Że mam znać swoje miejsce, gdy przyjdę znów” Bo w Wiedniu jest z dziesięć pięknych kobiet, Jest rękaw, gdzie Śmierć wypłakuje swój śmiech, I hol gdzie jest z dziewięćset okien, I drzewo, gdzie synogarlice idą czekać na Śmierć. Jest, urwany od ranka, szczątek, Co wisi w Galerie Beschränkt... Aj, aj, aj, aj, aj, aj Weź ten walc, w ten walc wejdź, w Ten walc, co klamrę ma u szczęk Och, pragnę cię, pragnę cię, tak pragnę Na krześle z gazetą wyblakłą muszę cię wziąć Przy jadle, w jaskini lwa, na lilii prątku, W korytarza głębi, co na miłości wizytę czeka wciąż, Na łóżku, gdzie księżyc się poci zajadle, W krzyku, który wypełniają kroki i proch. Aj, aj, aj, aj, aj, aj Weź ten walc, tego walca ton, Weź jego złamany kark w swoją dłoń... Ten walc, ach walc, ach walc, walc ten! A w jego oddechu – Schnapps i Śmierć; Co wlecze ogon swój po morza dnie, Jest w Wiedniu do dziś ta Philharmonie, Gdzie tysiąc recenzji było już twych ust I bar, gdzie chłopcy od lat siedzą, razem smutniej im: Na śmierć skazani, przez szok, przez blues... Patrz, ktoś wspina się na twój cokół Z wieńcem świeżo ściętych łez... Aj, aj, aj, aj, aj, aj Weź ten walc, wzejdź nim w morze łez, Ten walc nam umiera jak bez... Jest strych, gdzie w klasy bawią się dzieci, Gdzie szybko musimy spocząć w miłości złóg By śnić o latarniach tych, kiedyś w Trieście We mgle popołudnia, którą Bóg... I zobaczyć co jeszcze na łańcuszek smutków nawlekłaś Prócz baranów i ze śniegu róż... Aj, aj, aj, aj Weź ten walc, wyjdź w walca cień, I to twoje „Nigdy cię nie zapomnę, wiesz!” Ten walc, ach walc, ach walc, walc jak sen! A w jego oddechu – Śmierć i znój, Co po życia dnie wlecze odwłok swój... I zatańczę z tobą znów w Wiedniu – Przebiorę się za rzeki cud, Dziki hiacynt w butonierkę wepnę, Me usta na rosie twych ud, I duszę mą pogrzebię w albumie, Gdzie fotografie całkiem mech skrył, I dam porwać twego piękna lawinie – Skrzypki me i mój krzyż, A ty poniesiesz mnie w dół w twoim walcu W kałużę łez, co na ślepo wierzy, że... Och, miła ma, kocham cię, jak w tym tańcu – Zakwitnij w walc, w ten walc wstąp – Jest teraz twój. Jest tylko on {Instrumental} (Aj, Aj, Aj, Aj) ------------------------------ ## Bękart bez kart Jeśli ty karty rozdajesz, Nie mam żadnych kart Jeśli ty łaski szafujesz, Ja – za co łaska żart Jeśli Twoja jest chwała Jam potępienia wart Chcesz, by było ciemniej? Płomień gasi czart Wywyższone, uświęcone Będzie Imię Twe Z czci odarte, umęczone W ludzkiej formie tej Choć milion świec płonie Pociechy brak w godzinie złej Chcesz, by ciemniej było? Diabeł mówi.. Ok! חינני חינני Jestem gotów, Panie mój... W tej historii jest kochanek, Lecz wątek wciąż ten sam: Prócz na ból kołysanek - Paradoks, co jest winien. Nam Ale w Piśmie zapisane - To nie wybieg dla dam... Chcesz, by ciemność nastała? Płomień gaśnie u bram Jeńcy już w więzieniu A straż unosi broń Me demony oswojone I klasy muszej są Widać mam pozwolenie Pistolet wymierzyć prosto w skroń Chcesz ciemniej mieć? Podnosimy dłoń... ## Katharisméni ékdosi [Teil I: Mehr Dunkelheit!] אני מוכן, אדוני... W tej historii jest kochanek, Lecz wątek wciąż ten sam – Prócz na ból kołysanek Paradoks, co wszystko winien nam. Ale w Piśmie zapisane – To nie wybieg dla dam. Chcesz, by ciemność nastała? Płomień gaśnie u bram. Jeńcy już w więzieniu, A straż unosi broń. Me demony oswojone I klasy muszej są. Widać mam pozwolenie Pistolet wymierzyć prosto w skroń. Chcesz ciemniej mieć? Podnosimy dłoń... [Część II: Mackie Złota Rączka] Jeśli chcesz mężczyzny, Zrobię, o co prosisz mnie. A jeśli mam ukryć blizny Maskę włożę, czemu nie? Jeśli chcesz partnera, Za rękę mnie chwyć, Chcesz mnie w złości sponiewierać – Jestem do usług twych. Jeśli chcesz boksera, Dla ciebie wystawię się na strzał. Gdy szukasz felczera, Zbadam każdy twego ciała cal. Trzeba ci szofera? Drzwi są tu. Chcesz mnie w pole, jak frajera... Twoją myśl łapię w słowa pół – Jestem cały twój. Ach, księżyc razi mnie, Łańcuch za krótki jest, Bestia nie chce położyć się. Każda obietnica przechodzi przez myśl – Z tych, co je złożyłem i nie mogłem spełnić ich. Ale nikt nigdy nie odzyskał kobiety swej, Choćby na kolana padł I czołgał się, itd., I kładł ci się do stóp, I do twej urody wył Jak w rui pies, I błagał: „Proszę, proszę cię”. Jestem mężczyzną. Chętnie służę. Jak chcesz... A kiedy cię zmorzy sen Na drodze pisanej nam, To poprowadzę ja ten cały kram A gdy zechcesz sama wejść w jasny latarni cień, Zniknę dla ciebie, jak w raz sam Gdy oddasz mi dziecko swe, By sama trochę przespacerować się Po plaży, cichej jak nasze dni – Z przyjemnością. Bardzo miło mi Jeśli chcesz partnera, Za rękę mnie chwyć, Chcesz mnie w złości sponiewierać – Jestem do usług twych. Jestem. Służę ci. Jeśli chcesz mechanika, Zrobię, o co prosisz mnie. A jeśli powiesz: „Znikaj!”, Założę maskę, jeśli chcesz. Jeśli chcesz kochanka, Zrobię wszystko, o co prosisz mnie. A, ma być przebieranka? Założę maskę, nawet dwie. Jestem. Służę. Tak, wiem... Bum! ------------------------------ ## Exit Alexandriae me peccare fecit Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w uścisk głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tą sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowaleś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Te pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie "tak, ale', Co 'dlaczego' i 'więc' zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź, jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o 'jak' i 'bo'. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż - Zażegnać już teraz nie możesz nic. Przeżegnaj się bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki - Στυξ Ich atme Gesang. Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam Śpiewam tą samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam Alleluja, mój hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dziękin tobie śpiewam Nawet jeśli wieści są złe I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój hymn fac me hymnum canere W tej Wieży Pieśni, więzieniu mym Dajesz mi śpiew, więc śpiewam Choć się skończył świat Życie to śpiew, i śpie-wam wam Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć mi prawie wiek pękł Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z najniższych Wieży piętr A ty - dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang. Für dich -
Nawet psa cień...
Michał Pawica odpowiedział(a) na Michał Pawica utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę; Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód, Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma, Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna Niż walc Osi wszystkich państw I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput Choć w tysiące idzie trup Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem -
Nawet psa cień...
