nie zaczyna się od dotyku
tylko od tego, że świat na chwilę nie trafia w siebie
jakby ktoś źle złożył rzeczywistość
i zostawił szew na powietrzu
ty przychodzisz nie jako osoba
tylko jako gęste przesunięcie grawitacji
i wszystko, co było spokojne
zaczyna się spóźniać do własnych kształtów
miłość nie ma tu cienia
ma podskórny uskok tektoniczny
w którym nasze linie papilarne
ścierają się na ostry pył
zanim zdążymy zacisnąć pięść
miłość nie ma tu serca
ma pulsowanie w miejscach, których nie da się wskazać palcem
bo palec też już nie jest pewny, gdzie kończy się ciało
stoimy naprzeciw
i między nami nie ma przestrzeni
jest napięcie, które udaje oddech
każde spojrzenie to błąd w systemie świata
każde milczenie robi się ciemniejsze niż słowa
bo wszystko, co ważne, dzieje się wcześniej niż język
drżenie nie jest ruchem
to moment, w którym rzeczywistość orientuje się
że mogłaby być inna
i wtedy twoja obecność
przechodzi przeze mnie jak prąd, który nie pyta o drogę
tylko wybiera najkrótsze spięcie między dwoma istnieniami
nie wiemy, czy to miłość
czy tylko eksperyment wszechświata
który sprawdza
czy dwa ciała mogą pamiętać jedno światło
i właśnie wtedy
gdy świat ma jeszcze chwilę wahania
zanim nazwie nas czymkolwiek
drżenie nie ustępuje
tylko zapada się głębiej
jakby rzeczywistość
zaczęła tracić pewność
czy kiedykolwiek była całością
oddech już nie należy do nas
tylko do tego
co między nami