Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@.KOBIETA.

 

Twoje słowa płoną jak świeca między snem a jawą i w tej namiętnej półciemnosci pragnienie staje się jedyną prawdą

 

 

aromat

zmysłowość

namiętnosć

 

piękny wiersz Dominiko napisałaś:)

 

pozdrawiam Cię:)

 

Opublikowano

@FaLcorN

 

 

 

och @FaLcorN …słabo mi troszeczkę …mam zarumienione policzki, rozszerzone źrenice i takie motylki w brzuchu …!?

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

coś mi jest, tylko co ?

 

śliczny wiersz słodki Piegusku ! dziękuję ! 

 

 

@Migrena

 

dziękuję Migrenko ! Słońce dla Ciebie !

@LessLove

 

dobrze Braciszku ! Będę ostrożna ! Nie chcę roz-palić orga ! 

Opublikowano

@.KOBIETA. W zasadzie świeczka jest Ci podwójnie niepotrzebna do pożaru - skoro masz go również na policzkach. Nie wzięłaś kapelusza, Siostro?

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@.KOBIETA. Lepiej zupełnie "bez", chyba że lubisz bezy. Ale kapelusze przecież lubisz.

Opublikowano

@violetta

 

no pewnie ! Jesteśmy czarujące !

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

dzięki Violetta !
i nie śpiewaj Kornelowi chyba nie chcesz być łysa ?

@LessLove

 

lubię słomiane ! Mam chyba z dziesięć a Ty masz hawajską koszulę może?  

Opublikowano

Hawajskie tylko w parze czują się dobrze, są naturalnie towarzyskie, jak pęk kokosów na palmie.

@.KOBIETA.

W czasach, kiedy "uprawiałem magię" także z Twojej zachęty - byłem pewien, ze masz w imieniu "M', ale później byłem też pewien, że masz także "M" i"N", nie potrafiłem ich połączyć i miałem Cię zapytać o imię. Uśmiałabyś się.

 

Twoje imię jest "modlitwą", ono autentycznie zobowiązuje i wierzę, że chroni Cię, dzięki uczuciu rodziców. Nie zawiedź ich.

Opublikowano

@LessLove

 

Magię z mojej zachęty? Ja się broniłam przed Twoimi wróżbami! Prawie paranoi dostałam!

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

tak…myślę, że mnie chroni. Mam również swoje anioły i swojego kruka

staram się nie zawieść, szczególnie tych, których kocham! Dziękuję  

@FaLcorN

 

Kornel …


 


 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...