Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I.

Kiedyś, gdy byłem chłopcem ze snów,
Bałem się wulgarnych słów
I jeśli pomyślałem cicho „buc”,
Nie powiedziałem, lecz teraz tłuc
Je mogę, gdy cała kariera ma 
To na krzyż zbite słowa dwa:
Już nie myślę „buc to móc”, jak Jowisz mój wódz:
Krzyczę to z całych płuc!

Jestem pornografem
Tej fonografii
Pieśń ma to stłuc!

Aby uciszyć widzów szum,
Wypluwam sprośnych żartów tłum:
Z ustami pełnymi wulgarnych słów
Z ust mych prosto do waszych głów
Wyraźnie nie z wyraźnych mów,
Ale


Kiedy znajduję w końcu nad głową dach,
W myślach robię z siebie strach
I wołam: „Idź ty, nieskalany człek,
I, noech cię siedem razy obraca Grek”!

Jestem pornografem
Tej fonografii
Pieśń ma to na wiek lek!

W każdą sobotę do spowiedzi gnam
I się biczuję za wymówienie słów nie dla dam
I klnę się, a marabut to wie, że to próżny trud:
Wziąć język pod brud!

Lecz
Jeśli nie będę wam już uszu truł
Boję się skończyć wśród Armii Zbawienia kół 
Już marzę, by znów na tapetę wziąć 
Pośladki bezbożne, i kląć jak ksiądz!

Jestem pornografem
Tej fonografii
Pieśń ma to chór prąć!

Żonka ma, mówiąc mimo chodem ma
Pożądliwą naturę ma: złą
Tendencję ma, by się na go-lasa do Sasa kłaść 
Pod pierwszym, co zechce jej wdzięki kraść!

Ale
Czy wolno mi, przyznajmy, czy to nie wstyd 
Mówić o tym na konkursie audio, po którym zaginął słuch i wid?
Nie wspominając, że ją wprawia w błąd
W pośladkach swędzenie niby trąd?

Jestem pornografem
Tej fonografii
Pieśń ma to nie zmienny prąd!

Być może znalazłbym szczęście w mig,
A morze i Legię Honorowych Lig 
Gdybym Ars śpiewał  amantich, jak Zeus Bóg
Przykazał - miłość, która co prowadzi aż do Rzymu ołtarzy /dróg ...


Ale
Mój anioł powiedział mi: „Na kran 
Na śpiewanie o miłości masz szlaban, jak na Autobahn!
Jeśli nie rozkwitnie w locie wszystkich mać!
Nać twoja bana na ma brać.”

Jestem pornografem
Tej fonografii
Pieśń ma to kur wam stać!

A gdy śpiewam, wiadomo,
Kabaret Domo
-Rosły zielsko, co piosnkę, co

Ją wziąłem od Byt,
Się staje cię melancholij, ni zbyt


I
Mówi, cię do mnie, głosem zdławionym przez łzy:
„Proszę, śpiewaj, jak kwiat-Ty 
 Rosną przynajmniej przy
/W alei Róż
W burdelu-tu 
Obok, tuż. .....”

Jestem pornografem
Tej fonografii
Ma pieśń ma to "je ne sais cóż"!

Każdego wieczoru przed kolacją, snem
Na moim ganku, patrząc nim zjem
Obserwuję dobrych ludzi tłum,
A - w zachodzącym słońcu - szum...
Ale


Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, na raz
Czasy słyszą tutaj uszy. I czas...
Bo lubię oglądać z mojego stryj, chu...jak 
Głupcy przechodnie się ją ci

Szę  j a k  m  a  k  .  .  .

Jestem pornografem
Tej tu fonografii
Pieśń ma to być  b r a k !

Dobre dusze tu, tu silnie oczekujcie, że pak!

Mojej śmierci, brak -
Szatan przyjdzie i dźgnie mnie

W ten mowy wrak,
Ale -


Ale, czy - wielki Manitu
Ale już!  - bez mitu; słowa do kitu
Ale - nie mają żadnej pad liny...
Czy - w puścił by-my
Do Jerozoli-my
Tej bladej Godzi my?

