Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 


------------------------------
##

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

PUK PUK PUK... KTO TAM? TW "SZEKSPIR" vel "KOMEDIANT"##

 

U ALCHEMIKA W AKADEMIKU


PUK
Będę ich prowadził w górę i w dół,
Wzdłuż i wszerz, aż stracą orientację
Jeszcze kilometr, i jeszcze pół.
Na mieście znają te sytuacje!
Goblinie, prowadź ich w górę i w dół.
Oto nadchodzi pierwszy pacjent
Wchodzi Lysander.
LYSANDER
Gdzie jesteś, Demetriuszu?
Odezwij się!
PUK
(Małpując Demetriusa)
Ty łotrze, na pewno masz palec na spuście. Gdzie jesteś?
LIZANDER
Wygarnę z rur obu....
PUK
Ustawmy sprawy na pewniejszym gruncie.
(Wychodzi Lizander. Wchodzi DEMETRIUSZ)
DEMETRIUSZ
Lizandrze! Odezwij się w końcu,
Ty dezerterze, tchórzu, gdzieś uciekł?
Mów! W którymś z krzaków? Gdzie skryłeś głowę swą?
PUK
(Małpując Lizandra)
Tchórzu, tak się chełpisz odwagą swą,
Z krzakiem walczysz jakby to był wiatrak,
Twierdzisz, że to wojny wyglądając
a teraz się chowasz jak zając?
Chodź, draniu, cip, cip, kurczaczku;
Wychłoszczę cię rózgą: bo temu się stal rozhartowywuje
który na ciebie miecz z pochwy wydobywuje?
DEMETRIUSZ
Hoho, jesteś tam?
PUK
Podążaj za moim głosem: tu nie będziemy sobie robić konkursu na to, czyj miecz twardszy...
(Wychodzi. Wchodzi LIZANDER)
LIZANDER
Kroczy przede mną i wciąż mnie prowokuje:
Kiedy dojdę tam, skąd wzywa mnie, nagle znika.
Łotr ma o wiele lżejszy krok ode mnie:
Idę prędko zań, ale on chyżej ucieka.
Co za przeklęta sprawność w marszu!
A tu chwilę spocznę. Piękny dniu, podążaj za mną!
(Kładzie się)
Pokaż mi tylko raz swe szare światło,
znajdę Demetriusza i pomszczę potwarz tą.
(Śpi)
(Wchodzą PUK i DEMETRIUSZ)
PUK
Ho, ho, ho! Tchórzu, wyjdź z cienia!
DEMETRIUSZ
Czekaj na mnie, jeśli odważysz się; wiem przecież
Że biegniesz przede mną, myląc trop nieustannie,
I nie śmiesz stanąć mi, ani mi w twarz spojrzeć!
Gdzie teraz jesteś?
PUK
Podejdź: jestem tutaj.
DEMETRIUSZ
Nie, kpisz sobie ze mnie. Zapłacisz za to srogo,
Jeśli kiedykolwiek zobaczę twoją twarz w dnia świetle:
Teraz idź swoją drogą. Osłabienie mnie zmusza,
aby się wyciągnąć jak długi na tym zimnym łożu.
U świtu spodziewaj się mych odwiedzin.
(Kładzie się i śpi. Wchodzi HELENA)
HELENA
O nocy smutna, nocy bezludna,
Ukróć o głowę swe godziny! Od wschodu nadciąga
Jutrzenka pociechy, abym mogła
Do Aten wrócić o brzasku dnia,
Od tych zbiec, dla których
Moje ubogie towarzystwo jest ciężarem:
A sen, który czasem umie zmrużyć oko smutku,
Niech mnie na chwilę pozbawi
Własnego towarzystwa samej siebie.
(Kładzie się i śpi)
PUK
Tylko troje? Niech przyjdzie jeszcze choć jedno;
Dwoje z każdego gatunku? Dwa plus dwa to cztery.
O, nadchodzi jedna taka, pochmurna i smętna:
Kupidyn to czasem taki zimny drań,
Co doprowadza biedne damy do szaleństwa.
(Wchodzi HERMIA)
HERMIA
Nigdy tak zmęczona. O, niewdzięczny losie mój!
Przemokła od rosy i złachmaniona przez ciernie,
Nie mogę dalej pełzać tak, nie mam siły iść już:
Moje stopy mym pragnieniom są niewierne;
Tu odpocznę aż do świtu. Niebiosa niech
Chronią Lysandra, jeśli zanosi się na nagi miecz!
(Kładzie się i zasypia)
PUK
W ziemię się wbij
Mocno śpij
A ja podam ci krople dwie
A ty oko pij
To łagodne lekarstwo.
(Wyciska sok do oczu Lysandry)
A gdy zbudzisz się
Poczujesz, jak cię
Do szpiku
Jak w akademiku
Czy alchemika alambiku
Przenika prawdziwa rozkosz
Na dictum, któremu niegdyś
Dałabyś z kopyta kosz, kosz
Na koniec czwartej
Kwarty, na widok kiedyś niegodny
Twych oczu damy,
Lecz teraz w formacji zwartej,
W rzeczy samej
Twe oczy są głodne
Jak u wilka, co widzi Jagnę
Jak w tym przysłowiu składnie
Powiedziane:
Że każda potwora
Znajdzie amatora
To w twoim przebudzeniu będzie ukazane
Dokładnie:
Każda połówka
Zrozumie w półsłówka
Nic złego nikomu się nie stanie;
Każdy ogier pokryje
Ichachany po szyję
Swą klacz
I szafa będzie grać.
Amen
(Wychodzi Puk)


