Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie dawno, dawno temu, ale właśnie teraz. Nie za górami i nie za lasami ale w dużym mieście. Żyła sobie pewna księgowa. Kobieta wiodła spokojne, zwyczajne życie matki i żony do czasu, aż zaprzyjaźniła się z... internetem. Tak właśnie może zacząć się opowieść o tej kobiecie, czyli o mnie. Co ciekawego może opowiedzieć ktoś, kto od piętnastu lat przygląda się rzędom cyferek piętnując je symbolami debetu i kredytu? Zobaczymy...

Mija kolejny miesiąc, wszystko w pogoni za terminem. Żeby zdążyć, sprawdzić, policzyć i zaraportować. Czasami myślę, że żyję tylko po to, żeby dotrzymywać terminów. Żeby na zawołanie i w wyznaczonym terminie odpowiadać na pytanie jaki jest wynik. Uff. Skończyłam. Należy mi się chwila odpoczynku. Zaparzam kubek gorącej kawy, napawam się jej aromatem... Stawiam go na biurku pośród piętrzących się papierów - wydruków i notatek. Stoi tam jak symbol zwycięstwa. Znowu się udało. Nie piję kawy, ale uwielbiam jej zapach. Przydałaby się jeszcze szczypta cynamonu, ale cóż 'nie zawsze może być kawior'... W ramach odpoczynku i odreagowania pogadam chwilę - tłumaczę się sama przed sobą wywołując polchat na ekran. To moja obsesja od niedawna. Każdą wolną chwilę spędzam na chacie. I wcale się nie dziwię, że dzieciaki siedzą przed komputerem długie godziny. Sama nie mogę się temu oprzeć. Nie czuję się tu jeszcze zbyt pewnie, ciągle się uczę. Czuję się trochę jak pod pręgierzem, ale to miłe uczucie. Nigdy nie zaczepiam, czekam, aż ktoś zacznie rozmowę.
Tak było także w to pamiętne wtorkowe popołudnie. Zaciągnęłam się potężną porcją kawowego aromatu i odpisałam 'cześć' w oknie, które się otworzyło. Rozmowa jak większość - kto, skąd, w jakim wieku... Jest miło. Podoba mi się sposób wypowiedzi mojego rozmówcy.
- Czym się zajmujesz na co dzień? - pyta.
- Księgowością - odpowiadam zgodnie z prawdą i sama zaczynam pisać pytanie jego o zainteresowania.
- To potwornie podniecające!
Własnym oczom nie wierzę! Księgowość podniecająca? Wariat. Nic tylko wariat. Kasuję napisane zdanie.
- Słucham??? - umieszczam kilka znaków zapytania, żeby odzwierciedlały moje zdziwienie.
- Podniecające. Wiesz, to co robisz jest tak odległe od sexu, że w połączeniu z nim dawałoby mieszankę piorunującą - odpowiedź jest natychmiastowa.
- Ale konkretnie co jest takie podniecające? - zaczynam z niedowierzaniem dopytywać się.
- To wszystko co robisz. Kiedy liczysz na przykład - ciekawi mnie, czy masz taką śmieszną maszynkę z korbką?
- Hahahaha. Nie mam. Nawet w księgowości mamy już XXI wiek - ubawiłam się tym pytaniem.
Od lat zajmuję się księgowością. Praca jak praca. Trochę nudna i monotonna. Zawsze na akord. Ale jeszcze nigdy nie słyszałam, od nikogo, że może być i podniecająca. Zaintrygował mnie ten gość.
- Wiem, ale podnieca mnie taki właśnie widok biura z myszką. A i pani księgowa wyglądałaby wtedy bardzo ponętnie. Długa, sięgająca niemal kostek spódnica... biała bluzka zapięta po szyję... kok... okulary...
- Hej, a co taki ubiór ma wspólnego z sexem? - jak nic fetyszysta, myślę, ale zaczyna mnie intrygować coraz bardziej.
- Jak to co? Pończochy... podwiązki... ukryta pod nim bielizna... lub jej brak... mniam.
Muszę przyznać, że zestawienie faktycznie interesujące. Odruchowo spoglądam na swój ubiór. Hmmm. No cóż, nie jestem księgową, o której myśli. Dalej rozmowa potoczyła się bardzo szybko. Wkrótce opowiadaliśmy fantazję biurową na cztery ręce. Ma niesamowite skojarzenia. Potrafi każde słowo przełożyć na język erotyki. Polecenia, które mi wydawał zmieniły moje spojrzenie na moją pracę, na moje biuro, a kto wie - może i na mnie samą. Od tego popołudnia wchodziłam na chat dla rozmów z Nim, wprost kipiał pomysłami. Rozmowy z Nim były zawsze baaaardzo mokre.
Powoli stawałam się inną osobą. Dla postronnego obserwatora nic się nie zmieniło. Czy na pewno? Dla kogo bowiem miałby znaczenie fakt, że moje spódnice stawały się coraz dłuższe i bardziej dopasowane. Że miejsce trykotowych koszulek zajęły białe bluzki, dokładnie zapięte pod samą szyję. Że ulubione buty zamieniłam na pantofelki na obcasie. Nie od razu, ale systematycznie zmieniałam swój wizerunek starając się upodobnić do bohaterki naszych fantazji. Wkładane co rano pończoszki wprowadzały mnie w dobry humor. Wisienką na tym świeżo upieczonym torcie stały się zamówione u optyka okulary w cienkiej drucianej oprawce. Nie było w nich szkieł korekcyjnych, nie są mi potrzebne...
Teraz byłam gotowa na spotkanie z Nim. Taka, jaką sobie wymyślił. Mieliśmy się spotkać dziś po południu...
Wychodząc z biura wzięłam ze sobą kilka wydruków, chciałam sprawdzić coś później, poszukać błędu w księgowaniach. Włożyłam je do czarnej skórzanej teczki razem z zakładowym planem kont i ruszyłam na spotkanie mojego przeznaczenia. Trafiłam bez problemu. Kiedy otworzył mi drzwi zlustrował mnie od stóp do głów i gestem zaprosił do środka. Bez słowa. Stałam na środku pokoju. A on patrzył na mnie jakbym była naga...