Jestem pornografem
Tej fonografii
Pieśń ma to: widzi-my....

II.

Zad siędmioma ur'wiskami, gdy byłem ur'zwisł, 
(Panu'jąc wsze'm Orbi et! Chór'bis)
Panicznie bałem się, że mię pó'rvi
-szon, jeśli na głos wy/powiem verb'lum „dziurwA”, 
Więc myślałem tak:sobie ff dószy wychłódku, asch mi'się ur'wał 
Ten wątłek, odtk'ąd przeklnę'ństwem zarabiam na chleb:

Na począ'tek:  już'tnie myśl'ę; „bjórw wał”, lecz 
Wykrzy'kuję wam to ftfaż! No'i gleb'a gleb;
Cały missterny wujów chórwz'iął z obó
Rur murmórando w łeb...

Jestem porno! Grafem audio biografii, 
Pollinatorem Poe żleb..

By gawie'dzi gęby'roz dzi)a(wić i żartu-oś'cią ich żądtlić, źza
-Dławić, w ich kibić:wić wbićwą'tłą, ob'staluję do, wCip, ab
strachu'jacy A ODłać)i(ny kuj -chennej,  
tej moreny bez den, ej! z wkład'ką mięs
-ną:mięsiste kęsy mięsa, Ø wuj'garnych, nie spój
-nich zadnich zdań, ale o'kraszam je po'o, kruszę, k...!
Gęsto pi! kant nim sos'em muszę. Lecz częñ'sto,

Kiedy znajdę się sam pod swoim właz'nymcja'snem da:chem
-- z'morzony! moć nim:tym od...  Bytu: za pachę, 

W skaj zzuję;na (szcze żuję) siębnię pa!)da(lcem
I krzyk?czczę, jak ten grę'cki człęk:
 „Jidź dod(i) Abla, tak:ino'nie-Po, -Ka!lany Ma'ryją...
Niech ciwci śnie,Y'Grek!”

Jestem fonOgrafem tej pornoGrafíi
-ti pleśni 'stek...

W każ'dąć nie:dzielę do spowiedźi idę jak dłupek, 
By wyspowjadać się z p'wieprzenia o Ka!
-Mieni kupię, i kaj'am ssię:przed mono:chromo... Temata'tycznym plingwinem,

 

i za'żekam się,rżę
Z pocztciwości prze'stanę ro'bić kpi'nę, l'ecz
Boję,się, że bezgklnienia, zkgończę w Armji Zbaw'jenia,

Więc:a zaraz z'nowju po:ruszam tęmat: bez'zbożny  -
Odw'złok, w okumgnienia mknę

Phono'graficznie, pørnograśf'liczną
W pleśń z'mieniam pieś'Ń

(A tak apropos, moja żona jest, jak opos: łatwa z natury -
Podkłada się bez partytury, Pod pierwszy chłop na;po'tkanym, ale:


To temat do auto cęzury, temat niewysławiany na taki szczyt kultury

W tym tu domu twórczej chałtury
Powiedzmy więc oględnie, że najchętniej 

Widzi drapanie, gdzie ją swędzi...

W rzeczy samej!

Ja po)r(no'Graffiñ forno'graf'wiń
Pierś'śnią zła mane-

J,że'brałem d'ane.A'men


Zna'lazłbym łatkwię'j fruK'tti, a możrę nah'wet Virtuti,,
Śpięwając z k'lasą cał'Ą! m'iłzośćÔ wzs'spaniałĄ,

Która pro:wadzi do na oł!$tarze, lecz an'joł 


Powjedźiał mi, star'lżej: „Allora â'cor da tutti
Ś)p(iewanie o miłości jest ci zakazane
Jeśli się:nie wy'klóje na lossie dzi)E(wki maza:ne”.