───


## MIŁOŚĆ DO ZADNIEGO IHACHANIA


PUK
(A teraz najlepszy kawałek):
Moja pani, ta od "ą" i "ę"
W monstrum monstrualnie zadurzyła się:
Gdy se drzemała w alkowie swej intymności, itp.
W godzinę trudną, godzinę nudną tą,
Z wolna przeżuwając swe "ę" i "ą",
Banda prymitywnych roboli z polis
Najniższych sfer
Co na straganach Aten zarabiają na chleb
Zebrała się na jedną z prób sztuk
Na uczczenie tych wiekopomnych chwil, gdy Tezeusz brać będzie ślub.
(Czekaj, ledwo w atramencie zamoczyłem dziób..)


Najbardziej 'ruboskórny z tego na nic niezdatnego gorszego sortu, co miał grać
Pyrama w tych trwających krótko piętna-
Stu chwil dla mas,
Nagle monolog przer-
Wał i sine ordo
W ordynarne mordo-
Bicie się wdał!


(A teraz jeszcze lepsze...):
Znajdując go w pozycji niewy-
Mownej - akurat zrobił siad -
Skradłem się i założyłem mu na łeb oś-
Li... zad.
(Czekaj, jest dalszy ciąg...)


A jego This-
Be na ripostę czeka wciąż!
A tu nadchodzi mój dubel. Gdy do-
Strzegli go, jak głupie gęsi (kapitol-
Ińskie), co w ptasznika wślepiają wzrok,
Albo czarno kraczący kruk
wyrwany z ciepełka gniazd,
Miast drobić i kroczyć w żałobie, na nogi obie
Na huk dział podrywa się
I czarną smugą niebo znaczy, jakby srał:


Tak rozlecieli się na widok ów
Gościa kamraci szemrani w kant!
A na nasz marszowy krok
Jeden się całkiem spruł;
I drze swój krzywy ryj,
I na ratunek wzywa polis pół!
Klepki tak obluzowało wszem,
A strach miał taką moc,
Że nawet własny węch
Im zaczął szwankować, a
Ten ośli strach
Pątał im nogi i nosy, więc
(Uważaj, teraz najlepsze...)


Słodkiego Pyramosa losów skrypt
Sprytnie wcieliłem w czyn:
Akuratnie w tej chwili, los zarządził tak,
Tytania przebudziła się
I sonety miłosne osłu jęła piać
Osłu prosto w zad!
A on jej...
(No, i jak?)


───


## NOC KUPA-ŁY


PUK
Jeśli my, cienie, komuś-śmy weszły w szkodę,
Pomyślcie tylko tak: a wszystko się sklei niby mimochodem -
Że w teatrze Urbis et Orbis każdy z Was jak raz się zdrzemnął,
A wszystko, co tu widzieliście było - wizją senną!


I ten oklepany i banalny temat -
W nim nic innego prócz snu bajdurzeń nie ma.


Drogie dusze, nie gańcie więc nas za tę obrazę:
Wybaczcie, a wszystko znów się składnie sklei razem!


I klnę, jak mi miły honor rodu Puka,
Na szczęście me niezasłużone, że w tym tkwi cała nauka -
Umknąć z pułapki śliskiej węża mowy;


Wszystko posklejamy, nim nów znów wzejdzie nowy
Lub, na mój honor, możecie Puka nazywać kłamcą!


Więc dobranoc wszystkim: przyjezdnym, i lokalnym mieszkańcom.
I bądźcie tacy uprzejmi: złóżcie do oklasków ręce,
A Robin to wszystko zaraz poskleja naprędce!
------------------------------
 

@Michał Pawica

'KOMEDIANT" TAJNY ANEKS OPERACYJNY: WSTĘP DO AKT

 

PUK(wychodzi z cienia reżyserki, otrzepując marynarkę z kurzu i popiołu)Obywatele! Widzowie! I Ty, nadzorco z centrali!Zanim w tym teatrze Urbis et Orbis kurtyna w górę wystrzeli,Musimy spisać protokół rozbieżności, nim reszta się spali.Oto raport operacyjny, teczka pełna haków,Gdzie klasykę przepisano na żargon roboli i cwaniaków!Nie szukajcie tu szkolnych, ugrzecznionych nudów,Mój model biznesowy nie przewiduje tanich cudów.Zaraz zobaczycie formacje zwarte, bójki na prerie i rury,Gdzie wysoki język baroku zalicza twarde lądowanie o mury.Wszystko nagrane, podbity paragraf, weksle zapadnięte w terminie,A kto nie ma karty pływackiej – ten na Rialto z pewnością zginie!Więc usiądźcie wygodnie, zdejmijcie palec ze spustu,Ten spektakl i tak przekroczy wszelkie granice Waszego gustu.Cicho sza, sine ordo, meldunek zaczynam nadawać na żywo –A jeśli system padnie, Robin poskleja to wszystko naprędce i krzywo!───

Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...