Raczej nie przypominało to ciszy,
niemrawy szelest bezlistnego podłoża.
Początek lata, zieleń na wszystkie strony
okruchami nadziei wznosi marzenia ku błękitowi.
Zapomniane powracają echem przypomnienia:
jedno się kończy, aby coś innego początkiem zaświtało.
Z początku nieśmiało, delikatne jak dotyk rączki niemowlęcia,
a potem spadają, przypominając ulęgałki w dojrzałym posmaku przemijalności.
*********************