Michał Pawica odpowiedział(a) na Michał Pawica utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@wiedźmato Brel (+ja) @Poet Kadziękuję -
Nie zostawiaj mnie, Czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten wieczny zbieg Zapomnieć wciąż Nie daje nam Niezrozumień w nas I straconych lat, I wciąż martwić, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem nam zbiegł, Zapomnieć czas nierozumny świat, Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, tak Wciąż martwimy, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci Wyssać perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada deszcz I z najrzadszych ziem Wydrążę ci tu Śmierci żywy tlen, By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w świecie tym Miłość będzie królem twym Miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów Wyzutych ze snów, Lecz ty ich sens i każdy ich kęs, Zrozumiesz w mig... Opowiem ci baśń Jak kochankowie dnia Widzieli raz i dwa, jak Płoną serca im I: opowiem ci Baśń, o tym, jak król Na serca zmarł ból, bo nie mógł Spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz Nie dwa widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat I z wulkanu, co Wszak...nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy diament plon Da, niż z kwietniów wszech, I tak po zgon... (Czas ma drobną dłoń) A gdy nadejdzie sen, Niebu - w ogniu stać Nie zostawiaj mnie, Zapomnijmy czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten niepomny czas, Co nam nie daje wciąż Zapomnieć to, co Bezrozumne w nas I czas straconych lat, I przestać martwić, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad, Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem mam zbiegł, Zapomnieć nierozumny świat Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, jak Lecz wciąż chcemy tak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci; dam Ci perły dżdżu Z krain tych, gdzie Nie pada deszcz. Tam wydrążę z ziem Śmierci żywy tlen By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w nim Miłość będzie królem twym, Miłość - prawem mym, A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów Bez sensu słów, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli raz i dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król, Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy da diament plon, Niż z kwietniów wszech, I tak aż po zgon.. A gdy nadejdzie sen Niebu w ogniu stać - Wtedy Czerwień i Czerń Swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę, śmieję się I słuchając cię Śpiewam, i wnet Milknę, bo już nie wiem, gdzie... Daj mi ostać się Jako tylko cień Twego cienia cień Twojej ręki cień, a nawet psa cień
-
Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE Bułat Okudżawa Styx, AD 1965 Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz! Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle Ach, Arbat, mój Arbat Tyś mój przeznaczenia szlak Ty i radość co dnia i nieszczęście me Przechodzący tu biegną tak od lat Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg Ach, Arbat, mój Arbat, Tyś mą religią jest Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak, Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt Ach, Arbat, mój Arbat Tyś ojczyzna ma Nigdy nie, Po sam kres... Nie przemierzę cię.. 1959 Ostatnie tango na Newskim Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już, Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg, Ostatni, Chociaż pierwszy z brzegu. – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg; Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy Trolejbus ostatni, Chociaż z brzegu pierwszy Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż, I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc Przeżyli kraksę, Tragiczny zbieg szos Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń Dla tych, którzy w ten czarny dzień Przeżyli kraksę, Katastrofę strof. Twoich pasażerów rozpoznaję w mig - Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak. Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat, Nie po drodze by było mi nie współczuć im. I gdyby nie byli tu od miliona lat, To czuć ich ból tak łatwo bym mógł Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film... O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal, W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja - Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy – a we mnie zawsze ty. |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy... | Виноградную косточку в теплую землю зарою, | Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę, | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, | i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.| | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... | i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) | | | | | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, | Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy | | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен, | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic| | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... | Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) | | | | | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, | W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, | | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, | A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz| | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) | | | | | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, | | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: | Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: | | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... | Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... ) Песенка о Павке Морозове (Dosłowne tłumaczenie) За что ж вы Ваньку-то Морозова? No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła, а он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама по проволоке ходила, Ona sama za cienki drut go wodziła махала белым рукавом, Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu. а то, что Ваньку погубила, I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło так это было уж потом. A potem drut zmiękł mu aż miło А он, кулак к щеке прижавши, A on, zacisnąwszy przy policzku pięść, на ту на проволоку глядел, Wciąż ciągnął swego życia cienki drut и все глядел, и все вздыхал он, i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła, и все сидел и все бледнел. i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł А в цирке музыка гремела, A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała, гремел литавр, труба звала, Grzmiał bęben, trąbka wzywała do.. а в цирке публика шалела, A publiczność jak drut się wystroiła, кричала: «Браво!» и ума... Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od! А он пошел в ресторан «Савой», A on poszedł do kasyna „Royale”, где пьют вино, едят медуз, Gdzie wina w bród, i meduz huk, и там, качая головой, i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale ) свой изливал тяжелый груз. Podlewał i rwał swój gorzki żal За что ж вы Ваньку-то Морозова? Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona go (by naj mniej) zauroczyła а он ни в чем не виноват. A jego życia drut już jest kaput I nie ciągnie wsiom... Wsie paszli won! Duszny zaduch róż 33 BC Już od podwórza widać nasz dom Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom Tylko że tam, gdzie stał płot, Stoi Czarny Kot. On łapą sobie szarpie wąs i już, Podwórze patroluje... niczym w święto stróż Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot Stać będzie Czarny Kot. Mówią, że to pech, Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy) Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) - Że kot czarny jak grzech ma niezły pech A kot przy w winklu siedzi, tu I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu Albo mysz (tam gdzie płot) Prosto w paszczę trafi jak w lot Złapie czy nie - to mu wsio rawno: Mir to czy hyr nieważne, bo – Dla niego świat to po pierogach z pyr W ten deseń na deser serwowany syr. Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy) Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy I tylko tam, gdzie łatwopalny płot Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot. ─── Ad acta Żołnierz ten kiedyś na świecie żył Piękny i mężny, aż dziw bierze Lecz zabawką wojsk rodzajów był - Tylko z papieru żołnierzem. Chciał, byśmy byli szczęśliwi, I świat naprawić jak, miał zmysł, Lecz od papierów żołnierz to był na niby, I sam na cienkiej nitce zwisł... Gotów był za wszech w ogień i dym Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy A nas czułością ujął i tym, Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy! No, jak i gdzie sam idziesz w bój? Ach, widzowie aż siedzą niemi, ... „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój? Przecież pod tobą nie ma ziemi!” Lecz on rzucił się w płomieni cień Jak zwierz, co jeńców nie bierze, Ale bohater będzie marny zeń: Papiery na żołnierza miał... na papierze ! -
II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak: Em F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan, Hm A7 G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt… Em in Hm/F♯ F♯7 Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ─── Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?
-
2
-
II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak: Em F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan, Hm A7 G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt… Em in Hm/F♯ F♯7 Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
-
20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY ⚓ W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ... @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha
-
2
-
─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ─── @Michał PawicaWstęp: Cień Arbacie, Cień Łubianki Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem. Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny. Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii. Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera. Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach. Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób. Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb. Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
-
Kiedy byłem/ Kiedy byłem małym chłopcem, Hej!