- Pozwól, że ci pomogę - powiedział odbierając ode mnie teczkę.
- A więc przychodzisz tutaj, żeby szczuć mnie swoim księgowatym wyglądem, tak?
- Przyszłam, żeby opowiedzieć Ci o mojej pracy - zaczynam niepewnie.
- Ach tak, o pracy. W takim razie zaczynaj. Będę cię słuchał, ale nie będę siedział w ławce - uśmiechnął się.
Poczułam się nieswojo. Czy dobrze zrobiłam godząc się na to spotkanie?
- Opowiedz mi o kontach - poprosił.
- Konto jest urządzeniem księgowym, na którym... - przerwał mi zasłaniając usta dłonią.
- Jest urządzeniem - powtórzył namiętnym głosem - ja też mam dla ciebie kilka urządzeń.
Stanął za mną, dotknął moich piersi i zaczął powoli guzik po guziku rozpinać moją bluzkę. Zdjął ją. Wtedy zobaczyłam swoje nagie piersi ze sterczącymi sutkami w Jego dłoniach.
- Nie przeszkadzaj sobie, to co z tym kontem?
- Tak. Konto. Właśnie - pytanie przywołało mnie do świadomości - konto ma dwie strony: debetową i kredytową.
- Dwie strony jak dwie piersi... jedna debetowa... druga kredytowa...
Odsunął się i otworzył szufladę, z której wyjął garść kolorowych flamastrów. Podszedł do mnie z przodu i napisał dużą literę D na prawej piersi a C na lewej. Drgnęłam kiedy dotknął mnie flamastrem, nie spodziewałam się tego. On jednak jest wariatem - pomyślałam.
- Widzę, że nie jesteś w stanie ustać w miejscu, musimy temu zaradzić - powiedział oddalając się ode mnie. Z innej niż poprzednio szuflady wyjął czarne skórzane paski, które zapiął na moich nadgarstkach. Popchnął mnie lekko do przodu, w kierunku drzwi. Zawahałam się, ale poddałam się temu dotykowi. Zatrzymał mnie nagle, po kilku krokach. Staliśmy w przejściu między dwoma pomieszczeniami. Nie było między nimi drzwi, jedynie szeroka framuga.
- Dalej nie musisz iść. Ręka! Druga!
Podałam dłoń, którą podniósł do góry i przypiął do czekającego tam łańcuszka. Kiedy przypiął drugą musiałam złączyć stopy, w przeciwnym razie musiałabym stanąć na palcach. Nie była to wygodna pozycja. Stał teraz za mną i nie czułam się komfortowo nie widząc go. Dotknął mojej pachy, potem drugiej, przesuwał swoje palce w kierunku moich dłoni. Ten dotyk wywołał u mnie dreszcz.
- Lepiej, dużo lepiej. Widzę, że już dostajesz gęsiej skórki. A nie mówiłem, że księgowość jest podniecająca? - zaśmiał się serdecznie - kontynuuj proszę.
- Symbolicznie konto rysuje się jak dużą literę T - opowiadam starając się opanować drżenie głosu.
- Literę T powiadasz...
Znowu czuję dotyk flamastra, tym razem na plecach - rysuje poziomą kreskę tuż pod łopatkami. A chwilę później pionową na kręgosłupie.
- Za mało miejsca tu jest na duże konto, a potrzebuję naprawdę dużego konta - odkłada flamaster i obejmuje moje biodra.
- W tej sytuacji muszę pozbawić cię tego seksownego ubioru już teraz - rozpina spódnicę, która zsuwa się po moich nogach na podłogę.
- A więc miałem rację - wykrzykuje triumfująco - księgowe to suczki, popatrz na siebie, nawet nie nosisz majtek - jego dłonie dotykają moich ud i pośladków.
Znowu dotyk flamastra, rysuje pionową kreskę aż do pośladków, a nawet dalej, przez cały rowek. Zawahał się przez moment jakby zastanawiając się czy nie wsunąć tego mazaka w moją dupkę, ale zrezygnował.
- Mamy już konto, co dalej? - zapytał przekornie.
- Na koncie zapisuje się operacje, które miały miejsce... - zaczynam cicho.
- Operacje - znowu mi przerywa - a co z księgowaniem?
- Księgowanie to właśnie zapisy na kontach, każdy zapis ma swoje konto korespondujące, to jest zasada podwójnego zapisu.
- Podwójnego?! hmmm... W takim razie coś sobie zaksięgujemy - odchodzi w stronę szuflady i coś z niej wyjmuje.
- Auuu - szarpnęłam się z bólu pod razem zadanym pejczem o wielu rzemieniach - auuuu.
Spadł na mnie zupełnie nieoczekiwanie, na plecy, pośladki. Szarpnęłam się tak mocno, że przypięte w górze ręce zabolały w nadgarstkach, a ja zakołysałam się na obcasach.
- Widzę, że twoje śliczne pantofelki trochę ci przeszkadzają. Zdejmę je. Noga! Druga! Od razu lepiej!
Wcale nie było lepiej. Te kilka centymetrów obcasów dawało wytchnienie moim dłoniom, teraz musiałam stać na palcach. Było mi niewygodnie.
- A teraz księgowanie drugostronne - powiedział przechodząc obok mnie.
Najpierw zapisał coś na moim brzuchu. Potem widziałam już tylko zamach i frunące w moją stronę rzemienie. Starałam się uciekać ciałem, żeby uniknąć razu, nie całkiem się to udało. To było bardzo dobrze wymierzone uderzenie. Prawie wszystkie rzemienie dosięgły swojego miejsca przeznaczenia.
- Widzę, że masz za dużą swobodę ruchu, zaraz temu zaradzimy - to mówiąc przyniósł kolejne paski.
- Nie chcemy przecież zniszczyć twojego seksownego stroju - ukląkł przede mną i zaczął zsuwać pończochę.
