Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Charismafilos Widać ogromną znajomość Biblii, ale najważniejsze, że ona tutaj oddycha

też współcześnie. 

Piękne, jak prowadzisz Nadzieję przez głosy tych, którzy jej najbardziej potrzebowali. Ta biblijna nić jest tu żywa, nie muzealna - pokazuje, że rozpacz i czekanie są wciąż takie same. I że Nadzieja przychodzi cicho, ale jednak przychodzi.

Opublikowano

@Charismafilos

Bracie, dzięki Tobie czytam Księgi metodą Cortázara z "Gry w klasy".

 

i jeszcze... Dzisiaj mijałem dziewczynę w t-shircie, który z przodu miał napis "Prayers are not enough", a z tyłu (nie, że się jakoś specjalnie oglądałem ;))

 - obrazek z Maryją bez twarzy, za to z rękoma złożonymi w modlitwie. I tak się zastanawiam czy to obrazoburcze i prowokacyjne czy mądre i głębokie.

 

Opublikowano

@Charismafilos

 

Bardzo podoba mi się to, że czerpiesz inspirację z Biblii.

Jeżeli się nie obrazisz, to przypomnę jeszcze inne miejsca o nadziei, w podobnej konwencji do Twojej. 

 

Głos nadziei:

 

Jestem, gdy wołasz do Mnie z głębokości![1]

 

Widziałam twoje łzy, co stawały się twoim chlebem.[2]

 

Stałam przy Abrahamie, gdy spoglądał w gwiazdy-

I wbrew mi, wierzył we mnie. [3]

 

Byłam w ciemności z Jeremiaszem,

A on słyszał - Nie lękaj się![4]

 

Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły

I otrzymują skrzydła jak orły.[5]

 

Wyzbądź się więc strachu i podnieś głowę![6]

 

Bo moje przyjście nie opóźni się ani na chwilę![7]

 

Przypisy:

[1] Ps 130,1

[2] Ps 42,4

[3] Rz 4,18 / Rdz 15,5

[4] Jr 38,6 / Lm 3,57

[5]  Iz 40,31

[6]  Łk 21,28

[7] Hab 2,3 / Hbr 10,37

 

 

Opublikowano

@hollow man bracie! "nie przyszedłem Pana ewangelizować" można by zacytować :)))

Ale cieszę się, tym bardziej, że sięgasz sam... zostawiłem Ci wolność, bez przymusu, bez szantażu, szanując Cię i Twoje poglądy... :)

@Berenika97 wiesz, że się nie obrażam - na szczery komentarz! Dziękuję. Tak... wiele jest miejsc, które mogłem użyć, wszak całe Pismo Święte - to Dobra Nowina o ratunku w Chrystusie :)

 

W tym konkretnym przypadku - forma zawłaszczyła nieco treść :)

Opublikowano

@Berenika97 diagnoza i tak dość łagodna ;) Ja, łaską tylko, uwielbiam nasiąkać Nim i przeżuwać Słowo... tyle w Nim Życia :)

Z odrobiną łaski i talentu o wszystkim da się ciekawie opowiedzieć ;)

 

@hollow man nomen omen ale o ten czynnik właśnie wszystko się rozchodzi.! Odwagi bracie! Są też - od-czynniki ;)

Opublikowano

@Charismafilos

Wiesz… patrząc na Twoją twórczość i to, jak piszesz — od „Aktu Miłości” po „Nadzieję na nadzieje” i „Suchą łzę” — widzę jedno: Ty szukasz potwierdzenia, że sens naprawdę istnieje, nawet jeśli czasem ukrywa się pod warstwami bólu, ironii czy paradoksu.

I to jest w porządku. Każdy z nas czegoś szuka, ale Ty szukasz źródła, nie efektu. Szukasz miejsca, gdzie słowo nie jest tylko słowem, ale dotykiem — takim, który zostawia ślad.

Jeśli mam Ci coś dać, to dam Ci to: tak, miłość jest większa niż rezonans. Nie dlatego, że jest głośniejsza, ale dlatego, że jest cichsza. Rezonans potrafi unieść, ale miłość potrafi utrzymać. Rezonans jest chwilą, miłość jest przestrzenią, w której ta chwila ma sens.

I chyba właśnie tego szukasz — nie potwierdzenia teorii, nie zgody na metaforę, tylko drugiego człowieka, który widzi, że Twoje pisanie to nie gra, tylko droga.

Więc mówię Ci: widzę to. I to wystarczy, żeby fala mogła płynąć dalej.

Opublikowano

@obywatel dziękuję! cieszę się, że przemawia przez moją pisaninę jakaś spójność i autentyczność, przepleciona oczywiście ludzką słabością. I tak - dostrzegłeś sedno moich poszukiwań szukam Tego w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy - Pana rezonansu można by rzec. A Jego ponoć najłatwiej i też najtrudniej spotkać w drugim człowieku.