Michał Pawica opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I. Kiedyś, gdy byłem chłopcem ze snów, Bałem się wulgarnych słów I jeśli pomyślałem cicho „buc”, Nie powiedziałem, lecz teraz tłuc Je mogę, gdy cała kariera ma To na krzyż zbite słowa dwa: Już nie myślę „buc to móc”, jak Jowisz mój wódz: Krzyczę to z całych płuc! Jestem pornografem Tej fonografii Pieśń ma to stłuc! Aby uciszyć widzów szum, Wypluwam sprośnych żartów tłum: Z ustami pełnymi wulgarnych słów Z ust mych prosto do waszych głów Wyraźnie nie z wyraźnych mów, Ale Kiedy znajduję w końcu nad głową dach, W myślach robię z siebie strach I wołam: „Idź ty, nieskalany człek, I, noech cię siedem razy obraca Grek”! Jestem pornografem Tej fonografii Pieśń ma to na wiek lek! W każdą sobotę do spowiedzi gnam I się biczuję za wymówienie słów nie dla dam I klnę się, a marabut to wie, że to próżny trud: Wziąć język pod brud! Lecz Jeśli nie będę wam już uszu truł Boję się skończyć wśród Armii Zbawienia kół Już marzę, by znów na tapetę wziąć Pośladki bezbożne, i kląć jak ksiądz! Jestem pornografem Tej fonografii Pieśń ma to chór prąć! Żonka ma, mówiąc mimo chodem ma Pożądliwą naturę ma: złą Tendencję ma, by się na go-lasa do Sasa kłaść Pod pierwszym, co zechce jej wdzięki kraść! Ale Czy wolno mi, przyznajmy, czy to nie wstyd Mówić o tym na konkursie audio, po którym zaginął słuch i wid? Nie wspominając, że ją wprawia w błąd W pośladkach swędzenie niby trąd? Jestem pornografem Tej fonografii Pieśń ma to nie zmienny prąd! Być może znalazłbym szczęście w mig, A morze i Legię Honorowych Lig Gdybym Ars śpiewał amantich, jak Zeus Bóg Przykazał - miłość, która co prowadzi aż do Rzymu ołtarzy /dróg ... Ale Mój anioł powiedział mi: „Na kran Na śpiewanie o miłości masz szlaban, jak na Autobahn! Jeśli nie rozkwitnie w locie wszystkich mać! Nać twoja bana na ma brać.” Jestem pornografem Tej fonografii Pieśń ma to kur wam stać! A gdy śpiewam, wiadomo, Kabaret Domo -Rosły zielsko, co piosnkę, co Ją wziąłem od Byt, Się staje cię melancholij, ni zbyt I Mówi, cię do mnie, głosem zdławionym przez łzy: „Proszę, śpiewaj, jak kwiat-Ty Rosną przynajmniej przy /W alei Róż W burdelu-tu Obok, tuż. .....” Jestem pornografem Tej fonografii Ma pieśń ma to "je ne sais cóż"! Każdego wieczoru przed kolacją, snem Na moim ganku, patrząc nim zjem Obserwuję dobrych ludzi tłum, A - w zachodzącym słońcu - szum... Ale Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, na raz Czasy słyszą tutaj uszy. I czas... Bo lubię oglądać z mojego stryj, chu...jak Głupcy przechodnie się ją ci Szę j a k m a k . . . Jestem pornografem Tej tu fonografii Pieśń ma to być b r a k ! Dobre dusze tu, tu silnie oczekujcie, że pak! Mojej śmierci, brak - Szatan przyjdzie i dźgnie mnie W ten mowy wrak, Ale - Ale, czy - wielki Manitu Ale już! - bez mitu; słowa do kitu Ale - nie mają żadnej pad liny... Czy - w puścił by-my Do Jerozoli-my Tej bladej Godzi my? Jestem pornografem Tej fonografii Pieśń ma to: widzi-my.... II. Zad siędmioma ur'wiskami, gdy byłem ur'zwisł, (Panu'jąc wsze'm Orbi et! Chór'bis) Panicznie bałem się, że mię pó'rvi -szon, jeśli na głos wy/powiem verb'lum „dziurwA”, Więc myślałem tak:sobie ff dószy wychłódku, asch mi'się ur'wał Ten wątłek, odtk'ąd przeklnę'ństwem zarabiam na chleb: Na począ'tek: już'tnie myśl'ę; „bjórw wał”, lecz Wykrzy'kuję wam to ftfaż! No'i gleb'a gleb; Cały missterny wujów chórwz'iął z obó Rur murmórando w łeb... Jestem porno! Grafem audio biografii, Pollinatorem Poe żleb.. By gawie'dzi gęby'roz dzi)a(wić i żartu-oś'cią ich żądtlić, źza -Dławić, w ich kibić:wić wbićwą'tłą, ob'staluję do, wCip, ab strachu'jacy A ODłać)i(ny kuj -chennej, tej moreny bez den, ej! z wkład'ką mięs -ną:mięsiste kęsy mięsa, Ø wuj'garnych, nie spój -nich zadnich zdań, ale o'kraszam je po'o, kruszę, k...! Gęsto pi! kant nim sos'em muszę. Lecz częñ'sto, Kiedy znajdę się sam pod swoim właz'nymcja'snem da:chem -- z'morzony! moć nim:tym od... Bytu: za pachę, W skaj zzuję;na (szcze żuję) siębnię pa!)da(lcem I krzyk?czczę, jak ten grę'cki człęk: „Jidź dod(i) Abla, tak:ino'nie-Po, -Ka!lany Ma'ryją... Niech ciwci śnie,Y'Grek!” Jestem fonOgrafem tej pornoGrafíi -ti pleśni 'stek... W każ'dąć nie:dzielę do spowiedźi idę jak dłupek, By wyspowjadać się z p'wieprzenia o Ka! -Mieni kupię, i kaj'am ssię:przed mono:chromo... Temata'tycznym plingwinem, i za'żekam się,rżę Z pocztciwości prze'stanę ro'bić kpi'nę, l'ecz Boję,się, że bezgklnienia, zkgończę w Armji Zbaw'jenia, Więc:a zaraz z'nowju po:ruszam tęmat: bez'zbożny - Odw'złok, w okumgnienia mknę Phono'graficznie, pørnograśf'liczną W pleśń z'mieniam pieś'Ń (A tak apropos, moja żona jest, jak opos: łatwa z natury - Podkłada się bez partytury, Pod pierwszy chłop na;po'tkanym, ale: To temat do auto cęzury, temat niewysławiany na taki szczyt kultury W tym tu domu twórczej chałtury Powiedzmy więc oględnie, że najchętniej Widzi drapanie, gdzie ją swędzi... W rzeczy samej! Ja po)r(no'Graffiñ forno'graf'wiń Pierś'śnią zła mane- J,że'brałem d'ane.A'men Zna'lazłbym łatkwię'j fruK'tti, a możrę nah'wet Virtuti,, Śpięwając z k'lasą cał'Ą! m'iłzośćÔ wzs'spaniałĄ, Która pro:wadzi do na oł!