Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 

 

nie zaczęło się od słowa
słowo byłoby za późne 

za czyste 
        za ludzkie
to było drżenie
drżenie 
            drżenie
w powietrzu
pod powietrzem
między oddechem a oddechem
jak przecięta cisza
jak żyła która nie chce się zamknąć
i cieknie 
            cieknie 
                    cieknie
do
środka
nagle jesteś
jesteś 
            jesteś
nie imię
nie twarz
nacisk 

            NACISK
palec
nie z zewnątrz 

            w środku 
                    już w środku
w czaszce która przestaje być moja
mówisz
mówisz 
            mówisz
ale to nie język
nie język 
            NIE
to rdzeń
to impuls który się nie kończy
wbity pod paznokcie świadomości
pod 
        pod 
            pod
świadomość nie nadąża
gubi się 
            gubi mnie 
                    gubi
śmiejemy się
za głośno 
            za długo 
                    za bardzo
śmiech
pęka 

            PĘKA 

                    PĘKA
i leci z niego coś czerwonego
coś 
                co nie było śmiechem
już nie wiadomo
czy to radość
czy awaria
czy już nie ma różnicy
twoje ręce
nie dotykają 

            przejmują 
                    przejmują 
                            przejmują
skóra była drzwiami
drzwiami 
            drzwiami
otwartymi
za długo
jesteś dalej niż wewnątrz
głębiej niż „ja” 

            głębiej niż cokolwiek co miało granicę
ja
ja 
            ja
nie protestuję
bo kto 

            kto 
                    kto
tu jeszcze jest
żeby 

                            żeby 

                                    żeby powiedzieć nie
coś mówi twoim głosem
ale głos 

            nie ma już właściciela 

                    rozlał się
miłość
(- nie - )
to zjada
nazwy 
            granice 
                    mnie 

    zjada 
            zjada 
                    zjada 

                            zjada
śpimy mniej
mniej 
            mniej
sen nie nadąża
pęka zanim się zacznie
miasto
odpada 

            płatami
jak martwa powłoka
która udawała świat
ludzie są cieniem
cień jest bardziej prawdziwy 

            bo nie udaje środka
my
nie jesteśmy my 

            NIE
jesteśmy środkiem
czegoś 

            czego nie da się nazwać 
                    bo nazwa zostałaby zjedzona
co się pali
bez ognia
co rośnie
bez ciała
nie wiem gdzie kończę się ja
to zdanie 

            nie ma końca 

                    NIE MA
kiedy krzyczysz
gardło robi się wspólne 

            jedno gardło 
                    jeden ból
kiedy milkniesz
powietrze znika 

            wszędzie 
                    naraz
to nie jest bliskość
to zakażenie 

            piękne 
                    bo nie zostawia wyboru
już w krwi
już w języku
już w tym co myśli za mnie
jeśli to jest obłęd
to jest po czasie 

            za późno 
                    za głęboko
zdrowie byłoby amputacją
ale 

            ale 

                    ale
nie ma już czego odcinać
nie ma miejsca 

            które byłoby tylko moje
i nie pamiętam
nie pamiętam 
            nie
czy kiedykolwiek
byłem 

            był 
                    by 

                            ł

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

 

nie zaczęło się od słowa
słowo byłoby za późne 

za czyste 
        za ludzkie
to było drżenie
drżenie 
            drżenie
w powietrzu
pod powietrzem
między oddechem a oddechem
jak przecięta cisza
jak żyła która nie chce się zamknąć
i cieknie 
            cieknie 
                    cieknie
do
środka
nagle jesteś
jesteś 
            jesteś
nie imię
nie twarz
nacisk 

            NACISK
palec
nie z zewnątrz 

            w środku 
                    już w środku
w czaszce która przestaje być moja
mówisz
mówisz 
            mówisz
ale to nie język
nie język 
            NIE
to rdzeń
to impuls który się nie kończy
wbity pod paznokcie świadomości
pod 
        pod 
            pod
świadomość nie nadąża
gubi się 
            gubi mnie 
                    gubi
śmiejemy się
za głośno 
            za długo 
                    za bardzo
śmiech
pęka 