I znowu dokonał zapisków na mojej skórze, tym razem na nogach. Przez moment zastanawiałam się czym ja to zmyję, ale nie zostawił mi dużo czasu na myślenie. Obniżył punkt zaczepienie moich rąk. Przez chwilę stałam na całych stopach. Potrzebowałam tej chwili wytchnienia. To była jednak tylko chwila, przerwa techniczna. Pociągnął moją stopę w kierunku framugi i przymocował do kolejnego łańcuszka. To samo zrobił z drugą wymuszając duży rozkrok.
- A co się dzieje kiedy jest pomyłka w księgowaniu?
- Wtedy należy zrobić storno zapisu, po drugiej stronie... - i znowu nie dał mi dokończyć.
- Storno! - powtórzył jak zwykle napawając się brzmieniem tego słowa - do dzieła!
Pierwsze uderzenie zadał z przodu, w piersi i brzuch. Bolało, zwłaszcza w tych miejscach, gdzie rzemienie trafiły powtórnie. Zagryzłam wargi, żeby nie krzyknąć, jęknęłam tylko. Miał mocną rękę...
- Storno! - i kolejne razy zostawiały na moim ciele ślady operacji.
- A teraz druga strona! Storno! - poczułam ból na pośladkach i plecach.
- Strono! - tym razem mierzył niżej, dostało się także mojej cipce.
Krzyknęłam, a z oczu pociekły mi łzy. Podszedł do mnie i chwytając za włosy spojrzał w oczy. Poczułam słodkawy smak w ustach. To krew, musiałam przygryźć wargę przy uderzeniu.
- Chcesz, żebym przestał? - Zapytał wpatrując się w moją twarz.
- Nie - odpowiedziałam przez łzy, przykrywając oczy powiekami.
- Pierwsza krew - wyszeptał i polizał moje usta, zlizując sączące się krople.
- Jaki jest podatek dochodowy dla ludności? - zapytał od niechcenia.
- Podatek dochodowy od osób fizycznych jest progresywny: 19%, 30%, 40%.
- Dzielna jesteś. Właśnie poprosiłaś o 89 batów - powiedziała zadowolony.
- Nie, proszę, nie tyle - byłam załamana tą perspektywą.
Skrupulatnie zapisał na mojej skórze ilość batów. Tym razem narysował 'szubienicę' na moim brzuchu.
- A podatek od firm?
- 19% - wykrzyczałam pośpiesznie w nadziei, że to będzie ilość batów.
- A więc prosisz mnie o kolejne 19 batów? Twarda jesteś - mówił śmiejąc się.
Kolejne liczby zostają zapisane. Są jak wyrok. Postanawiam nie odpowiadać na pytania dotyczące podatków, wszystkie są wysokie. Na przykład taki VAT to kolejne 22 baty. Wyglądało, jakby usłyszał moje myśli, bo zapytał o termin składania deklaracji.
- Do 25 dnia następnego miesiąca - mówiąc to uświadomiłam sobie, co powiedziałam.
Nawet nie próbowałam tego sprostować. Wiedziałam, co powie. Ze spuszczoną głową oczekiwałam na wyrok.
- Następnego miesiąca? Hmmm, w takim razie muszę zmniejszyć twoje o konto o 25 batów, dostaniesz je w następnym miesiącu.
Dotknął mojej twarzy. To był ciepły, czuły dotyk. Jak promyk słońca w pochmurny dzień. Stał tak dłuższą chwilę, miałam ochotę przytulić się do Niego, gdy nagle zabrał swoją dłoń mówiąc:
- Czas zaksięgować te 19 procent. Wybieraj gdzie.
- Piersi - odpowiedziałam.
- Wszystkie? - zapytał z niedowierzaniem. - Nie, nie zrobię ci tego. Cycuszki dostaną po trzy baty, ale resztę zaksięguję na tyłeczku.
Odetchnęłam z ulgą. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zamiast pejcza użyje palcata. Miał wprawną rękę. Każde uderzenie trafiało w sutek. Mała przerwa na zamach i kolejne. Zamarłam z przerażenia widząc czerwoną pręgę na piersi. Po pierwszych razach już nawet nie krzyczałam. To było nieuniknione i nie mogłam się temu przeciwstawić. I tylko zaciśnięte pięści i zagryzione wargi zdradzały to, co czułam. Nie uciekałam już ciałem. Nie mogłam i nie chciałam. To niczego by nie zmieniło. Widziałam własne łzy, które kapały na piersi. Obok trzasku palcata słyszałam dźwięk rozpryskującej się słonej kropli. Tak głośnej jak głośny może być krzyk, niemy krzyk. Po szóstym uderzeniu wydałam głośny jęk, skomlenie i skargę. Nie pozwolił mi oswoić się ze stanem, w który mnie wprawił. Dotknął jeszcze skórzaną końcówką sutka i ledwo muskając dłonią moje biodra stanął za mną. Wiedziałam. Zostało jeszcze 13. Pierwszy był jak zawsze najlżejszy. Na zachętę, ale i tak spięłam się od tego piekącego dotyku. Spięta czekałam na kolejne uderzenie. To był błąd. Bolało bardzo, dużo bardziej. Starałam się oddzielić od tych razów, ale nie potrafiłam.
- Rozluźnij się, będzie mniej bolało - szepnął mi do ucha.
Chciałabym, ale nie potrafiłam. I znowu zobaczyłam swoje łzy. Spadały na piersi i znaczyły ścieżkę w dół mojego ciała. Kiedy na nie patrzyłam przestawałam myśleć o palcacie, który pieścił moje pośladki i uda. Byłam tam, ale jakbym była poza własnym ciałem. Czułam ból, ale nie chciałam mu zapobiegać. Pieczenie rozchodziło się po skórze i zdążało w głąb, do mojego wnętrza. Poczułam narastające podniecenie. Czekałam na kolejny dotyk palcata niemal z utęsknieniem. Ale On kazał mi czekać. Robił długie przerwy pomiędzy kolejnymi uderzeniami. Dotykał moich zbitych pośladków. Drażnił się ze mną. Spełnienie było coraz bliżej. Niby we mnie, ale i obok mnie jednocześnie. Takie dziwne. Zaczynałam tracić kontakt z rzeczywistością.
- Zostały jeszcze dwa - usłyszałam.