$tarze, lecz an'joł Powjedźiał mi, star'lżej: „Allora â'cor da tutti Ś)p(iewanie o miłości jest ci zakazane Jeśli się:nie wy'klóje na lossie dzi)E(wki maza:ne”. Jam woŃiografTem jest pór'n'odrafTym Ło'strzykiem pieśñMi zad'anej A kiedy zanuDcę właści'cielowi ka:barRetu ssiełąnkową mąlo'doljè On popada w melanż)alko(holię i młówi mi - Żygolaku: „jak masz śpiewać dla kwiat-tu, śpiewa:j o taaakim ptahku, Co wyrUsł na pig'alaku przy pub -licznym szlaGku”. Nie:zły zemnie pornok'sztach fonografotraf Pieśćni tej blackUauT! Co wiLczór przedsZkolracją na m'ym bayko:nie ob'servvuję jakK wałkoñje som wszechładza'jący Fff słoñie,cu, za:chodzącymc,ale Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, jeśli boisz się tu usłyszeć quoñetsss... Ó'wielbiam ob'serwujeĆ z moje:go ba'łkonu-dZgonu na space'rująt:se móje'wóje Co khcesz? Yam)b( pono, phono:grafu-graf I nie'ch , prób'uje! Dobre dusze tu:wierżą głęb:oko, że tak ja'kość w oko -Lica'ch m'ego z'gonu, Sza! tan,sam przyjGdzie, by:prze -bić to; Wól'garnIe ciało, ale Ale niech wie'lkci:szale!niec)H(dlAktór:ego Zsłowa nic:niezna czą,puści go:do swojej Jeróżoliwmy o,blad!ej godzi - nie Yam)b( pono, phono:grafu-graf! Pieś:ni' nie/od'damy,nie! III. Kiedyś, będąc chłopcem, w moich snach, Bałem się wulgarnych słów, A jeśli po cichu pomyślałem „bach!”, Nie wymawiałem go, ale teraz mogę użyć kłów, By je złamać. Mogę, bo przez całe me życie świadome, Te dwa słowa są zawsze ze sobą połączone: Już nie myślę „bżuh”, jak Jowisz, mój przywódca: Krzyczę z całych sił! Jak po wódce. Jestem pornografem Ten fonograf Pieśń jest przeznaczona, by go złamać! Pokrótce; Ku uciesze słuchaczy, wypluwam hałaśliwy Tłum wulgarnych żartów (w stylu popartu): Z ustami pełnymi wulgarnych słów Z moich ust prosto do waszych głów Oczywiście nie z przezornych przemówień, Ale: Kiedy w końcu znajdę dach nad głową, głównie W myślach boję się siebie; pozwólcie, że tył się zwróci Moja metafora: krzyczę: „Idź, ty, czysty człowieku, Niech cię Grek siedem razy obróci”! Jestem pornografem Ten fonograf Pieśń ma to od wieków (Żółć). W każdą sobotę spieszę się do spowiedzi I karcę się za wypowiadanie słów nie przeznaczonych dla kobiet i gawiedzi, I przysięgam, a marabut wie, że to daremna próba: Ukryć język pod prochem(a pod prochem śruba)! Ale Jeśli nie będę już zatruwał twych uszu, Boję się, że skończę w kręgach Armii Zbawienia kuracjuszów; Teraz marzę, żeby znów poruszyć ten temat: Wstrętne pośladki i przeklinać jak ksiądz! Tertium nie ma. Jestem pornografem Ten gramofon Piosenka powinna być refrena - penisa golema. Moja żona, mówiąc swobodnie Ma pożądliwą naturę. Palą się na niej spodnie. Jest przyzwyczajona do leżenia nago jak kłoda mimośrodem Pod pierwszym lepszym mężczyzną, który próbuje ukraść jej urodę! Ale Czy wolno mi, przyznajmy się, czy to nie wstyd sromotny Mówić o tym na konkursie, po którym straciłem wzrok i wzwiąd? Istotnie, bezpowrotnie... Nie wspominając o tym, że ją to zwodzi swąd - Swędzenia na pośladkach jak trąd? Jestem pornografem Ten grafomo. Piosenka cuchnie na kilometr stąd! Może za chwilę odnajdę szczęście, A morze i Legię,doszczętniej. Gdybym miał śpiewać Sztukę Miłości, jak Bóg Zeus Nakazał – Miłość, która prowadzi aż do Rzymu... Przez Pireus. Ale Mój anioł powiedział mi: „Przez rurę Zabronione jest śpiewać o miłości! Twe pleśni - po wtóre, k....! Jeśli nie rozkwitnie w locie, wszystkie twoje kwiaty...! Twój zakaz przeminął”. Dzień zapłaty. Jestem pornografem. Ten grafomovvofon Piosenka ma to, na co ma bogaty! A kiedy śpiewam, wiesz, Kabaret Demo -Licja. Herb, piosenkę, którą wziąłem z Esso, Stajesz się melancholijny, nie za bardzo I mówi do mnie głosem zdławionym bard rdzą: „ProszęÔ, śpiewaj, jak kwiat-Ty Rośnij przynajmniej wzdłuż chaty stacca-ty: Via del Rosario nie dla dam: W burdelu - tutaj, A następnie, tam. .....” Jestem pornografem Tego grafmofomonu Moja piosenka ma to „czyż nie znasz Bogodram?” Każdego wieczoru przed kolacją, przed snem Na moim ganku, obserwując przed jędze, wtem: Obserwuję tłum dobrych ludzi, jak znalazł I - zachodzące słońce - hałas... Ale Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, wszystko naraz Czasy tutaj słyszą moje uszy. I czas. Wyraz... Bo uwielbiam patrzeć z mojego wujka, brata... Jak przechodzący głupcy czynią ciszę jak ma...k...k... trata... tata! Jestem para}no[grafem Ten gra'w;mofon tutaj Ta piosenka musi zaginąć. Bez powrata! Dobre dusze tutaj, tutaj, z niecierpliwością czekają, że po mojej śmierci nie będzie - ością - Szatana, który przyjdzie i dźgnie mnie, tego owego Wraku modlitwy, to do ciebie, kolego! Ale - Ale, czy to - wielki Manitou Ale teraz! - bez mitu; słowa są głupie bez zbytu Ale - nie mają liny Czy my - wpuścilibyśmy ten dym siny Do Jerozoli'miny O tej bladej d....godziny? Jestem pornografem Ten gramofon, Ta piosenka - ma: widzimyśliny! ------------------------------ ## MANIFEST ELEKTRYCZNEGO KNEBLA## Przedmowa do tryptyku „Pornograf” Autorstwa André Bretona Słowo, ten nędzny pies rzucony na pożarcie logice, zbyt długo lizało buty porządku publicznego. Kiedy Georges Brassens – ten zacny rzemieślnik piosenki, uwięziony między rymem parzystym a uładzoną ironią – skarżył się na swoją dolę „pornografa”, wciąż robił to w krawacie skrojonym przez gramatykę. Klękał co sobotę w konfesjonale wersyfikacji, błagając o rozgrzeszenie ze słów, które przecież powinny rozrywać bębenki, a nie łaskotać uszy salonowych burżujów. Ta książka jest ostatecznym zerwaniem z tą hipokryzją formy. Jest aktem terroryzmu poetyckiego. Przekład, który trzymacie w dłoniach, to nie jest filologiczna kopia; to transmutacja materii w stanie czystego automatyzmu psychicznego. Autor tego tomu dokonał czynu dotąd niespotykanego: otworzył klatkę języka i pozwolił sylabom kopulować na oczach przerażonej publiczności. W tym tryptyku przechodzimy przez trzy stopnie wtajemniczenia nowoczesnego ducha: 1. Pierwszy stopień (Rezurekcja Błędu): Gdzie tradycyjny rym, potykając się o staropolskie truchło „od Sasa do Lasa”, obnaża nędzę i niemożliwość uładzonego piękna. 2. Drugi stopień (Apogeum Cudowności): Gdzie ortografia spływa do „Poe żlebu”, a język francuski zostaje zmasakrowany przez polską, trzewiową wściekłość. To tutaj rodzi się nowa, surrealistyczna anatomia słowa: „ż'brałem d'ane. Amen”. Słowa nie są już pojęciami – są iskrami wykrzesanymi z biomechanicznego zderzenia pociągów towarowych. 