Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ostatnia strofa jest przepiękna i jak dla mnie tak niesamowicie plastyczna że aż żałuję że jej sama nie wymyśliłam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pięknie Ci to wyszło

Opublikowano

@hollow man

 

Wydaje mi się, że jest to psychologiczne studium fascynacji miłosnej. Dominuje tu niepewność, gra pozorów i tajemnica a w relacji nie ma równowagi. To kobieta decyduje, a podmiot liryczny jest

bierny i poddaje się jej urokowi. Chociaż ona się waha - czy jest to "poważna grą, czy zabawa". Bardzo ładne jest określenie "aksamitna rozpacz" - jakby ból był przyjemny, może nawet uzależniający.

To być może jest femme fatale, ale świadomość ryzyka nie powoduje wycofania się. Świetna jest puenta - ".... między nocą a nocą" - wymazałeś dzień (wbrew logice). Czy to oznacza zanurzenie w mroku, tajemnicy, podświadomości i zmysłowości? Czy to jest o poddaniu się iluzji?

Opublikowano (edytowane)

@hollow man

Widzę tu wahanie jako główny silnik. Ona jeszcze nie zdecydowała czy to zabawa czy coś coś poważniejszego.

" Askamitna rozpacz " -Aksamit nie rani. Rozpacz nie głaszcze.  Będzie bolało, ale może też przyjemne.

Z kolei między " nocą a nocą " jest dla mnie nie przejściem z cienia do cienia. Ma to w sobie odwagę , łatwiej iść w stronę światła. W ciemności pójdzie tylko ktoś, kto przestał się bać potykać. 

Ona nie wybiera za nikogo, kołysze się. To trudna rola, bo trzyma równowagę,  kiedy wszyscy wokół oczekują decyzji. 

Pozdrawiam.

 

Edytowane przez wiedźma
Literówka (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...