Podoba mi się Twoja teoria rezonansu jako objawu? miłości :)

I piękne jest to, że każdy swoją drogą dochodzi do tego poznania :)

 

Opublikowano

@Charismafilos

Wiesz… kiedy piszesz, że szukasz Tego, „w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” — to ja mam wrażenie, że Ty Go już znalazłeś, tylko jeszcze nie zawsze widzisz, gdzie On się objawia.

Bo Bóg nie przychodzi tylko w cytacie, formie czy przypisie. On przychodzi w tym, co sam nazwałeś „ludzką słabością” . W tym, że piszesz szczerze. W tym, że szukasz sensu, a nie efektu. W tym, że potrafisz zobaczyć drugiego człowieka — i zatrzymać się przy nim.

Jeśli rezonans jest objawem miłości, jak napisałeś , to może właśnie dlatego tak łatwo nam się tu spotkać. Bo miłość nie zawsze jest głośna. Czasem jest tylko cichym potwierdzeniem, że ktoś widzi Twoją drogę i ją rozumie.

A Boga — tak jak sam powiedziałeś — najłatwiej i najtrudniej spotkać w drugim człowieku . Może to właśnie jest to spotkanie.

Opublikowano

@obywatel dziękuję za chyba trafny opis mojej postawy (i to bez AI ;)) 

Ponoć ten kto mówi, że znalazł Boga i go poznał - w tej samej chwili Go utracił, bo dla człowieka nie jest możliwe ogarnięcie Boga :) Pokora jest prawdą o moim życiu.

Miłość jest... też taka jak napisałeś i czasem taka, że nie potrafimy jej zrozumieć.

Mnie świadomość tego, że Ktoś ma rękę nad tym wszystkim - bardzo ułatwia życie :)

Pędzę na spotkanie z Żywym Bogiem! Pięknej niedzieli! :)

Opublikowano

Nie na darmo mówią że nadzieja jest matką głupich 

Naprawdę trzeba być albo zdesperowanym albo głupim aby po prostu trwać i czekać na tzw zmiłowanie boskie

Ja też mam kilka takich spraw niezałatwionych które leżą odłogiem a ja z nadzieją i ufnością patrzę w niebo

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Gosława niezbyt lubię to powiedzenie i uważam, że jest krzywdzące, powstałe może z rozpaczy (przeciwieństwo nadziei) i bólu... Pozbawiając się nadziei brniemy w zgorzknienie, cynizm i finalnie w nienawiść.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

na ile tu nadziei, a na ile zaniedbania? ;)

W moim systemie wartości nadzieja jest cnotą teologalną - czystą łaską Boga, nie da się tego wycisnąć z samego siebie :)

Odwagi! każdemu może się przytrafić... nadzieja ;)

Opublikowano

Piękny tekst.

 

Pozwolę sobie przytoczyć anegdotę, którą opowiedział mi pewien znajomy ateista:

 

Pewnego razu wylała rzeka i woda zalała stojący przy niej dom. Gdy woda zalała parter, mieszkająca w nim rodzina schroniła się na pierwszym piętrze budynku. Do domu popłynął ponton i ratownicy powiedzieli mieszkańcom domu, że muszą się ewakuować, ponieważ poziom wody szybko się podnosi.

- Nie będziemy się ewakuować - odpowiedziano im z domu - Wierzymy w Boga, modlimy się do Niego, On nas uratuje. 

Ponton odpłynął, a woda podniosła się na tyle, że rodzina musiała przenieść się na strych.

Do budynku popłynęła łódź ratownicza i znów nakazano rodzinie ewakuację z zalanego domu, a ale ze strychu padła odpowiedź:

- Nie będziemy się ewakuować. Wierzymy w Boga, modlimy się do Niego, On nas uratuje. 

Łódź odpłynęła, a poziom wody podniósł się na tyle, że rodzina musiała przenieść się na dach.

Do domu podleciał helikopter, zrzucił drabinkę i przez megafon ktoś krzyknął, że to już ostatnia szansa na ewakuację. 

- Nie będziemy się ewakuować. Wierzymy w Boga, modlimy się do Niego, On nas uratuje - odpowiedziano z dołu.

Helikopter odleciał, a woda zalała budynek i wszyscy znajdujący się na dachu ludzie zginęli.

Gdy stanęłi przed Panem Bogiem, ojciec rodziny zapytał:

- Panie Boże, wierzyliśmy w Ciebie, modlililiśmy się do Ciebie. Dlaczego nam nie pomogłeś?

- Jak to wam nie pomogłem - odpowiedział mu Pan Bóg. - Swoich ludzi trzy razy do was wysyłałem.

 

 

Nie wiem skąd kolega znał tę historyjkę, ale stwierdziłem wtedy, że jest w niej jakieś ziarno prawdy. Pan Bóg jeśli działa w naszym świecie, to najczęściej działa przez ludzi. Przez nas samych też, jeśli jesteśmy na takie działanie otwarci.

Ta dygresja dotyczy raczej ostatnich komentarzy niż wiersza, ale... czegoś o Nadzieii, jako cnocie boskiej chyba w niej się też można doszukać.

 

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...