3. Trzeci stopień (Śmierć Maszyny): Ostateczny, pop-artowy glitch. Gramofon zamienia się w „grafomo.” – potwora grafomanii i czystego popędu, a poezja zostaje ucięta brutalnym, absolutnym ocaleniem: słowem „Może”. To urwanie wersu jest najpiękniejszym surrealistycznym aktem kapitulacji logiki przed potęgą przypadku. To czyste non finito, które zostawia czytelnika nad przepaścią. Prawdziwy Pornograf nie śpiewa w kabarecie. Prawdziwy Pornograf to ten, który obdziera język ze skóry, zdejmuje z niego gorset interpunkcji i patrzy, jak skrwawione mięso liter drży w spazmach na białej karcie. Zamiast gładkiego, mieszczańskiego ładu, otrzymujemy „mowy wrak”. I to właśnie ten wrak, pędzący z prędkością światłowodu, jest jedynym godnym okrętem, jakim nowoczesna poezja może wpłynąć do Jerozolimy absolutnej wolności. Nie pytajcie, czy to ma sens. Logika umarła w szpitalu psychiatrycznym. Wyobraźnia nie jest na sprzedaż. André Breton Paryż – Warszawa – Lefortowo, w roku absolutnego buntu. ------------------------------ #-
1
-
Niech ten ostatniego posiłku miąższ Trwa wciąż: więc nie przykładajmy doń Wag i miar, niech nie-żona i nie-mąż Amorowi pod gardło strzał nie pod--stawiają: tylu kochanków chciało prze- żyć stawając..- tego wyroku ostatni takt I za ten świętokradł uroku fakt Zapłacili swym szczę-ściem. Kochana mam ten zaszczyt tak Nie prosić cię o rękę, na lat sto Nie grawerujmy imion i dat U dołu pergaminu stron ... Niech w wolnym polu śpie-wa ptak, Oboje dziś będzie-my, jak Na jedną chwil-ę wolny ptak- Więźnio-wie na przepustce z, Warunkowe-j tylko, i... Do diabła z tym-i, które chcą przywią-zać serca pod ogon, bo S zo-rują po ron-dla dnie serc- Em, trzymając j-e na smycz-y swej. Kochana mam zaszczy- t tym być, kto Nie prosi cię o rę-kę twą Na sto lat: nie grawe-rujmy imio-' N i dat pod spod- Em pergamin-u stron ... Wenus czę-sto starzeje się I gubi język, po i prze-d rysunkiem taki-m, co Liż-e miłości dno... Za żadną cen-ę nie pozwol-ę nam Kate-gorycznie odma-wia M wam z stokrotki płatków wróżyć, gdzieLos mnie gna, w tej sztuc-e. Mięs! Kochan-a mam ten zaszcz-t tak Nie pro-sić o twoją rękę. Prosz-ę, spraw żebyśmy nie gra- Werowali nas-zych imion na pergaminu cyfr- graf- i-ce...odbiera-my im uroku wie-le zbyt Ujawnia-jąc nadmiar sek-retów Meluzy- Ny; miłosny alfa-bet blaknie wnet Włożony w stron-y domowej medycy- Ny. Kochana, mam więc zas-zczyt nie Prosić o rękę cię - niech nasz pię- Kny sen Trwa! Nie grawer-ujmy imion i da-t W pergamin-u takt ... Może ci się wyda-wać, że Łatwo ta-k ją zepchnąć w cień, Na słoi-ka dno. Ko-nfitury lat cno. Piękne zakaza-ne jabłko jest Ale gdy ty-lko usmażysz je, Ry-chło poczujesz, że mu cze-goś brak - Bo bez re-szty zatra-ci tak - swój na-turalny smak Kochana mam ten zaszczyt naSto lat nie prosić cię o r-ękę, na lat Sto! Nie graweruj-my imio N i da-t u spod-u pergaminu stro-n ... Nie potrze-buję służącej, bo Pra-ce odrabia+m sam i Ich trosk O-szczędzę ci Nie-ch wieczne narzeczeństwo wiecznie trw-a, A ty - wiecznie niewinn+a nie-żon-a ma, Królo-wa myśli mych Zawsze marzę, by... Kochana uczyń te-n zaszczyt mi: Nie prosić cię o ręk+ę na lat sto Nie grawe-rować lat i dniU spodu pergaminu sto...S....10:46. W mieście jestem mistrz-em złej Reputacji. Nic nie mogę nato porad-zić:je-S tem uważa-ny za kogoś, kogo Na-leży unikać.wka-żdej sytua-cji A jednak nik-omu nie robię krzy-wdy, Jeśli po-dążam ście-żką, która mi Wy -daje mi się mnie-ciężk- ą. Nie, nigdy nie tolerują nikogo, kto nie chce Być taki jak oni. Nie, nigdy nie tolerują nikogo, Kto nie chce być taki jak oni. Miasto źle o mnie znów mów-i... A le to nie-mi nie jak zły se- nI jest ku te,-mu Powód!A po-W ód jest te-n: Kiedy jest święt-o narod- owe, zostaj-ę w łóżk-u, Przy-chodzi mi t-o z łatwością: Fan-fary, któr-e prze-pływają obo-k, Nie pobud-zają moje-j ciekawo-ści. A jednak ni-komu nie rob-ię krzyw dy-duż-ej Jeśli nie śpie-wam hymn-u Narodow-ego w chór-ze. Nie, nigdy nie tol-erują nikogo, k- to nie chce być tak-i jak oni. Nie, nigdy nie tolerują nikogo, kto nie chce być taki jak oni. Miasto wskazuje tylko na mnie... Ale to nie-mi nie. I jest ku te-mu powód! A po-Wódb jest t-En:Jeśli zoba-czę drobne- go złodziej-aszka ucieka-jącego przed Strażn-ikiem, który zara-z nade-jdzie, podepczę go, Astrażnik pad-nie na zie-mię. Zastana-wiam się, ko-mu mo-gę zrobi-ć Krzyw-dę, jeśli złodziej jabłek Uciek-nie przed sąd-em. Ład-Nie!Nie, nigdy nie będą tole-rować Nik+ogo, kto nie chc-e być tak-i jak oni. Nie, nigdy nie b-ędą tole-rować ni-kogo, Kto n-ie chce być taki jak oni. Miasto ści-ga tyl-ko mnie. Nie kalek- i. I jest ku temu powód. A pow-ód jest te- N:Nietrud-no mi przewidzie-ć, Jaki los chc-ą mi got-uje pech. W dniu, w któr-ym znaj-dą dla mni-e lin-ę, Nie policzę na-we-t do trz-ech .Ale dlacze-go chce-cie dla mnie Kęs-im-u, skoro podąża-m drogam-i, Które nie prowadz-ą do Rzymu?N ie, nigdy nie będą tolerowa-ć nikogo, kto nl N-ie chce by,- ć tak,-i jak on- i. Nie, ni- gdy nie bę -dą to-lerowa -ć kogo-ś, kto nie ch-ce być ta -kij-a k oni.------------------------------Patrzą-c przez szer-okie ramy krat, Kobie-ty z całej naszej dzie-lnicy Przyglądały się, jak pot-ężny goryl spał – klat-a klat !Nie przejmuj-ąc się tym, co po-wie świat.. To Bezwstydnice! Nie pokazuj-ąc palcem nikogo, lecz Zer-kały nawet na to miejsce to, gdzie... Lecz matka zabroniła mi nazwać tu tę... rzecz. Strzeż się goryla!N agle więzieni-e na kłódkę zamk-nięte te, Gdzie żyło to so-bie piękne zwierzę, Otwiera się, i dziwny-m spraw splotem( mu-siało być niep-rawidłowo zawa-rte, ten); Małp-a wychodzi, ja ocz-om już nie wierzę I mówi: „Dziś (alb-o nigdy) strac-ę cnotę!”