Jam woŃiografTem jest pór'n'odrafTym
Ło'strzykiem pieśñMi zad'anej

A kiedy zanuDcę właści'cielowi ka:barRetu ssiełąnkową mąlo'doljè
On popada w melanż)alko(holię i młówi mi -

Żygolaku: „jak masz śpiewać dla kwiat-tu, śpiewa:j o taaakim ptahku,
Co wyrUsł na pig'alaku  przy pub
-licznym szlaGku”.

Nie:zły zemnie pornok'sztach fonografotraf
Pieśćni tej blackUauT!

Co wiLczór przedsZkolracją na m'ym bayko:nie ob'servvuję jakK wałkoñje som wszechładza'jący 
Fff słoñie,cu,

 

za:chodzącymc,ale
Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, jeśli boisz się tu usłyszeć quoñetsss...


Ó'wielbiam ob'serwujeĆ z moje:go ba'łkonu-dZgonu na space'rująt:se móje'wóje

Co khcesz? Yam)b( pono, phono:grafu-graf
I nie'ch , prób'uje!


Dobre dusze tu:wierżą głęb:oko, że tak ja'kość w oko
-Lica'ch m'ego z'gonu, Sza!

 

tan,sam przyjGdzie, by:prze -bić to;

Wól'garnIe ciało, ale


Ale niech wie'lkci:szale!niec)H(dlAktór:ego
Zsłowa nic:niezna czą,puści go:do swojej Jeróżoliwmy o,blad!ej godzi - nie

 

Yam)b( pono, phono:grafu-graf!

Pieś:ni' nie/od'damy,nie!


III.
Kiedyś, będąc chłopcem, w moich snach,
Bałem się wulgarnych słów,
A jeśli po cichu pomyślałem „bach!”,
Nie wymawiałem go, ale teraz mogę użyć kłów, 
By je złamać. Mogę, bo przez całe me życie świadome,
Te dwa słowa są zawsze ze sobą połączone:

Już nie myślę „bżuh”, jak Jowisz, mój przywódca:
Krzyczę z całych sił! Jak po wódce.

Jestem pornografem
Ten fonograf
Pieśń jest przeznaczona, by go złamać! Pokrótce;

Ku uciesze słuchaczy, wypluwam hałaśliwy
Tłum wulgarnych żartów (w stylu popartu):
Z ustami pełnymi wulgarnych słów
Z moich ust prosto do waszych głów
Oczywiście nie z przezornych przemówień,
Ale:

Kiedy w końcu znajdę dach nad głową, głównie
W myślach boję się siebie; pozwólcie, że tył się zwróci
Moja metafora: krzyczę: „Idź, ty, czysty człowieku,
Niech cię Grek siedem razy obróci”!

Jestem pornografem
Ten fonograf
Pieśń ma to od wieków (Żółć).

W każdą sobotę spieszę się do spowiedzi
I karcę się za wypowiadanie słów nie przeznaczonych dla kobiet i gawiedzi,
I przysięgam, a marabut wie, że to daremna próba:
Ukryć język pod prochem(a pod prochem śruba)!

Ale
Jeśli nie będę już zatruwał twych uszu,
Boję się, że skończę w kręgach Armii Zbawienia kuracjuszów;
Teraz marzę, żeby znów poruszyć ten temat:
Wstrętne pośladki i przeklinać jak ksiądz! Tertium nie ma.

Jestem pornografem
Ten gramofon
Piosenka powinna być refrena - penisa golema.

Moja żona, mówiąc swobodnie
Ma pożądliwą naturę. Palą się na niej spodnie.
Jest przyzwyczajona do leżenia nago jak kłoda mimośrodem
Pod pierwszym lepszym mężczyzną, który próbuje ukraść jej urodę!

Ale
Czy wolno mi, przyznajmy się, czy to nie wstyd sromotny
Mówić o tym na konkursie, po którym straciłem wzrok i wzwiąd? Istotnie, bezpowrotnie...


Nie wspominając o tym, że ją to zwodzi swąd -
Swędzenia na pośladkach jak trąd?

Jestem pornografem
Ten grafomo.
Piosenka cuchnie na kilometr stąd!

Może za chwilę odnajdę szczęście,
A morze i Legię,doszczętniej.