Jeszcze dwa? Jeszcze tylko dwa? Czy to wystarczy, żeby dać mi spełnienie? Myśli kłębiły się w mojej głowie. Poczułam palcat na cipce. Dotykał mnie, pieścił dotykiem. Zaczynałam odpływać, kiedy zamiast dotyku poczułam ostatnie uderzenia. Były bardzo mocne. Krzyczałam z bólu i rozkoszy, bowiem równie silny był orgazm, który te razy przyniosły ze sobą. Szybki... mocny... gwałtowny... Zostałam sama z moim spełnieniem. On znowu odszedł zostawiając mnie półprzytomną, rozpiętą niczym na pajęczynie... Jak swoją zdobycz, wstępnie przygotowaną, którą zostawił na później. Schylił się po coś na podłogę, ale nie widziałam co z niej podniósł. To była teczka, moja teczka. Wyjął z niej wydruk i przeczytał na głos:
- Zestawienie obrotów i sald. Co to? - zapytał.
- To obrotówka, suma obrotów dla każdej ze stron - odpowiedziałam rwącym się głosem.
- Obrotówka? Nic nie mów, sam ci pokażę co to jest obrotówka.
Odsunął się krok do tyłu, wyciągnął dłonie przed siebie, łapiąc w nie obie piersi.
- Obroty kredytowe - wycedził wykręcając boleśnie lewą pierś.
- I obroty debetowe - powtórzył ruch na prawej piersi.
Jego dłonie były bardzo brutalne, ściskał moje piersi i kręcił nimi w obie strony. Moje dopiero co zbite piersi. Ciągle obolałe. Tak, potrzebowały dotyku, ale czy takiego? Sutki zostały mianowane saldami i też podlegały procesowi obrotowania. Piszczałam z bólu kiedy zapytał śmiejąc się z zadowolenia.
- W pracy też tak krzyczysz przy obrotówce?
- Przerwałem ci, przepraszam, wracajmy do tematu naszej rozmowy. Opowiedz mi o sprawozdaniach.
- Dwa podstawowe to bilans i rachunek zysków i strat. W bilansie, po stronie aktywów wyróżniamy majątek trwały i obrotowy.
- Oto moje aktywa - powiedział rozmarzonym głosem.
Położył swoje dłonie na moich i przesuwał je w dół, przez zgięcie łokcia i pachy do piersi. Gładził je delikatnie przez chwilę, potem niżej przez biodra, przez łono do ud. Schylając się przesuwał dłonie po nogach, aż do stóp.
- Aktywa, moje aktywa - powtórzył i zaraz zapytał - czy jest coś jeszcze oprócz aktywów?
- Tak, pasywa. Pasywa to... - zawahałam się jak zrozumie pasywa??
- Pasywa. Pasywa? Pasywa! - powtarzał przyglądając mi się.
Stanął za mną i ciągle mnie dotykał. Jego dłonie były na moich biodrach, dotykały wnętrza ud. Nagle zrobił gwałtowny ruch ręką w stronę mojej dłoni. Poczułam lekkie szarpnięcie i dłoń nie była już przywiązana. Następnie zrobił to samo z drugą. Byłam mu wdzięczna, pozycja nie była zbyt wygodna. Jednakże nie doceniłam jego pomysłowości. Szybkim i zdecydowanym ruchem spiął mi dłonie za plecami. W tym samym momencie poczułam, że coś podciąga mi spięte w nadgarstkach dłonie do góry. Ten ruch zmusił mnie do pochylenia się do przodu. Stałam teraz z wypiętą w Jego stronę pupą, a ręce miałam boleśnie wykręcone w barkach. Ta pozycja była dużo bardziej niewygodna od poprzedniej. Nie odzywał się, czułam Jego wzrok na sobie, ale nie dotykał mnie ani nie mówił do mnie. Obawiałam się najgorszego, że znowu mnie uderzy, w takiej pozycji miał doskonały dostęp do moich intymności. Spięłam się w oczekiwaniu na uderzenie. Ale nie nadchodziło. I ta przerażająca cisza. Nie wiedziałam gdzie On jest i co zamierza, a bałam się zapytać. Miałam świadomość nieuniknionego, ale nie miałam pojęcia czego.
- Aktywa czy pasywa? - usłyszałam pytanie zadane Jego namiętnym głosem.
Podszedł do mnie, dotknął bioder. Ale dotyk był jakiś inny. Zerknęłam i zobaczyłam rękawiczki na Jego dłoniach. Wszystko stało się jasne...
- Aktywa - powiedział władczo - sprawdzę najpierw stan aktywów.
Jego palce dotknęły mojej kobiecości. Jakże miły był ten dotyk, delikatny, czuły...
- Widzę, że moje aktywa mają się bardzo dobrze. To bardzo płynne aktywa, bardzo płynne - powtarzał pieszcząc mnie palcami.
- Tak płynne, że aż przeciekają mi przez palce - w Jego głosie czuć było zadowolenie.
Było mi niewygodnie, ale za nic nie chciałabym przerwać tej pieszczoty. Po raz pierwszy w czasie tego spotkania poczułam się sobą. Poczułam się kobietą. Kobietą pieszczoną i adorowaną, chociaż sposób tej adoracji był bardzo specyficzny.
- Wróćmy do sprawozdań, czy ktoś je sprawdza? - Zapytał jakby nigdy nic.
Znowu odebrałam to jak zimny prysznic, jak On może pytać o coś takiego w takiej chwili. Przecież ja za moment odlecę. Na miłość boską tylko nie przerywaj - pomyślałam w duchu, ale już było za późno. Odebrał mi ten cudowny dotyk i odszedł w kierunku szuflad.
- Czekam - ponaglał mnie.
- Tak, sprawozdania są badane przez audytorów. W pierwszej kolejności audyt wewnętrzny, potem...
- Wystarczy. Poprzestańmy na audycie wewnętrznym. A raczej przystąpmy do niego - zawołał z ochotą.
- Mam tu doskonały punkt obserwacyjny, widzę moje kluczowe aktywa i pasywa - powiedział siadając na obrotowym taborecie - a teraz je zbadam.
Poczułam jak wsuwa we mnie palce. Jak nimi porusza. Znowu to cudowne uczucie. Ta przerwana pieszczota. Jego Palce dotykały mnie od wewnątrz, poruszał nimi szybko, trącił macice - to zabolało. Ale nie będę się skarżyć na taka drobnostkę, jest mi przyjemnie. Drugą dłonią, chłodną i śliską zaczął pieścić moją drugą dziurkę. Czule i delikatnie, ale stanowczo. Próbowałam uciec przed tym, ale przytrzymywane nogi nie pozwalały, a wykręcone ręce zabolały tylko bardziej.