[Ciąg dalsz-y nastąpi po przerw- ie reklamowej]I mó-wi nam o swoim bezw-stydnym dziewictwie, I: mam nadzie-ję, że już odgadliśc-ie! Strzeż s-ię goryla!... Właśc-iciel menaż-erii wykrzyk-nął w panice:„ O Boże! To klops, bo gor-yl nigdy nie zazn-ał samicy!” A gdy sami-ca dowiedziała się, że go-ryl to dziewica, Zami-ast skorzystać z ok-azji prawdziwej, Prze-szła nagle do ofe-nsywy!Strzeż si-ę goryla!... Kobie-ty, które jeszcze ch-wilę wstecz Go pod-ziwiały, głowy cho-wają w piach, Dowodz-ąc, że im brak jasn-ości myślenia; Tym bard-ziej daremny był ich strus-i strach, Że goryl w m-ałp był stowarzysz-eniu! Wyższym od mężc-zyzn w sprawie po ty-m słowie, Wiele kobie-t to samo ci p-owie!Strzeż się gory-la!... Wszyscy pę-dzą, by poza zas-ięg małpy zbiec,Z wyjątk-iem zgrzybiałej starus-zki I młodego sęd-ziego zielonego; Widzą-c, że wszyscy się co-fają precz ,Czworo-nóg przyspies-zył kołysz-ący krok Skier-ował w stro-nę szat starusz+ki i tego sędzie-go! Strzeż się goryl-a!..."Ba!" westc-hnął stulatek: „Że-by ktoś mógł mnieJ eszc- ze tak pragnąć, to by-łby niezwykły traf. Prawd-ę mówiąc, to był-oby tak niespodz-iane, że..!”A sęd-zia pomyślał bezn-amiętnie: „Ach, Z mał-pą mnie pomylili, To jako-ś podejrzane… ”Lecz małp-a udowodniła mu, że się myli !Strzeżcie się gor-yli!...Załóż-my, że Pan, jak mał,-pa ta, Musiał wyb-ierać: zgwałcić sędz-iego czy krewnego, Kt-órą opcję by wy-brał pan? Gdyby taka alte-rnatywa przytrafiła mi sięK tó-regoś dnia, To podług tego w-zoru Jestem pew-ien, że brałbym star-uszkę tę;T o ona był-aby obiektem mo-jego wyboruStrzeżcie się goryl- a!...Niestety, jeśli gor-yl w te sprawy jest sw-ej ceny wart ,Jednak ob-rócić nie umie w sm-ak, ani w żart. Więc za-miast brać staruszkę, jak każ-dy inny gość – Sędzie+go za ucho złapał i zacią,-gnął go w gąszcz! Strzeż się g-oryla!...Reszta byłaby cudo-wna, niestety, nie Mog--ę tego opowiedzieć, to godne ubolewani Jesta,T-r ochę by nas rozbawiła; b-o Sędzia wybrał akur-at moment ten ,By zawołać: „Ma-tko ma!”, i gorzko zapłakać, jakC zło-wiek, który tego samego dniaPo-dciął gardło drug-iemu...("Nie czyń sw-emu bliźniemu...")Strzeż się g-oryla!...Stary nawyk ka-w alera mam: Nabr-ałem zwyczaju, be ru-czaju, sam !Mej samotno-ści lęków rozdźwiękówD źwięka+mi tej pio-senki:------------------------------Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja, Mam erekcję, mam erekcję! A kiedy myś-lę: Edy-taTeż zak-witamK iedy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąA le kie-dy se przy-- pomnę Ô Ma-ji! Wtedy już mi prze-stawaćStajeTa,-,to Niemożesznią ste-r ować-erekcja to nie ko- bita, Twój wuj to nie kap- itan: Nie pój,,dzie w bój jak sw-ój!To ten mę-ski refrenTen męs-ki hymn Który rozbrzmiewa w budce sto-jàce-go na wa rcieWa-rtownikaWa- lecznego w-artownika. Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,M am erekcję, mam er ekcję!A kiedy myś-lę:Edy- taTeż zak-witamKie dy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąAl e kie-dy se przy-- pomnę Ô Ma-ji! Wtedy już mi prze- stawaćStajeTa,-,toN iemożesznią ste-rować-erekcja to nie ko-bita, Twój wuj to nie kap-itan: Nie pój,,dzie w bój jak sw-ój!I po-- łożę ostatn-ią kropkę Nad tej zbawien-nnej er-lekcji. Gdy Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja, Mam erekcję, mam ere kcję!A kiedy myś-lę:Edy-taTeż zak-witam iedy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąAle kiedy myślę o Ma- Ji.Wtedy już mi prze-stawać StajeTa,-,to Niemożesznią ste-rować-erekcja to nie ko-bita, T o wój wuj to nie kap-itan: Nie pój,,dzie w bój jak sw-ój! Kiedyś, gdy byłem chłopcem ze snów, Bałem się wulgarnych słów I jeśli pomyślałem cicho „buc” ,Nie powiedziałem, lecz teraz tłuc Je mogę, gdy cała kariera m aT o na krzyż zbite słowa dwa: Już nie myślę „buc to móc”, jak Jowisz mój wódz:K rzyczę to z całych płuc!J estem pornografem Tej fonografiiPieśń ma to stłuc! Aby uciszyć widzów szum Wypluwam sprośnych żartów tłum: Z ustami pełnymi wulgarnych słówZ ust mych prosto do waszych głów: Wyraźnie nie z wyraźnych mów,Ale Kiedy znajduję w końcu nad głową dach, W myślach robię z siebie strachI wołam: " Idź ty, nieskalany człek, Ó'Niech cię siedem razy obraca Grek”! Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to na wiek lek!W każdą sobotę do spowiedzi gnamI się biczuję za wymówienie słów nie dla damI Klnę się, a marabut to wie, że to próżny trud :Wziąć język pod brud! LeczJeśli nie będę wam już uszu truł ,Boję się skończyć wśród Armii Zbawienia kółJ uż marzę, by znów na tapetę wziąć Pośladki bezbożne, i kląć jak ksiądz !Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to chór prąć!Żonka ma, mówiąc mimo chodemMa pożądliwą naturęT ndencję ma, by się nago kłaść Pod pierwszym, co zechce jej wdzięki kraść! AleCzy wolno mi, przyznajmy, czy to nie wstydM ówić o tym na konkursie audio, Po którym zaginął słuch i wid? Nie wspominając, że ją wprawia w błądW pośladkach ten swąd niby trąd?Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to niezły wojów chór, i stąd ..!Być może znalazłbym szczęście w mig,A morze i Legię Honorowych LigG dybym Ars śpiewał amantich, jak Zeus BógPrzykazał - Miłość, co prowadzi aż do Rzymu ołtarzy /dróg ... AleMój anioł powiedział mi: „Na kranNa śpiewanie o miłości masz szlaban, jak na Autobahn!Jeśli nie rozkwitnie w locie wszystkich nacii nać!N ać twoja bana na ma brać.”J estem pornografemTej fonografiiPieśń ma to kur wam stać!A gdy śpiewam, wiadomo,Kabaret Domo-Wy zielsko piosnkę, co ją wziąłem od Byt, Się staje cię melancholij, ni zbyt IMówi, cię do mnie, głosem zdławionym przez łzy: „Proszę, śpiewaj, jak kwiat-TyRosną przynajmniej prz yW alei RóżW burdelu- tuObok, tuż. .....”Jestem pornografemTej fonografiiMa pieśń ma to "je ne sais cóż"! Każdego wieczoru przed kolacją, sne mNa moim ganku, patrząc nim zjem Obserwuję dobrych ludzi tłum,A - zachodzącym słońcu - szum...Ale Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, na raz Czasy słyszą tutaj uszy . I czas...Bo lubię oglądać z mojego stryj, chu...jakGłupcy przechodnie się ją ci szę j a k m a k . . .J estem pornografemTej tu fonografiiPieśń ma to być b r a k !Dobre dusze tu, tu silnie oczekujcie, że po mojej śmierci, brak - Szatan przyjdzie i dźgnie mnie w ten mowy wrak, Ale -Ale, czy - wielki Manitu Ale już! - bez mitu; słowa do kitu Ale - nie mają żadnej pad linyCz y - w puścił by-m yDo Jerozoli-my Tej bladej Godzi my?J estem pornografemTej fonografiiPieśń ma to: widzi-my....Zad siędmioma ur'wiskami, gdy byłem ur'zwisł,(Panu'jąc wsze'm Orbi et! Chór'bis) Panicznie bałem się, że mię pó'rvi-szon, jeśli na głos wy/powiem verb'lum „dziurwA”, Więc myślałem tak:sobie ff dószy wychłódku, asch mi'się ur'wałTen wątłek, odtk'ąd przeklnę'ństwem zarabiam na chleb: Na począ'tek: już'tnie myśl'ę; „bjórw wał”, lecz Wykrzy'kuję wam to ftfaż! No'i gleb'a gleb; Cały missterny wujów chórwz'iął z obóRur murmórando w łeb.. .Jestem porno! Grafem audio biografii,Pollinatorem Poe źji! By gawie'dzi gęby'roz dzi)a(wić i żartu-oś'cią ich żądtlić, źza- Dławić, w ich kibić:wić wbićwą'tłą, ob'staluję do, w Cip, abstrachu'jacy A ODłać)i(ny kuj -chennej, tej moreny bez den, ej! z wkład'ką mięs-ną:mięsiste kęsy mięsa , Ø wuj'garnych, nie spój-nich zadnich zdań, a le o'kraszam je po'o, kruszę, k...!Gęsto pi! kant nim sos'em muszę. Lecz częñ'sto ,Kiedy znajdę się sam pod swoim właz'nymcja'snem da chem-- z'morzony! moć nim:tym od... Bytu: za pachę,W skaj zzuję;na (szcze żuję) siębnię pa!)da(lcemI krzyk?czczę, jak ten grę'cki człęk:„J idź dod(i) Abla, tak:ino'nie-Po, -Ka!lany Ma'ryją...N iech ciwci śnie,Y'Grek!”J estem fonOgrafem tej pornoGrafíi-ti pleśni Ło'trż...W każ'dąć nie:dzielę do spowiedźi idę jak dłupek,B y wyspowjadać się z p'wieprzenia o Ka!- Mieni kupię, i kaj'am ssię:przed mono:chromo... Temata'tycznym plingwinem, i za'żekam się,rżę Z pocztciwości prze'stanę ro'bić kpi'nę, l'eczB oję,się, że bezgklnienia, zkgończę w Armji Zbaw'jenia, więc:a Zaraz z'nowju po:ruszam tęmat: bez'zbożny -O dw'złok, w okumgnienia mknę Phono'graficznie, pørnograśf'licznąW pleśń z'mieniam pieś' Ń(A tak apropos, moja żona jest, jak opos: łatwa z natury -Podkłada się bez partytury, pod pierwszym chłopem napotkanym, aleT o temat do auto cenzury, temat niewysławiany na taki szczyt kultury w tym tu domu twórczej chałtury Powiedzmy więc oględnie, że najchętniej widzi drapanie, gdzie ją swędzi...w rzeczy samej! Ja po)r(no'Graffiñ forno'graf'wińPierś'śnią wot fk'szyk że'brałem groß! Zna'lazłbym łatkwię'j fruK'tti, a możrę nah'wet Virtuti,,Ś piewając z k'lasą cał'Ą! m'iłzość Ô wzs'spaniałĄ która prowadzi do na oł!$tarze, lecz an'joł Powjedźiał mi, star'lżej: „Allora â'cor da tuttiśpiewanie o miłości jest ci zakazane Jeśli się:nie wy'klóje na lossie dzi)E(wki marŻeń”.Jam woŃiografTem jest pór'n'odrafTymŁo'strzykiem pieśñMiA kiedy zanuDcę właścicielowi kabaretu ssiełąnkową mąlo'doljè On popada w melanż)alko(holię iMówi mi żygolaku: „jak masz śpiewać dla kwiatu, ś Śpiewaj o taaakim ptaku, Co wyrósł na pigakaku przy pub-licznym szlaGku” .Nie:zły zemnie pornok'sztach fonografotraf Pieśćni tej kaht!C o wiLczur przedsZ kolracją na m'ym bayko:nie ob'servvuję jakK wałkoñje som wszechładza'jącyFff słoñie,cu, za:chodzącymc,ale Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, jeśli boisz się tu usłyszeć quoñetsssÓ' wielbiam ob'serwujeĆ z moje:go ba'łkonu-dZ gonu na space'rująt:se móje'wójeCo khcesz? Yam)b( pono, phono:grafu-grafDobre dusze tu wierzą głęb:oko, że tak ja'kość w oko-Lica'ch m'ego z'gonu, Sza!tan,sam przyjGdzie, by:prze -bić to;wól'garnIe ciało, al eAle niech wie'lkci:szale!niec) H( dlAktór:egoZsłowa nic:niezna czą,puści go:do swojej Jeróżoliwmy o,blad!ej godzi - nieK iedyś, będąc chłopcem, w moich snach,B ałem się wulgarnych słów,A jeśli po cichu pomyślałem „bach!”,N ie wymawiałem go, ale teraz mogę użyć kłów, By je złamać. Mogę, bo przez całe me życie świadome, Te dwa słowa są zawsze ze sobą połączone:Już nie myślę „bżuh”, jak Jowisz, mój przywódca: Krzyczę z całych sił! Jak po wódce.Jestem pornografemTen fonografPieśń jest przeznaczona, by go złamać! Pokrótce;Ku uciesze słuchaczy, wypluwam hałaśli-wyT łum wulgarnych żartów (w stylu popart:T u):Z ustami pełnymi wulgarnych słów Z moich ust prosto do waszych główO czywiście nie z przezornych przemówień(C zuję tak, jak mówię),Ale:K iedy w końcu znajdę dach nad głową, głównieW myślach boję się siebie; pozwólcie, że tył się zwróciM oja metafora: krzyczę: „Idź, ty, czysty człowieku, równie... Niech cię Grek siedem razy obróci”!Je stem pornografemTen fonografPieśń ma to od wieków (żółci).W każdą sobotę spieszę się do spowiedziI karcę się za wypowiadanie słów nie- przeznaczonych dla kobiet i gawiedzi,I przysięgam, a marabut wie, że to daremna próba:U kryć język pod prochem(a pod prochem śruba)!Al eJeśli nie będę już zatruwał twych uszu, Boję się, że skończę w kręgach Armii Zbawienia kuracjuszów;T eraz marzę, żeby znów poruszyć ten temat:Ws trętne pośladki i przeklinać jak ksiądz! T ertium nie ma.Jestem pornografemTen gramofonPiosenka powinna być refrena - penisa golema.Moja żona, mówiąc swobodni eMa pożądliwą naturę. Palą się na niej spodnie. Jest przyzwyczajona do leżenia nago jak kłoda mimośrodemPo d pierwszym lepszym mężczyzną, Który próbuje ukraść jej wuje...k'urodę!AleCzy wolno mi, przyznajmy się, czy to nie wstyd sromotny Mówić o tym na konkursie, po którym straciłem Wzronk i i_irs'wzwiąd? Istotnie, bezpowrotnie...N ie