Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

napisać wiersz, który wszystko zmieni

tego chłopaka na nowo w progu postawi

drzwi swojej dziewczyny

ukradkiem skradzionego przed jej mamą i tatą

buziaka na ustach wróci dotknienie

 

napisać wiersz, który rozumu doleje

kiedy serce słuchać nie potrafi

młodymi uczyni chwile przeszłe

wciąż wspomnieniem palące

czas najpiękniejszy miniony

 

napisać wiersz dla ukochanych chwil

które nie chcą powrócić

które nie chcą się powtórzyć

które sprawiają, że warto żyć

mimo, że nie ma już po co.

Opublikowano

@Berenika97

 

hmm, przyszło mi na myśl, że czas trzeba zatrzymywać kiedy jest, kiedy właśnie trwa. Tak należało zrobić. Kto posiadł umiejętność cieszenia się chwilą? Większość rozpamiętuje co było. To dobrze nie wygląda. Dziękuję za przystanek u mnie.

@MIROSŁAW C. @violetta bardzo dziękuję, miło.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Stracony... takiego wiersza raczej nie ma, który mógłby.. wszystko.. zmienić, a szkoda...

natomiast.. dla ukochanych chwil które sprawiają, że warto żyć.... można, a nawet trzeba.. zawsze... :)

Jest po co.. jak nie...

Słońca w duszy życzę.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję Dobrodziejko, wyczuwam nie tyle  "zachwyt poezją", lecz troskę. Hmm to znaczy, że słabe to pisanie :) Niestety to wszystko marność co nam życie oferuje. Piękny świat i człowiek, a tak mało mamy czasu i możliwości. Jakby pomiędzy światem a nami była szyba; możemy podziwiać, ale nie smakować, nie najeść się do syta.

serdecznie pozdrawiam panią Krukową :)

@Leszek Piotr Laskowski, @wiersze_z_szuflady, @Poet Ka

 

Bardzo Wam dziękuję za przystanek u mnie. Oby się Was rymy trzymały :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...