- Nie szarp się i rozluźnij się. Jestem biegłym audytorem i nie zrobię ci krzywdy.
Biegły audytor. Uśmiechnęłam się w duszy, jego fascynacja księgowością rozbrajała mnie. Starałam sobie wyobrazić, że faktyczny audyt w firmie mógłby tak wyglądać i sama się zaśmiałam.
- Podoba ci się audyt wewnętrzny? - zapytał.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, kiedy poczułam wsuwany palec. Delikatnie, powoli, wykonywał nim koliste ruchy. Muszę przyznać, że było to całkiem przyjemne. Po raz pierwszy odczułam przyjemność z takiego wypełnienia. Przyjemność znowu zaczęła brać górę nad niewygodą. I znowu musiał to wyczuć, bo przerwał pieszczotę. Zabrał palce z moje wnętrza, zostawiając mnie niezaspokojoną. Poczułam chłodny dotyk na pośladku.
- Oto opinia biegłego - pasywa w porządku, ale aktywa są za małe - mówił powoli zapisując zdanie na moich pośladkach.
Po chwili stał przede mną. Widziałam tylko jego kowbojskie buty.
- Jak wspomniałem audyt wykazał, że aktywa są za małe, trzeba temu zaradzić. Powiększymy je o jakieś pół kilo.
To powiedziawszy zapiął mi na sutkach klamerki. Pisnęłam, bo zabolały mocno. Miały ząbkowane krawędzie. Z przerażeniem zobaczyłam dłonie, w których znajdowały się spore metalowe kulki z haczykami. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć obie kulki zawisły na moich sutkach. To dziwne. Nie były tak ciężkie, jak się wydawało, chociaż ciągnęły mi piersi w dół bardzo mocno. Patrzyłam jak kołyszą się pode mną. Wyglądały jak duże klipsy. Ich ruch sprawiał mi nawet przyjemność, tylko te klamerki zaczynały wcinać się niemiłosiernie w ciało. Na jednym z sutków zobaczyłam kropelkę krwi...
- Tak, teraz moje aktywa są prawie takie, jakie powinny być - powiedział cicho.
- Prawie? - krzyknęłam z wyrzutem - nie wytrzymam już żadnego ciężarka więcej.
- Cicho, bądź cicho!
- Nie będę cicho, mam tego dość. Rozwiąż mnie natychmiast - krzyczałam.
Zaczęłam panikować i szarpać się, ale to tylko pogarszało sytuację. Ciężarki na moich sutkach zaczęły się kołysać szybko i w różne strony, obijać się o siebie. To już nie było przyjemne, to było już tylko bólem. Ścierpnięte ręce też dawały o sobie znać.
- Rozwiąż mnie, proszę, już nie mogę tak dłużej - prosiłam przez łzy, ale on był niewzruszony.
- Jeszcze tylko mały zastrzyk gotówki i uwolnię cię.
- Zastrzyk? Żadnych zastrzyków. Żadnych igieł. Nie chcę.
Podszedł do mnie od przodu, chwycił za włosy i wymierzył policzek, potem drugi.
- Będziesz cicho czy mam cię zakneblować - zapytał spokojnie.
To mówiąc pokazał mi niedużą czerwoną kulkę na pasku.
- I jak będzie? - zapytał ciągle bardzo spokojny.
- Nie będę krzyczeć.
- Dobra suka z ciebie, dobra księgowa, zrobisz to, co do ciebie należy...
To mówiąc wsunął mi kutasa do ust, głęboko, brutalnie, trzymając mnie ciągle za włosy. Płakałam, nie mogąc nic poradzić na tę sytuację. Czułam się zobojętniała. Po kilku ledwie ruchach poczułam w ustach smak spermy. Ciepła, lepka, słonawa. Po raz drugi tego popołudnia odczułam coś, co było mi znane. Znałam ten smak i nie stroniłam od niego. Ten smak przywołał mnie z letargu, w jaki popadłam, do świadomości. Wtedy też przypomniałam sobie jego słowa o zastrzyku gotówki. Uśmiechnęłam się przełykając tę gotówkę i wyssałam ją do cna. Jego dłonie głaskały moje włosy i twarz. Znowu zrobiło mi się miło.
- Na tym chyba dziś skończymy. W każdym razie skończymy na dziś.
Odpiął klamerkę z sutka. Krzyknęłam z bólu. Chciałam się zasłonić, ale dłonie miałam ciągle spięte z tyłu i unieruchomione. Zdobiłam unik przed odpięciem drugiej, wiedziałam już jak zaboli. I nie myliłam się, ból był niemiłosierny. Jego palce masowały moje umęczone piersi. Sutki były tak tkliwe, że nie mogłam znieść tego dotyku, ale jednocześnie tak bardzo go pragnęłam. Przynosił ulgę, koił... Odpiął moje ręce i nogi. Byłam całkiem zdrętwiała. Objął mnie mocno i poprowadził do łóżka. Z ogromną przyjemnością zanurzyłam się miękkiej pościeli. Zwinęłam się w kłębek i wsunęłam pod puszysty koc. Dłońmi masując obolałe sutki. Płakałam. Poduszka robiła się coraz bardziej mokra. Poczułam zapach cytryny i uświadomiłam sobie jak bardzo jestem spragniona. Łapczywie wypiłam podaną mi szklankę wody.
- Dziękuję - powiedziałam podając mu pustą szklankę.
- Za co mi dziękujesz?
- Sama nie wiem... - odpowiedziałam cicho i chciałam się znowu wtulić w poduszkę.
Objął mnie i przytulił. A ja płakałam. Bowiem doznania, które stały się moim udziałem były bardzo sprzeczne. Sama nie wiedziałam już kim jestem. I kim jest On.
- Następnym razem dobrze się zastanów, zanim wyjawisz komuś, że jesteś... księgową. Mówiłem ci - księgowość to bardzo podniecająca dziedzina... A ty jesteś świetną księgową...