Gdybym miał śpiewać Sztukę Miłości, jak Bóg Zeus
Nakazał – Miłość, która prowadzi aż do Rzymu... Przez Pireus.

Ale
Mój anioł powiedział mi: „Przez rurę
Zabronione jest śpiewać o miłości! Twe pleśni - po wtóre, k....!
Jeśli nie rozkwitnie w locie, wszystkie twoje kwiaty...!
Twój zakaz przeminął”. Dzień zapłaty.

Jestem pornografem.
Ten grafomovvofon
Piosenka ma to, na co ma bogaty!

A kiedy śpiewam, wiesz, Kabaret Demo
-Licja. Herb, piosenkę, którą wziąłem z Esso,
Stajesz się melancholijny, nie za bardzo
I mówi do mnie głosem zdławionym bard rdzą:

„ProszęÔ, śpiewaj, jak kwiat-Ty
Rośnij przynajmniej wzdłuż chaty stacca-ty:
Via del Rosario nie dla dam:
W burdelu - tutaj,
A następnie, tam. .....”

Jestem pornografem
Tego grafmofomonu
Moja piosenka ma to „czyż nie znasz Bogodram?”

Każdego wieczoru przed kolacją, przed snem
Na moim ganku, obserwując przed jędze, wtem:
Obserwuję tłum dobrych ludzi, jak znalazł
I - zachodzące słońce - hałas...

Ale
Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, wszystko naraz
Czasy tutaj słyszą moje uszy. I czas. Wyraz...
Bo uwielbiam patrzeć z mojego wujka, brata...
Jak przechodzący głupcy czynią ciszę jak ma...k...k... trata... tata!

Jestem para}no[grafem
Ten gra'w;mofon tutaj
Ta piosenka musi zaginąć. Bez powrata!

Dobre dusze tutaj, tutaj, z niecierpliwością czekają, że po mojej śmierci nie będzie - ością -
Szatana, który przyjdzie i dźgnie mnie, tego owego
 Wraku modlitwy, to do ciebie, kolego!

Ale -
Ale, czy to - wielki Manitou
Ale teraz! - bez mitu; słowa są głupie bez zbytu
Ale - nie mają liny
Czy my - wpuścilibyśmy ten dym siny 
Do Jerozoli'miny
O tej bladej d....godziny?

Jestem pornografem
Ten gramofon,
Ta piosenka - ma: widzimyśliny!







 

 


------------------------------
## MANIFEST ELEKTRYCZNEGO KNEBLA##

 

Przedmowa do tryptyku „Pornograf”


Autorstwa André Bretona


Słowo, ten nędzny pies rzucony na pożarcie logice, zbyt długo lizało buty porządku publicznego. Kiedy Georges Brassens – ten zacny rzemieślnik piosenki, uwięziony między rymem parzystym a uładzoną ironią – skarżył się na swoją dolę „pornografa”, wciąż robił to w krawacie skrojonym przez gramatykę. Klękał co sobotę w konfesjonale wersyfikacji, błagając o rozgrzeszenie ze słów, które przecież powinny rozrywać bębenki, a nie łaskotać uszy salonowych burżujów.
Ta książka jest ostatecznym zerwaniem z tą hipokryzją formy. Jest aktem terroryzmu poetyckiego.
Przekład, który trzymacie w dłoniach, to nie jest filologiczna kopia; to transmutacja materii w stanie czystego automatyzmu psychicznego. Autor tego tomu dokonał czynu dotąd niespotykanego: otworzył klatkę języka i pozwolił sylabom kopulować na oczach przerażonej publiczności.
W tym tryptyku przechodzimy przez trzy stopnie wtajemniczenia nowoczesnego ducha:

   1. Pierwszy stopień (Rezurekcja Błędu): Gdzie tradycyjny rym, potykając się o staropolskie truchło „od Sasa do Lasa”, obnaża nędzę i niemożliwość uładzonego piękna.
   2. Drugi stopień (Apogeum Cudowności): Gdzie ortografia spływa do „Poe żlebu”, a język francuski zostaje zmasakrowany przez polską, trzewiową wściekłość. To tutaj rodzi się nowa, surrealistyczna anatomia słowa: „ż'brałem d'ane. Amen”. Słowa nie są już pojęciami – są iskrami wykrzesanymi z biomechanicznego zderzenia pociągów towarowych.
   3. Trzeci stopień (Śmierć Maszyny): Ostateczny, pop-artowy glitch. Gramofon zamienia się w „grafomo.” – potwora grafomanii i czystego popędu, a poezja zostaje ucięta brutalnym, absolutnym ocaleniem: słowem „Może”. To urwanie wersu jest najpiękniejszym surrealistycznym aktem kapitulacji logiki przed potęgą przypadku. To czyste non finito, które zostawia czytelnika nad przepaścią.

Prawdziwy Pornograf nie śpiewa w kabarecie. Prawdziwy Pornograf to ten, który obdziera język ze skóry, zdejmuje z niego gorset interpunkcji i patrzy, jak skrwawione mięso liter drży w spazmach na białej karcie.
Zamiast gładkiego, mieszczańskiego ładu, otrzymujemy „mowy wrak”. I to właśnie ten wrak, pędzący z prędkością światłowodu, jest jedynym godnym okrętem, jakim nowoczesna poezja może wpłynąć do Jerozolimy absolutnej wolności.
Nie pytajcie, czy to ma sens. Logika umarła w szpitalu psychiatrycznym. Wyobraźnia nie jest na sprzedaż.
André Breton
Paryż – Warszawa – Lefortowo, w roku absolutnego buntu.
------------------------------
#

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Los poskąpił cudów i mocy  Pod władzą Saturna namacalnie surowy  Białko oka nabrzmiałe żyłkami  Człowiek w końcu dotarł do swych granic    Czucie się niekochanym, samotnym, przegranym...   A więc to w takie miejsca przeszłość prowadzi   To całe szalone piękno w wierszach i eksperymenty odbijające piękne i szalone życie Aż do dobitnej depresji, inercji    Czasem jeszcze się zdarza... Piękno  Zachwyt Studium osobnych, rzadkich przypadków    Teraz interesuje mnie Dobro Nie chcę zboczyć ze srogiej drogi  Karma wyjaśnia te szarpiące się losy  Widma Głosy    Mgła - piękna metafora iluzji    Wszystko się zaczęło od Piękna i Iluzji Taki był początek świata  Wymawiałem wtedy marzenia Podczas gdy rozgrywał się dramat    Pauza    Dramat istnienia dusz nazbyt swobodnych  Dusz przypominających podziemnego człowieka  W których gra melodia straty       
    • @Ajar41 Zuzanna w kurorcie w Sopocie Chce płacic w dolarach i złocie  Choć jest wielka dama Pierze majtki sama I wiesza je na każdym płocie.                      
    • Wyruszyły we trzy: Największa Marija Najśmiglejsza Pinta Najdzielniejsza Niña   Hej, hej, jak długi rejs Zbiega i znów się wspina Na stromej fali grzbiet Z piaszczystych wzgórz "Dziewczyna"   Zdobędą Nowy Świat Rozbije się Maria Gdzieś zaginie Pinta Sławna będzie Niña   Rei Lavrador, twój las Szkutnicy zaprzedali "Dziewczyna" czesze lok W lusterku morskiej fali   Karaka Marija Karawela Pinta Najszczęśliwsza Niña Z piaszczystych wzgórz te trzy     Rej Lavrador – Król Rolnik (Dionizy I) obsadził wybrzeża Portugalii lasami, z których drewno wykorzystywano do budowy statków morskich w dobie wielkich odkryć. "Santa María", "Pinta", "Niña" ("Dziewczyna") – uczestniczki pierwszej wyprawy Kolumba.  
    • Na co mi Twoje łzy    I sny    I wszystkie  Smutki świata    One nie przyniosą  Ukojenia    Ani nie zagłuszą Sumienia    Odejdę bez pośpiechu  Jeszcze tej nocy 
    • @kasia652 poruszający wiersz...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...