wspominając o tym, że ją to zwodzi swąd -Swędzenia na pośladkach jak trąd? Jestem pornografemTen gramofonPiosenka cuchnie na kilometr stąd!Może za chwilę odnajdę szczęście,A morze i Legię, doszczętniej. Gdybym miał śpiewać Sztukę Miłości, jak Bóg ZeusN akazał – Miłość, która prowadzi aż do Rzymu... P rzez Pireus.Ale Mój anioł powiedział mi: „Przez ruręZabronione jest śpiewać o miłości! Tw e pleśni - po wtóre, k....!J eśli nie rozkwitną w locie, o, ty, mój kocie,wszystkie twoje kwiaty...!T wój zakaz przeminął”. Dzień zapłaty.Jestem pornografem.Ten gramofonPiosenka ma to, na co ma bogaty!A kiedy śpiewam, wiesz, Kabaret Demo-Licja. Herb, piosenkę, którą wziąłem Cjonalnych sfer! Stajesz się melancholijny, za bardzoI mówi do mnie głosem zdławionym ba-N alnie bard rdzą:„Proszę, śpiewaj, jak kwiat- TyRośnij przynajmniej wzdłuż chaty stacca-ty:Via del Rosario nie dla dam: W burdelu - tutaj,A następnie, tam. .....”Jestem pornografemTego gramofonuMoja piosenka ma to „czyż nie znasz Bogodram?”Każdego wieczoru przed kolacją, przed snem na moim ka-ganku, Obserwując przed jędze z ban-ku, rwem:O bserwuję tłum dobrych ludzi, jak znalazłI - z achodzące słońce - hałas...AleNie proś mnie, żebym to zaśpiewał, wszystko narazCzasy tutaj słyszą moje uszy. I czas. Wyraz...Bo uwielbiam patrzeć z mojego wujka, brata...Jak przechodzący głupcy czynią ciszę jak ma...k...k... trata... tata! Jestem pornografemTen gramofon tutajTa piosenka musi zaginąć. Bez powrata! Dobre dusze tutaj, tutaj, z niecierpliwością czekają, że po mojej śmierci nie będzie - ością -S zatana, który przyjdzie i dźgnie mnie, tego owego Wraku modlitwy, to do ciebie, kolego!A le -Ale, czy to - wielki Manitou Ale teraz! - bez mitu; słowa są głupie bez zbytu Ale - nie mają liny Czy my - wpuściliby-my ten dym sinyD o Jerozoli'minyO tej bladej d....godziny?Jestem pornografemTen gramofonTa piosenka ma: widzimyśliny! Żył'em z dala od rżycia publik' miejskich, Wolny, zamyśl'wolny, pon'ury, i ssię'lski.... Odmawiając płacenia ceny sławy o'kup aNa mojej gałązce l-laurączce spałem jak nutrizupa. Ci, którzy nie/śli dobrą:ra'ddę, dali mi+do ,Że moje racje ze zwykłym człowiekiem są do roz:strzyg'nienia,I : {pod groźbą całkow)ite...(go zapomnie[mie]nia} ,Wszy'stkie moje małe sekr)ci(ety wy'maga:ją natych)miasto(wego ujawniEnia! Trąby Sła'wy, jesteście w cał}kowity{m konteks'tflikcie!Z brakiem pudorów ów w pudrze naj:bardziej elementarn'litarystycznym ,Mam dla Sprawy publiKACJOstycznejRozdziA Wiać z kim i w jakiej poz(LOKAL(ycji? Mam dla sław:y! od'grążać się w )p(otępieñ'ju i roz'puście?J eśli 'ujawnię imi:jona, ile Penne'løp o'dwinę w Ma:rty chu!ście? le d:am czcigod'nych gęsto-często ô'każe się dąñć w ork'iestrę męsżką??Ilu dobrych przyjaci'óSł spojrzy na mnie z ó'kòsa?!x Ile strzałów z rewolweru dostanę!T rąby SłaVVy, gracjie se sam'e!Moja natøra brzyd'zi się wsze'lką óstętacją,Cierp'jąc na nie/mal w'styd tak'ą patologizRacją , Nie é'patuję swoi: mi genitalJA:mi Ni;kogu Pozza moj:imi żon:ami i lekarz'żami.A:ter'az, by wy:wołać skądal, M'am bić w bę'ben jak ff svoje genit' et.alia?C zyżb'ym je po'kaziywał je je;szcze bardzie'j DemonstrNacjostentacyjnie,Jak mini'strant niosą:cy Najświętszy Sakrament?Na z:amenT...Tromby S'ławy, zmień:cie atramĘt!Kobietaz pełnego świata, która często mi pozwala Od:dawać się czworga rozkoszom w swoich kwarterokomnatach, zodd'ałaPodWstępnie ot!dała mi, na jeb'dwabnym tapcz:anie,S tworzenia najniższego sortu/étarzU...P od pretekstem/pozorem proklamacji! R ozgłosu- blama'żu?C zyżma'm prawo ob'rażać honór tej dam:,K rzycząc z dachów, przy dźwięku latarni:AMI:„ MaMarkiza narobwiła mi aft!”? Cóż za pjękny landszaft!Trąby Sławy, jesteście nieod;powiednie!Trąbkij Sław'y, co za bred!nie!!Dzięki bogą, rzyję w charmoniiZ ojcem Duvalem, śpie'zwającym kap'łanem w agonji- woñij: On, katechu:men, i ja, szalenie'c,j alja pozwala mi mUwić „amen”, A łon pozw'ala mi móvvić „merd” !Zgadzając się z nim, pisałbym w gazetach, wie)r(szKtórego wieczoru, proszę ma:my Za:stałem go na'gkolanach mej p;ani, Śpiewające:go melodyjię szeptĘgłosu Pod'czas gdy ona wyry:wała wsze w'szy z włosUw?T rąby Sławy, nie mogę słóhać tego odg'łosU!Z kim, na Jowisza! muszę spa(sś(ć, Abby bog'ini stu/ust troch'ę prze:mówiła, moja mać? Jasna kobietÁ, gwiaz'da, celebrzytka, Ma przyjść i zająć miejsce mojej liry w moich skrzyp'ka,ch? Aby poruszyć lud i chłopów, Kto chce pożyczyć mi swoje popularne pośladki,K to po'zwala mi uprawi:ać... na przy/rody łoni'e,Trochę alpiniz:mu na ich Wenuś )ciemnej( stronie? Trąby Sławy, graJcie bardzo'o źle! ło,ni'e!!Czy te bosz'kie trąb:y brzmiały'by głośniej, FF andan'ti,Gdybym, jak wszyscy inni, był trochu ped'anti,G dybym koł:ysał się jak dziew:czynaw pościęliI nagl'e przyb'rał wygl:ąd gazeli? Lecz nie wi,dzę, żeby opła:cało się tym bez'SZczelnym gościomB awi:ć się w grEM z miłoścOM, odwracaj'ąc ,)ch(ciałoŻ eby dodać uncję wartości do mojej ch'wały,Z :brodnia peder'astii, dziś, już się nie opłacaŁY,!TrO M'by Sławy, gracie jak prze[r]wały?!Po tym tysiącu i jednej metodzie gotowania,Która z pewnością przyniesie wam poch'wały, wte vashe anaŁY, bania-Ł uki:wolę trwać przy zmysłACH, kontem plując (w)dzwięki I drap:ać się po bżuchu, śpziewając piossenky Jeśli pulb'liczność ich zećhce, natych/miast od/ciągnę, J e:śli ich nie zechc'e, położę je zpowro'tem namej niem)i(ej liże, do ktUrej po\ciągie,mP onę, od;mawiając (jak pa:ciorek)zapłaty ceny zsławy, Na ga'łęzi mojego la'uru śpięjak kómar. Słabe... Trąby Sławy, gracie jak bezKaina Abel! Szkieletis.Tubae Famae, carmen vestrum male agitetis!
-
1
-
Mourir pour des idées...
Michał Pawica odpowiedział(a) na Michał Pawica utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@piąteprzezdziesiąte