******

Kiedy w łazience spojrzałam na swoje ciało odbite w lustrze, doznałam niesamowitego wrażenia. Przypomniała mi się Nagiko, bohaterka filmu 'The pillow book' Petera Greenaway'a, której kochankowie nanosili na skórę swoje wyznania. I ona i ja opętane słowami, obie pozwalające się słowom uwodzić i przenosić w nieskończone przestrzenie. Obie będące i piórem, i papierem... Ale na moim ciele oprócz liter i cyfr On zostawił jeszcze inne znaki. Kierunkowskazy do innego świata... Znaki flamastra zmyła woda... Inne zostały na dłużej... Na zawsze?... Może...


******

Jestem suką i jestem z tego dumna!

Opublikowano

Witaj Jay Jay ,

Mroczne klimaty dominacji i uległości mnie pociągają :). Piszę tak jak czuję, jak pamietam, a więc bardzo osobiście.
Nie jestem jednak przekonana czy inne z moich opowieści pasowałyby do tego miejsca. Klimaty, o których piszę są zdecydowanie dla dorosłych a nie wiem czy nie zagląda tu młodzież. Jeżeli jesteś zainteresowany to odezwij się do mnie a uchylę rąbka tajemnicy [email protected].

pozdrawiam
zooza

Opublikowano

Długo zastanawiałem się nad komentarzem.