            PĘKA 

                    PĘKA
i leci z niego coś czerwonego
coś 
                co nie było śmiechem
już nie wiadomo
czy to radość
czy awaria
czy już nie ma różnicy
twoje ręce
nie dotykają 

            przejmują 
                    przejmują 
                            przejmują
skóra była drzwiami
drzwiami 
            drzwiami
otwartymi
za długo
jesteś dalej niż wewnątrz
głębiej niż „ja” 

            głębiej niż cokolwiek co miało granicę
ja
ja 
            ja
nie protestuję
bo kto 

            kto 
                    kto
tu jeszcze jest
żeby 

                            żeby 

                                    żeby powiedzieć nie
coś mówi twoim głosem
ale głos 

            nie ma już właściciela 

                    rozlał się
miłość
(- nie - )
to zjada
nazwy 
            granice 
                    mnie 

    zjada 
            zjada 
                    zjada 

                            zjada
śpimy mniej
mniej 
            mniej
sen nie nadąża
pęka zanim się zacznie
miasto
odpada 

            płatami
jak martwa powłoka
która udawała świat
ludzie są cieniem
cień jest bardziej prawdziwy 

            bo nie udaje środka
my
nie jesteśmy my 

            NIE
jesteśmy środkiem
czegoś 

            czego nie da się nazwać 
                    bo nazwa zostałaby zjedzona
co się pali
bez ognia
co rośnie
bez ciała
nie wiem gdzie kończę się ja
to zdanie 

            nie ma końca 

                    NIE MA
kiedy krzyczysz
gardło robi się wspólne 

            jedno gardło 
                    jeden ból
kiedy milkniesz
powietrze znika 

            wszędzie 
                    naraz
to nie jest bliskość
to zakażenie 

            piękne 
                    bo nie zostawia wyboru
już w krwi
już w języku
już w tym co myśli za mnie
jeśli to jest obłęd
to jest po czasie 

            za późno 
                    za głęboko
zdrowie byłoby amputacją
ale 

            ale 

                    ale
nie ma już czego odcinać
nie ma miejsca 

            które byłoby tylko moje
i nie pamiętam
nie pamiętam 
            nie
czy kiedykolwiek
byłem 

            był 
                    by 

                            ł

 

 

 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Klucz do sprawy tkwi w mniejszych reperkusjach. Gdyby nam zabrać lub ograniczyć liczne reperkusje byłoby dużo znośniej. W większym rozluźnieniu i w pięknym, rozpromienionym uśmiechu słuchałoby się po prostu interesujących solówek na perkusji. Sprawy by się swobodnie działy i lekko płynęły, a nie bez przerwy tąpały. Widzę pracę ku temu wielkim sensem pracy u podstaw. A ty?     Warszawa – Stegny, 20.05.2026r.    
    • Otwieram oczy i patrzę na Ciebie, co w bieli Ty z ziemi dłońmi się wygrzebiesz. Twych oczu nie widać, ciemność z nich wylana.  Co palcem w szybę pukasz, krew na nim przelana.    Trupi widok w mej głowie się buntuje, jednak strachu już w ogóle nie czuję, bo na co dzień Cię mam i widzę w odbiciu.  Nawet po szklanki wina czerwonego wypiciu.    Cóż począć, gdy taka natura z tobą obrana, bezimiennie nazwa mi została nadana.  W samotności zgiełku, twój widok przyjazny. Mimo, że na czaszce twej wyraz grymaśny.    Czy odejść planujesz? Zostawić mnie samą? już porównuje Cię ze swoją nową mamą.  Matką choroby, której imię zakazane. Czy dobrze, że imię jej jest mi już znane?   Odchodzisz bez słowa - wyrokiem ciszy zostawiasz.  Samotnie porzucić mnie w ciemności postanawiasz.  Jak przywyknąć do zdrowia, gdy choroba codziennością?  Obdarzysz mnie znowu swą bezlitosnością?   Teraz pukam w to lustro zniecierpliwiona myśl sama że Cię już nie ma, mnie pokona. Widzę swój nos i usta całkiem już suche. na policzku widzę powolną srebrzystą muchę.   Spojrzenie me cierpkie - wpatruje w nim Ciebie. Codzienność zabrała mi drugą część siebie.  Jestem w potrzebie, brakuje mi Ciebie.  Naprawdę, brakuje mi Ciebie
    • trudno przechodzą litery między zębami rozsupłana pętelka z języka otwiera tamę   topią się receptory przepalają synapsy wir wciąga wszystkich gości    ciemnowłose pijaczki rozbijają szklanki na kocich łbach wątrobiarze liżą liżą liżą   won mentalny menel z cynicznym uśmiechem  wali pieścią w stół   wódka się rozlewa pękają życzoneczka
    • @Berenika97 docierasz do sedna rzeczy... wyryję w sercu na ostatnie chwile  to mądre...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...