Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

ileż to ksiąg napisano 

o Królewskim Mieście 

 

ale właściwie ja nie o nim 

trochę prywaty 

 

wpadłem z daleka 

z myślą spotkania 

naszego kolegi po piórze 

chwalił się niedawno 

że od kilku lat jest 

w tym pięknym Grodzie 

przechodza się zacnymi ulicami 

czuje się jak u siebie 

 

on mi pokaże co trzeba 

pomyślałem 

będę dumny 

i z wizyty i poznania 

wspomniał że się rozgląda 

za poetami 

przecież tam stoi nasz Wieszcz 

to wypada

 

jechałem ze Szczecina na pewniaka 

nawet hotelu nie rezerwowałem 

bo ... do bratniej duszy 

mógłby się obrazić 

nie będę się rozpisywał 

ale ... się zawiodłem 

poleciałem 

prosto z dworca pod sukiennice 

...

siedział pod pomnikiem Mickiewicza 

i rzeczywiście się rozglądał 

ucieszyło mnie to bardzo 

postanowiłem podejść bliżej 

pozna mnie PO PISANIU 

szedłem w jego kierunku 

on także wstał szedł do mnie 

 

POZNAŁ 

ucieszyłem się bardzo 

szliśmy naprzeciw 

chwila i ... minął mnie 

bez oglądania za siebie 

 

zmartwiony 

siadłem na jego miejscu 

podszedł do mnie miejscowy

siadł obok 

do TEGO poety pan przyjechał 

nie pan pierwszy 

 

przychodzi codziennie 

wypatruje ale …POETKI 

nie poetów 

Do nich wzdycha i tęskni 

PRAWDZIWY ROMANTYK 

na razie bez skutku 

 

może tą pisaniną zachęcę 

jakąś koleżankę 

i odwiedzi

wybawi z … rozterki 

naszego przyjaciela 

 

5.2026 andrew 

Sobota 

Wszelkie podobieństwo do 

zdarzeń i osób jest przypadkowe

 

Edytowane przez andrew (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@andrew

 

Ciekawy tekst - jest tu zderzenie mitu Krakowa i pomnika Wieszcza z czysto ludzką słabością. Jak zwykle - życie pisze najlepsze scenariusze, ale świetnie przelałeś to na papier z humorem i lekkością. Niezły portret "romantyka" - czy myślał, że istnieje literackie biuro matrymonialne. :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...