"W jego dłoniach" Blau c.d to mi się nasuwa na myśl...fakt księgowość może być podniecająca aż za bardzo..., udowadniasz, że literautra erotyczna też jest literaturą, dobrze, że to nie moje klimaty obsesyjne, bo na samą myśl robi mi się niedobrze...

Jestem pod wrażeniem.

Opublikowano

Piotrze,

Wygląda na to, że udzieliłeś mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Jaki może być odbiór moich opowieści przez ludzi nie związanych z klimatami dominacji i uległości. Jednocześnie utwierdza mnie to w przekonaniu, że brakuje na forum kategoryzacji tekstów (tematycznej, wiekowej), która być może uchroniłaby przed lekturą osoby nie zainteresowane danym tematem.

Dziękuję za Twój punkt widzenia. A co do kontynuacji to muszę Cię rozczarować, mój teksr jest sporo starszy niż 'W jego dłoniach' :)

zooza

Opublikowano

Uważam, że powinnaś tu zamieszczać swoje teksty ponieważ to co piszesz można jeszcze zakwalifikować do literatury. "Suczka... Podobnie jak książka którą, wymieniłem ( Była świetna!) traktuje o bardzo ważnej rzeczy. Pisałaś, że jest to bardzo osobiste więc mogę przypuszczać, że wiedzę na ten temat czerpiesz z własnych (seksualnych ?) doświadczeń i odpowiesz mi na to pytanie.

Jak bardzo można się zaangażować ( podejrzewam, że nie był to tylko jeden jedyny raz) w
coś co jest tylko spełnieniem erotycznych fantazji zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie.

W "W jego dłoniach" jest taki fragment, gdy główna bohaterka bawi się ze swoim synem, wciąż myśląc o "Mężczyźnie", i po akapicie wspomnień seksualnych wyczynów z nim, bierze na ręce swojego synka i wyznaje mu miłość matczyną. To jest przerażające.

W twoim opowiadaniu, bohaterka ma dzieci jeśli dobrze czytałem (a propos nie podoba mi się wyrażenie "na chacie" trochę z ulicy... ale np.) .
Co czuje kobieta wracająca po całej tej akcji do domu widząc dzieciaki niech bedzie przed komputerem? ( O mężu nie wspominam, boto normalne, że często wiążemy się z nieodpowiednią osobą, to oczywiste, ludzie są omylni)
Chyba tego w twoim opowiadaniu mi zabrakło.
Co czuje kobieta , która robiła z siebie przed kilkoma minutami worek treningowy,patrząc na swoje dzieci, które gdy dorosną chciały by być dumne ze swojej mamy?
Mam nadzieję, że mi odpowiesz.

Co do wątpliwości, czy zamieszczac tu swoje teksty, musisz wiedziec, że tu jest straszny przesiew naprawdę dobrego pisarczykowania z grafomanią. Piszesz nieźle moim zdaniem, pierwszy tekst był równie ekscytujący :)

Aha i jeszcze jedna rzecz, która mnie nurtuje. Masz rację, nie jestem związany z klimatem dominacji i stąd kolejne moje pytanie (chyba istotne i nie wyjdę na głupka).
Czy po całym akcie seksualnym, bicia, poniżania, dominacji, jest miejsce na czułość?, na przytulanie?,
Znów wspomnę tę książkę, wybacz ale to moja jedyna lektura jesli chodzi o ten temat, Mężczyzna do końca był nieugięty, stanowczy, brutalny, chamski, ordynarny, Czy to nie na tym polega? Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na czułość?

p.s Masz rację, źle się wyraziłem pisząc kontynuacja "W j d " Nie miałem zamiaru posądzać Cię o plagiat. :))

pozdrawiam bardzo niedzielnie

Opublikowano

Witaj Piotrze,

Dużo pytań Twoim komentarzu, dużo pytań, ale spróbuję odpowiedzieć, choć wiem, że nie będzie to łatwe. Przede wszystkim dlatego, że trudno jest mówić o bdsm w sposób, który będzie zrozumiały dla ludzi za poza tego klimatu. Jak każde środowisko ma swój język, swoje kanony zachowań, swoje rytuały. A czy jest to tylko spełnienie erotycznych fantazji? A może… styl życia. Postaram się opowiedzieć co nieco starając się jednocześnie, żeby niniejszy komentarz nie został odebrany jako agitacja czy szerzenie perwersji.

Może na początek kilka spraw z kategorii definicji i teorii (od czegoś trzeba zacząć). Osoby z poza klimatów określane są mianem Waniliowych, które to słowo nie jest bynajmniej nacechowane pejoratywnie. I chociaż wskazuje na pewien podział z kategorii ‘my’ i ‘oni’ to pozwala na szybka komunikację i odpowiednie moderowanie choćby rozmowy jeśli towarzystwo jest oprószone wanilią. Do tego dochodzi konwencja nomenklaturowa. Osoby dominujące nazywane Panem/ Panią/ Masterem i osoby uległe przyjmujące miano psa/suczki, niewolnicy/niewolnika. Wszystko zależy też od dziedziny, którą się preferuje.

BDSM to zbiór zachowań z trzech kategorii. Przede wszystkim B&D (Bondage & Disicpline czyli krępowanie wraz z ograniczaniem swobody, niewola, karanie związane z dyscypliną), D&S (Dominance & Submission czyli zasady współzależności pomiędzy osobą dominującą a uległą), S&M (Sadizm & Masochizm czyli podniecenie seksualne spowodowane zadawaniem przemocy i doznania związane z doświadczaniem). Nie ma ostrej granicy pomiędzy B&D, D&S oraz S&M. Trzy inne podstawowe zasady BDSM to bezpieczeństwo, rozsądek oraz wzajemna zgoda.

To o czym piszę pochodzi wyłącznie z doświadczeń własnych. Co nie znaczy, że moja wiedza na temat bdsm’owego świata nie jest uzupełniona teorią przedmiotu czy wymianą doświadczeń z osobami o zbieżnych zainteresowaniach. Nie mniej jednak każda para osób zagłębiająca się w klimaty tworzy własne bdsm, nie ma recepty postępowania. Mało tego, wiele z aspektów bdsm wkroczyło do waniliowych sypialni (choćby pokryte różowym futerkiem kajdanki :)

Pytasz o miejsce na czułość. Jak już wspomniałam podstawą zdrowych relacji są bezpieczeństwo, rozsądek oraz wzajemna zgoda. Celem nie jest zwierzęce znęcanie się nad drugim człowiek, co obrazowo określiłeś byciem workiem treningowym. Celem jest danie sobie wzajemnej przyjemności, z poszanowaniem granic akceptowalnych przez każdą ze stron. Wrażenia w dużej mierze bazują na chemii, a dokładnie na działaniach stymulujących wydzielanie endorfin czy adrenaliny. Dreszczyk emocji. Czy w namiętnym pocałunku kiedy kochankowie w euforii przygryzają swoje wargi czy języki można ich nazwać kanibalami? A co z kobietami, które w ekstazie wbijają paznokcie w ciało kochanka? Granica jest bardzo płynna. A świat bdsm to świat tworzony za każdym razem na nowo. Zwykłe zabawy z zawiązanymi oczyma, kiedy każdy dźwięk, każdy dotyk zdaje się być nieziemskim odczuciem. To także bdsm. Czułość i bliskość są nierozerwalnie związane z bdsm, są jego częścią. Choćby dlatego, żeby móc wyrazić wdzięczność partnerce czy partnerowi za przyjemność jakiej się doznało. Choćby po to, żeby zażegnać strach, który się pojawia. Po to, żeby zaufanie, którym obdarza się tę drugą osobę oddając się we władanie nigdy nie było zachwiane.

Jak bardzo można się zaangażować? Bardzo. Bardziej niż jesteś sobie w stanie to wyobrazić. A jeżeli u podstaw takich relacji leży silne uczucie – jeszcze bardziej. Na pytanie co na to mąż odpowiem krótko – zachwycił się tym, zatracił wraz ze mną i dajemy sobie rozkosz kochaniem w ten wyrafinowany sposób. Jeśli zaś chodzi o dzieci to żyją z dala od tego świata, nie mam prawa żeby kształtować ich psychikę w na swój sposób. Nie widzę powodu, żeby nie mogły być ze mnie dumne w przyszłości.

Mam swoją opinię na temat książki „W jego dłoniach”, która przedstawia po prostu związek toksyczny, a o takie nie trudno. Nie ma reguły. Nie mniej jednak podstawowa informacja wyłaniająca się z kartek tej książki jest prawdziwa. Emocje, których doświadcza się w bdsm’owych relacjach są bardzo silne i można zaryzykować, że nic nie jest takie samo później.

Mam nadzieję, że odpowiedziałam choć na część Twoich pytań.

Pozdrawiam przed-poniedziałkowo ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ja również za pokój. W poniedziałek wrzucę taki wiersz-modlitwę antywojenną, skierowaną tym razem do mężczyzn, nie do Boga... Zauważyłem, że Twoje wiersze to modlitwy o miłość. Są łagodne, bardzo kobiece -a  moje brr bywają wrzaskliwe i heretyckie, ale żyję w stałej przyjaźni z Bogiem, to fantastyczna przygoda. Dobranoc

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ja jeszcze wskoczę do geopolityki, kursów walut, BTC, a dopiero później do łazienki.    
    • Pokazali jej śmierć Nie bała się jej Pokazali jej życie Była przerażona Ona
    • Piszę te wersy dla Was Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas.  Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza. Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat. To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć.  Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani. Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku) To dla Was Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali  Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was) Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu To jest w nas Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was) Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej  Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj Wszystko ma swój początek w jednym miejscu  Jak od jednego słowa  Jak od jednej liczby  Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach  Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem  Dla nas niezrozumiałym Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym A musiałobyć coś wcześniej przecież I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba  Pod opieką słońca Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy  Pod opieką się miej samego siebie I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze O czym ja pieprze Bluźnię Mieszam Boga z Diabłem Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia  By nie było walki Jezusa z Szatanem Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia szatanie wróć do nieba Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła Zgaś czarny płomień ogniska I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam KONIEC BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ I SIĘ UDAŁO POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO  NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...   PS TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE  I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE JESTEM NIGDZIE NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE
    • świeca która nie boi się nocy... choć przecież czasem drży...  (ale to wina wiatru ;))   spolt - literówka?   Serdeczności     
    • @LessLovemodlę się za pokój, za siebie i za miłość:) pozdrawiam:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...